Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 maja 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 181)

Piróga: o pisaniu dziennika


« Snydera: Polityka wieczności przyszłością dla świata? Dragana „Kwantechizm” czyli ludzki głos z hermetycznej twierdzy »

Tekst czytany tu: 28-04-2019. Mirosław Piróg. Inne Myśli, re. O pisaniu dziennika.

Pisanie dzienników wydaje mi się działaniem wielokrotnie problematycznym.

A. Brakuje czasu. Nie tylko czasu na pisanie, ale przede wszystkim potem na czytanie. Powiedzmy, że mam kilkadziesiąt zeszytów-tomów swoich dzienników-pamiętników. Kiedy i jak będę je czytać? Ponieważ tych tekstów jest dużo (i przy systematycznym pisaniu bardzo szybko robi się ich dużo), to żeby je później czytać, konieczny jest jakiś system. Np. umawiam się ze sobą, że czytam codziennie zapis przez roku. Albo sprzed 10 lat. Albo czytam, kartkując, wszystkie wpisy „rocznicowe” czyli z danego dnia z kolejnych lat. Albo wyszukuję fragmenty na jeden określony temat, który mnie danego dnia „dzisiaj” zainteresuje. Przy czytaniu dziennika chodzi o to, żeby nie tylko przelecieć wzrokiem stare wpisy, ale żeby je jeszcze zintegrować. To zintegrowanie, włączenie treści z dawnych lat w moje obecne „ja” jest przecież, chyba, głównym sensem dziennikopisarstwa. Czy o dzisiejszym czytaniu dziennika powinienem też pisać w dzienniku? Strasznie puchnie to przedsięwzięcie. Kiedy i jak na to znaleźć czas?

B. Co z dziennikami robić dalej? Ok, załóżmy, że mam obszerny dom/mieszkanie, ale dzienniki z kilkudziesięciu lat (jeśli to zadanie potraktować poważnie) to jednak sporo papieru i zajmują miejsce. Co w razie przeprowadzki? A jeśli nie uda się ich przewieźć i zabezpieczyć w nowym miejscu? Tu widać, jak idea dziennikopisarstwa jest związana z zasiedziałością, z trzymaniem się jednego domu. Co z dziennikami będzie się działo po śmierci autora? Oczywiście, jeśli był on sławnym wielkim człowiekiem, jak Carl Gustav Jung lub Sławomir Mrożek lub Maria Dąbrowska w 13 tomach, to zostawia skarb dla wdzięcznej potomności i źródło profitów dla spadkobierców. Jednak przeciętny dziennikopisarz nie jest sławnym ani wielkim człowiekiem, zapewne jego zapiski nie przedstawiają wartości literackiej, źle się je czyta, tym bardziej jeśli pisane nie na maszynie/komputerze, tylko ręcznie, a gdy ręcznie dla siebie, to pewnie mało czytelnymi bazgrołami. Do tego (a) mogą zawierać treści kompromitujące lub inaczej niewygodne dla rodziny, lub (b) treści takiego rodzaju, których autor nie życzyłby sobie ujawniać. Dodam: jeśli to ma być szczery, poważny i nie-promocyjny (nie budujący własnego auto-obrazu) monolog-autolog, to takie zbyt intymne treści muszą w nim być! Więc, właściwie, autor powinien móc przed śmiercią zdążyć swój pamiętnik zniszczyć lub go skutecznie ocenzurować. I znów pytanie: kiedy? Zwłaszcza, że pod koniec życia możliwości wykonawcze gwałtownie słabną, znów: prócz tych nielicznych autorów, po których pozostałości stają się sprzedawalnym spadkiem. Jeszcze jeden punkt: czyjś dziennik, chociaż nie zamierzony na dzieło literackie i pisany przez nieznaną publicznie osobę, może okazać się wydawniczym hitem, dziełem, które warte będzie masowego czytania i przyniesie zyski spadkobiercom. Wczuj się w położenie autora. Czy wyobrażasz sobie, jak ów, przewidując swoje wkrótkie odejście, mówi do syna, córki lub młodszych przyjaciół: przeczytaj te moje zeszyty, oceń, a jeśli uznasz je za warte, wypromuj? Skłaniać ewentualnych kontynuatorów do tego, żeby za „mnie” wykonali pracę – promocję, wyjście na książkowy lub internetowy rynek – podczas gdy „ja” sam nie potrafiłem lub nie chciałem tego wykonać? W takim zleceniu byłoby coś z klątwy. Narzucenie zobowiązania, które samemu zlecającemu autorowi wydaje się wątpliwe. Przerzucanie decyzji na spadkobierców, na te dzieci niewinne. A nawet bez tego, pozostawienie po sobie mas papieru, z którym samemu nie wiedziało się, co zrobić, i pozostawienie kłopotu z ich dalszym zachowaniem (lub nie) i selekcją – innym, tym, którzy autora przeżyją – nie wydaje się grą fair.

C. Dzienniki jako autologi stały się niemożliwe. Dialog („mowa dwóch”) to rozmowa dwóch osób; monologiem przyjęło się nazywać pojedyncze mówienie kogoś do słuchaczy. Mówi się też „dialog wewnętrzny”, ale to nie bardzo etymologiczne, właściwszy byłby termin autolog – jako „rozmowa z samym sobą”. Pisanie dzienników-autologów było na miejscu w dawniejszych czasach, kiedy ludzie notorycznie pozostawali sam na sam z własnymi myślami w stanie znacznej izolacji od innych jednostek. W instytucji pisania dzienników-autologów zawiera się dawne osamotnienie ludzi, zwłaszcza tych, którzy jako intelektualiści są w jakimś stopniu oderwani od codziennej bytowej gadaniny. Więc teraz tego nie ma – znikło, podobnie jak znikły dymiące parowozy, suknie do ziemi i fotografie w sepii (oraz szpulowe wideo i telefony w budkach). Nie mamy komfortu oderwania! Nawet jeśli tego bardzo nie chcesz, to i tak to, co będziesz usiłować pisać jako dziennik, nawet jako psychoanalityczny dziennik w myśl zaleceń Junga, będzie blogiem. Będziesz to pisać nie dla siebie, tylko dla ewentualnej czytającej to wyobrażonej publiczności, jak blog właśnie. Zresztą nawet blogi giną (i ginie pisanie w stylu blogowym), ponieważ wypiera je dialog na FB – i zapewne w podobnych mediach, których nie znam.

Jakiś wniosek, podsumowanie powinienem sporządzić, ale po prostu przerwę. Może wrócę.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Snydera: Polityka wieczności przyszłością dla świata? Dragana „Kwantechizm” czyli ludzki głos z hermetycznej twierdzy »

komentarze

[foto]

1. Kiedyś pisałem dzienniki,... • autor: Mirosław Czylek2019-05-07 14:51:08

Kiedyś pisałem dzienniki, zwłaszcza w latach 2001 - 2005. Miały one wieloraką funkcję, długo by tłumaczyć. Lecz ja w innym celu, tj. próbując jakoś rozwikłać te podpunkty.

A) Polecam formę ... komputerową. Nieczułą, klawiaturową, maszynową, wiem. Ale to z technicznego punktu widzenia skarb. Czasem jak wracam, wpisuję słowo w wyszukiwarce tekstu i przeważnie znajduję to co chcę. Oprócz tego łatwiej coś takiego się czyta, łatwiej wkleja, powiela, wycina. Technikalia. 

B) Komputeryzacja redukuje problem "papierowy", tak jak digitalizacja tysięcy zdjęć ograniczyła koszty i możliwości dystrybucji własnych dzieł, choćby na użytek własny. Apropos, polecam: https://miroslawczylek.flog.pl

Inna kwestia to zabezpieczenia takich treści przed przechwyceniem ich w przestrzeni internetowej. Jeśli jednak ktoś ma bardzo ostrożnościowy stosunek, wówczas polecam potraktowanie starego komputerowego żęcha jako maszyny do pisania i przechowywania różnych waznych plików off line.

Co do spadkobierców, podszedłbym do sprawy pragmatycznie, nieromantycznie. Przecież oni mogą odnieść z tych publikacji dużo korzyści własnej, np do autopromocji czy bycia "patronem twórczości" kogoś. Może nie od razu na skalę Rusinka, który będąc sekretarzem Szymborskiej mocno się utuczył, ale jednak. Osobna kwestia to skala zaufania i porozumienia pomiędzy oferującym swój "twórczy testament" wobec kogoś. Na to nie ma żadnej rady, to po prostu życie i definiowanie własnych stosunków międzyludzkich.

C) Tego mi trochę brakuje, dlatego z rozrzewnieniem patrzę, jak leżą w moich szufladach przepastnych listy papierowe, które wysyłałem obustronnie z wieloma osobami. A później przyszedł zły internet i wiadomo co zrobił...
[foto]

2. Jeszcze tak zerkam... • autor: Mirosław Czylek2019-05-07 15:13:03

Jeszcze tak zerkam do pamiętnika z września 2001 i ... zastanawiam się, o co mogło chodzić takiemu 22 latkowi :-) . To są tak dziwnie formułowane słowa i sentencje, że zgaduję, że to były czasy, gdy intelekt uniemożliwiał i blokował życie. Zwłaszcza jak się studiowało filozofię. Fragmenty:

"W ogóle trudno coś napisać. Jakaś część mojej osobowości się dezaktywuje. Mam poczucie, jakbym już nie tylko dokonywał obserwacji, samokrytyki wobec siebie i walczył o obiektywność swoich percepcji i sądów. Język, nastawienie i stosunek do wszystkiego uległ jakiemuś przedawnieniu, poczucie „czystki” z 1a zatoczyło większy krąg. Ale ta „pustka” nie dotyczy działań i myśli, jest raczej przestrzenią, której rozszerzenie spowodowało miałkość wszelkich wydarzeń. Jak to nazwać - jałowość, dyskredytacja i spustoszenie „przeżywania-po”. Może tego chciałem?

W ogóle czuję się jakiś „sztuczny”. Wszystka energia gromadząca się we mnie nie uchodzi w uczucia tylko w intelekt. I ten krajobraz wielkiego namysłu i porządkowania własych struktur osobowości, zwłaszcza tych, do których jestem przyzwyczajony od jakiegoś czasu; ten krajobraz wygląda jak po bitwie.

Może to „zimna wojna” ? Narasta poczucie wzrastania w większej aktywności, pisaniu, czytaniu, sile słowa i myśli. Fragmenty mojego obrazu rosną, choć nie znajduję w tym żadnej uzasadnionej przyczyny".
[foto]

3. Zły internet papier skosił • autor: Wojciech Jóźwiak2019-05-07 15:32:48

"w latach 2001 - 2005"

--- W latach 1995 - 2003 Uran był w Wodniku i to połączenie dwóch uranicznych sił skosiło papier. Skosiło też łokmeny, szpulowe wideo, aparaty na błonę i firmę Kodak. Tamta mała epoka Wodnika zaprowadziła masową komputeryzację, laptopizację, internetyzację, mobilizację komórkową, cyfrową fotografizację zintegrowaną z telefonem, GPS-yzację i wikipedyzację. Jak pomyśleć, to w całkiem innej rzeczywistości od tamtego czasu żyjemy.
[foto]

4. Całe szczęście że,... • autor: Mirosław Piróg2019-05-07 21:48:48

Całe szczęście że, gdym ja w 1982 roku zaczynał pisać dziennik, pojęcie "blog" jeszcze nie istniało i cała sfera "zewnętrzności" związana z internetem także.  Tak więc  rozumiem obecne dywagacje i problemy, bo żeśmy się zbytnio internetowi poddali. A co do spadkobierców i intymności wyznań - doprawdy po mej śmierci każdy może robić i pisać co mu się żywnie podoba. Jung natomiast miał pecha, bo był sławny i mu ze "Wspomnień, snów, myśli"  rodzina wycięła cały rozdział o jego ukochanej kochance Toni Wolff. Ale, jak mawiają - z rodziną to tylko  na zdjęciu się dobrze wychodzi. Fundacja Philemona ma wydać protokoły będące źródłem WSM - ciekawe, czy też ten rozdział.
[foto]

5. Z dziennikami... • autor: Wojciech Jóźwiak2019-05-08 08:37:45

Z dziennikami mam też pozytywne doświadczenia i o nich (być może) napiszę. Ale istnienie opowieści o mnie, które ode mnie się oderwały i gdzieś zalegają, przyznaję, niepokoi mnie. Podobnie czuję horror, gdy myślę o listach, które w czasach kiedy się jeszcze listy pisało, napisałem do różnych osób. Tu mam nadzieję, że p.t. spadkobiercy moich adresatów litościwie wszystko poślą, jak mawiał Bucholc do Borowieckiego, ins Feuer.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)