zdjęcie Autora

25 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Podłączona do akumulatora i elektrycznego gniazdka.

Kategoria: Twórczość

« Nic nie jest takie, jakim się wydaje Wypoczynek na urlopie »

         Mam znajomą, do której żywię nieco ambiwalentne uczucia. Chwilami lubię ją, a chwilami bardzo mnie denerwuje. Jest zasadnicza, uparta, niereformowalna i bardzo, bardzo drobiazgowa; zdecydowanie, irytująco „panniasta”. Z drugiej strony, gdy porzuci czasem swoją okropną manierę ględzenia o głupotach (sporo kobiet tak ma, widać to jakiś rodzaj mimikry gatunkowej, wyklutej w procesie adaptacji, zabezpieczenia przed agresją otoczenia na zasadzie: „ja nic takiego nie powiedziałam...”) można z nią ciekawie porozmawiać, bo jest inteligentna, mądra, wykształcona i niespodziewanymi przebłyskami potrafi dotrzeć do sedna spraw. Ponieważ jest osobowością skomplikowaną, niejednorodną i budzi czasem moją irytację, którą nie zawsze potrafię ukryć, mam wobec niej nieustanne poczucie winy za okazywaną czasem szorstkość. Ten przydługi wstęp służy wyjaśnieniom, dlaczego właśnie ona pojawiła się w moim śnie i to w dodatku w tak kontrowersyjnej roli ofiary.

         Kiedy Księżyc w pełni dotarł do mojego okna, obudziłam się z uczuciem wielkiej paniki, wyrzutów sumienia, przerażenia i... przykrym, fizycznym doznaniem – zgagą. Cóż, nie dopilnowałam swojej diety.

         We śnie podłączyłam moją znajomą (nazwę ją Basią) z jednej strony do akumulatora, z drugiej zaś do gniazdka z prądem i nakryłam plastikową płachtą. Nie jestem pewna czy miałam świadomość, że jest człowiekiem, a nie przedmiotem i dlaczego nie ruszała się, ani nie protestowała. Po prostu tak zrobiłam, a dlaczego – pozostaje tajemnicą.

         Po jakimś czasie przypomniałam sobie, że powinnam „to coś” odłączyć, bo zbyt długo jest włączone i kiedy to zrobiłam, na wskaźniku widniał napis: „2h, 56` (minut)”. Poczułam wtedy ogromne wyrzuty sumienia, ponieważ byłam pewna, że zabiłam Basię.

         Ona o tym nie wiedziała i powoli wyciekały z niej spalone wnętrzności, gdy spacerowała po pokoju zostawiając na ziemi różowe, wodniste plamy. Ktoś obecny w pokoju, zapewne jej matka, zwróciła jej na to uwagę, ale ona odpowiedziała niefrasobliwie, że „my, kobiety, już tak mamy”. Potem wymiotowała w łazience i oświadczyła, że będzie miała ciężki dzień, ale z jakiegoś błahego, niezwiązanego z tym wydarzeniem powodu, nie zdając sobie zupełnie sprawy ze swojego stanu. Ja czułam okropne wyrzuty sumienia, że ją zabiłam poprzez swoją niefrasobliwość, bo podłączając akumulator do ładowania, powinnam ją od niego wcześniej odłączyć i jak napisałam obudziłam się z tymi samooskarżeniami i zgagą.

         W warstwie przekazu sen bezspornie oskarżał mnie samą o zaniedbania prozdrowotne i wskazaniem, że jest „za pięć dwunasta”, żeby zmienić dietę. Skojarzenie: akumulator-kwas żołądkowy jest oczywiste.

         Interesuje mnie jednak coś innego — jak tworzywo snu pobrało jego składniki, żeby rozpocząć nimi ze mną ciekawą grę udawania i świadomości, mającą doprowadzić do końcowej konkluzji i jej utrwalenia się w mózgu osoby śniącej na tyle, by sen nie został zapomniany do rana.

         Zacznę od podłączenia do prądu i akumulatora. Poprzedniego dnia otrzymałam rachunek za elektryczność na działce (był duży, bo dostaję go dwa razy do roku, a latem mieszkają tam goście). Rozważałam też z synem sprawę akumulatorów żelowych do mojego pojazdu inwalidzkiego, z powodu których nie mogę na razie z niego korzystać. Trzeba je wymienić na nowe (wózek stał nieużywany parę lat), zagraniczne, oryginalne są bardzo drogie, zastanawiamy się, czy nie można spróbować oceny jakiegoś fachowca i zastosowania w ich miejsce innych, krajowych. Akumulatory są bardzo ważne, ich umiejscowienie powoduje, że najmniejszy wyciek mógłby poparzyć nogi jadącego. W dodatku całość jest bardzo ciężka i trudno wstawić wózek na samochód i okazało się, że tylko ja wiem, jak te akumulatory wyjąć i załadować oddzielnie, a jak wózek złożyć, żeby wszedł do samochodu osobowego (przywieziono go ciężarówką) należy wejść na holenderską stronę producenta, której adres tylko ja mam. W każdym razie te dwie sprawy zogniskowały moją uwagę na prądzie i akumulatorach. W dodatku odwiedziła mnie przyjezdna, nie widziana od wielu lat kuzynka i wysłuchałam rodzinnych informacji o zgonach, chorobach nowotworowych, pogrzebach, zaniechaniu prostej gastroskopii w przypadku innej kuzynki, co stało się przyczyną jej śmierci, pogrzebach i likwidacji majątku osób zmarłych. O narodzinach nie było nic, bo ta gałąź rodziny jest wymierająca.

         Następnym tworzywem była Basia, która ostatnio do mnie rzadko się odzywa, a ja jednocześnie chcę się z nią skontaktować i nie chcę; boję się jej wyrzutów, że się nie odzywam i nie mogę się zmobilizować, tak jestem daleka od chęci wysłuchiwania komunałów.

         Mój śniący mózg igrając ze mną, na początku Basię potraktował jak niby-akumulator, wpuszczając mnie w pułapkę, która nazwana została potem niefrasobliwością, a wzięła się z tego, że akumulator nie był akumulatorem, tylko Basią połączoną z akumulatorem, niewidoczną, bo przykrytą płachtą, a gdy już było za późno, mózg ujawnił mi, że akumulator nie był zwykłym akumulatorem, tylko człowiekiem, którego ja swoim działaniem zabiłam. No i w końcu Basia nie była Basią, tylko mną, a Basia była potrzebna, żeby przywołać wyrzuty sumienia i przypomnieć, że często umie ona trafić w sedno spraw.

         Kolejnym elementem wykorzystanym do igraszek mojego mózgu ze mną w rzeczonym śnie była kobieca miesiączka. To znowu efekt opowieści kuzynki o innej krewnej zmarłej na kobiecy nowotwór, podchodzącej do pierwszych objawów równie niefrasobliwie jak ja do swojej diety. W dodatku rozmawiając z kuzynką (starszą o parę lat ode mnie) musiałam wysłuchać jej napomnień z powodu lekceważenia swojego zdrowia w innych jego aspektach, a ja broniłam się, że wystarczy mi moich dolegliwości i nie chcę szukać innych; kiedy uda się opanować ból biodra, pomyślę o innych badaniach i kolejkach do innych specjalistów. Wyjaśnienia Basi we śnie, że „kobiety już tak mają” są równie nielogiczne i zbywające, jak moje argumenty w rozmowie z kuzynką. Mama Basi we śnie, to w rzeczywistości moja mama, która była rasową hipochondryczką, posiadająca wszystkie choroby świata, do której to postawy nabrałam wstrętu we wczesnym dzieciństwie.

         Wyciekający z Basi we śnie płyn nie był krwawy, tylko różowawo wodnisty, bo nie chodziło tu o sprawy kobiece, a raczej żołądkowo-jelitowo trawienne. W dodatku Basia wymiotowała i twierdziła, że czeka ją ciężki dzień, w czym odbiło się moje wspomnienie z przeprowadzonej przed laty gastroskopii, w czasie której o mało się nie udusiłam.

         No i podsumowanie – zgaga jako zgaga, nadkwasota trawiąca ścianki żołądka, grożąca rozmaitymi przykrymi konsekwencjami w razie lekceważenia.

         Tylko skąd się wziął ten czas na liczniku: 2h56`? Nie chcę o tym nawet myśleć, bo to byłaby już minuta po czasie, kiedy można coś zmienić (mówi się np. za pięć dwunasta).

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Nic nie jest takie, jakim się wydaje Wypoczynek na urlopie »

komentarze

1. świetna analiza snu! • autor: Sedzikowska2013-07-27 21:03:59

BBardzo mi się podobała analiza snu. Pokazuje tez ona, jak trudno zinterpretować cudzy ssen. 

2. Pierwsze koty za płoty • autor: Sedzikowska2013-07-27 21:06:13

Do mojego komentarza wkradły się literówki. W następnych wypowiedziach będę uważniejsza. Pozdrawiam serdecznie - Mirka

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)