W artykule pt. "Cztery żywioły i byt", a także kilku wcześniejszych, podzieliliśmy enneagram na cztery pary typów - które przyporządkowaliśmy czterem kolejnym żywiołom. Wyróżniliśmy też piąty element, Dziewiątkę, który przyporządkowaliśmy pierwiastkowi eteru, czyli, jak to określiliśmy, zapisowi możliwych scenariuszy istnienia, dokonanym gdzieś, w hipotetycznej gwiezdnej kronice. Wyglądało to tak:
| Typy enneagramowe | Żywioł |
|---|---|
| Jedynka i Dwójka | Ziemia - prostota, konkret, naturalność, sielskość, pracowitość, tradycja, ród, dobro |
| Trójka i Czwórka | Woda - emocje, obrazy, symbole, płynność, zmienność, żywość |
| Piątka i Szóstka | Powietrze - myślenie, mówienie, pisanie, tworzenie pojęć, rozumienie |
| Siódemka i Ósemka | Ogień - dzianie się, działanie, manifestacja |
| Dziewiątka | Eter - przeznaczenie, zapis w eterze, kronika Akaszy |
Od dawna korciło aby "pożenić" tak utworzone żywioły z czterema wymiarami jakie zna nasz konwencjonalny opis świata - długością, szerokością, wysokością i czwartym wymiarem, tym w którym "leci" Wszechświat. Hasło: cztery żywioły - cztery wymiary jest, trzeba przyznać, zachęcającym początkiem do stworzenia ogólnej teorii Wszystkiego, jaką przecież ma być Dodekaedr. Było to jednak zadanie wówczas dość trudne, choćby dlatego, że cztery żywioły nie wydają się posiadać żadnych ewidentnych cech zbieżnych z czterema wymiarami.
Z chwilą pojawienia się Czterech Stanów Świadomości, opisanych przez enneagramowe linie (patrz mój artykuł "Cztery stany świata"), sytuacja ta ulega zmianie. Mamy teraz wyraźną podstawę, by sądzić, że każdy z Czterech Stanów oznacza jeden z czterech kolejnych wymiarów. Oto dlaczego:
Dla Linii 4-1/1-4, korespondującej ze Stanem Doskonałości Struktury pasuje wymiar długości, ponieważ struktura, czy też szkielet, składa się z linii.
Dla Linii 2-4/4-2, korespondującej ze Stanem Tantrycznym, pasuje znakomicie wymiar szerokości, ponieważ chodzi o fale (wibracje), te zaś, aby zaistnieć, potrzebują zawsze co najmniej dwóch wymiarów.
Do linii 5-8/8-5, odpowiadającej Stanowi Działania należy przypisać wymiar wysokości (głębokości), ponieważ mamy do czynienia z bryłą, a zatem rzeczą, wymiernym rezultatem, jaki ma naszemu działaniu towarzyszyć.
Do linii 1-7/7-1, opisującej Stan Relatywistyczny, przypiszemy czwarty wymiar, ponieważ jest on kierunkiem, w którym zakrzywiona jest nasza czasoprzestrzeń. Stan Relatywistyczny, jak pamiętamy, odpowiada właśnie - w dużym stopniu paradoksalnej - naturze samej czasoprzestrzeni.
(Więcej na temat czwartego wymiaru, patrz przypis 1[1] na końcu artykułu.)
Stany Świadomości okazały się brakującym ogniwem, które już za chwilę umożliwi nam rozumienie żywiołów i wymiarów jako wspólnej całości.
Gdy intuicyjnie przyporządkujemy stany żywiołom - napotykamy na
problem: Ogień i Powietrze, z niewyjaśnionych powodów, zamieniają się
miejscami. Jak widać - dwa pierwsze Stany mają jakość właściwie
identyczną do dwóch pierwszych Żywiołów. To znaczy Stan Struktury - jak
należało oczekiwać, jest Ziemią, a Stan Tantryczny (emocjonalny)
- Wodą. Natomiast pozycja dwóch kolejnych żywiołów - odwróciła
się. Stan Działania jest właściwością ognistą (a nie powietrzną,
jak pasowałoby na trzecim miejscu), zaś Stan Relatywistyczny -
właściwością powietrzną (a nie ognistą, jak to powinno być na miejscu
czwartym). Uzyskaliśmy w ten sposób hinduskie uporządkowanie
żywiołów, w którym ogień występuje przed powietrzem, a nie po nim, jak na Zachodzie!
| Stan | Żywioł | Wymiar |
|---|---|---|
| Stan Doskonalenia Struktury | Ziemia | pierwszy (linia - struktura) |
| Stan Tantryczny | Woda | drugi (płaszczyzna - fala) |
| Stan Działania | Ogień | trzeci (bryła - rezultat) |
| Stan Relatywistyczny | Powietrze | czwarty (światło i grawitacja - szczęście) |
Dopiero w powyższym przyporządkowaniu, zależności miedzy żywiołami, wymiarami i stanami stają się w pełni jasne.
Umieszczona w podtytule wypowiedź Humpty-Dumpty'ego każe nam zastanowić się, czy tak skonstruowany czterowymiarowy krąg czasoprzestrzeni jest ostateczną figurą, czy też istnieje coś, co go stworzyło. Gdyby taki "stwórca" istniał, być może można by połączyć się z nim jakoś, i dzięki temu uzyskać moce lub wpływy?
Po pierwsze jednak, czy mamy w ogóle prawo przypuszczać, że, oprócz uzgodnionej rzeczywistości, istnieje "jeszcze coś", i to coś, co jest wobec niej pierwotne? Czy nie należałoby raczej powiedzieć, że znany Wszechświat jest wszystkim co istnieje, i że po prostu stworzył on sam siebie?
Wszechświat jaki znamy jest niewątpliwie skończony w czasie - choćby dlatego, że, jak wiemy, "kiedyś" dobiegnie końca. Jest on także skończony w przestrzeni, ponieważ, jak również zdajemy sobie sprawę, ogranicza go jego własna krzywizna. Dopóki coś jest skończone, dopóty dociekanie skąd pochodzi, wydaje się zasadne. A zatem odpowiedź na pytanie o sens naszych rozważań wydaje się brzmieć - tak, sens jest.
Zauważmy jednak, że żadne wyjaśnienie używające słów "zanim" i "potem" nie jest tu właściwe. Jest tak dokładnie dlatego, że "zanim" nastał czas, nie było żadnego "zanim", dlatego właśnie, że nie było czasu. Podobnie, gdybyśmy pokusili się o wyjaśnienie pochodzenia wszechświata słowami "był sobie raz", jak np. w zdaniu "był sobie raz wielki Żółw" - to również zbłądzimy, ponieważ przed przestrzenią, "nie było" żadnego miejsca. Jeżeli nie było jeszcze Wszechświata, to "gdzie", był Żółw?
Mnożenie żółwi nie jest naszą intencją. Zastanawiamy się, czy istnieje sposób mówienia o pochodzeniu wszechświata z pominięciem "czasu" i "miejsca", które przecież nastały dopiero wraz z nim. Taki sposób istnieje, przedstawienie go wymaga jednak naruszenia wszelkich przyjętych zasad rozumowania jakich uczono nas w szkole. Bo skoro nie było "czasu" i skoro nie było "miejsca", to najprostszy wniosek: stwórca wszechświata istnieje JUŻ TERAZ . I istnieje on nie gdzieś indziej, nie gdzieś dalej, ale właśnie TU.
Domyślamy się, że stwórca ten związany jest w jakiś sposób z Piątym Żywiołem - akaszą. Akasza, czyli Przeznaczenie, byłaby pierwotną substancją, w której zapisane są ścieżki gwiazd, losy ludzi, i prototypy wszelkich zjawisk. Jeżeli zaś to wszystko jest już zapisane, to, w świetle tego, co powiedzieliśmy, zapis ten nie istnieje "gdzieś indziej", nie został on złożony w jakichś odległych annałach, księgach, czy warstwach, ale zdarza się właśnie TERAZ, właśnie TU. Kto zatem pozostaje autorem tak zaszyfrowanej rzeczywistości? Tu rozumowanie nasze osiąga wreszcie kluczową konkluzję. Tym kimś musimy być MY! To człowiek tworzy swoje własne Przeznaczenie - i to człowiek musi być zdolny je zmienić.
Na tym jednak nie koniec. Bo przecież, nawet jeśli jesteśmy do tego zdolni, to czemu nie zmieniamy? Czemu zdolność ta w nas tak rzadko dochodzi do głosu? Lub, cytując Gombrowicza: "Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?"
Czy stwórca Przeznaczenia pozostaje w nas na stałe aktywny? Mówiąc inaczej - czy możemy osiągnąć to, czego dla siebie sami pragniemy, samą tylko mocą naszych ukierunkowanych myśli? Zależy. Dla większości z nas najczęściej - nie jest to takie proste. Możemy owszem rozkazać naszemu umysłowi, aby uczynił nas sławnym, pięknym i bogatym - rezultat jednak dla każdego będzie trochę inny. Powiemy więcej - dla wielu osób w ogóle może nie być żadnego rezultatu, przynajmniej w jakimś wymiernym, realnym czasie!
Jaki zatem jest sens widzenia w sobie stwórcy rzeczywistości? Jeżeli nawet taki stwórca we mnie istnieje, to pozostaje on stwórcą rozdwojonym, stwórcą nieznającym w pełni własnej twórczej mocy. Idący przez czterowymiarową czasoprzestrzeń Kowalski wydaje się być często tej mocy pozbawiony. Wymiar Piąty (akasza) każe Kowalskiemu wstać jak co rano, wyłączyć budzik (nastawiony jak zwykle na szóstą), wzuć ranne pantofle i poszurać do kuchni. Gdzie żar tropików i wille na białych klifach? Gdzie orzeźwiające wodospady i romantyczne noce? Akaszowy zapis niestety manifestuje się po swojemu, i istnienie stwórcy pozostaje w Kowalskim w dużym stopniu niejawne.
Jeśli Kowalski rozejrzy się dookoła - zobaczy koło istnienia. Cztery stany świata przejawiają się naokół, aż miło. Czy to w przedmiotowych formach, czy w formach podmiotowych, tańczą, wymieniają się, i następują po sobie na przemian, tworząc całą, kompletną rzeczywistość, zrozumiałą i czytelną, w której wszystko jest dokładnie takie jakie tylko być może. Nie znaczy to wcale, że Kowalski nic nie może zrobić. Co to to nie. Kowalski może zdziałać bardzo dużo! Może na przykład pewne sprawy zmienić, za pomocą oddziaływania Marsa. Może je wytrzymać Saturnem lub przeżyć dogłębnie za pomocą Wenus. A jeśli jest otrzaskany z czwartym wymiarem, to może je nawet zręcznie zaczarować relatywistycznym wpływem Jowisza. Jednak pomimo to, nie potrafi on wpłynąć na nie bezpośrednio, to znaczy bez żadnych narzędzi, bez oporu i w stopniu dowolnym, jaki by sobie tylko zażyczył. Choć ma pewną swobodę - nie może anulować zasadniczych, wpisanych w matrycę ograniczeń. Z grubsza i statystycznie - materia pozostaje nieruchawa, a usiłowania Kowalskiego - częściej niż rzadziej - ześlizgują się po krzywiźnie czterowymiarowej beczki.
Pora to przyznać. Moc tworzenia rzeczywistości, która, jak wynika z wszelkich dostępnych nam danych, powinna być nasza - wcale nasza tak do końca nie jest. Wpływ na własne przeznaczenie, w jakże wielu przypadkach, pozostaje nam odebrany. Akasza często steruje nami jak chce - zupełnie jakby jakiś wielki kosmiczny zegar pchał nas miedzy swoje tryby. Na rozpaczliwe pytanie: "Ale dlaczego?!" często słyszymy ponurą odpowiedź: "Bo tak."
Sytuację tę nazwiemy pleonazmem. Jest to termin zaczerpnięty z teorii języka, oznaczający zwrot wyjaśniający sam siebie, takie masło maślane. Pleonazm jest naszą niemocą zmiany, naszym przekonaniem, że "..wyżej tyłka podskoczyć się nie da", naszym bezsilnym rozłożeniem rąk i westchnieniem: "robota - jest robotą." Jako tarotowy symbol pleonazmu przyjmiemy arkanum dziesiąte, kręcące się "w koło Macieju" i bezustannie tworzące dookolną, nudną oczywistość[2] - Koło Istnienia.
Stan Koła to stan niewątpliwie uciążliwy i na swój sposób - frustrujący. Sprawia on, że nie pamiętamy o naszej rzeczywistej mocy, że w nią jakże często - zwyczajnie nie wierzymy. Oddajemy za to tę moc po cichu nieświadomym mechanizmom ku jakim popycha nas Przeznaczenie. W stanie tym wszystkie rzeczy wydają się do bólu i znudzenia zwyczajne, zewnętrzne, odłączone o nas materialnymi przegródkami. Możemy to ująć słowami Juliana Tuwima: A patrząc, widzą wszystko oddzielnie/ Że dom... że Stasiek...że koń...że drzewo..." I jeśli istnieje w nas ten piątowymiarowy stwórca, to takie oddzielne widzenie musi mu chyba kompletnie wiązać ręce.
Mamy Żywioł Piąty. Z jednej strony wredna akasza odbiera nam całą moc i wkręca nas w tryby Koła. Dokładnie po drugiej stronie musi być jednak coś, co nam dobrze życzy i tę moc chce nam ofiarować. Eter - jeśli w jakiejkowiek postaci coś takiego gdzieś istnieje - byłby symbolem tej rdzennej rozbieżności. Oto podsumowanie:
| Żywioł | Stan | Wymiar |
|---|---|---|
| ZIEMIA | Stan Doskonałości Struktury | Pierwszy |
| WODA | Stan Tantryczny | Drugi |
| OGIEŃ | Stan Działania | Trzeci |
| POWIETRZE | Stan Relatywistyczny | Czwarty |
| ETER | Stan Kreacji Rzeczywistości | Piąty |
Miejscem styczności Eteru z Kołem jest najwyższy punkt enneagramu - punkt Dziewięć. Jest to archetypowy punkt zwykłego człowieka. W swojej zaburzonej formie tworzy on nieświadomość i niemoc, które zmuszają człowieka do bycia posłusznym Przeznaczeniu. Ten stan symbolizuje początek oddzielnego, przedmiotowego widzenia spraw - początek istnienia. Jak głosi rzeczowa filozofia Dziewiątek - można zjeść ciastko lub go nie zjeść, wiele więcej zrobić się nie da. Istnienie otacza nas masą oddzielnych przedmiotów, które po prostu tam są, można się nie zgadzać, ale - jeśli wierzyć Dziewiątce - nic się na ich obecność nie poradzi. Dziewiątka, którą symbolizuje przeciętny szary obywatel ludzkiej masy, Kowalski, porusza się w Kole, jak chomik biegnący w swoim biegadełku, lub jak mysz uwięziona w zegarze. Uwięziona jest wśród oczywistości, pleonazmów z których zionie nudą. W klatce przedmiotowości - znajduje się ona w stanie wyparcia i stresu, ale nawet o tym nie wie - właśnie dlatego, że tak dużo w sobie wyparła. Taka - w mniejszym lub większym stopniu - jest przeważająca większość nas. Choć mamy otwarte oczy, chodzimy " jak we śnie", tj. nie zdajemy sobie sprawy z tego kim jesteśmy i ile moglibyśmy zmienić, gdybyśmy chcieli.
Przypuszczamy jednak, że tej niemiłej sytuacji można zaradzić. Jak łatwo się domyślić, chodzi o "zastrzyk", jaki zacietrzewiona w sobie machina Koła zyskuje z zewnątrz systemu, z miejsca, gdzie rzeczywiście jesteśmy Władcami Wszechświata.
Przyjmijmy, że takie hipotetyczne miejsce, w którym każdy człowiek posiada władzę nad swoją rzeczywistością, i w którym mógłby on dokonywać w swoim życiu zmian siłą bardziej cudowną niż fizyczną - określa Tarotowa karta Sąd Ostateczny. Sąd jest właśnie uchyleniem wyroku, a zatem cofnięciem w nas stwórczego przekonania o apriorycznej niezmienności sytuacji. Gdy cofniemy swoją wiarę w dany przedmiot - być może - okaże się, że istnieje pewien głębszy poziom rzeczywistości, który przez cały czas jest tam do naszej dyspozycji. Ten poziom - jeśli tam istotnie "pod spodem" jest - byłby poziomem z którego mogą manifestować się nasze marzenia i myśli. Zazwyczaj z nie go nie korzystamy, znajduje się on w nas zatem w fazie - by tak rzec - latentnej. Natomiast cofając negatywne przekonania sprawiamy, że zdrowy Eter rozluźnia więzy zaskorupiałych pleonazmów, ukazując nam "cudowny" pejzaż rzeczywistych możliwości. Byłby to - zgodnie z naszym rozumowaniem - rezultat wpływu uzdrowionej i znającej siebie podmiotowości.
Taki zastrzyk oznaczałby uchylenie wyroku, którym odcięliśmy się od mocy, i tej mocy wpuszczenie. Byłby szczeliną przez którą w nasze życie zostaje wpuszczony promień stwórczej, ożywczej energii. Zamiast przymuszających nas kajdan pleonazmu, mielibyśmy wtedy - w jakimś zakresie nieograniczoną - przestrzeń kreacji swojego życia na własną modłę. Czy coś takiego jest możliwe, a jeśli tak, to na jakich zasadach - to pytanie, którym zajmiemy się w przyszłości.
Krzysztof Wirpsza
[1] Co do Wymiaru Czwartego - nie da się go niestety wskazać palcem na mapie nieba. Samo istnienie czwartego wymiaru wiąże się z deformacją znanych koordynat odległości, nie wspominając już, że także zniekształca ono czas. Aby wyjaśnić na czym to polega uciekniemy się do uproszczenia. Przypomnijmy, że w linearnym modelu Wielkiego Wybuchu, mamy kilka pozornych etapów. Najpierw, wszystko pozostaje w jednym punkcie, pra-atomie. Potem pra-atom wybucha, tworząc bardzo dużo światła. Światło to jest zawartość pra-atomu - zawartość, która wcześniej była ściśnięta. Teraz ta zawartość się rozpręża, rozprzestrzeniając się na wszystkie strony z czwartego wymiaru ku trzeciemu. Światło "leci", zagęszcza się w trójwymiarowe gwiazdy, galaktyki, mgławice, planety, które potem ściąga z powrotem siła grawitacji. Wszystko wpada na siebie, gęstnieje, ubija się na zbitą masę i zapada - znów mamy pra-atom. Tak naprawdę w czwartym wymiarze, cały ten niezmiernie długi proces wydarza się "na raz". Światło jest symbolem rozszerzania się Wszechświata (linia 7-1), a grawitacja symbolem powrotu, ściągającego wszystko do punktu wyjścia (linia 1-7). Stan Relatywistyczny pokazuje nam, że czasoprzestrzeń zagięta jest w dodatkowym wymiarze, który jest grawitacją i światłem!
[2] Taki sens ma też Dziesiątka Mieczy - karta z Małych Arkanów tarota; zob. "Dziesiątka Mieczy, czyli Obłędny bieg rozklekotanego mechanizmu". Przypis Wydawcy, WJ.
2. Coś się dzieje... • autor: Wojciech Jóźwiak 2010-03-10 22:54:21
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj
1. Poraża! • autor: Katarzyna Klonowska 2010-03-10 20:05:15