Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 grudnia 2017

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Dlaczego ludzie wycinają drzewa? (odcinków: 30)

Platonicy od GMO

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: eko-zagrożeniaGMOspołeczne podziały

« Idźcie i mnóżcie się jak króliki ... i nieszczęśliwego nowego roku! »
Oryginalnie w blogu Autora, 1-12-20117. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Organizmy genetycznie modyfikowane stanowią dziś największe zagrożenie dla ludzkości, życia na Ziemi, a w szczególności cywilizacji życia, porównywalne tylko z masowymi przymusowymi szczepieniami i aborcją. GMO jest złem, z którym powinniśmy walczyć wszelkimi dostępnymi środkami.

Oczywiście żartuję, ale chciałem mieć klikalne wprowadzenie do tekstu. Skoro wszyscy ten grzech popełniają, to chyba i ja – skromny bloger – mogę. Gdybym w poprzednim wpisie użył słów „Mateusz Kijowski”, miałbym milion wejść, a tak tylko dziesiątki. Trzeba się wyzbyć podobnych skrupułów.

Ale jednak będzie o GMO. Kilka dni temu spotkaliśmy się w naprawdę zacnym gronie osób co najmniej zaniepokojonych kończącymi się możliwościami życia na Ziemi, i jednym z najbardziej żywotnych tematów, prócz spraw ściśle metafizycznych, okazała się być kwestia GMO, które oczywiście miało swoich zwolenników i przeciwników. Ponieważ podczas spotkania koncentrowałem się na kwestiach metafizycznych (nie uczestnicząc w debacie o GMO), kilka dni później zamieściłem na swoim wallu na Facebook’u krytyczny wobec GMO tekst z „Zielonych Wiadomości”, pt. „Społeczeństwo obywatelskie odrzuca GMO na konferencji FAO”. Oczywiście od razu wywiązał się spór, który obserwowałem na spotkaniu nieco z boku, z tym że bardziej intensywny może, bo przekaz pozbawiony emocji wyrażanych językiem ciała, głosem, wyrazem twarzy, jest – jak doskonale wiedzą wszyscy internauci – niezwykle niebezpieczny.

Co uderza w małych i dużych debatach o GMO to bardzo silne, niemalże religijne uniesienie, w jakim są prowadzone. Jest to to samo uniesienie, jakie towarzyszy debatom o szczepionkach i bardzo podobne do uniesienia w jakim Homo sapiens rozmawiają o aborcji, gender, kulturze gwałtu i tym podobnych sprawach. Bardzo szybko z ich uczestników wychodzi, przepraszam za określenie, platonizm, którym tak mocno jest naznaczone myślenie ludzi. Wszyscy tam szukają dobra i zła i przez wielkie „D” i wielkie „Z”. Dość szybko staje się oczywistym, że rozmowy o „tych sprawach” to rozmowy o metafizyce i religii, jak być może wszystkie ludzkie rozmowy bez względu na to, czego dotyczą.

W każdym razie, kiedy ludzie z dyplomami wyższych uczelni, zaczynają obrzucać się obelgami, nie jest dobrze, choć w świecie ludzi jest to – niestety – całkowicie normalne. Przy czym nadmieniam, że podczas naszego spotkania udało nam się zachować wszelkie reguły kulturalnej debaty. W internecie już nie. Spór o GMO, szczepionki i częściowo aborcję ma jeszcze tę szczególną cechę, że bezpośrednio dotyczy życia, naszego miejsca i stosunku do przyrody, a ostatecznie owych nieszczęsnych platońskich idej. GMO jako kamień filozoficzny, nieszczepienie jako kamień filozoficzny, ochrona życia poczętego jako kamień filozoficzny etc.

Osobiście podzielam pogląd jednego z moich przyjaciół i gości bloga, Piotra Tyszko-Chmielowca, że w obowiązującym modelu rolnictwa (a jednocześnie gospodarki i ekonomii), GMO są „zrozumiałe”, a być może również „konieczne”. Obydwa te predykaty są rozwinięciem myśli mojego gościa, z którymi w całości można się zapoznać pod linkiem. Mam nadzieję, że jest to rozwinięcie trafione. (Z poglądami Piotra Tyszko-Chmielowca można się zapoznać TUTAJ). 

Zwolennicy GMO podnoszą najczęściej, że organizmy GMO pozwalają produkować więcej żywności przy mniejszym zużyciu środków produkcji roślin i zapewne zwierząt, co za tym idzie, przy mniejszych nakładach, pozwalają wyżywić większą liczbę ludzi. Zapewne tak jest, ale większa liczba ludzi zawsze powoła do życia jeszcze większą liczbę ludzi, która będzie musiała jeść jeszcze więcej. Zysk jest zatem całkowicie pozorny. Platonizm (potraktujmy to pojęcie jako póki co umowne) zwolenników GMO wyraża się w tym, że uważają najprawdopodobniej większą liczbę ludzi za jakieś samoistne dobro, a przynajmniej coś, na co idea dobra spływa i promieniuje w sposób oczywisty.

Jest to teza co najmniej dyskusyjna. Ani życie ludzkie jako takie, ani w szczególności życie ludzkie rozmnożone ponad miarę, nie są na pewno wartościami samoistnymi, a mogą być w określonych sytuacjach antywartościami (przynajmniej tak uważa autor bloga). I chyba tego obawiają się przeciwnicy GMO, również dzielący się na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy uważają, że GMO jest rakotwórcze, truje ludzi i tym podobne rzeczy, które są co do zasady w świetle posiadanej przez nas wiedzy oczywistymi bzdurami, druga ci, którzy widzą społeczne i ekologiczne skutki zwiększania produkcji rolnej, zwiększania powierzchni upraw, zwiększania liczby ludzi i całkowitego dewastowania ziemi uprawnej i w ogóle ekosystemów, jakie niosą ze sobą wielkie monokulturowe uprawy, a takie są co do zasady uprawy GMO.

Ta grupa przeciwników GMO, do której zdaje się zaliczać, nie jest obciążona owym „platonizmem”. Nie uważa GMO za obciążone substancjalnym złem, w sposób oczywisty nie wierzy w rakotwórczość GMO, ale dostrzega, że dalsze żyłowanie wzrostu jest prostą drogą do zbiorowego samobójstwa. Innymi słowy, jesteśmy arystotelikami namawiającymi do opamiętania się, to znaczy do zahamowania wzrostu, wiedząc najczęściej, że jest to całkowicie niemożliwe. Ludzkość nie zahamuje wzrostu, dopóki wszystko się nie zawali.

Konstatacja ta jest dla mnie o tyle nieoczywista, że dotychczas wydawało mi się najczęściej, że to my, prawdziwi obrońcy życia na Ziemi (w odróżnieniu od nazywających siebie tym mianem zwolenników nadpopulacji Homo sapiens), namawiający do opamiętania się, jesteśmy platonikami, a praktycy szukający nowych źródeł energii, czy nowych sposobów żywienia rozrośniętej ponad wszelką rozsądną miarę populacji Homo sapiens to arystotelicy. Być może jest jednak odwrotnie.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie osobiście uderza. W kulturalnej części dyskusji, mój kolega podniósł, że przeciętny hejter GMO szybko zmienia zdanie, kiedy otrzymuje diagnozę cukrzycy i musi zaopatrywać się w insulinę, która dzięki GMO stała się bardzo tania i zapytał, jak odniosę się do tej zagadki. Odniosłem się w sposób, jak się wydaje, dość oczywisty – wszystko co wpływa na zwiększenie liczby ludzi, prowadzi do ich zagłady w skali masowej. W ten sposób zadziałały przede wszystkim szczepionki i nowoczesna medycyna, które w połączeniu z innymi elementami układanki, muszą doprowadzić do katastrofy życia na Ziemi jako takiej. (W tym kontekście ironią losu jest, że wielu antyszczepionkowców to jednocześnie owi pisani w cudzysłowie obrońcy życia przed aborcją).

Platonicy od GMO, innowacji, medycyny, szczepionek etc. domagają się ode mnie w tym miejscu, żebym był konsekwentny i popełnił samobójstwo oraz odrzucił wszystkie te zdobycze. Kolejność oczywiście odwrotna. Problem w tym, że jako istoty rozumne, powinniśmy jednak poszukiwać środka. To, że jest nas za dużo, nie znaczy, że musimy popełniać zbiorowe samobójstwo, ale oznacza być może, że powinniśmy pomyśleć o spowolnieniu wzrostu (nawet do wartości ujemnych), a na pewno powinniśmy pomyśleć o zmniejszaniu liczby ludności poprzez zmniejszanie liczby dzieci i promowanie tych, którzy z różnych przyczyn rezygnują z ich posiadania.

Czy ogromne monokultury GMO wpisują się w ten model? Czy wiara w GMO, podobnie jak wiara w naukę i technikę jako narzędzia do gwarantowania dalszego status quo nie wyglądają na zabobony?

Ostatecznie jeden z dyskutantów zwrócił uwagę, że powinniśmy w ogóle zdefiniować, co rozumiemy przez „złe” i „dobre”. Uwaga słuszna. Wiele bibliotek jest wypełnionych książkami poświęconymi temu zagadnieniu.

Znajduję się w tej ciągle niewielkiej grupie, w której uważa się, że cywilizacja istot rozumnych zdolnych do przekształcania przyrody w stopniu większym, niż żuk toczący kulkę gnoju, oparta na spalaniu paliw kopalnych z definicji musi ulec zagładzie, pociągając za sobą znaczą część życia jako takiego. W tym świecie, świecie tej wąskiej grupy, zagadnienia dobra i zła tracą na znaczeniu.

Dodam może jeszcze to, że tekst powyższy jest jedynie wprowadzeniem do obszerniejszej relacji ze spotkania, jakie odbyło się w szerszym gronie czytelników bloga, aktywistów ekologicznych, naukowców, działaczy, publicystów, wydawców czy po prostu moich przyjaciół zdających sobie sprawę ze szczególnego miejsca historii Ziemi, w jakim się znaleźliśmy.

 

PS O tych platonikach i arystotelikach piszę całkowicie nieprzypadkowo, naciągając może nawet fakty, bo podczas naszego spotkania doszliśmy do jeszcze innych, nawet dalej idących klasyfikacji i podziałów, o równie tradycyjnych korzeniach i w równie ciekawy sposób łączących się z ekologią, a faktycznie końcem życia na Ziemi. Innymi słowy, choć trochę żartuję, to nie do końca.

Dlaczego ludzie wycinają drzewa?: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Idźcie i mnóżcie się jak króliki ... i nieszczęśliwego nowego roku! »

komentarze

1. decyduje wspólnota sponsorów • autor: Jerzy Pomianowski2017-12-03 18:26:12

To jest ciekawe, że  stosunek do poszczególnych projektów sztandarowych, takich jak GMO, genderyzm, zalety islamu w Europie, szczepionki, i parę innych, nie pokrywa się z podziałem na zwolenników postępu, i ciemniaków. Sądzę, że sojusze są jednak możliwe w jednostkowych przypadkach.
Niestety, ale teraz mamy właśnie sojusz międzypartyjny na rzecz wprowadzenia GMO. Ma być jakieś nocne głosowanie w Sejmie przed Wigilią.
PS
Generalnie skład  żywności jest bardzo podobny w GMO do tego w żarciu naturalnym. Dużym problemem są jednak "mutanty" projektowane pod nadzwyczajną odporność na "randap". Uprawa takich tworów jest bardzo tania, bo polega na obfitym podlewaniu herbicydem. Nie trzeba plewić, bo żadna inna roślina nie przeżyje. Produkt jest niestety trochę trujący.

2. No mniej więcej... • autor: Nierozpoznany#100962017-12-03 21:03:28

No mniej więcej tak to wygląda. Dla mnie GMO jest bardziej taką - jednak dość fałszywą - nadzieją na przyszłość. Przynajmniej w mojej ocenie. 

3. Tak naprawdę, • autor: Stefanurynowicz2017-12-05 02:30:18

to ratlerek, róża herbaciana, kosztel czy świniarka są także GMO. Tyle tylko, że modyfikacja trwała trochę dłużej. Nowe metody, to nowe narzędzia. To nie GMO jest problemem ale cel działania ludzi. Jeśli chcą stworzyć trującą roślinę, to tworzą. Jeśli chcą świnię z wysokim poziomem hormonów,  to próbują ją wyhodować. Że metody inne  niż dawniej? To tylko narzędzia.
Przy dawnych narzędziach też wyniki modyfikowania były różne: karłowacenie bydła, wytworzenia obiegów zamkniętych rozwoju pasożytów i chwastów, uprawianie roślin trujących itp.
Na przykład: pszenica w zasadzie nie nadaje się na pokarm dla człowieka, świnie zarażają włośniem, psy glistami, koty myksomatozą, krowie mleko powoduje alergie, kozie niesie pasożyty, tak samo jak marchew i rzodkiew. Przykładów setki.
Dyskusja o szkodliwości GMO jest z założenia bez sensu.  Dyskutować można o szkodliwości określonej odmiany kukurydzy,  agresji określonej rasy psów,  wpływie hormonów zjadanego na zjadającego,  nasyceniu tkanki związkami chemicznymi itd.
Dyskusja nad szkodliwością stosowania nowych metod tworzenia odmian istot żywych, to tak jak dyskutowanie o szkodliwości używania młotka przy zabijaniu gwoździa. To po prostu dysputa o narzędziach.
Wynik prac tymi narzędziami,  to jest ważne. GMO jest tym samym, co wbity gwóźdź.

Nowe metody hodowli i uprawy, nowe odmiany i rasy, to stały składnik rozwoju rolnictwa. Pozwalają na nadprodukcję żywności,  która jest konieczna (wbrew twierdzeniom wielu idiotów) do dobrobytu. Wcale nie musi się ona przekładać na wzrost liczby żywionej ludności. Przykładem jest obecna Europa.

4. Rozumiem argumenty • autor: Nierozpoznany#100962017-12-05 16:57:04

Rozumiem argumenty, ale nie do końca się zgadzam.Zresztą, w dość oczywisty sposób widać, że w tekście GMO jest jedynie figurę pewnej obietnicy, która nie ma zresztą pokrycia. To nie jest tekst o szkodliwości bądź pożyteczności GMO, tylko o fantazjach nadziei. Moim zdaniem złudnej. 

5. GMO po prostu jest tańsze • autor: Jerzy Pomianowski2017-12-05 19:48:50

Ani nadzieja, ani obietnica. Dla jednych po prostu kolosalne zyski, dla konsumentów brak wyboru. Żywność tradycyjna będzie zbyt droga.

6. Cóż, ja zawsze... • autor: Nierozpoznany#100962017-12-05 19:50:45

Cóż, ja zawsze staram się oglądać rzecz z wielu perspektyw. Jest to przedstawiane jako nadzieja i o tym piszę. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)