zdjęcie Autora

30 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

O pisaniu blogu

Kategoria: Twórczość

« Przetwarzanie symboli (4) Dama z jednorożcem i pokrojony pies »

Blog jest bardziej spontaniczny niż każdy inny gatunek wypowiedzi literackiej. Zdarza mi się, że czasami chciałabym cisnąć klawiaturą o ścianę, bo nazajutrz dochodzę do wniosku, że albo zbyt się obnażyłam, albo strzeliłam jakąś głupotę, albo niespodziewanie dałam się sprowokować i wciągnąć w niepotrzebną wojnę.

         Jednak jest to zajęcie wciągające i dla mnie nowe. Muszę przypomnieć, że z komputerem zetknęłam się dopiero pod koniec swojego zawodowego życia i przechodzę w sposób znacznie przyspieszony wszystkie fazy obcowania ze społecznością (w tym wypadku Taraki). Zaczynam rozumieć skąd się biorą wcześniej oceniane przeze mnie negatywnie pokusy dzielenia się wieloma sprawami, o których politycznie byłoby raczej zamilczeć. Mając żywego, a niesympatycznego rozmówcę, nie będę mu się zwierzać ze swojego życiorysu, a na blogu to robię, choć nie wiem z jakim odbiorcą mam do czynienia.

         Ludzie niegdyś chętnie zwierzali się obcym, w pociągach na przykład, choć od wielu lat w Polce ten zwyczaj zupełnie zanikł. Ale próżnia zawsze musi być wypełniona i pojawiły się blogi.

         W moich nastoletnich czasach pisało się pamiętnik. Zabierałam go do szkoły po to, by w domu nie wytropiła go mama mająca niesłychane zdolności śledcze. I stało się raz tak, że notowałam coś w zeszycie do łaciny, a pod spodem rozłożyłam swój pamiętnik, w którym wylewałam mnóstwo złości na moją mamę i że dorwała mnie na tym Łacinnica. Jej też nie znosiłam, bo zawsze oświadczała przy całej klasie, że kaktus jej na dłoni wyrośnie, jeśli Kasia będzie studiować. Nie była więc to ktoś mi życzliwy, a w dodatku z pozycji całkowicie ignorujących mnie jako osobę. Uważała i wypowiadała to głośno, że w sytuacji w jakiej znajduje się moja rodzina, powinnam zaprzestać wygórowanych ambicji i zamiast się uczyć w liceum, a potem wybierać na studia, iść do pracy i wspomóc swoimi zarobkami moją biedną mamę. Uczennicą byłam zaś nierówną, raz się uczyłam, raz mi się nie chciało i wolałam czytać pod ławką książki, więc miała ona swoje racje.

         Tak więc ta nieżyczliwa osoba przyłapawszy mnie na pisaniu pamiętnika, zabrała go, wezwała do szkoły moją matkę i  w obecności dyrektorki szkoły przekazała jej pamiętnik, odczytawszy wcześniej dramatycznym tonem ostatnie wpisy krytykujące moją mamę. Możecie sobie wyobrazić, jakie rozpętało się w domu piekło, bowiem moja mama bywała nieobliczalna i zwykła rzucać przedmiotami, jakie jej się nawinęły. W tym wypadku ledwo uniknęłam rozbicia głowy ciężką, kryształową popielnicą okutą metalem i zaopatrzoną w wystające z niej mosiężne przyrządy do obcinania cygar. Po wojnie takie dziwne przedmioty pałętały się w wielu domach. A ja byłam ostatnią niewdzięcznicą.

         Ostatnio moja koleżanka opowiadała mi, jak synowa potraktowała jej kilkunastoletnią wnuczkę. Dziewczyna pisała na swoim blogu i moja koleżanka wiedziała o nim, ale jej matka nie. Pewnego razu o tym fakcie poinformowała matkę koleżanka nauczycielka i matka natychmiast przeczytała wpisy. Moim zdaniem okazała się krańcową idiotką. Z córką miała nienajlepszy kontakt, wojowały bezustannie, choć podobno dziewczyna nie robiła niczego złego, nie wpadła w „złe towarzystwo”, nie brała używek, uczyła się w miarę, była tylko nieco buntownicza. Otóż mamusia, zamiast cieszyć się, że ma jaki taki wgląd w sprawy córki, zmilczeć i czytywać od czasu do czasu, by wiedzieć, co w trawie piszczy, gdy przeczytała jej wpis krytykujący gust mamy w doborze koloru firanek, wściekła się tak, że zrobiła latorośli dziką awanturę, po której córeczka oczywiście zlikwidowała blog.

         Dziewczyna ta zastępując pamiętnik blogiem popełniła błąd, bowiem nie założyła, że przeczyta go ktoś nieżyczliwy, a w każdym razie nie spodziewała się kłopotów z tego tytułu.

         Ja oczywiście nie jestem nastolatką, większość swego życia mam za sobą i z powodu tego, co piszę nikt nie ośmieli mi się robić awantur. Jednak narażam się na niekomfort krytyki wobec mnie, znanej z nazwiska i wizerunku, ale czynię to całkiem świadomie.

         Jako autorka wycinam dużo partii napisanego tekstu, czasem więcej wycinam niż dopisuję. Nie mogę sobie pozwolić na dygresje i odejście od założonej konstrukcji, nie mogę też pozwolić zostać zdaniom o treści wątpliwej, bardzo niejasnej, sprzecznej z czymś wcześniejszym. Jeżeli ilość wycinanego tekstu jest większa niż przybywającego, następuje niemoc twórcza. Często jej przyczyną jest nadmierny autokrytycyzm, próba podporządkowania się normom i standardom, które błędnie uznaje się, że w danej chwili mnie obowiązują.

Dążenie do perfekcji zawsze przynosi depresję, ponieważ zdarza się, że tracimy zewnętrzny punkt widzenia i wchodzimy za bardzo do środka swojego dzieła. Jest w końcu ono naszym wymyślonym światem i jako takie, wobec narzuconych sobie ograniczeń nie dorówna nigdy dziełu boskiemu. Konieczność selekcji, zamiany jednych słów na inne powoduje, że będąc w środku nie umiemy już ocenić czy zrobiliśmy dobrze zmieniając to a to, czy źle albo niepotrzebnie. Ja dla ocalenia tego zewnętrznego spojrzenia na produkt swojej świadomości staram się odczekać przynajmniej miesiąc i zapomnieć jak najwięcej tekstu. Zapisane wyrzucam z pamięci (na ile mogę). Ale przy licznych poprawkach, korektach, zwłaszcza pod cudze dyktando, zawsze się traci tę pożądaną zewnętrzność spojrzenia. Nie ma na to siły.

         Na przykład: byłam (i jestem) często krytykowana przez redaktorów za zbyt długie zdania i używanie słów, które trzeba czasem sprawdzić w słowniku. Uważano także, że za mało jest dialogów w stosunku do opisów. Jest to oczywiście wyraz podporządkowania się wymogom literatury rozrywkowej, gdzie zdania mają wyrażać akcję, a nie jakieś durne rozważania, które nikogo nie obchodzą. Teraz czytam książkę, która ponoć jest literackim arcydziełem (Bolano – 2666), jestem w jej połowie, na pięćsetnej którejś stronie i może do tej pory przeczytałam tam ze trzy dialogi. Ale w Polsce musi być tak jak w USA – dziesiąta woda po Hemingway`u. Nie jestem tu zbyt obiektywna — nie lubię po prostu modnego stylu „hemingwejowskiego”, jego krótkich, męskich zdań. Czasami sądzę wręcz, że są oszustwem, ideologicznym okrojeniem świata. Pozorem, prezentowanym na zewnątrz pod wpływem obrazkowej kultury amerykańskich filmów klasy B (choć zapewne to filmy czerpały swoje dialogi z Hemingway`a, a nie on z nich). Nie umiem myśleć krótkimi zdaniami, dialogi ograniczają mnie, są komunikatami codzienności, gdy reszta nie jest na zewnątrz ujawniana. W filmie można grać twarzą i sylwetką. W książce tylko – i to nie zawsze – kontekstem.

Drobiazgi, podkreślone stylem wypowiedzi oznaczają dla mnie świat, który warto penetrować. Jednak przykro mi. Nie da się wytłumaczyć komuś takiej optyki, jeśli jej z natury nie rozumie. Czytelnicy tak chcą – słyszę. Nie pytam, jacy czytelnicy.

         Nie oznacza to, że nie używam zdań krótkich albo równoważników zdania. Robię to, gdy chcę pewne rzeczy ze sobą skontrastować — na przykład ulotne fantazjowanie z faktem, że „autobus odjechał”. Do czytelnika należy wówczas ocena czy może autobus uciekł, bo opisywana osoba zajęła się czymś nierzeczywistym.

         Na blogu sama jestem sobie redaktorką, a żywy kontakt z czytelnikiem, nawet krytyczny, pozwala mi ocenić na ile mój styl pisania ktoś rozumie i komuś on odpowiada. Pisanie blogu przekonało mnie, że mimo technicznych niedoróbek (nie pracuję przecież nad tekstem tak, jak dla wydawnictwa) jestem rozumiana i ogólnie rzecz biorąc nieźle oceniana.

         Dlatego pisanie blogu może być tak bardzo pochłaniające i atrakcyjne. Nie mówiąc już o tym, że porządkuje pewne sprawy w moim umyśle i w wypowiedzi pozwala być precyzyjniejszym.

         Wdzięczna też jestem Wojtkowi, że pozwolił mi pisać w Tarace mimo, że treścią moje wpisy odbiegają często od profilu strony.

         Mam tylko nadzieję, że nie dorwie się jakaś „mamuśka” i nie skrytykuje mnie za „Trzech Króli” – jak przytrafiło się Teresti.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Przetwarzanie symboli (4) Dama z jednorożcem i pokrojony pies »

komentarze

[foto]

1. Proszę pisać • autor: Wojciech Suchomski2013-02-01 00:17:05

Pani Kasiu, z ogromnym zainteresowaniem czytam odcinki Pani blogu (bloga?). Świetny styl, ciekawe tematy. Myślę, że to chyba mój ulubiony blog na Tarace. Dialogi? A po co? Rzadko kiedy w blogach są dialogi.
pozdrawiam serdecznie,
Wojtek

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)