Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 lutego 2015

K. Rystyna

Placek z borówkami

Kategoria: Własne doświadczenia
Tematy/tagi: magia

Wiem z całą pewnością, że magia to zarówno moja religia, nauka, filozofia, jak i moich przodków. Z tym nie zamierzam dyskutować, bo to wiem.

Zabrałam się za czytanie słynnego mistrza magiji Aleistera Crowleya. Dla wszystkich to geniusz, a ja kocham i uwielbiam geniuszów. Ale p. Marion Weinstein w książce "Magia, która pomaga żyć", nie tknęłaby się go siedmiometrowym kijem. Ja tam nie jestem strachliwa, książkę Crowleya "Magija w teorii i praktyce" pożyczyłam. Wstęp bardzo mi się spodobał. Czytam dalej, ale co to, czuję się jak w kościele, same przepisy i instrukcje. Dobre smakołyki potrafię zrobić zgodnie z przepisami, to zaczynam jeszcze raz, ale dalej czuję się jak w kościele. Ten siedmiometrowy kij wbił mi się do głowy niepotrzebnie, muszę być bardziej otwarta. Zaczynam jeszcze raz. "Pamiętaj" - mówię do siebie - "jesteś wolnym człowiekiem, nie myśl cudzymi myślami". Ale znowu to samo.

Ta książka mnie normalnie odrzuciła. Ale ja jeszcze do ciebie kiedyś wrócę maleńka.

Kupiłam więc kolejną książkę - Donald Michaela Kraiga "Magija współczesna. Dwanaście lekcji Wysokiej Sztuki Magicznej". Gruba, porządna książka, tylko odwrotnie wydrukowana. Wielkie mi co - mówię sobie - ktoś się pomylił i zwyczajnie nacisnął nie ten guziczek co trzeba przy drukowaniu. W końcu była na promocji, kupiłam ją za pół ceny. A że poobracać ją trochę trzeba, zanim zacznie się czytać, to nic nie szkodzi. Przeczytałam. Postawiłam sobie pierwszy raz karty Tarota. Nie opowiem.

Afirmacja, sekret. Tak bardzo chciałam, żeby ktoś mi pomógł się ogarnąć, wskazał drogę. Afirmuję, takiego jakby mistrza, który by zechciał z własnej woli mnie nauczać. I kończę w tym czasie znajomość z jedyną osobą, która, jak sądziłam, mogłaby nim być.

I dobrze. Byłam, jestem i będę sama (błagam, nie!!!, to powrót do ówczesnych uczuć tylko, spokojnie, już mi przeszło). Niezłe te afirmacje i ten sekret.

I tak mam ze wszystkim. Nie medytuję tylko się zawieszam. Lubię moje zawieszenia. Idę sobie brzegiem rzeki, ta szumi, a wszędzie kamienie, różne, nad jednym można się zamyślić i pół godziny. Albo przekładając ziemię na drugą stronę dla mamy, żeby miała gdzie grzebać i sadzić te swoje roślinki, czuję, jak pot kapie i zalewa oczy, ale to nie przeszkadza.

A, i nie wpadam w trans, tylko odlatuję.

Wszystko u mnie nie tak. A w borówkowisku to lubią mieszkać żmije.

Bo jest magija i jest magia. Magija jest ceremonialna, a magia naturalna i to stąd te wszystkie potyczki. Moja jest magia.

Magija to sztuka, żeby zostać jej wirtuozem, trzeba mieć talent i wiele, wiele lat nauki za sobą. Magia jest naturalnie wszędzie, jak powietrze czy woda, trzeba tylko chcieć ją zobaczyć.

"Zabić czarną kurę. Czarownicy, znachorzy, lekarze" - Barbara Lipińska, Janusz Hoga. To taka malutka książeczka, która przedstawia ewolucję medycyny, dostałam ją, mocno zniszczoną od starszej córuchny.

A to jej kawałeczek:

Kołtun - zbity, twardy kłąb włosów na głowie zlepiony brudem i ropą, zwykle na wskutek wszawicy. A co z nim należało zrobić: "...do kołtuna należało podejść z szacunkiem. Przede wszystkim nie ścinać go byle kiedy, ale nosić przez rok i sześć niedziel. Po upływie tego terminu wątpliwą ozdobę można było już uciąć, przy odpowiednim zamawianiu. Po tej operacji zawijało się go delikatnie w szmatkę, aby >był zadowolony<, do wewnątrz wkładając drobny pieniążek, czasami kawałek placka. Zawiniątko kropiło się wódką i zawiązywało ozdobnie wstążką. Teraz należało umieścić kołtun w odpowiednim miejscu - zakopany pod drzewem lub wsadzony za piec >nie gniewał się<. Dopiero po tym ceremoniale można było zabrać się do leczenia zropiałej skóry głowy".

http://www.dreadmaster.pl/wp-content/uploads/2013/07/Oktawia.jpg
Co tu jest istotne? Ceremonia. Tak, zgadzam się z tym, że ceremonie są ważne, tylko nijak ma się to do mojej, powyższej teorii o magiji i magii.

Pani Izabela Kopaniszyn w swoim tekście "O czym wie pole, a o co poprawność polityczna nauki zakazuje pytać?" też jak w książeczce od mojej córuchny poruszyła temat Ignacego Semmelweisa, który stwierdził, że powód umieralności kobiet w połogu tkwi w niemyciu rąk przez lekarzy. Pisało, że został za to usunięty z pracy, nie wiedziałam, że skończył w szpitalu dla psychicznie chorych.

Tak to często bywa z ‘X Kopernikami’. Dlatego jedną z bardzo wielu myśli po przeczytaniu książki "Zabić czarną kurę. Czarownicy, znachorzy, lekarze" jest ta, że zawsze trzeba uważnie słuchać i myśleć. I jeszcze, że warto próbować nowych rzeczy. Nie wszystkie nowinki okażą się dobrym pomysłem, niektóre wręcz totalną porażką, ale jak tego nie sprawdzę, to się nie dowiem. Ciekawe, ile kobiet by żyło, gdyby posłuchano p. Ignacego Semmelweisa wcześniej?

Dobra, odlatuję. A co, jeżeli my ludzie naprawdę mamy moc, żeby zmieniać świat? Nie tylko swój, ale cały…

https://www.youtube.com/watch?v=KjEntiHpP1M


Korekta przez: Radek Ziemic (2015-02-19)


komentarze

[foto]

1. Kołtun • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-02-19 10:27:00

Kołtun obrósł wieloma opowieściami i przesądami. Zazwyczaj mówi się, że powstawał w niemytych włosach z brudu, wszawicy itp. Niestety, rzecz nie jest tak prosta. Obserwowałam pewnego noworodka, który urodził się z kołtunem. Kołtun oczywiście mu obcięto, bo rodzina była miejska i światła. Potem przez pierwsze miesiące życia mimo że dziecko było kąpane i co dzień myto mu główkę co jakiś czas pojawiał się w tym samym miejscu na odrośniętych włosach. Kołtuny te zawsze mu obcinano. W końcu gdy dziecko zaczęło chodzić nie pojawiały się więcej. Rodzice uważali, że powstaje z powodu tarcia główką o poduszkę i poduszki te zmieniali na inne, bez skutku. Kołtuniki pojawiały się z dnia na dzień. Obejrzałam sobie kiedyś ten obcięty kołtunik. Był niewielki, bo nie zdążył urosnąć i został odcięty. Składał się ze splątanych włosów, ale włosy te były bardzo dziwne. Oglądałam je pod szkłem powiększającym i widziałam, że są ostro pozałamywane a nie pozaginane. Podejrzewam, że pod mikroskopem charakter tych załamań byłby lepiej widoczny, ja jednak go nie miałam. Czasami obserwuje się drzewa które bez widocznego powodu ostro zakręcają albo zaczynają rosnąć poziomo ni stąd ni zowąd. Prawdopodobnie coś im przeszkadza w naturalnym wzrastaniu. Ale dlaczego tak dzieje się w przypadku włosów? Co zakrzywia ich geometrię? Ja sama miałam kiedyś kołtuna (kilkudniowego) po porodzie i dlatego interesował mnie ich wygląd. Zalążek kołtuna zawsze zawiera kilka włosków o zaburzonej, utrwalonej krzywiźnie. W świetle tego jakieś kalkulacje musiały towarzyszyć ludziom bojącym się jego odcięcia. Może wyobrażali sobie, że nieznane siły wiły sobie tam gniazdo?

2. Ciekawe. • autor: Nierozpoznany#87332015-02-19 20:52:14

Ja mam kręcone włosy, w sieci piszą, że to genetyczne. Też nieraz oglądałam swój włos i wiem, że pojedynczy ma różne grubości. Różnice są wyczuwalne wyraźnie nawet w dotyku. Myślę, że to powoduje ich skręt. Poszukam w wolnej chwili, może znajdę jakąś nowinkę o kołtunie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)