Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 maja 2010

Janusz P. Waluszko

Philippe Dollinger, Dzieje Hanzy (XII-XVII wiek), Gdańsk 1975


Wstęp

Hanza była związkiem kupców, potem miast. Istniały podobne organizacje w Italii i Rzeszy, ale żadna z nich nie miała tak wielkiego zasięgu (od Zuiderzee po Zatokę Fińską i od Bałtyku po Turyngię ponad 150 miast) ani długości trwania (od założenia Lubeki w 1158 po stowarzyszenie Lubeki, Hamburga i Bremy, które zastąpiło Hanzę w 1630 i nieudaną próbę odnowy związku na ostatnim sejmie w 1669). Ligi miejskie tworzono w obronie suwerenności i statusu prawnego ich członków, Hanza niemiecka działała dla obrony swych kupców za granicą i rozbudowy handlu. Na północy Niemiec zajęła miejsce słabnącego cesarstwa, prowadząc własną politykę a nawet zwycięskie wojny z sąsiadami, ale i w nich szło o interesy gospodarcze, nie politykę (może to brak dążeń politycznych sprawił, że władcom łatwiej było ją tolerować niż ligi miast). Nie będąc zwartą organizacją nie miała własnej wspólnej kasy, armii, floty ani urzędników. Organem ustawodawczym był sejm Hanzy, zwoływany rzadko i nieregularnie, nigdy w pełni reprezentatywny. Przetrwała dzięki poczuciu solidarności w walce o opanowanie handlu na północy Europy (rola przymusu była nikła). Żyła z pośrednictwa między wschodem i zachodem kontynentu, dopóki była to główna więź gospodarcza Europy, gdy wyparł ją handel z koloniami (wschodnie i zachodnie Indie) zaczęła podupadać, ulegając konkurencji nawet na swoim terenie.

Głową Hanzy od początku była Lubeka, założona od nowa w 1158 na szlaku między Bałtykiem i Morzem Północnym. Kupcy z Niemiec przybywszy nad morze ruszyli śladem Skandynawów (ograniczali się do handlu, rezygnując z rozboju) na wschód, ku Rusi. Tworzyli też nowe miasta, uzyskując dzięki temu lepszą pozycję handlową na danym terenie. Na Morzu Północnym docierali do Norwegii, Niderlandów i Anglii. W XIII w. Hanza miała niemal monopol na obu morzach (: Nowogród - Rewel - Lubeka - Hamburg - Brugia - Londyn). W XIV w. jej kupcy docierali lądem na południe Niemiec i do Italii, a przez Atlantyk do Francji, Hiszpanii i Portugalii. Jednocześnie zjawili się rywale (np. Holendrzy i Niemcy z południa), co wymusiło zmianę z hanzy kupców na hanzę miast, by móc skuteczniej rywalizować. Mimo paru sukcesów, Hanza była jednak za słaba (od początku XVI w. widać jej upadek), choć nie upadły same miasta (Gdańsk i Hamburg rozkwitły wręcz na wielkie metropolie), ani handel (szczególny rozwój przeżywał eksport towarów masowych, zboża i drewna), ale rósł w nim udział konkurentów. System ekonomiczny Hanzy był przestarzały, siła polityczna nowych państw większa, a solidarność związku malała.

Samo słowo hanza pojawiło się już w Biblii Wulfili z IV w., gdzie oznaczało orszak wojenny. Ponownie powróciło w XII-XIII w. między Sekwaną a Łabą, gdzie oznaczało podatek płacony przez kupców lub ich ugrupowanie za granicą i to ostatnie było najbliższe idei Hanzy. W początkach XIII w. w Anglii pisano o hanzie kupców > miast flamandzkich, w 1267 odniesiono to do kupców niemieckich w Londynie, potem hamburskich w Utrechcie i Ostkerke a lubeckich w Houk nad Zwijnem. W 1343 król Norwegii i Szwecji odnosił to już do ogółu północnych Niemców, co przeniesiono na związek miast, a nazwa stała się jego potocznym określeniem (zjawiła się później niż sama organizacja). Czym Hanza była? Pisano o niej jako lidze miast (do tego jednak brakło organizacji, a jej członkowie tworzyli ligi różne niż ona), stowarzyszeniu czy wspólnocie, ale sami hanzeaci to odrzucali, woląc się określać mianem ugody czy porozumienia. Mimo to Dollinger, przez analogię do niektórych innych korporacji średniowiecznych, woli mówić o wspólnocie hanzeatyckiej. Woli też tłumaczyć jej nazwę jako Hanza niemiecka (nie teutońska, jak u niektórych autorów francuskich, za łaciną idących). W XVIII w. nikt o Hanzie nie pamiętał, moda na nią wróciła z monografią Sartoriusa z 1808 r., choć badania na serio rozpoczęto w II połowie wieku.


Początki handlu i miast niemieckich

Bałtyk i Morze Północne były dla północnej Europy tym, czym Morze Śródziemne na południu. To główne morskie połączenie wschodu i zachodu kontynentu. W początkach XII w. dominowali tu Skandynawowie. Docierali do Anglii i Irlandii, gdzie istniały kolonie wikingów, także do Utrechtu, Bremy i Kolonii, zapewne Flandrii i Normandii, na północy na Islandię i Grenlandię a na wschodzie przemierzali niemal cały Bałtyk (ich rodacy, Waregowie przez Ruś docierali do Bizancjum i krajów islamu). Handlowali suszonymi rybami, skórami, solonym masłem, drewnem i towarami wschodnimi. Ten wpół rolniczy handel rozwijał się dobrze, koncentrując się coraz bardziej w miastach. Na południowych wybrzeżach Morza Północnego słabła rola Fryzji, rosła Flandrii. Tu sprzedawano głównie miejscowe sukno, może francuskie wino za wełnę z Anglii. Aktywne były też miasta nad Mozą, handlujące winem reńskim i artykułami metalowymi. Kupcy z Flandrii działali w północnych Niderlandach, Niemczech, może Skandynawii, choć tu dominowali Fryzowie, sięgający po Bałtyk, którzy wypadli z gry, bo nie tworzyli miast, coraz ważniejszych w handlu. Dwa wieki między Fryzami a pojawieniem się Holendrów to wielka szansa, którą Hanza w pełni wykorzystała.

Kupcy z Rzeszy docierali do Anglii od dawna. Kolonia w 1130 uzyskała prawo do handlu i dom kupiecki Londynie, kolebkę hanzeatyckiego kantoru, a w 1157 przywileje na handel winem. W zamian i oni brali głównie wełnę. Do Danii wozili sukno z Flandrii i własne wina, coraz częściej statkami własnymi a nie wynajętymi od Fryzów. Rolę floty kolońskiej pokazuje jej udział w krucjatach. Brema handlowała głównie ze Skandynawią. Na Bałtyk pływano wokół Danii, ale częściej wybierano skrót przez Szlezwik, częściowo lądem (wyładowywano towary, czasem przeciągano całe statki). Na Bałtyku, od kiedy w XI w. przyjęli chrzest, dominowali jednak kupcy z Gotlandii i to mimo braku miast, których rolę pełniły sezonowe faktorie. Najważniejsze było późniejsze miasto Visby. Handlowano głównie z Rusią. Od zarzucenia wypraw łupieżczych, handel skupił się w Nowogrodzie, gdzie już około 1080 kupcy gotlandzcy mieli swą faktorię z kościołem św. Olafa, goszczącą też Niemców, póki nie stworzyli własnego kantoru. Obok tego na Bałtyku handlowali kupcy ruscy z Nowogrodu, a na wodach przybrzeżnych Słowianie, Prusowie i Estończycy.

Przed założeniem Lubeki udział Niemców w handlu morskim na Bałtyku był nieistotny. Dominowali, w handlu lądowym na Nizinie Niemieckiej, choć i tu na północnym-zachodzie natrafiali na konkurencję Flamandów. W XI w. zanikł handel niewolnikami. Najaktywniejsza była Kolonia, choć jej rola na zachodzie była nieduża, aktywna była za to na południu i wschodzie po Austrię. Najważniejsze było wino reńskie oraz rudy miedzi i srebra z Harzu. Sasi nieraz handlowali nimi sami na szlaku Magdeburg - Kolonia, a Goslar wyrósł na ważny ośrodek obróbki metali. Docierali też do Szlezwiku już przed założeniem Lubeki. Ważny był pograniczny Magdeburg, centrum misyjne, ośrodek handlu i wojen ze Słowianami. W sumie handel niemiecki był aktywny głównie wewnątrz i nie liczył się poza granicami Rzeszy. W połowie XII w., granicą między Niemcami i Słowianami była Łaba i Soława. Wprawdzie Otton I założył na wschód od niej kilka marchii i biskupstw, ale zmiotło je powstanie Słowian w 983. Nowa frankońska dynastia była zajęta rywalizacją z papiestwem na południu. Zmieniło to panowanie księcia Saksonii Lotara III, od 1125 króla Niemiec, który wykreował trzech późniejszych autorów niemieckiego parcia na wschód, nadając w 1110 hrabstwo Holsztynu ojcu założyciela Lubeki, a marchię północną w 1134 Albrechtowi Niedźwiedziowi i wydając swą córkę za Henryka Pysznego, ojca Henryka Lwa (1142); poskromił też książąt słowiańskich.

Misje i wojny niewiele by dały bez kolejnych fal kolonistów, które od XII do XIV w. wylewały się za Łabę z przeludnionych obszarów zachodnich od Flandrii po Saksonię. Rozwój Hanzy wiąże się ściśle z zakończeniem się kształtowania się starych miast i zakładaniem nowych na przełomie XII i XIII w. Na zachodzie przyszłe główne miasta Hanzy były stare, rozwijały się od X w. wg podobnego schematu: dobre warunki dla handlu i rzemiosła > wzrost ludności miast > zgromadzenie w obrębie umocnień dzielnicy kupieckiej i dawnego centrum administracji kościelnej czy świeckiej > jednolite prawa (w/s gospodarki gruntami i handlu) właściwe dla danego ośrodka > wspólnota obywateli, często umocniona z pomocą przysięgi > w głównych ośrodkach władzę przejmują kupcy, często zorganizowani w gildie > rządy koncentrują się w ręku paru rodów patrycjatu > uniezależnienie miasta od pana feudalnego > rozwój organów samorządu (rada pojawiła się w końcu XII w.). Kolonia, jako jedyna miał jeszcze rzymskie korzenie. W XI-XII w. uzyskała polityczny status: gminy parafialne pod kierunkiem gildii kupieckiej połączyły się we wspólnotę miejską (rolę władzy pełniło kolegium ławników trybunału arcybiskupiego). W połowie XII w. miasto miało pieczęć i ratusz, ale radę miejską (Rat) uzyskało dopiero w 1216.

Były miasta, które prawa miejskie i samorząd uzyskały samodzielnie, ale większość czerpała wzory ze starszych ośrodków. Największą popularnością od końca XII w. cieszyła się redakcja praw miejskich Magdeburga, stając się inspiracją dla kilkuset miast na wschodzie Europy i symbolem prawa niemieckiego w ogóle. Od tego czasu zaczyna się epoka miast nowych, założonych w ściśle określonym czasie i w ciągu paru lat wyposażonych w prawa, instytucje i urządzenia miejskie, o regularnej siatce ulic. Stare miasta czasem rozwijały się przez stworzenie nowych dzielnic, a wręcz bliźniaczych miast. W północnych Niemczech istniało sporo aglomeracji z dwu i więcej miast z osobnymi murami, gminą i radą (mimo, że nie różniły się funkcjami), których proces jednoczenia był powolny a nieraz się cofał. Podobnie bywało na wschodzie, w Brandenburgu i Berlinie-Kolnie oraz Gdańsku, Królewcu i Rewlu. Wbrew dawnym twierdzeniom historyków niemieckich, nowe miasta na wschodzie nie zawsze powstawały na surowym korzeniu. Zdaniem Dollingera różnica polegała na tym, że w miastach słowiańskich nie było prawa chroniącego kupców, co tłumaczy popularność prawa niemieckiego, które przyjęły i miasta czysto słowiańskie. Łączyło się to z napływem niemieckich kolonistów (oferowali wyższe umiejętności kupieckie i rzemieślnicze), co w sektorze Hanzy niemal zatarło ślady dawnego słowiańskiego rozwoju miast.


Lokacja miast na wschodzie i związek kupców Gotlandii

W połowie XII w. wzmógł się niemiecki napór na wschód. Hrabia Holsztynu postanowił zasiedlić swe ziemie i pozbyć się Słowian z wschodniej części kraju. Dla pozyskania osadników posłał werbowników aż do Holandii i Flandrii. Jednocześnie założył port na wybrzeżu, wybierając na jego miejsce Starą Lubekę, a ściślej miejsce oddalone od niej o 5 km. Miasto, leżąc na ostrowie między bagnami, 20 km od morza, było zabezpieczone od ataku piratów, a rzeka dość głęboka, by mogły po niej pływać statki. Do tego miasto leżało przy najwęższym przesmyku Holsztynu, 50 km od Hamburga, co miało przyciągać kupców. Książę saski, Henryk Lew, zazdrosny o rozwój miasta, najpierw założył konkurencyjne miasto, a potem zmusił swego wasala do oddania mu Lubeki, której nadał liczne przywileje (1158/9). Mitem okazali się założyciele z wizją stworzenia miasta nowego typu nastawionego na daleki handel (nie ma też żadnych dowodów na to, że patrycjat z końca XIII w. miał z nimi coś wspólnego, a w paru przypadkach rody były na pewno nowe). Większą rolę niż kupcy grał zrazu książę. Ludność Lubeki rosła szybko. Za sprawą księcia w 1160 przeniesiono tu biskupstwo z Oldenburga. By rozwinąć handel książę otoczył opieką kupców z Rusi i Skandynawii, a lubeckich zwolnił z podatków.

Niemal od początku Lubeki w porcie zaczęto budować kogi (duże i zwrotne, dla handlu lepsze niż długie łodzie wikingów), niezbędne do handlu na Bałtyku. Innym jego warunkiem było dogadanie się z kupcami Gotlandii (w 1161 Henryk Lew doprowadził do porozumienia Niemców i Skandynawów na zasadzie wzajemności, potwierdzając przywileje Lotara). Zaczątkiem Hanzy stał się związek kupców niemieckich sezonowo odwiedzających Gotlandię. Należeli do niego kupcy z Lubeki, ale i Westfalczycy czy Sasi jadący przez Lubekę na Gotlandię i Ruś. Wybierali starszego i składali przysięgę posłuszeństwa i pomocy wzajemnej. W XIII w. było już czterech starszych, z Lubeki, Visby, Soestu i Dortmundu. Mieli oni te same uprawnienia, co późniejsi zarządcy kantorów Hanzy, sądzili swoich ludzi i reprezentowali ich przed obcą władzą. Związek działał głównie na Gotlandii, ale wkrótce szlakiem Skandynawów ruszył do innych portów bałtyckich, głównie na Ruś, potem i na Morze Północne. Obok handlu dbano o jego zabezpieczenie: kantory, przywileje, układy z miejscową władzą. Na Gotlandii wielu Niemców osiadło na stałe, tworząc własne miasto w Visby, połączone potem z miejscowym: wspólne było prawo miejskie, ale członków rady obie narodowości wybierały osobno (taką zasadę przyjęto później w Szwecji, inaczej niż na ziemiach Słowian, gdzie miejscowych nie dopuszczano nie tylko do rady, ale i do prawa miejskiego w ogóle). To paradoks, ale kupcy Gotlandii, którzy zgodnie ze wzajemną umową byli protektorami Niemców (wskazując im drogi handlu, udzielając zgody na pójście ich drogą i dając im opiekę w swych placówkach) szybko zostali wyparci przez nich z interesu.

Ważną placówką był Nowogród, gdzie Niemcy w 1205 stworzyli swój kantor. Początkowo były dwie grupy kupców, zimowi i letni. Pierwsi spędzali zimę w mieście, korzystając z sezonu na futra, a wiosną wracali zanim latem przybywali na krócej drudzy (w przerwie kasę zabierano na Visby). W 1201 po raz pierwszy kupcy przybyli do miasta nie rzeką a lądem od strony Dźwiny. Kraje bałtyckie zamieszkiwali poganie. Przenikanie handlu wiązało się z nawracaniem, podbojem i lokacją nowych miast. Biskup Albert rozpoczął krucjatę. Jej elementem stało się założenie Rygi w 1201. W 1202 dla prowadzenia krucjaty powołano zakon Kawalerów Mieczowych (dostęp do niego miała nie tylko rycerze, ale i kupcy). Wkrótce jednak miejscowe władze i nowe miasta zaczęły ograniczać wpływy związku. Najważniejsza była obrona zdobyczy, w 1236 Litwini pobili Kawalerów Mieczowych i misja mogła się załamać, ale uratowała ją interwencja zakonu krzyżackiego, który wchłonął zakon inflancki. Na swym terenie krzyżacy ograniczyli samodzielność arcybiskupa i miast. Nieco wolniej, ale dużo skuteczniej przebiegała ekspansja niemiecka na południowym wybrzeżu Bałtyku, a zwłaszcza nad Łabą. Wynikało to z faktu, że obok podboju, nawracania i handlu oraz zakładania nowych miast doszło tu do masowej kolonizacji wsi. Sprzyjali temu wszyscy książęta niemieccy i słowiańscy. Miasta pruskie były dużo bardziej regularne niż te między Łabą a Odrą. Ze swymi zamkami długo pełniły rolę militarną i były ściśle poddane władzy wielkiego mistrza, który jako jedyny władca został członkiem Hanzy.

Zrazu aktywność Lubeki kierowała się na Ruś, lecz wkrótce przesunęła się ku Skandynawii. Tu fala osadnictwa, głównie miejskiego, dociera w XIII i XIV w., choć skutki tego, także polityczne, były dużo mniejsze, stąd zapomnienie o tym kierunku ekspansji. Choć Niemcy nie mieli przewagi liczebnej, ich umiejętności (znajdujące w szwedzkim nazewnictwie rzemieślniczym) i pozycja sprawiły, że mieli połowę miejsc w radzie, czasem więcej. Zaporą dla ekspansji był fakt, że w Danii poza bydłem nie było niczego do kupienia. Inaczej było w Skanii, gdzie było dużo śledzi. Handel nimi na dużą skalę zainicjowali kupcy z Lubeki przywożąc sól z Lüneburga. W połowie XIII w. do targów śledziami włączyli się kupcy z Zachodu (Anglia, Niderlandy, Norwegia), wnosząc nowe towary, jak sukno, sól, zboże, skóry i piwo. Pomyślny rozwój targów wywołał niepokój Hanzy o przełamanie jej monopolu na pośrednictwo między wschodem i zachodem Europy, a reakcją było skuteczne zablokowanie od końca XIII w. wejścia na Bałtyk dla kupców z Zachodu (to oni jako pierwsi docierać na Bałtyk morzem, a nie lądem - na trasie Hamburg-Lubeka - jak Niemcy). Od końca XII w. Hanza dotarła Bergen, gdzie handlowano żytem, mąką i zbożem za dorsze, skóry i masło. Wzrost ludności przy słabości rolnictwa (mimo zakazu władz uprawę porzucano dla innych zajęć wobec konkurencji zboża z Niemiec) prowadził do całkowitego uzależnienia gospodarczego kraju, a opór Norwegów zakończył się ich klęską w 1294 i umocnieniem pozycji Hanzy.

W XIII w. kupcy niemieccy wkroczyli na Morze Północne, pływając z Hamburga ku Anglii i Niderlandom. Nie mogło tu być mowy o kolonizacji a nawet tworzeniu gmin niemieckich, więc ograniczyło się to do handlu z Brugią i paru angielskimi miastami. Szlak przetarła Kolonia, która od wieków handlowała z Brugią i Londynem. Sytuację zmieniło pojawienie się kupcy z Lubeki, Visby, miast bałtyckich i saskich. Od początku XIII w. docierali do Bostonu i innych miast, potem także Londynu, co tu wywołało niechęć i szykany ze strony kupców z Kolonii. W 1266 Hamburg, potem Lubeka dostały zgodę na stworzenie własnej hanzy w Londynie (samo słowo, właśnie w tych przywilejach, pojawia się po raz pierwszy). Istnienie trzech organizacji szkodziło interesom kupców z Westfalii, biorących udział w handlu na obu szlakach: bałtyckim i reńskim. W 1281 Wynegocjowali oni utworzenie wspólnej hanzy niemieckiej, co można uznać za początek właściwej Hanzy. Lepsza sytuacja panowała we Flandrii, gdzie Niemcy zjawili się późno, co może dziwić z uwagi na niewielką odległość i wagę Brugii w ich handlu, ale wynikało to z faktu, że wcześniej to Niemcy były obiektem ekspansji kupców flamandzkich. Od lat 1220-tych przybywają tu lądem (z Kolonii i Westfalii) i morzem (z Hamburga i miast na wschodzie). Nie było tu sporów o naruszenie monopolu jak w Anglii, a miejscowa konkurencja była silniejsza. Nie udało się stworzyć tu kantoru Hanzy, więc kupcy niemieccy żyli w rozproszeniu wśród miejscowej ludności, co sprzyjało kontaktom i przyswajaniu miejscowej kultury. Mimo to uzyskali liczne przywileje.


Zanik związku kupców gotlandzkich i rozwój ku hanzie miast

W ciągu wieku Niemcy wyeliminowali większość rywali z gry, nie tylko blokując im dostęp na Bałtyk, ale i przejmując handel między Anglią i Norwegią. Przywileje zdobyte w innych krajach stały się bazą dalszego rozwoju, a jednocześnie związek kupców odwiedzających Gotlandię zaczął podupadać. Jego siłą było wsparcie tworzących go miast, więc gdy te stanęły na nogi, stał się zbędny a nawet uciążliwy. W 1280 zastąpiło go porozumienie Lubeki i Visby, potem Rygi w/s ochrony handlu od Sundu po Nowogród. Spór Lubeki z Visby sprawił, że w 1299 Lubeka za zgodą reszty unieważniła jego pieczęć, co oznaczało jego formalną likwidację. Właściwą Hanzę utworzono pół wieku petem, ale już od połowy XIII w. podejmowano działania na rzecz lokalnych organizacji dla ochrony handlu (w reakcji na panujący w Rzeszy chaos w wyniku upadku autorytetu cesarstwa). W 1254 postał tymczasowy związek reński, bardziej trwałe okazały się dwie organizacje powołane wcześniej w 1246 w Westfalii i Saksonii, walczące o swobodny dostęp do rynków i zwalczanie wszelkiego agresora. Najważniejsze okazało się powstanie w 1280 związku miast wendyjskich z Lubeką na czele, z udziałem Hamburga i Lüneburga.

W ostatnim ćwierćwieczu XIII stulecia Hanza, wsparta przez związki miast, rozpoczęła skuteczną walkę o interesy swych członków w różnych krajach, a najlepszą jej metodą okazała się blokada (wstrzymanie handlu z danym miastem czy krajem): w 1277 zarządzono bojkot Nowogrodu, w 1280 Brugii (ugięła się po dwu latach), w 1284, gdy Norwegia chciała ograniczyć przywileje hanzeatów, zaprzestano wysyłania do niej żywności, a głód zmusił Norwegów do kapitulacji i zgody na zupełną wolność handlu bez opłat. W końcu XIII w. pozycja Hanzy wydawała się niezachwiana a sam związek spójny, w początku XIV w. okazało się to złudne a skutkiem tego było opóźnienie przejścia od związku kupców do związku miast, a w pewnej chwili wręcz groźba jej rozpadu. Zaczęło się od prób przywrócenia feudalnej zwierzchności nad miastami przez hrabiego Holsztynu i księcia Meklemburgii. Byli na to za słabi, ale do akcji włączył się król Danii, dążący do podboju północnych Niemiec. Lubeka zaatakowana przez Holsztyn i Meklemburgię w 1307 uznała duńskiego Eryka patronem a rok potem odmówiła udziału w przymierzu miast wendyjskich przeciw feudałom niemieckim. Było to dla niej korzystne, ale egoizm nadszarpnął jej prestiż. Gdy wyczerpana wojną Dania popadła w chaos, Niemcy przeszli do ofensywy. Feudałowie uznali przywileje miast szukając ich wsparcia w podboju Danii, do której za rycerzami podążyli kupcy, rzemieślnicy a nawet chłopi. Mimo chaosu i piratów, Hanza odbudowała wpływy i solidarność, a Lubeka swą kierowniczą rolę. Kryzys nauczył miasta nieufności do feudałów, którzy atakowali ich swobody, blokowali porozumienia i wciągali w swą - obcą im - politykę.

Prawdziwym ciosem dla Zachodu, szczególnie północnych Niemiec okazała się czarna ospa w 1350. Już w 1349 dotarła ona z Anglii do Szwecji i Prus, a doliną Renu posuwała się w głąb Niemiec. Rok potem z Fryzji, Jutlandii i Gotlandii dotarła na niemieckie wybrzeża, dziesiątkując ludność. Daneszacunkowe, wyrywkowe informacje mówią o stratach poszczególnych cechów, częściej zaś rad miejskich (od 27 do 42%); pozwala to stwierdzić, iż rzadko które miasto straciło mniej niż 1/4 ludności. Reakcją było otwarcie się miast na nowych przybyszów (ze wsi i innych ośrodków - przez około 10 lat przyjmowano ich 2-3 razy więcej niż zwykle). Doszło też do kumulacji własności w rękach patrycjatu (część właścicieli działek wymarła, część nie mogła spłacić długów, bo interes nie szedł). Osłabło niemieckie parcie na wschód, a brak dopływu niemieckich chłopów na wschód (ci, co chcieli awansować, mogli iść do opustoszałych miast) sprawił, iż ziemie dotąd nie skolonizowane pozostały puste lub utrzymała je ludność miejscowa. Miasta łatwiej było odbudować, więc nie widać tu załamania się niemczyzny, choć i tu mniejsze ośrodki w innych krajach mogły zacząć tracić niemiecki charakter a ich mieszkańcy asymilować się (tak było w Szwecji, może i w Polsce), ale póki co główne miasta (a to one stanowiły o Hanzie) były czysto niemieckie.


Hanza miast i jej walka w obronie przywilejów

Wojna angielsko-francuska powodowała rozwój korsarstwa i straty w handlu. Brak odszkodowań i ustanawianie, wbrew przywilejom, nowych ceł rodzi spory z Flandrią. Niemcy chcieli bronić swych praw, ale nie chcieli by kantor w Brugii uzurpował sobie prawo negocjowania w imieniu ogółu (analogicznie do zajść na Gotlandii), Lubeka zwołała w 1356 zjazd miast niemieckich, będący pierwszym sejmem Hanzy miast. Do Brugii posłano przedstawicieli, niewiele uzyskując od Flamandów, za to poddano władzy Hanzy miejscowy kantor. Zjazd uzyskał formalną a nie tylko faktyczną władzę nad kupcami niemieckimi za granicą. W 1361 delegaci z Lubeki i Visby narzucili swą władzę Hanzy kantorowi w Nowogrodzie, kantor w Bergen, którego status uznał w 1343 król Norwegii, od zawsze uznawał zwierzchność Lubeki, za to londyński (samorządny od początków w XIII w.) w 1374 poprosił o pomoc w negocjacjach w/s nowych obciążeń królewskich. Żaden kantor nie stawiał oporu ani teraz, ani w przyszłości, co wynikało z naporu miejscowych rządów i miast na odebranie Niemcom przywilejów i słabości kupców bez wsparcia Hanzy. Zjazd w 1358 był niepełny, przybyły miasta wendyjskie, pruskie i saskie, nie było inflanckich i westfalskich, które wolały uniknąć konfrontacji, jednak pisemna zgoda Visby i miast szwedzkich skłoniła Lubekę do interwencji. Ryzyko było duże, bo hrabia Flandrii popierał Brugię, ale brak niemieckiego zboża wobec nieurodzaju w Niderlandach w 1359 i blokada przemytu w cieśninach duńskich złamały opór, Brugia potwierdziła w 1360 przywileje Hanzy (dodając zgodę na handel detaliczny).

Tymczasem pojawił się groźniejszy i bliższy rywal: Waldemar IV, król Danii w 1360 zajął Gotlandię i odebrał Szwedom Skanię. Choć potwierdził przywileje Hanzy, było jasne, że idzie o panowanie na morzach i wojna stała się nieunikniona. Zjazd miast wendyjskich i pruskich w Gryfii ogłosił bojkot Danii i opodatkował miasta na rzecz wojny. Zawarto też sojusz z Norwegią i Szwecją oraz Szlezwikiem i Holsztynem. Na zjazd w 1367 zaproszono do Kolonii (chciano tym pozyskać ją i sąsiadów) miasta niderlandzkie (delegaci znad Zuiderzee: Kampen, Elburg i Harderwijk, Amsterdam w imieniu Holandii i Brielle z Zelandii) i zawarto ściślejsze przymierze pod dotąd nieznaną nazwą >konfederacji< kolońskiej (do 1385). Zjednoczone floty zrównały z ziemią Kopenhagę i zaczęły rabować wybrzeża duńskie i norweskie, hrabia Holsztynu wkroczył do Jutlandii a Szwedzi i Niemcy zajęli Skanię. W 1370 zawarto pokój za dawne przywileje (wolność handlu, zniesienie ceł w Skanii) i 4 zamki w Sundzie na 15 lat. Źródłem sukcesu (oprócz blokady i wsparcia książąt) była flota Hanzy. Z braku aktywności cesarstwa na północy, Hanza stała się główną siłą polityczną w tym rejonie, choć jej podmioty nie były nawet suwerenne (formalnie podlegały swoim feudalnym suwerenom), ale wystarczyła determinacja w obronie swych praw, to ewenement w skali Europy.

Opór miejscowych kupców przeciw nadmiernym przywilejom Hanzy i niechęć miast czy feudałów do płacenia odszkodowań za straty, głównie we Flandrii, Anglii i na Rusi, spowodowały wzrost napięcia i totalną konfrontację w 1388 (uniknięto jednak wojny). W 1392 uzyskano efekt w postaci odszkodowań (czy egzekucji na obcych kupcach zbiorowej odpowiedzialności za wyczyny ich rodaków), ale pozycja Hanzy słabła (opór miejscowych rywali, przejmowanie Flandrii i Niderlandów przez Burgundię i konieczność przenoszenia kantoru coraz dalej w razie sporów, słabe wsparcie ze strony krzyżaków). Był to ostatni wielki sukces Hanzy w Niderlandach. Na wschodzie przemyt (alternatywne drogi handlu) ucięła akcja Szwedów w Finlandii i krzyżaków w Inflantach, więc Nowogród w 1392 zawarł pokój (ważny przez ponad wiek i równie nieskuteczny). Wojna Meklemburgii o tron szwedzki i duński prowadzona z pomocą korsarzy doprowadziła do rozkwitu piractwa (tzw. braci witalijskich). Krzyżacy (chcąc uniknąć pacyfikacji sytuacji przez Danię) wysłali z Gdańska w 1400 flotę pruską, która wyparła ich z Bałtyku. Przenieśli się wówczas na Morze Północne do hrabiego Oldenburga i wschodniej Fryzji, gdzie dużym z wysiłkiem udało się ich unicestwić Bremie i Hamburgowi (1401), po czym przeszli do legendy, szczególnie Störtebeker.


Struktura Hanzy (czy jej brak)

Do połowy XIV w. do Hanzy należał ten, kto był niemieckim kupcem za granicą. Nie wiadomo, jak ustalano prawo do korzystania z przywilejów, najpewniej przez przyjęcie nowego członka w kantorze przez starszych, albo w porcie hanzeatyckim, gdzie przyłączał się do grupy ruszających w drogę. Przyjmowano nawet niemieckich kupców z innych krajów, np. Szwecji. Gdy powstała Hanza miast starczyło być obywatelem jednego z nich. Ale, które miasta były w Hanzie? Czy te, których obywatele byli przyjmowani w kantorze, czy te, które zapraszano na sejmy, mając pełnię praw do decydowania i przyjmując na siebie wynikające z tych decyzji zobowiązania? Nigdy nie było spisu miast-członków, istniała tylko świadomość tego, kto był wykluczony, jak Brema (1275-1358), czy nowy, jak Kampen. Zdarzały się spisy cząstkowe (wojskowych kontyngentów, zaproszonych na zjazd lub nieobecnych na nich), ale były różne (od 55 do 80 członków), czasem padały liczby realne (najczęściej 72) lub symboliczne (77). Historycy na podstawie danych z kantorów mówią o 180, czasem nawet ćwierć setki. W sumie istniały miasta większe, które organizowały Hanzę (ponad 70), i mniejsze miasta zrzeszone, których obywatel korzystali z przywilejów, ale one same nie brały udziału w organizacji Hanzy (ponad 100).

Wykluczenia były rzadkie i na ogół czasowe (najgłośniejszy przypadek to Brema, potem Kolonia); powodem były rozruchy w mieście i obalenie rady (w 1375 Brunszwik, w 1427 Brema, w 1454 Munster), rzadziej pogwałcenie praw (samowolne układy Kolonii z Anglią w 1471). Częściej i trwale odchodziły miasta same, pod naciskiem feudała (saskie Northeim w 1430, czy Berlin w 1452 i Halle w 1479) czy uchylając się świadczeniom wobec związku (w 1474 Wrocław). Największy rozwój ilościowy Hanzy miał miejsce w połowie XV w. Specyficznym członkiem Hanzy był wielki mistrz krzyżacki, jedyny władca (z uwagi na jego zasługi dla kolonizacji na wschód od Wisły i władzę nad miastami pruskimi i inflanckimi, jakiej nie miał żaden władca świecki czy biskup). Nie wynikało jednak z tego, że wszystkie miasta państwa zakonnego należały do związku, przeciwnie - członkami Hanzy było tylko 6 z nich (w Prusach i 12 w Inflantach). Kupcy zakonu mieli pełnię praw nie tylko w kantorze w Nowogrodzie, ale w Brugii pojawiły się wątpliwości. W 1390 za naruszenie praw związku wykluczono z Hanzy wielkiego szafarza. Innym nietypowym członkiem Hanzy była być może chłopska wspólnota z Dithmarschen na zachodnim wybrzeżu Holsztynu, która w latach1468-1558 pozostawała w przymierzu z Lubeką. Tak jak w wypadku krzyżaków, przypadek ten ukazuje różnorodność i elastyczność Hanzy.

Organem kierowniczym Hanzy od 1356 był zjazd (Hansetag). Do jego kompetencji należała ratyfikacja traktatów i przywilejów, negocjacje z obcymi miastami i władcami, wysyłanie misji, pokój, blokada czy wojna, decyzje o środkach finansowych czy militarnych, przepisy gospodarcze, przyjęcie i wykluczenie członków czy arbitraż w sporach między nimi etc. Mimo masy zadań nie udało się sprawić, by zgromadzenia ogólne stały się częstsze i regularne. Częstsze były zjazdy regionalne, czasem parę razy na rok. Wynikało to zarówno z kosztów delegacji, jak i małego zainteresowania wielu sprawami przez ogół miast, jeśli nie dotyczyły ich wprost. Wielokrotnie zdawano się na decyzje Lubeki, która w okresie między zjazdami faktycznie kierowała Hanzą (w XIII w. zorganizowała miasta, w XIV stworzyła z nich Hanzę a w 1418 poproszono ją formalnie o dbanie, wraz z resztą miast wendyjskich, o interesy wspólnoty. Nie oznacza to, że jej poszczególne decyzje, a nawet rola w Hanzie nie napotykały czasem oporu). Lubeka była miejscem większości zjazdów, w okresie 1356-1480 odbyło się tu 54 z 72. Czasem na zjazdy zapraszano ważnych gości: cesarza, arcybiskupa Bremy, książąt lub ich delegatów oraz przedstawicieli kantorów wzywanych w/s ich dotyczących.

Trudności delegowania na zjazd sprawiły, że częste były oddzielne zgromadzenia wewnątrz trzech okręgów, które odnotowuje już regulamin kantoru w Brugii z 1347. Główny okrąg zgrupowany był wokół Lubeki i obejmował miasta wendyjskie, pomorskie, saskie i brandenburskie; drugi stworzyły miasta westfalskie (z Dortmundem, potem Kolonią na czele), do których dla równowagi dodano pruskie; trzeci, najsłabszy tworzyło Visby (w XIII w. dość silne by nie dać się zamknąć w jednym z dwu w/w) i miasta inflanckie. Miasta pruskie i inflanckie, choć należały do jednego państwa zakonnego, znalazły się w różnych okręgach. Podział był dziwaczny, więc w tej postaci gromadzono się głównie dla omówienia spraw w Brugii (czy Flandrii w ogóle), gdzie właśnie w ten sposób podzielono miasta Hanzy. Ligi lokalne obejmowały nieraz miasta nie-hanzeatyckie, które w/s Hanzy wstrzymywały się od głosu. Najważniejsze były zjazdy miast wendyjskich, które załatwiały także interesy związku jako całości (mimo zarzutów o egoizm, nigdy nie cofnięto wobec nich mandatu z 1418). Obok miast hr. Holsztynu i księstwa Meklemburgii należał tu saski Lüneburg i pomorski Strzałów.

Obok zjazdu istniały kantory i faktorie. Zwano je gminą kupców hanzy niemieckiej (czy kupcami zrzeszonymi) w... określonym mieście (nazwa kantor pojawia się dopiero w XVI w.). Istniały od Portugalii po Ruś, ale najbardziej liczyły się cztery kantory. Dziwić może, że nie powstały w krajach tak ważnych dla Hanzy jak Polska, dania i Szwecja, ale do powstania kantoru trzeba było ważnego rynku, dużego miasta i przywilejów. Kopenhaga była ważna, ale w Danii nie było interesujących dla Hanzy towarów, ciekawsza byłaby Skania (śledzie), ale tu nie było dużego miasta. Z kolei w Sztokholmie (duże miasto, rudy metali) nie uzyskano przywilejów. W Polsce liczyły się położone po obu stronach granicy Toruń, Wrocław i Kraków, ale wszystkie one należały do Hanzy i tworzenie osobnego kantoru nie miało sensu. Kantory były lepiej zorganizowane niż Hanza: miały regulaminy, przywódców, kasę i sądy, także osobowość prawną i własną pieczęć. Każdy kupiec w danym mieście musiał zgłosić się do kantoru, przestrzegać jego praw i - poza Brugią - mieszkać na jego terenie (co roku wybierano z nich starszych, co było funkcją honorową a bardzo odpowiedzialną - sądy, dyplomacja, udział w zjazdach etc.). Działalność kantoru finansowano z kar sądowych i podatku od transakcji. Prawa Kolonii czy Lubeki mówiły, że wszędzie tam, gdzie zjawia się 4 i więcej kupców niemieckich należy wybrać starszego i stworzyć faktorię (równorzędną prawnie kantorom, choć o mniejszym znaczeniu handlowym). Ważne były placówki w Pskowie i Kopenhadze (od 1378) czy Bostonie.

Zadziwia przepaść między ogromem osiągnięć Hanzy i jej nikłą organizacją (nie było nawet wspólnej pieczęci odkąd zakazano używania jej związkowi gotlandzkiemu). Czasem próbowano wzmocnić organizację wspólnoty takimi porozumieniami jak konfederacja kolońska, ale się to nie udało; miasta bały się polityki i wojny. W sporach wewnętrznych stosowano arbitraż (unikano interwencji feudałów), a w razie braku ugody sąd zjazdu Hanzy (egzekwowano wyroki grzywnami i wykluczeniem ze wspólnoty > przywilejów, nigdy siłą). Na zewnątrz stosowano dyplomację, blokady (wobec Polski, Nowogrodu, Norwegii, Anglii, Szkocji, Flandrii, Francji, Kastylii i - na polecenie cesarza Zygmunta - Wenecji), a w ostateczności wojny (wynikało to z kosztów, ofiar i ryzyka, a także faktu, że wojny rodziły jeszcze większe spory wewnętrzne niż blokady). Blokady szkodziły handlowi, ale dotkliwiej odczuwali je inni, choć z czasem coraz trudniej szła ich organizacja (skutek konkurencji południowych Niemców i Holendrów, spory miast wendyjskich i pruskich). Wojny groziły także chaosem > rozwojem piractwa, do tego nie było własnej armii; w praktyce ich koszta spadały na miasta wendyjskie - większy zasięg miała wojna z Danią 1361-70 i Anglią 1470-74 (udział miasta Hanzy miały w oblężeniu Neuss przez cesarza w walce z burgundzkim Karolem Śmiałym w 1475).


Główne miasta Hanzy

Poza miastami szwedzkimi, Visby i Krakowem, miasta Hanzy należały do Rzeszy czy państw zakonu krzyżackiego, ale Hanza i cesarstwo to dwa różne organizmy, czasem przypadkowo miały zbieżne interesy, ale nigdy na serio się nie wspierały. Większe zainteresowanie przejawiali lokali feudałowie, lenni zwierzchnicy miast. Na ogół wystarczył hołd w zamian za potwierdzenie przywilejów (wyjątek to zakon krzyżacki z jego niemal totalnym zwierzchnictwem nad podległymi mu miastami). Książęta byli dużo słabsi od miast, zaczęli się umacniać od połowy XIV w. Na szczęście dla miast książęta byli najczęściej jeszcze mniej solidarni niż one. W połowie XV w. zdołali odnieść jednak pewne sukcesy, Brandenburgia zmusiła Berlin i Frankfurt nad Odrą do wystąpienia z Hanzy, a książę Geldrii opanował Arnhem (1466), ale to wyjątki. W drugą stronę Związek Pruski (szlachty i miast) powstały w 1440 zmusił do abdykacji wielkiego mistrza krzyżaków, Soest odparł atak abp Kolonii, Szczecin w/w Brandenburgii, a w 1475 miasta pokonały Karola Śmiałego pod Neuss. Mimo to bilans był dla miast coraz mniej korzystny, wojny rujnowały je, rosła rola książąt żyjących wojną i coraz bardziej obecnych w handlu zbożem.

Do Hanzy nie należało większość małych miast w jej strefie, kilka dużych, będących siedzibą feudała oraz port w Emden (rozkwitł dopiero w XVI w.). Najważniejsza była grupa wendyjska: Lubeka, Hamburg, Roztoka, Wyszomierz, saskimi Lüneburg i pomorski Strzałów. Poza Szczecinem miasta pomorskie były małe, a do Hanzy przystąpiły dopiero w końcu XIV w. Grupę saską tworzyło mniej więcej 25 miast, często ważnych: Brema, Brunszwik, Magdeburg, Halle. Miasta Brandenburgii, m.in. Berlin i Frankfurt, nie rozwinęły się szerzej, a w połowie XV w. zostały zmuszone do wycofania się z Hanzy. Najwięcej (80) miast hanzeatyckich było w Westfalii, choć tylko 15 z nich było aktywnych w jej strukturach; najważniejsze to Dortmund, Soest, Munster i Osnabruck. Ich osłabienie w wojnach feudalnych wykorzystała Kolonia, największe miasto średniowiecznych Niemiec, która stała się przywódcą miast westfalskich i nadreńskich. Miasta niderlandzkie przyjmowano z dużą nieufnością (widząc w nich furtkę dla przenikania Holendrów do Hanzy); zrazu tworzyły odrębną organizację nim część z nich nie została potem przyjęta do wspólnoty (najważniejsze było tu Kampen).

Miasta pruskie należały do zakonu krzyżackiego, którego wielki mistrz był członkiem Hanzy. Nastawione na masowy handel zbożem i drewnem z Anglią miasta te niechętne były polityce Lubeki i jej akcjom przeciw Danii (cieśniny duńskie były wówczas zablokowane) czy bojkotom na zachodzie, stąd ciągłe spory. Najważniejsze to Gdańsk, Elbląg, Toruń i Królewiec. Do grupy pruskiej należały też Kraków i Wrocław. W Inflantach liczyły się miasta pośredniczące w handlu z Rusią: Ryga, Dorpat i Rewel. Narwa, choć aktywna, nie została dopuszczona do Hanzy, mimo iż korzystała z jej praw w kantorze w Brugii (analogię na zachodzie stanowi Dinant). Visby liczono czasem do miast szwedzkich, które korzystały z kantoru w Brugii, ale ich pozycja w Hanzie była niejasna (nie wiadomo np. czy za członka Hanzy uznać Sztokholm, Kalmar i inne). Wydaje się, że traktowano je tak w XIV w., gdy ważniejsza była przynależność kupców (do prawa niemieckiego) niż potem, gdy miasta zaczęły nabierać szwedzkiego charakteru i straciły wsparcie podupadającego Visby. Ciekawa jest charakterystyka miast Hanzy w najpewniej XV-wiecznym powiedzeniu, że: Lubeka to dom kupiecki, Kolonia winiarni, Brunszwik arsenał, Gdańsk spichlerz zbożowy, Magdeburg piekarnia, Roztoka słodownia, Lüneburg spichlerz solny, Szczecin targ rybny, Halberstadt dom kobiet(?), Rewel skład lnu i wosku, Kraków skład miedzi, a Visby skład smoły i żywicy.

Najważniejsi zawsze był patrycjat (rentierzy i kupcy, często z tytułami czy aspiracjami do szlachectwa, często posiadacze majątków ziemskich w miastach śródlądowych i armatorzy w nadmorskich), wywodzący się nieraz ze szlachty czy urzędników władzy i kościoła, przeważnie z kupiectwa, często przyjezdny. Obcych bogaczy przyjmowano chętniej (niż swoich rzemieślników) do grona rady czy rodziny, co często się mieszało. Często zdarzało się tak, że większość rady stanowili krewni i powinowaci. Tytuły patrycjuszy typu: ludzie dziedziczący, brać rycerska czy junkrzy wskazywały na ambicje wejścia wręcz w grono feudalne. W miastach tworzyli elitarne gildie i bractwa. W miastach - nawet najbardziej liczących się w handlu - liczniejsi od kupców byli rzemieślnicy, zorganizowani w cechy. W sprawy wewnętrzne cechów Hanza interweniowała wyjątkowo, częściej przepisy wydawały zjazdy regionalne. W niektórych miastach najbardziej wpływowe cechy nie tylko zmonopolizowały wytwórczość, ale i uzyskiwały miejsca w radzie. W XIV w. obserwuje się zamykanie cechów na obcych. Skutek był dla nich zgubny, bo słabość liczebna w stosunku do rosnących w siłę kupców skazywała cechy (szczególnie włókiennicze) na porażkę w walkach politycznych. Walka ta rozwija się w XIV i XV w., osiągając apogeum w początkach XVI wraz z rozwojem reformacji. Był to pewien schemat, że pierwsze rewolty tłumiono, ale kolejne odnosiły sukces, choć nigdy całkowity, a po jakimś czasie sytuacja wracała do normy, tj. rządów patrycjatu (choć często z udziałem cechów). Sytuacja w Niderlandach była różna od Niemiec, a włókiennicy byli tam elementem bardziej rewolucyjnym.


Żegluga morska i śródlądowa

Do czasów Hanzy w użyciu były długie łodzie wikingów - szybkie, ale niestabilne i małe - oraz zachodnie nawy, bardziej owalne, wolniejsze, ale stabilniejsze. Ich ładowność nie przekraczała 15 łasztów (ok. 30 ton). Ekspansja na wschód (tj. handel, kolonizacja i krucjaty) wymagała większych jednostek. W końcu XII w. pojawiają się kogi o wyporności ponad 100 łasztów. Ogólnie, flota Hanzy miała statki większe niż floty innych krajów. Nie uzależniano konstrukcji statku zależnie od przeznaczenia, gdzie najważniejszy był przewóz towarów. Ludzi po okresie kolonizacji wożono rzadko (dyplomaci, pielgrzymi), a okręty wojenne niczym nie różniły się od reszty. Szacuje się dla XV w., że miasta Hanzy miały tysiąc statków o łącznej ładowności 30 tys. łasztów, z czego 1/3 przypadała na żeglugę przez Sund na Zachód, tyle samo po Bałtyku, 2 tys. łasztów ku Norwegii i Islandii, a 7-8 tys. na żeglugę po Morzu Północnym. Statki pływały wolno, 4-5 węzłów, przy dobrym wietrze do 8, pod wiatr niechętnie (z reguły wybierano przeczekanie złej pogody w porcie). Z Lubeki do Gdańska żegluga trwała 4 dni, do Bergen 9, czasem dłużej. Z Inflant do Francji rejs trwał 2 miesiące i dłużej. Zwyczajowo zimą nie pływano, ale w końcu XIV w. wprowadzono formalny zakaz żeglugi między 11 listopada a 22 lutego.

Większe statki mogły docierać bezpośrednio do Bergen, może do Gdańska, ale w innych portach ładunek trzeba było przenosić na mniejsze jednostki (od barek po małe żaglowce z pokładem). One też obsługiwały, łączącą porty z ich zapleczem, żeglugę śródlądową. Transportem rzecznym zajmowały się cechy flisaków (armatorzy i patrycjat nie widzieli w tym interesu dla siebie), które wraz z rozwojem prawa składu w XIV-XV w. zaczęły dążyć do zmonopolizowania swoich odcinków rzeki przez gildie przewoźników dużych miast (np. Berlin na Sprewie i Haweli, a hamburskie Bractwo św. Jakuba na dolnej Łabie). Wyjątek stanowiła Wisła, gdzie zakon krzyżacki w 1375 ustanowił ponad cechami miejskich przewoźników komitet regulujący zasady żeglugi. Żegluga śródlądowa mimo wszystko była opłacalna na tyle, że podjęto się regulacji rzek a nawet budowy kanałów (walcząc przy tym o monopol na te prace i zakaz tworzenia alternatywnych dróg na danym terenie). Najważniejsze kanały to krzyżacka droga wodna Pregoła - Zalew Kuroński, łącząca Gdańsk z Kownem, oraz kanał łączący dopływy Trave i Łaby, umożliwiający żeglugę między Lubeką i Hamburgiem z ominięciem cieśnin duńskich. W obu wypadkach szło o uniknięcie żeglugi morzem.

Do XIII w. sytuacja była prosta, właściciel statku był jego kapitanem i właścicielem sporej części przewożonego towaru. Ze wzrostem wielkości statki stawały się własnością kilku udziałowców (od 2 do 64 części; czasem jedna osoba mogła mieć parę udziałów, zawsze był wśród nich kapitan okrętu). Podział na coraz mniejsze kawałki wynikał z dziedziczenia, ale i chęci rozłożenia ryzyka w razie zatonięcia czy rabunku statku i łatwiejszego sfinansowania jego budowy. Kraje śródziemnomorskie i Portugalia znały ubezpieczenia morskie od połowy XIV w., Hanza dopiero od drugiej ćwierci XVI w. Statkiem dowodził zawodowy kapitan, a wynajmowali kupcy. Na morzu kapitan władzę absolutną. On też odpowiadał za statek podczas rejsu, choć od XIV w. kierował nim pilot (nie miał żadnej władzy), a od XV w. opisywał go w dzienniku podróży pisarz (obok niego pojawiają się w tym czasie cieśle i kucharz, a załoga dzieli na marynarzy i chłopców okrętowych). Kapitan, będący jednocześnie kupcem i armatorem, często należał do elity, czasem trafiając do rady. Wielu z nich pochodziło z Niderlandów, co było zapowiedzią przyszłej dominacji Holendrów na morzu: w XV w. - mimo rosnących obrotów - flota Hanzy traci skutkiem ich tańszych frachtów (Gdańsk i miasta inflanckie zrezygnowały z szerszego rozwoju własnej floty w ogóle).


Kupcy, handel i rynki Hanzy

Historia Hanzy splata się z dziejami kupca hanzy niemieckiej, zwanego w skrócie zrzeszonym kupcem. To on(i), wraz ze związkiem gotlandzkim, byli twórcami Hanzy, ona zaś za jedyny cel miała pomyślny rozwój kupiectwa. Kupcy różnili się majątkiem, formami działalności zawodowej i rangą społeczną. Najwięksi zajmowali się dalekosiężnym handlem hurtowym, szeroko korzystając z kredytu, nie ograniczając się do wąskich ram geograficznych i gospodarczych. Nie było tu jednak wielkich firm o licznych filiach, jak w Italii i południowych Niemczech. Wchodzili w różne interesy (tak przy zakupie, jak i sprzedaży), a dużą rolę zawsze grał handel flamandzkim suknem. Należeli do patrycjatu z urodzenia czy wżeniwszy się weń dzięki majątkowi. Średni kupcy zajmowali się przeważnie handlem z jednym krajem: Anglią, Flandrią, Rusią czy Szwecją. Nie byli też wyłącznie hurtownikami, wdając się w handel detaliczny (np. sprowadzali hurtowe ilości sukna z Flandrii i sprzedawali je w małych miasteczkach czy wśród szlachty w Niemczech). Do patrycjatu wchodzili wyjątkowo. Wraz z armatorami, sukiennikami i browarnikami tworzyli klasę średnią. Drobni kupcy to kramarze i detaliści (zorganizowani w cechy - nie: gildie wielkich kupców - i ściśle zależni od wielkich kupców) oraz ci, co uprawiali zagraniczny handel hurtowy na małą skalę (należeli do gildii, ale bieda zbliżała ich do detalistów).

Pierwotnie kupcy sami (czy z 1-2 pomocnikami) szli ze swym towarem do celu, gdzie wymieniali go nieraz na inny towar. Ze względu na niebezpieczeństwo jechali czy płynęli grupami, uzbrojeni, gotowi do walki z piratami czy... klientami niezadowolonymi z transakcji. Nie umieli czytać i pisać, liczyli i handlowali na poziomie elementarnym (tak było na Gotlandii czy w Nowogrodzie). W XIII w. kupcy stali się przedsiębiorcami (szefami w/w wędrownych handlarzy). Towar wozili za nich podwładni, co pozwalało prowadzić parę operacji naraz. W XIV-XV w. stali się osobami osiadłymi, pracowali w biurze (we własnym domu), otoczonymi licznym personelem: pisarzami, 1-2 sługami, pomocnikami czy praktykantami. Sam jeździł tylko w wypadku ważnych transakcji, na ogół pisał listy do swych ajentów w zagranicznych kantorach. Towar wozili pomocnicy lub kapitanowie, na miejscu przejmowali go w/w agenci handlowi. Pojawiły się też księgi rachunkowe, nie znano jednak rachunku podwójnego ani podręczników z rachunkowości. Uczono się raczej przez praktykę w Brugii. Od Włochów z Flandrii i Anglii nauczyli się posługiwania wekslem (w XIV-XV w.), ale poza handlem z Brugią się to nie upowszechniło, a w XV w. Hanza zaczęła walkę z handlem kredytowym.

Były firm prywatne i spółki handlowe, często z członkami rodziny, czasem z różnych miast, co pozwalało unikać obcych-agentów. Wielcy kupcy byli w wielu spółkach, ale każdy był wspólnikiem, nie było szefa (nie było tu stałych firm w stylu Włoch i południowych Niemiec, dopiero w XVI w. pojawiła się firma Loitzów ze Szczecina, która szybko zbankrutowała). Nie wykluczało to obecności wielkich kupców i rozległych interesów, choć skala była mniejsza niż na południu. Dyscyplina w kantorach uczyła kupców niemieckich większej niż u innych solidarności, ale stępiła w nich ducha przedsiębiorczości Włochów czy Holendrów. Gdy nie udało się reglamentować rynku, Hanza wypadła z gry. Hanzeaci robili to, co kazał szef, a jeśli się nie udało... nie robili nic (flota Hanzy np. potrafiła wrócić z Francji pustymi statkami, bo nie kupiono soli, a nie zdecydowano się na wzięcie innych towarów). Gdy zaczął się napór rywali zamiast liberalizmu zaczęła się ostra reglamentacja, co szkodziło interesom samej Hanzy, a obcych nie powstrzymało, czemu sprzyjała szlachta (nie uznawała miejskich przywilejów typu prawo składu, głosząc wolny handel i wybierając tańszych Holendrów). Obroną najbogatszych rodów miejskich było... wżenienie się w szlachtę. Miasta jako całość w XV-XVI w. tracą kontrolę nad wsią (to jeden z głównych powodów upadku Hanzy). Dla Hanzy groźne stało się stworzenie alternatywnej drogi między wschodem i zachodem przez Frankfurt - Norymbergę - Lipsk - Poznań zamiast Brugii - Lubeki - Rewla: Ruś i Polska - południowe Niemcy i Włochy zamiast Hanzy na Bałtyku i Morzu Północnym (tam zresztą Holendrzy przez Sund ją omijali).

W XIV w. skład w Brugii był najważniejszy, ale przywileje dla Antwerpii (1409) sprawiły, że zaczęła z nią skutecznie rywalizować. Niemcy gotowi byli przystać na decentralizację handlu w Niderlandach, ale Holendrzy produkowali swój towar i wozili sami, podobnie jak zboże kupowane dla siebie. Tymczasem podstawą Hanzy było pośrednictwo. W 1442 Hanza wydała nakaz kupowania sukna tylko w Brugii (=prawo składu), a w 1445 zakazała kupowania go od Holendrów (omijania kantoru w Brugii). Mogło to poważnie zagrozić Holendrom, ale zaczął się przemyt na dużą skalę wspierany zarówno przez Niemców znad Zuiderzee i z Kolonii, jak i szlachtę czy chłopów na wschodzie, którzy oczekiwali taniego sukna z Holandii, nie drogiego z Flandrii. Hanza sama sobie zaszkodziła ogłaszając bojkot Brugii w latach 1451-57. Inną słabością Hanzy była niechęć do kredytów. Pożyczki były dość powszechne, czasem pojawiały się weksle, ale nie szedł za tym rozwój banków. Około 1410 w Lubece pojawił się włoski bank, ale jego działalność upadła po śmierci właściciela, a próby kontynuacji przez miejscowych skończyły się bankructwem w 1472 (operacje finansowe i handel z Włochami przejęli Niemcy z południa). W tym czasie Hanza zaczęła otwartą walkę z handlem na kredyt. W 1417 w Brugii w ogóle zakazano kredytu w handlu, ale powtarzanie zakazu świadczy tyleż o dążeniach ku temu, co o jego omijaniu. Kantor w Londynie w 1462 próbował tego także, ale nie udało mu się wyegzekwować zakazu.

Prawo bicia monety udzielane chętnie przez słabnące cesarstwo sprawiło, że w różnych rejonach fenigi były różne (grzywny lubeckie, pomorskie, pruskie i ryskie, floreny reńskie na zachodzie i talary brandenburskie na wschodzie), co było poważną przeszkodą w handlu. W XIV w. zaczęły tworzyć się ugrupowania miast w celu ujednolicenia zasad (np. rozliczania transakcji w sztabach srebra) w Dolnej Saksonii, na Pomorzu i w Westfalii. Na skalę Hanzy działała jednak tylko unia wendyjska (1379): Lubeka, Hamburg, Wyszomierz i Lüneburg, potem przyłączyły się także Roztoka, Strzałów, Gryfia i Szczecin, ale większość miast między Odrą a Danią i Wezerą dostosowało do niej swą politykę walutową (faktycznie unia oddziaływała i na Skandynawię). Wspólną monetę udało się wybić dopiero w XVI w. (wartość jednej grzywny lubeckiej, 18 gram czystego srebra, z herbem 4 miast). Unię i Hanzę zaniepokoiła ekspansja monet złotych (same uznawały tylko srebro); próbowano bezskutecznie ustalić stały kurs złota do srebra. Dopiero w 1475 zaczęto bić floreny lubeckie (23 i 2/3 karata, gdy próba florena reńskiego spadła poniżej 19 karatów). I tu Hanza, idąc za upodobaniami swoich kupców, stała w sprzeczności z tendencjami epoki i choć uniknęła nierównowagi monetarnej innych krajów cena tego była wysoka.

Dane na temat handlu hanzeatyckiego są bardzo niepełne, do 3/4 XIII w. w ogóle brak liczb, do połowy XIV w. są głównie z cła na wełnę w Anglii (margines działań Hanzy), potem z cła funtowego na wojnę (wypacza to obraz handlu z krajami, z którymi wojnę toczono, nieraz paru naraz), a z innych i tu dokładniejsze dane dotyczą znów Anglii, nieco z Gdańska (opłata palowa) i Królewca (szafarz zakonu). Brak też w ogóle danych o handlu lądowym, (drugiej) połowie obrotów wspólnoty. Główną osią handlową Hanzy była trasa wschód-zachód: Nowogród - Rewel - Lubeka - Hamburg - Brugia - Londyn, z coraz silniejszym odgałęzieniem wokół Danii przez Sund. Wymieniano futra i wosk za sukno. Do tego doszły miedź i żelazo ze Szwecji, ryby ze Skanii, Norwegii, potem i Islandii, sukno ze Szkocji, zboże i drewno z Prus > Polski, rudy z Węgier, wino z południa Niemiec czy sól z wybrzeży Francji i Portugalii. Towary produkowane przez Hanzę (piwo, płótno lniane, sól, zboże) były mniej istotne. Najważniejsza była rola pośrednika, stąd pojawienie się Holendrów (tańsi w żegludze i z własnym towarem) było katastrofą (tak samo, jak nowa droga wschód-zachód: Wrocław - Lipsk - Frankfurt na południu Niemiec).

Obok tego ważna była droga północ-południe z Anglii i Niderlandów do Frankfurtu i Włoch, ale tu Hanza nigdy nie zdobyła monopolu, może poza eksportem winem do Anglii. Dodatkowym elementem był handel z pominięciem Niemiec, głównie z Anglią (wełna do Flandrii, sól z Francji, sukno do Norwegii; stąd waga trasy Bergen-Boston i zależność faktorii w Bostonie od kantoru w Bergen, nie w Londynie). Istniał też handel Kolonii z Europą południową (od Lombardii przez Lyon po Katalonię), ale trudno brać go za hanzeatycki. Handel Hanzy w przeważającej mierze nie był wynikiem podaży produktów, ale popytu na dany towar (futra z Nowogrodu, śledzie ze Skanii i Bergen, sukno z Flandrii czy sól z Francji i Portugalii). Wyjątek być może stanowi eksport wina reńskiego z Kolonii do Anglii, ale był on wcześniejszy niż powstanie Hanzy. Własne produkty północnoniemieckie grały niewielką rolę.

Innym znakiem szczególnym była silna specjalizacja: jeden towar, jedna trasa, co sprzyjało organizowaniu się typowych dla Hanzy stowarzyszeń, stąd waga przywilejów. stabilność brała górę nad ryzykownym poszukiwaniem interesu, tak jak robili to Holendrzy, pływając swoimi statkami ze swoim towarem). Brak inwencji w szukaniu nowych rynków i nastawienie na wymianę wschód-zachód powodowały pewną nierównowagę w handlu Hanzy. Ze wschodu szły tanie towary masowe, z zachodu drogie wyroby luksusowe, więc statki wracały na wschód z balastem (sól przywożona potem z Francji nie mogła tego zrównoważyć). Różnica między statkami przychodzącymi i wychodzącymi z towarem czasem wynosiła 1:3. Powodowało to poważne problemy (np. wzrost ceny frachtu, skoro wysłanie towaru wymagało wliczenie w cenę pustego rejsu powrotnego).


Kultura (cywilizacja) Hanzy

Hanza nie zajmowała się sprawami kultury, większą rolę jako mecenas grał w tym regionie kościół i szlachta, a północne Niemcy nie były specyficzne, łącząc się w pewną całość z Niderlandami (centrum tej kultury) i Skandynawią. Dopiero biorąc pod uwagę te zastrzeżenia można mówić o cywilizacji hanzeatyckiej od początku XIV do początku XVI w. Najważniejszą cechą wspólną był język (dolnoniemiecki). Granica tego dialektu biegła na południe od Kolonii, miast Westfalii, Magdeburga i Frankfurtu nad Odrą. Wyjątek to rejon Torunia i Chełmna, gdzie osadnicy pochodzili ze środkowych Niemiec, oraz zakon krzyżacki (werbujący ludzi na południu i w Niemczech środkowych) na wschodzie, a na zachodzie środkowy odcinek Renu, gdzie przetrwał brzegowy dialekt dolno/frankoński. Od schyłku XV w. dialekt górnoniemiecki wypiera go zarówno w terenie, jak i - przede wszystkim - w literaturze, biorąc nad nim do XVII w. górę kulturze wysokiej w ogóle. Był to owoc przewagi Niemiec południowych w gospodarce, roli politycznej (umacniało się tu cesarstwo). Do tego humanizm (łacina) osłabił rolę języka ludowego. Podobnie działało rozpowszechnienie druku, jak i luteranizm (choć popularna Biblia wydana była w dolnoniemieckim, kazania i pisma pastorów w XVII w. są już przeważnie górnoniemieckie). Związek między rozkwitem i upadkiem języka dolnoniemieckiego i Hanzy jest bardzo wyraźny.

W Niemczech północnych w średniowieczu nie powstało żadne oryginalne dzieło literackie. Tłumaczono z literatury francuskiej, głównie za pośrednictwem Niderlandów i Niemiec południowych. Nawet tutejsi autorzy pisali w górnoniemieckim. Oryginalniejszy był teatr ludowy i kroniki historyczne (najstarsza Kronika Słowian Hemolda z 1168-72 wspomina o dziejach Lubeki, najważniejsza była jednak Saska kronika świata Eikego von Repgowa z około 1230, autora Zwierciadła saskiego z około 1222). Uniwersytet koloński (1386) był bardziej reński niż hanzeatycki, brakło tu studentów z miast nadmorskich (woleli Erfurt). Lubeka (nie mając wsparcia księcia) nie stworzyła własnej uczelni, udało się to Meklemburgii w Roztoce (1419; studenci od Niderlandów po Skandynawię). W sumie Lubeka i Hanza to ważny, ale tylko pośrednik w kulturze (tak jak w handlu), ale nie twórca. Ważniejsza była rola kultury materialnej, zwłaszcza architektury. Typowa była urbanistyka nowych miast, z ich szachownicowym układem i ceglano-gotyckim wystrojem.


Osłabienie i upadek Hanzy

Wiek XV to czasy kryzysu, na początku maskują go jeszcze jakieś pojedyncze sukcesy, ale w II połowie jest to już jawne. Zmiany gospodarcze i polityczne idą w kierunku przeważnie niekorzystnym dla Hanzy. W XIV w. władcy faworyzowali Hanzę w nadziei na dochody i rozwój kraju, w XV są już silni, nie walczą z poddanymi, ale ich faworyzują kosztem obcych. Nie chcą też rezygnować z dochodów podatkowych czy sprawowania władzy (sądu). Tymczasem za Hanzą nie stała żadna władza polityczna, nawet w Niemczech; cesarstwo umacniało się na południu, a zakon krzyżacki po Grunwaldzie (1410) przestał się liczyć. Bojkot, dobry do walki z pojedynczym miastem czy księciem, wobec dużego skonsolidowanego państwa był nieskuteczny. Centralizacja obejmuje najważniejszy rynek Hanzy, Niderlandy, w latach 1384-1430 zjednoczone przez dziedziczenie i podboje od Pikardii po Holandię przez Filipa Śmiałego i Filipa Dobrego. Do tego wyrósł tu nowy rywal, wspierani przez władców Burgundii Holendrzy. W Anglii i Skandynawii władze były na razie zbyt słabe, by zaszkodzić Hanzie. Pokój toruński 1466 przywrócił warunki do handlu z Polską (eksportu zboża etc.), ale skorzystał na tym współpracujący z nią i Holendrami Gdańsk, ale nie Hanza czy ogół miast pruskich. W Inflantach zakon przetrwał, ale upadł kantor w Nowogrodzie skutkiem zniszczenia republiki w 1478 przez niechętną cudzoziemcom Moskwę.

XV wiek dla Hanzy rozpoczął się poważnym kryzysem w Lubece. Już w 1380 i 1384 doszło w mieście do rozruchów z udziałem rzeźników. W 1403 rada wprowadziła nowe podatki. Opór właścicieli browarów i rzeźników złagodzono powołaniem komisji sześćdziesięciu łaników z pospólstwa, która miała szukać wyjścia z kryzysu, a stała się forum skarg i postulatów cechów wobec patrycjatu. Komisja przyznała sobie sama uprawnienia w dziedzinie kontroli administracji, a w końcu zażądała uczestnictwa w wyborze rady, w 1408 uchwalając, że poszerzona rada będzie się składała w połowie z przedstawicieli patrycjatu i cechów. Walka między starą i nową radą trwała 8 lat. Spór w głowie Hanzy godził w całą wspólnotę. Hanza - wkrótce po zjeździe w Hamburgu, nie ufając jego demokratycznym władzom - oddała kierowniczą rolę formalnie do Strzałowa, a faktycznie do Lüneburga, gdzie schronili się emigranci z Lubeki. Ich przywódca, burmistrz Pleskow, w 1411 zażądał od kantoru w Brugii rekompensaty za dobra skonfiskowane w Lubece (zrujnowałoby to kantor, ale na serio szło tylko o szantaż i zmuszenie go do wykluczenia zeń Lubeki, co się udało).

Cesarz Zygmunt Luksemburg poparł w końcu starą radę, co wraz z naciskiem Danii doprowadziło do kapitulacji Lubeki w 1415: cechy musiały złożyć przysięgę wierności, zapłacić nowy podatek na spłatę długu wobec cesarza i przywrócić starą radę (z nowej wzięto tylko parę osób na wakujące miejsca, co w niczym nie ograniczyło władzy patrycjatu), a Meklemburgia i przywódcy Hanzy wymusili przywrócenie władzy patrycjatu w Wyszomierzu, Roztoce i Hamburgu. Widać tu siłę reakcji wspartej przez książąt, ale i bezkrwawy charakter starcia (z obu stron), co było zupełnym przeciwieństwem zajść tego okresu we Flandrii. Hanza mimo sporu nie rozpadła się. Już zjazdy w Lubce w 1417 i 1418 (należący do najważniejszych w jej dziejach) pokazały jej spójność. W 1418 na zjazd przybyli delegaci 35 miast ze wszystkich trzech okręgów, także posłowie cesarza, zakonu i abp Bremy, a książęta Szlezwiku i Meklemburgii osobiście. Spisano coś na kształt statutu Hanzy (regulacje w/s handlu, żeglugi, praw i monety). Ustalono wydalenie z Hanzy zbuntowanych miast i surowe karanie podżegaczy. Zjazd 1418 powierzył też Lubece kierowanie Hanzą pomiędzy zjazdami. Pleskow chętnie zmieniłby Hanzę w organizację polityczno-militarną przeciw feudałom, ale zakon krzyżacki zablokował te plany.

Różnicuje się jednak polityka miast Hanzy wobec Danii czy Holendrów (miasta pruskie i inflanckie czy Kolonia są za współpracą a Lubeka i spółka próbują blokady czy nawet wojny). W efekcie sporów z Flandrią doszło do bojkotu, który skończył się fiaskiem. Hanza straciła swą główną broń, na blokadzie urośli Holendrzy, a Niemcy wynieśli się poza Brugię (w 1467 oficjalnie przyjęli przywileje w Antwerpii, a 1478 ustanowiono tu skład na zboże). Widać było słabość polityczną i ekonomiczną oraz brak solidarności Hanzy. W 1470 doszło do wojny z Anglią i - jedyny raz - z Francją (na tle braku odszkodowań za straty zadane hanzeatom przez piratów obu stron w ich wzajemnych starciach). Wojna na morzu była chaotyczna, korsarze atakowali statki francuskie i angielskie (największy sukces to wzięcie do niewoli lorda-majora Londynu i zdobycie dużego ładunku, w tym m.in. z obrazem Sąd ostateczny, oba były dziełem Pawła Beneke i jego Piotra z Gdańska), w sumie jednak Niemcy dali się zepchnąć do portów Niderlandów, a korsarze francuscy i angielscy zdobyli kilka niemieckich statków, poważnie utrudniając handel. Pokój zawarty z Anglią (wbrew wysiłkom Kolonii, która wyłamała się z polityki Hanzy) w 1474 był niespodziewanie korzystny, odzyskano przywileje i odszkodowania. Był to sukces wbrew okolicznościom (rosnącej sile państw, łamaniu przywilejów i zanikowi solidarności w Hanzie): na sto lat zachowano pozycję w Anglii, nie pozwalając na angielską obecność na Bałtyku i przywołano do porządku Kolonię w 1476. Pokój z Burgundią był mniej korzystny, Holendrzy omijali prawo składu w Brugii i mogli handlować na Bałtyku.

Miasta hanzeatyckie coraz gorzej spełniały obowiązki wobec wspólnoty. W 1518 ponad 30 z nich wykluczono z Hanzy, w tym Kraków, Wrocław, Szczecin, Frankfurt nad Odrą, Berlin, Halle, Arnhem etc. Potem część z nich przywrócono, ale pokazuje to ich stosunek do wspólnoty. Tymczasem na jej tereny przeniknęli Fuggerowie, wielka szwabska firma z Augsburga. W 1491 pojawili się w Poznaniu, 1494 Antwerpii, która stała się centrum ich interesów, w rok potem we Wrocławiu, dwa - w Lubece, w 1502 Gdańsku i Szczecinie, potem w Hamburgu i w Inflantach. Opanowali handel miedzią. W 1511 Hanza zakazała handlu z wielkimi firmami z południa Niemiec, potem Lubeka zakazała Fuggerom przejścia przez swoje terytorium, ale była to decyzje nietrafna: mogli ominąć ją inną drogą a miasto znalazło się na uboczu, więc w 1538 skapitulowało i zgodziła się na tranzyt, ale była to decyzja spóźniona. Spór z firmami z Norymbergii i Augsburga rozbił system szlaków handlowych Hanzy, tworząc liczne nowe drogi na trasie wschód-zachód, omijające miasta hanzeatyckie, skłócił Lubekę z Gdańskiem, Szczecinem i Hamburgiem, łamiąc solidarność dla interesów, a nie dając rozwoju, bo firmy południowoniemieckie po 1560 przerzuciły się na nowe rynki w Niderlandach, Hiszpanii i jej kolonii.

Hanzie szkodziła też reformacja (wybuchła w północnych Niemczech ok. 1522), bo rodziła spory, zaogniała istniejące napięcia społeczne (zrazu masy poparły ją przeciw patrycjuszom). Reakcja katolicka sprzyjała tłumieniu ruchów demokratycznych, a nawet samorządności miast przez książąt. Ustawiała też Hanzę w opozycji do cesarza, co pozbawia ją szans na protekcję z jego strony. Same rozruchy nie byłyby tak groźne, gdyby spory o wiarę nie rozbijały i tak osłabionej jedności Hanzy. Problemem stały się dopiero wtedy, gdy znów objęły Lubekę. Rada miejska była przeciw Lutrowi, szykany wywołały opór mas, co było niekorzystne w sytuacji, gdy rada potrzebowała pieniędzy na wojnę z Danią. W 1528 powołano komisję a ta zażądała zgody na głoszenie luteranizmu. Już w 1530 został zakazany katolicyzm. Radę poddano kontroli komisji i dodanego jej zgromadzenia delegatów parafii. Patrycjat (właściciele ziemscy i rentierzy) miał tu przeciw sobie nie tylko rzemieślników, ale i kupców, a jeden z nich - Jurgen Wullenwever - stał się przywódcą ruchu, a od 1533 burmistrzem. Chciał wykorzystać spory dynastyczne w Danii i opanować Sund, by zamknąć Holendrom drogę na Bałtyk, ale awanturnicza polityka bez oparcia w walczących stronach nie miała szans. Dla Hanzy oznaczało to wewnętrzne rozbicie, Lubeka w Danii w 1534 wojnę toczyła sama, czasem mając przeciw sobie flotę hanzeatyckiego Gdańska. Straciła uznanie w oczach Henryka VIII, rósł za to prestiż jej rywali, Szwecji, Danii i Holendrów.


Próby odnowy i zanik Hanzy

Kiedy już się wydawało, że Hanza upadnie, w II połowie XVI w. sytuacja nagle się odwróciła. Nie było to zasługą Hanzy, a buntu protestantów w Niderlandach: cesarz poparł Hanzę i umożliwił jej przejęcie holenderskiego handlu z Hiszpanią. Ale były i minusy, jak podbój Inflant przez Moskwę i Szwecję, konkurencja angielska na kontynencie, a w I połowie XVII w. wojna 30-letnia, która położyła kres próbom odnowy. Jeszcze w. W początkach XVII w. chciano wzmocnić Hanzę wewnętrznie, 6 miast wendyjskich i saskich próbowało sojuszu w obronie Brunszwiku. Bardziej realistyczne okazało się przymierze Lubeki, Hamburga i Bremy, które w 1630 zastąpiło dla nich Hanzę i, choć niezbyt skuteczne, pozwoliło jej pozorowi przetrwać do XX w. Jednak najważniejszą próbą było powołanie związku miast przez zjazd Hanzy w 1557. Po przełamaniu obaw Kolonii reakcję książąt, powołano coś w stylu ligi, na 10 lat i ze ściśle określonym statutem. Utworzyły ją Kolonia, Lubeka, Brunszwik i Gdańsk, a przyłączyło się 63 inne miasta obecne na sejmie.

W 1556 powołano urząd syndyka Hanzy, a pierwszym (zrazu na kolejne kadencje, od 1576 dożywotnio) został Heinrich Sudermann z Kolonii. Innym elementem odnowy była większa ilość zjazdów Hanzy. Nadal też byli chętni do wejścia w skład Hanzy, jak Narwa (czterokrotnie wnioskująca o to w latach 1521-53 i za każdym razem trafiająca na sprzeciw Rygi i Rewla z obawy o konkurencję) czy Emden (1579 nie przyjęte z obawy o sprzyjanie Holendrom). I nadal wykluczano nieposłusznych, jak Bremę (w 1563 za kalwinizm, wróciła w 1576 nie ustąpiwszy ani na jotę) czy Stade (w 1601 za zgodę na angielski kantor, od czego nie odstąpiło); nieskuteczność sankcji pokazuje jednak słabość Hanzy. W sumie próby odnowy, choć czasem sensowne, nie przyniosły trwałych rezultatów, co wynikało z braku solidarności miast czy lekceważenia obowiązków (nawet tak wielkie i znaczące jak Kolonia potrafiły nie spełniać tak prostych jak obecność na zjazdach w latach 1606-28).

Kantor w Brugii był fikcją: podatki płaciła tylko Kolonia (za karę) a na jego utrzymanie trzeba było pożyczać pieniądze od miasta. Przeciwnie w Antwerpii, gdzie mieszkało wielu kupców hanzeatyckich, ale nie tworzyli żadnej gminy. Od 1540 prowadzono negocjacje z władzami Antwerpii o odnowie przywilejów i stworzeniu kantoru. W 1555 zjazd zdecydował o jego otwarciu i wysłał delegację dla realizacji tego na miejscu. Egzekucja praw nie była prosta, wielu Niemców osiadło tu na stałe, stworzyło rodziny, weszło w spółki z miejscowymi / cudzoziemcami, a wszystko to było niezgodne z zasadami Hanzy. Część odmówiła powrotu do Niemiec i wolała zrzec się przynależności do wspólnoty. W 1563 Sudermann - by móc efektywnie kontrolować resztę - postanowił zbudować kantor jako jeden budynek. Była to największa świecka budowla wzniesiona przez hanzeatów. Ale pech nie opuszczał Hanzy, w Niderlandach zaczęły się rozruchy religijne, miasto zaczęło podupadać ekonomicznie, a w 1576 zostało splądrowane przez wojska hiszpańskie. Kolejny atak w 1584 spłoszył resztę kupców. Na ruinie Antwerpii skorzystały tylko Amsterdam i Hamburg, gdzie osiedlili się emigranci, Niemcy i cudzoziemcy. Prestiżowo kantor był porażką Hanzy, dzieło podjęte dla odbudowy solidarności padło ofiarą sporów.

Gdy Anglia zaczęła wspierać swych kupców-ryzykantów, losy Hanzy na Wyspie były przesądzone. Powstały angielskie kantory w Hamburgu (czasowo zawieszony pod naporem Hanzy), Emden, Stade i Elblągu (też wolał odejść z Hanzy niż zerwać z Anglikami). Lubeka uzyskała od cesarza wydalenie Anglików z Niemiec, ale wobec klęski Niezwyciężonej Armady i zajęcia 60 statków niemieckich w Lizbonie (niby za pomoc Hiszpanom) Hanza niemal zupełnie wycofała się z kantoru w Londynie. W 1597 na wniosek Hanzy i ponaglenia Hiszpanii cesarz zgodził się wydalić Anglików z Niemiec (w odpowiedzi Elżbieta zamknęła kantor Hanzy w Londynie w 1598). Ponieważ Hanza nie umiała zmusić do likwidacji angielskiego kantoru Stade, Hamburg w 1611 też przywrócił umowę z 1567, co było korzystne dla obu stron, ale fatalne dla Hanzy. Role się odwróciły, teraz Anglicy handlowali w Niemczech a Niemców z Anglii wyparto. Paradoksalnie, niepowodzenia Hanzy i spory wewnętrzne zbiegły się w II połowie XVI w. z rozwojem handlu między wschodem i zachodem Europy, co pozwoliło na rozwinięcie się kilku z jej miast, głównie Hamburga i po części Gdańska (nie była to zasługa Hanza a owoc ogólnoeuropejskiej koniunktury, z której korzystała w mniejszym stopniu niż rywale).

Próby odnowy zniweczyła wojna 30. W sporze Szwecji, Danii, Polski i Cesarstwa, Hanza nie umiała zająć spójnego stanowiska, a nie miała siły na tyle, by obronić swą neutralność. Każde miasto grało na własną rękę. Szwedzi zdobyli Pomorze ze Szczecinem, Strzałowem i Wyszogrodem, a na zachodzie Bremę, Verden i Stade, co pozwoliło im kontrolować handel Hanzy (opłaty drogowe dawał im tyle, co Danii cło w Sundzie). Poza Magdeburgiem, Hanza nie poniosła większych strat w czasie wojny, gdy idzie o zabudowę miast, a ilość mieszkańców nawet wzrosła. Zniszczenia dotknęły wsi w Prusach, Brandenburgii i nad dolną Łabą (w Nadrenii i Westfalii nie było ich jednak w ogóle). Od 1629 nie było zjazdu Hanzy, więc po zakończeniu wojny 30-letniej zaczęto mówić o jego zorganizowaniu, jednak dopiero przypadek sprawił, że pożar kantoru w Londynie wymusił go w 1668, z udziałem zaledwie 5 miast!

Uznano, że kto się nie stawi na zjazd w 1669 zostanie wykluczony. Na zjazd - oprócz Lubeki, Hamburga i Bremy - przybył Gdańsk, Roztoka, Brunszwik, Hildesheim, Osnabruck i Kolonia. Burzliwa dyskusja nie rozwiązała żadnej kwestii, delegaci powoływali się na brak pełnomocnictw, a zjazd rozszedł się bezowocnie, choć pewnie nikt nie sądził, że jest to ostatni sejm Hanzy. W 1684 cesarz Leopold wzywał Hanzę by zorganizowała zjazd i udzieliła mu wsparcia w walce z Turkami, sądząc widać, że Hanza trwa. Nie było jej, bo nie było już woli jedności. Związek 3 miast z 1630 działał jakby za nią (np. w 1679 otrzymał prawo do zadbania o interesy Hanzy przy podpisywaniu pokoju w Nijmegen), one też odpowiadały za spadek po Hanzie (dopiero w 1853 sprzedano kantor w Londynie, a w 1862 w Antwerpii). Jednak realnie trzy tzw. wolne i hanzeatyckie miasta reprezentowały już tylko siebie. Nigdy nie doszło do realizacji ich sojuszu militarnego, ograniczano się do konsultacji, nieistotnych uchwał i reprezentowania na zewnątrz (głównie wobec elektora Brandenburgii). Od połowy XVII w. Hanza faktycznie już nie istniała.


Wnioski

Dollingera nie dziwi upadek Hanzy, ale to, że w dobrowolnym współdziałaniu trwała niemal 500 lat, co wynikało z położenia miast między wschodem i zachodem Europy i ich niemieckiego charakteru. Samo położenie niczego jeszcze nie wyjaśnia, podobne miejsce zajmowali Włosi (czy południowi Niemcy), ale nie współpracowali ze sobą a zaciekle się zwalczali (mogło to wynikać z różnego stopnia ich rozwoju; tamci byli dość mocną pozycję na rynku, aby walczyć o swoje egoistyczne cele, gdy Hanza dopiero o nią się biła, a to wymagało solidarności; Włosi nie mieli też poczucia więzi narodowej, nie mając własnej władzy i próbując odnaleźć się w sporze dwu potęg uniwersalnych; byli niechętni cesarstwu, które często tu ingerowało, gdy nieobecne na północy mogło liczyć na platoniczną miłość niby-poddanych, którzy napawali się dumą z bycia kupcami cesarstwa rzymskiego). Ważnym elementem jedności był fakt powstania miast niemieckich w procesie kolonizacji ziem nad Bałtykiem (więzi prawno-organizacyjne i rodzinne wzmacniały solidarność, a powiązania handlowe wspólnotę interesów), gdy miasta włoskie istniały od zawsze i były otoczone przez bardziej cywilizowanych konkurentów arabskich czy greckich (nie było szans ekspansji na tą skalę a rozwój faktorii na marginesie krucjat załamał się wraz z kontrofensywą islamu). Różnica między Italią i Niemcami, to różnica między egoizmem rynku (rodzącego się nowożytnego kapitalizmu) i średniowieczną solidarnością korporacji, poza które Hanza wyjść nie umiała.

Hanza zaczęła się od związku kupców odwiedzających Gotlandię, ale wiek potem organizacja ta była już do niezdolna do kierowania północnoniemieckim handlem. Jej rolę przejęły kantory powstałe na bazie przywilejów. Tworzyły się też regionalne ligi miejskie, a w połowie XIV w. - wobec wzrostu zagrożenia ze strony władzy feudalnej i obcej konkurencji - hanza miast oparta na zjazdach zainteresowanych wspólną polityką gospodarczą (motyw zagrożenia warto podkreślić, gdyż widać tu, iż właściwa Hanza była od początku organizacją w pewnym stopniu defensywną). Rolę kierowniczą w Hanzie - wobec nieregularności zjazdów - pełniła jej głowa, Lubeka. Kantory poddano Hanzie i ustalono, że przywileje obejmą tych, którzy do niej należą, przenosząc je z kupców i kantorów na miasta i Hanzę. Próby politycznego i militarnego wzmocnienia wspólnoty nie wyszły, a ligi miast w XV w. były wobec Hanzy zewnętrzne i mało skuteczne (wyjątkiem może być Związek Pruski, który z pomocą Polski obalił zakon krzyżacki w wojnie 1454-66). Większość spójność organizacyjną przyniosły reformy w II połowie XVI w., ale objęło to tylko część Hanzy i nie było dość głębokie, aby powstrzymać jej upadek.

Hanza była ważna tak długo, jak długo Zachód potrzebował ze Wschodu futer i wosku > metali i produktów leśnych > zboża, a Wschód sukien > soli z Zachodu. I to te potrzeby były bazą przywilejów lokalnych władców, które trwały póki Holendrzy nie zorganizowali dostawy potrzebnych towarów taniej i bez ulg podatkowo-prawnych. Lokalni rywale przegrywali, bo Hanza miała lepsze statki, kogi na wzór Fryzów, techniki handlu podpatrzone u Włochów i Flamandów (oraz znajomość szlaków handlowych, które z placówkami przejęli od kupców z Gotlandii - widać tu wtórność Hanzy). Nad sąsiadami z północy i wschodu Hanza miała przewagę rzemiosła. Przewagę Hanzie dawało też położenie (w środku północnego obszaru wymiany) oraz opanowanie części rynków poprzez zorganizowanie własnych miast (tak na terenach Rzeszy, jak i poza nią - w Polsce i Skandynawii - na Rusi i na Zachodzie musieli zadowolić się kantorami).

W sumie dało jej to monopol w handlu na rynku północnoeuropejskim (z apogeum) w XIV w., gdy jednocześnie zaczęło się to chwiać pod naporem książąt i rywali (obronie pozycji służyła właśnie klasyczna Hanza miast). Uczyli się póki byli nowi w tym interesie (może poza Kolonią - ta zresztą opornie do Hanzy wchodziła), potem stali się konserwatywni, jak ich dawni rywale (wikingowie np.), i zostali wyparci przez tych, którzy chcieli się uczyć, jak kiedyś oni (np. Holendrzy), czy wręcz tworzyć nowe wartości samemu. Słabością Hanzy było to, że skupiała się głównie na pośrednictwie, sama produkując niewiele. W efekcie kraje północnoniemieckie (a potem Polskę i Skandynawię czy Ruś) ustawiła w roli pół-kolonii, które dostarczają surowce za wyroby z Zachodu. Kupcy handlowali obcym suknem, więc miejscowe rzemiosło nigdy się nie zmieniło w przemysł na wzór Włoch, Niderlandów czy Anglii (w Norwegii udało się Hanzie zrujnować nawet miejscowe rolnictwo, co jawnie przypomina sytuację krajów [post]kolonialnych). Cenne było to, że współpracę Hanza ceniła bardziej niż przemoc, co jednak w czasach nowożytnego etatyzmu okazało się jej słabością.

Współpraca miała też swoje granice, bowiem Hanza nie umiała się otworzyć na nowych (często nawet Niemców, jak Narwa czy miasta z południa Rzeszy, przede wszystkim jednak Holendrów, co okazało się fatalną pomyłką - a były co najmniej dwie okazje - konfederacja kolońska 1367 i sojusz z 1616, nie mówiąc już o próbach wejścia do Hanzy miast znad Zuiderzee i rzeki Ijssel, którym w większości odmówiono). Hanza była luźną organizacją, bo od początku istniały w niej sprzeczne interesy tak licznych i odległych ośrodków (ujawniło się to już w XIII w. w kantorze w Londynie, do którego Kolonia nie chciała dopuścić kupców z Lubeki i Hamburga). Działała tu i geografia: skrót przez Holsztyn był korzystny dla Hamburga i Lubeki, miasta pruskie i inflanckie wolały drogę przez Sund ze względu na masowy charakter swych towarów, stąd różnice w polityce wobec Danii, ale i w Anglii czy w Holandii, dla Lubeki rywali w tranzycie, dla Gdańska nabywców oferowanego przez miasto towaru. Spory istniały od zawsze, ale z czasem (wzrost agresji na kapitalistycznie/wolnym rynku) egoizm brał górę nad solidarnością.

Poza samą inicjatywą powstania, Hanza nie miała nigdy politycznego patrona (także mediatora), ani sama sobie go nie stworzyła (na wzór Zjednoczonych Prowincji Niderlandów - miasta niemieckie były zamknięte na feudalne otoczenie, nie mogły więc nawet stworzyć swego rodzaju polis, jak antyczni Grecy czy średniowieczni > nowożytni Włosi). Cesarze byli obojętni na los odległych i niezależnych prowincji, liczyli raczej na dochody z nich, albo wspierali jej rywali (a swoich poddanych, jak Fuggerowie czy w pewnym momencie Holandia). Na książąt liczyć się nie dało: słabi, skłóceni, chcieli raczej opanować poszczególne miasta niż wzmocnić ich wspólnotę. Słabością był konserwatyzm (widoczny w głowie Hanzy, Lubece), izolacja (z zazdrości o przywileje, nawet wobec swoich, j/w) czy wiara w reglamentację (tyle, że bez solidarność bez równych praw była niemożliwa). Ale - powiada Dollinger - to siła rywali pokonała Hanzę a nie środki, którymi próbowała się bronić i opóźniać swój upadek. Słabością Hanzy było jednak - moim zdaniem - to, że sama nie wytworzyła takiej siły, analogicznie do rywali (ani politycznie, choćby przez rodzaj burżuazyjnych rewolucji w stylu Włoch > Holandii > Anglii, ani nie sięgnęła po nowe metody gospodarowania, oprócz paru miast, które rozwinęły się czynnie - jak Hamburg - lub połowicznie, bo biernie - jak Gdańsk).

Hanza nie wzięła udziału w konsumpcji owoców odkryć geograficznych i tworzeniu kolonii, co było jednym z warunków dalszego rozwoju (udało się w tym wziąć udział krajom skandynawskim, a próbowały nawet Inflanty). W efekcie, poza nielicznymi wyjątkami, upadły miasta nadmorskie Hanzy - jak Lubeka, Strzałów i Roztoka - śródlądowe - jak Goslar, Dortmund i Lüneburg - czy te znad Zuiderzee i rzeki Ijssel, które nie weszły w skład Zjednoczonych Prowincji Niderlandów - jak Kampen i Deventer. Berlin, Królewiec i Hanower rozwinęły się w charakterze stolic państw, co nie było jej zasługą a raczej porażką w walce z książętami. Nie były też dziełem Hanzy Gdańsk, Rewel, Ryga i Sztokholm, ale to dzięki niej się rozwinęły, choć - podobnie jak Hamburg i Brema - poniekąd w opozycji do niej. Hanza zaktywizowała rynki Nowogrodu, Bergen i Brugii, ale nic z tego - jak i z miast na wschodzie - nie przetrwało w sensie znaczenia gospodarczego czy politycznego. Hanza żywiła Niderlandy, ale i upowszechniała ich wpływy cywilizacyjne w całej północnowschodniej Europie. Ten wkład Hanzy jako pośrednika warto docenić, pamiętając jej dobre i złe strony.


Janusz P. Waluszko



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)