Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 lutego 2012

Piotr Jaczewski

z cyklu: Okiem Hipnotyzera (odcinków: 299)

Piąty wymiar a natura samoświadomości i sztuki symboliczno-rytualne

Kategoria: Techniki rozwoju

« Piąty wymiar vs narracyjne ja Piąty wymiar i hipnoza generatywna »
Z tych rozważań o innym wymiarze związanym ze świadomością, budzi się więcej pytań niż odpowiedzi ;) Nie spodziewałem się zresztą czegoś innego, ta zagadka ma za sobą długie lata. Ciekawe jednak, ze w tych moich rozważaniach wyłaniają się 4 warianty:

1. Samo-wiadomość jako produkt mózgu.W takich warunkach JA5D jest tylko wynikiem nieświadomego i automatycznego przetwarzania informacji, tego, że różne ośrodki pracują niezależnie od siebie i czasem informacja przebija się od jednego do drugiego wskutek jego niedoróbek. Sztuki symboliczno-rytualne w takim układzie są próbą przeładowania mózgu, wymuszenia jego przekształcenia i powiązania na nowo. Przez pojęcie sztuki symboliczno-rytualne rozumiem wszystko to, co powołuje celowo duże napięcie pomiędzy ja-narracyjnym a ja-sensorycznym ładując pole świadomości dużą ilością znaczeń i robi się to na powtarzalnych, rytualnych podstawach.  Tarot, Astrologia, ale też Sztuka, Teatr czy Nauka(rozwiązywanie coraz bardziej zaawansowanych abstrakcyjnych problemów), Tantrę ale też Psychologię. Hipnozę w szczególności :)
Taka spontanicznie rozwijająca się przed nami metafora (patrz: metaforyczny krajobraz) to sposób na sprzężenie zwrotne i stopniowe uspójnianie systemu)

2. Samo-świadomość jako wynik przetwarzania elementów społecznych -kultury
To jest ciekawe o tyle, że sugeruje, że jednostkowa samoświadomość w wersji pierwotnej bez dodatkowych wysiłków jest TOTALNYM ZŁUDZENIEM, Ja Narracyjne jest tylko pobocznym tworem. Niedoróbką w przetwarzaniu impulsów stadnych.  Sztuki Symboliczno-Rytualne w takim układzie to próba skumulowania kulturowych znaczeń, by pojawiło się coś w rodzaju trwałej świadomości lub kolejny narzędziowy przykład rozwoju kulturowego by zmuszać jednostki do stawania się aktywnym medium owych znaczeń. Ha! W tej wizji: Słowa mnie piszą! :)
Samorozwijająca się metafora JA5D na której skraju się znajduje nasza samoświadomość, to skutek przejęcia wiodącej roli w tym przetwarzaniu przez świadomość: Dekodowanie tego, co się tam przewija.

3. Samoświadomość jako fragment bytu psycho-energetyczno-kulturowego
Tu już można mówić o jakimś CIELE SYMBOLICZNO-INFORMACYJNYM, poprzez które się poruszamy, czy które ożywia i tworzone jest przez nasze mózgi.
Wirtualnym wymiarze, żyjącym niezależnie i budującym konstrukt pt JA czy SAMOŚWIADOMOŚĆ.
Sztuki rytualne byłyby próbą przejścia do owego konstruktu, utrwalenia w niej swojej świadomości, ożywienia symbolicznego sobowtóra do rangi głównego centrum przetwarzania. Samo-rozwijające się metafory czy wizje byłyby takim ubogim mózgowym INTERFEJSEM do tej wirtualnej rzeczywistości.

4. Samoświadomość jako fragment większej świadomości. W takim układzie wszystkie wystarczająco plastyczne, sensoryczne wrażenia to światy w których się poruszamy. Wizja totalnie szamańska. Każda wystarczająco uplastyczniona metafora byłaby zupełnie innym światem w którym się poruszamy.
Sztuki rytualne byłyby tu realnym kształtowaniem świata czy przemieszczaniem się pomiędzy światami.
A samo-rozwijająca się wizja samo-świadomości zyskiwaniem coraz większego kontaktu z tą superświadomością, czynieniem z niej swojej rzeczywistości.
Sensowne byłyby praktyki typu thogal pozwalanie na spontaniczne rozwijanie się wizji w naturalnym stanie  czy odmiany mahamudry a nawet pathworking, wędrówka szamańska - takie, w których buduje się JA -realniejsze duchowe ciało do poruszania się i ewentualnie życia w wizji.

Okiem Hipnotyzera: wstęp na końcu

Pisane do Taraki - Magazynu Rozwojowego:
W wypowiedziach różnych mistrzów, autorytetów kryją się zabiegi perswazyjne przemycające idee w sposób zmieniający percepcję i zachowanie.
Nie mam nic przeciwko tym ideom, wiele z nich jest pożyteczne, pomocne. Jestem tylko za świadomością tego, co nas do nich przekonuje, za myśleniem i świadomym decydowaniem się na podążanie za nimi i odkrywanie, co z tego możemy wynieść dla siebie.
Wiele z idei ma hipnotyczny wpływ. Tworzy struktury przy niewiedzy i braku uważności omijające czynnik krytyczny, świadomy i zmieniający percepcję tak, że powstają samospełniające się przepowiednie, doświadczenia je potwierdzające oraz zachowania, które dla naszych własnych celów życiowych są nonsensowne i bezużyteczne.
Inaczej: Otwórz Oczy! Myśl Racjonalnie! Odczuwaj w pełni to co się dzieje! Działaj świadomie planując swoje przeżycia!
Oczywiście, w moich wypowiedziach też się będą kryły zniekształcenia. Taka jest natura komunikacji. Najbardziej interesuje mnie jak komunikacja określa relację i obecne w niej sugestie co do zachowań i percepcji. Prawdziwość komunikatów, co do informacji o świecie czy o subiektywnych interpretacjach tego świata raczej pomijam.
Skupiam się na elementach hipnozy konwersacyjnej.


« Piąty wymiar vs narracyjne ja Piąty wymiar i hipnoza generatywna »

komentarze

1. komentarz do wykasowania • autor: Nierozpoznany#6812012-02-24 04:37:41

Dzień Dobry Panu.
Pan rozumie to co sam pisze? Ja ni w ząb. Edyta

2. Samoświadomość a sztuki symboliczno-rytualne. • autor: Nierozpoznany#57912012-02-24 08:58:42

Nieświadomość-świadomość-samoświadomość.
Każdy termin z tego ciągu mówi o odrzuceniu i objęciu bliżej nieokreślonego "czegoś" doświadczeniem, przy czym dobrze by było, gdyby to doświadczenie (i jego wynik) mogło być powtarzalne, by prowadziło do poznania.
Na poziomie nieświadomości, przejawiające się (sic!) "coś" nie jest w ogóle zauważalne, a co za tym idzie dla obserwatora nie istnieje. Rodzi się pytanie, czy obserwator wobec powyższego sam jest realny?
Świadomość pozwala uchwycić doświadczeniem każdego "cosia". Pojawia się tu refleksja o istnieniu "ja" i "nie ja" (czy to zbiorowym, czy indywidualnym).
Dookreślanie siebie i otoczenia poprzez podział, rodzi potrzebę nadania powstałym częściom mian, pozwalających na ich rozróżnianie. Im więcej punktów odniesienia, tym więcej słów i problemów z definiowaniem ich znaczenia. (Wyobraźmy sobie, iż każdy punkt jakiegoś spektrum ma osobną nazwę, osobno nazywa się też relacje dla każdego z dwóch punktów w odniesieniu do siebie, jak i pozostałych punktów... ;)
Ale jak to się ma do człowieka. Z racji relatywnie krótkiego życia, jakie przypada każdemu z nas w udziale, świadomość kształtują doświadczenia zbiorowe-przeszłe, przekazywane niedoskonałymi, ale za to powtarzalnymi słowami (stąd trwałość symboli i ich wypaczanie). Im bardziej doświadczenia sięgają w przeszłość gatunku, tym są bardziej w nas osadzone. Czym są "doświadczenia zbiorowe-przeszłe", owa zbiorowa świadomość? Skumulowanym doświadczeniem jednostkowych przodków. Stąd wyższość memów nad chwilowymi "nowościami", z reguły przemijającymi wraz z rozwojem myśli i jej następstw.
No i dochodzimy do samoświadomości. Świadomość niepodzielnego "ja" z kontrapunktem w równie niepodzielnym "nie ja", jest równocześnie samoświadomością "ja", gdyż układ jest banalnie prosty. Lecz, ze swej natury, rozdzielenie rodzi pewien dysonans poznawczy: czy to co jest "nie ja" jest takie jak "ja"?; czy posiada świadomość bycia oddzielonym ode mnie? Czy posiada świadomość bycia w ogóle? Do tego jeszcze pytanie: czym się ode mnie różni? Tu następują dalsze podziały, w miarę, jak zadajemy kolejne pytania.
Zatem, czymkolwiek by samoświadomość nie była, czy wynikiem pracy mózgu, czy lokowania się w tworach kultury, czy wreszcie fragmentem jakiejś większej całości bytu-świadomości (a za pewne jest tym wszystkim, przynajmniej w przypadku naszej rzeczywistości) jest produktem "ja" sprzed wszelkich podziałów.
Mniemam zatem, że samoświadomość zawsze jest następstwem dookreślania w oparciu o rozdzielanie "ja" i "nie ja", czyli w relacji do czegoś, co jest poza mną, w pewien sposób w opozycji do mnie. Ułuda opozycyjności stwarza dyskomfort, a nawet poczucie zagrożenia, dlatego rzeczywistość wydaje się być zła. Im mniej punktów odniesienia, tym mniejszy dyskomfort - wiadomo lepszy znajomy wróg, od tego niepoznanego, po którym wszystkiego możemy się spodziewać. Tym wrogiem może być samo podzielne "ja" (czy moje myśli są mną, czy moim produktem?, czy jestem ciałem, czy duszą?). Wynika z tego mały problem...
Czym właściwie jest ja?
Tu wchodzą na arenę sztuki symboliczno-rytualne. Ich zadaniem jest odkryć pierwotne ja, rozsadzić sprzeczność zrodzoną z opozycji - ten dysonans poznawczy wynikający z lęku, iż coś (ja!) nie istnieje (sprzężenie zwrotne pomiędzy świadomym "ja" i nieświadomym "nie ja" - skoro nikt nie jest w stanie mnie doświadczyć, to mnie nie ma), lub istnieje realniej od nas (jesteśmy częścią matriksu, w którym prawdziwe "ja" kreuje "nie ja" czyli, jakby nie było, nas!). Gdy tego dokonają, będziemy w stanie świadomie i bez lęku poznawać daną nam rzeczywistość (wydzieloną poprzez nieświadomość), a później równie świadomie kreować kolejne rzeczywistości, manipulując "ja" i "nie ja" - świadomością, nieświadomością i co ważniejsze, czymś co je łączy - formą pośrednią - możliwością zaistnienia w tej czy innej formie. Przynajmniej ja tak to rozumiem. Jeśli się mylę, poprawcie mnie.
[foto]

3. Tak, Tym tropę idę.. • autor: Piotr Jaczewski2012-02-24 09:24:00

Jak mogę i na ile mogę wprowadzając i usiłując odkrywać wymiar świadomości i jego naturę. Na ile potrafię bez uprzedzeń przeszłych koncepcji.

Bo z jednej strony mamy tą kulturową i językową koncepcję do określania i traktowania JA jako trwałego. Z drugiej przyglądając się temu głębiej czy z buddyjskiego czy z hipnotycznego, czy z neurologicznego lub kognitywistycznego punktu widzenia ono takie trwałe nie jest.

Mamy za to w obrębie percepcji wspaniałą zdolność utożsamiania się, jednoczenia z czymś w polu uwagi, asocjowania różnych treści z JA i odwrotną umiejętność dysocjowania, oddalania się i budowania Nie-JA.
Jednocześnie jesteśmy całością Ja i mnogością Ja.

I faktycznie gdzieś mi się plącze ta myśl pt trzeba najpierw wydostać się z kleju splątającego Ja-Nie-JA-MY językowo i poznawczo i kulturowo w jakiś dziwaczny glut złej rzeczywistości to będziemy mieli możliwość lepszego badania otaczającej nas rzeczywistości czy bardziej celowego odkrywania-kształtowania naszego świata wewnętrznego.

4. Więc po co rozdrabniać? • autor: Nierozpoznany#57912012-02-24 10:29:33

No właśnie po co? Skoro "ja" jest tym wszystkim, jak i tym wszystkim nie jest, gdyż podlega ciągłej zmianie, spowodowanej zmieniającymi się w czasie punktami odniesienia. Wystarczyłoby wszak tylko omówić główne grupy punktów odniesienia w jakich postrzegamy "ja" (mózg, społeczeństwo, część "bytu psycho-energetyczno-kulturowego", nad świadomość), być może jako poziomy świadomości i wykazać skąd to wszystko wynika i dokąd nas prowadzi... A tak odnosi się wrażenie, że są to tylko możliwości równe "co by było gdyby?".
[foto]

5. To pozorne rozdrobnienie • autor: Piotr Jaczewski2012-02-24 11:10:13

"Wystarczyłoby wszak tylko omówić główne grupy punktów odniesienia w jakich postrzegamy "ja" (mózg, społeczeństwo, część "bytu psycho-energetyczno-kulturowego", nad świadomość), być może jako poziomy świadomości i wykazać skąd to wszystko wynika i dokąd nas prowadzi... "
Gdybym twierdził ostatecznie: "ja" jest tym wszystkim, jak i tym wszystkim nie jest.
To jednocześnie stawiałbym swoją MAPĘ i SWOJĄ MIARĘ jako jedyną dostępną opcję, dokonywał tego samego terroryzmu splecenia JA i nie-Ja, zakłamywania świata do pozycji MY który zarzucam powszechnej kulturze. Częściowo nie mogę tego uniknąć(natura języka i percepcji), za to mogę zadbać o to, by używać narzędzi które mam tj Ustanawiać wielość punktów odniesienia i pozwalać czytelnikowi/sobie na automatyczną generatywną chwilową syntezę.

Nie wierzę w poziomy świadomości tj. metaforę pionową, ustanawiającą jakąś linię pionową linię rozwoju.
Raczej opcjuję za wersją horyzontalną tj jako wędrówkę czy telewizyjną: wyłanianie się i zanikanie różnych form narracji, wnikanie do różnych światów.

Tak samo nie wierzę w jednoznaczne pokazywanie skąd to wszystko wynika i dokąd prowadzi. Pojęcia nie mam czy raczej mam tą świadomość mnogości współdziałających sił i wynikowych kierunków nie zgadzająca się na jednostronny opis rzeczywistości na tyle na ile to możliwe.
Może to wynik zamiłowania do nauk ścisłych: nie interesuje mnie hipnotyczna, jednostronna narracja HISTORYCZNA czy HUMANISTYCZNA - interesuje mnie matematyczno-fizyczne MODELOWANIE tj. tworzenie jakiegoś modelu zjawiska, odzwierciedlenia go, sprawdzenie jak się odnosi do doświadczenia życia i przejście do tworzenia czy odkrywania kolejnego modelu.
Sprawdzam gdzie jest lustro, znajduję jego rogi, punkty odniesienia i przechodzę na drugą stronę. Za każdym razem totalnie nie wiem dokąd mnie to zaprowadzi.
Czytelnika też!:)
[foto]

6. A tak • autor: Piotr Jaczewski2012-02-24 11:23:15

A tak odnosi się wrażenie, że są to tylko możliwości równe "co by było gdyby?".

W PEŁNI SIĘ ZGADZAM: O tym pisałem w tekście: Jak rozum ma wygrać?"

7. Teraz rozumiem... • autor: Nierozpoznany#57912012-02-24 11:26:50

Ja Pańskie punkciki odczytałam właśnie jako gdybanie, bez osadzenia w rzeczywistości, co zdaje się nie leżało w Pańskim zamiarze. Pan zdaje się próbował uniknąć szeregowania ich w pionową hierarchię, ale w moim odczuciu wyszło odwrotnie ;) Ot, względność słów...
[foto]

8. Dziękuję. • autor: Piotr Jaczewski2012-02-24 11:33:14

9. Jeszcze raz nt. granic • autor: Nierozpoznany#57912012-03-19 07:03:28

[foto]

10. Dzięki! :) • autor: Piotr Jaczewski2012-03-21 08:50:49

Czytałem i przeczytałem ponownie po latach i trochę się uśmiałem:)
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)