Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 kwietnia 2014

Jan Szeliga

z cyklu: Moja Twarda Ścieżka (odcinków: 80)

Pierwsze warsztaty
Pierwsze prowadzone przeze mnie mini warsztaty "Twardej Ścieżki"

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Pierwsze szałasy potu Pogrzeb wojownika »
Szałas potu już robiliśmy kilka razy. Po ogniu też udało mi się samodzielnie przejść. Przyszła więc pora na jakieś większe działania.

W tej chwili już nie pamiętam kto był inicjatorem tego pomysłu, ani kiedy taki pomysł się zrodził?

Wiem tylko że ogłoszenie o tym wydarzeniu ukazało się chyba w Tarace?

Ustaliłem z Łukaszem Łuczajem , że zrobimy te mini warsztaty u niego na leśnej polanie w Pietruszej Woli.

Tak więc przyjechało 2 gości gdzieś z daleka. W tej chwili nawet nie pamiętam ich imion. Przybyło też kilka miejscowych osób moich znajomych.

Plan był taki:

Pierwszego dnia budujemy szałas potu, a następnego dnia robimy podróże przy bębnie i chodzenie po ogniu.



Zaczęliśmy więc od budowy nowej konstrukcji do szałasu, ponieważ stara konstrukcja była trochę za mała i już się trochę zużyła.



Mieliśmy na to cały dzień czasu więc na spokojnie daliśmy radę.



Wieczorem gdy się już wszyscy zebrali wrzuciliśmy dary do ognia i weszliśmy do szałasu.



Szałas był bardzo gorący i bardzo udany.

Po jego zakończeniu posiedzieliśmy jeszcze chwilę przy ognisku i rozjechaliśmy się do domów.

Dwaj przyjezdni panowie spali w namiocie na polanie obok szałasu.


Nadszedł kolejny dzień. Był wtedy sierpień i pogoda nam dopisywała. Było ciepło ale nie za gorąco. Zebraliśmy się po południu i zaczęliśmy od budowania ogniska do chodzenia po ogniu.



Drewno było bardzo suche i ognisko błyskawicznie się rozpaliło.

Żar był tak duży, ze musieliśmy schować się za krzakiem.



W czasie gdy ognisko się paliło zrobiliśmy podróże przy bębnie. W czasie podróży szukaliśmy swojego zwierzęcia Mocy.

Było jeszcze zbyt jasno aby wkroczyć na ścieżkę ognia.



Dorzuciliśmy więc do ognia i ognisko znowu mocno się rozpaliło.

Gdy już ogień się dopalał, przyszedł czas na uformowanie ścieżki.

Jeden raz już udało mi się samodzielnie przejść po ogniu. Tym razem nie dość że sam miałem przejść pierwszy to jeszcze miałem przeprowadzić innych.

Pamiętam że wcale się wtedy tego nie bałem. Oczywiście miałem respekt dla ognia bo wiedziałem że będzie on miał ponad 500 stopni, ale czułem wtedy taki duży spokój jakbym miał pewność że wszystko się uda. Widocznie moje zwierze Mocy mnie wspierało.



Przeszedłem więc jako pierwszy

A po mnie przeszły następne osoby.



Oprócz mnie wszyscy uczestnicy tych warsztatów po raz pierwszy chodzili po ogniu.

Radość ich była ogromna gdy zdołali przejść po nim i nawet nie poczuli najmniejszego bólu.

Od razu powstały plany na następne takie spotkania. Osobiście też bardzo się cieszyłem, ze udało się nam odbyć te praktyki i organizacyjnie wszystko się udało.

Teraz myślami byłem już przy następnej praktyce „Twardej Ścieżki” która mnie fascynowała. Myślałem o „pogrzebie wojownika”. Aby odbyć tę praktykę musiałem pojechać dosłownie na drugi koniec Polski. Napiszę o tym w następnym odcinku.


cdn...

Moja Twarda Ścieżka: wstęp na końcu

Warsztaty i praktyki Twardej Ścieżki, które prowadziłem i w których brałem udział.


« Pierwsze szałasy potu Pogrzeb wojownika »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)