Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 kwietnia 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Czy pojezierza takie jak na Mazurach są naszą środkowo-europejską osobliwością?

Kategoria: Podróże i regiony

« Czad dżihadu Pseudo-patriarchat polski czyli ksiądz i matrona »

Pojezierza, jak wskazuje nazwa, to miejsca, gdzie jest wiele jezior. Interesuje nas ich szczególny przypadek: pojezierza polodowcowe. Te dzielą się na erozyjne (właściwie: egzaracyjne, bo erozja przez lodowce czy lądolody nazywa się egzaracja) i akumulacyjne. Erozyjne powstają tak, że lodowiec (lądolód) wyoruje dziury w podłożu, które potem zalewa woda jeziorami. Akumulacyjne powstają też od lodowca, ale pośrednio, przez to, że złożone (zakumulowane) osady lodowca, czyli moreny, są nierówne i zawierają dziury, w których robią się jeziora.

Pojezierza erozyjne lub egzaracyjne nie są niczym dziwnym i powstają wszędzie tam, gdzie lodowiec lub jego zwarta pokrywa czyli lądolód zdarł miękkie osady i odsłonił twarde warstwy skał, pogłębiając przy tym ich nierówności – co robi notorycznie i w ten sposób podziurawione wgłębianiami i upstrzone jeziorami są Skandynawia, Kanada, północ Syberii, Szkocja, Patagonia i kilka mniejszych rejonów – wiele milionów kilometrów kwadratowych lądów.

Pojezierza akumulacyjne są w pewnym stopniu tworem przeciwnym naturze: ponieważ jezioro, a wcześniej jego niecka lub rynna musi utworzyć się w luźnych skałach, które lodowiec (lądolód) dopiero co zrzucił, które powstały w wyniku jego topnienia, są więc nasycone wodą, miękkie i płynne – glina, muł, żwir, piasek-kurzawka – a przy tym dzieje się to w klimacie peryglacjalnym, gdzie w porze roku, kiedy temperatura przewyższa zero stopni, wszystko topnieje i płynie, a upłynnione masy miękkich skał (mułu, żwiru itp.) tworzą płynące, zsuwające się jęzory. Peryglacjalnemu upłynnieniu zawdzięczają swój krajobraz nudne polskie równiny na południe od Mazur i Pomorza. Ten sam proces zmasakrował moreny ze starszych zlodowaceń (niż niedawne, najmłodsze), równając wzniesienia i zasypując, właściwie zalewając płynnym błotem kotliny jezior.

Jakim cudem tę powódź błota przetrwały jeziora na pojezierzach? – Przetrwały dlatego, że ich nie było. Za to w masach zrzuconej przez lądolód moreny tkwiły resztki niestopionego lodu. Jeśli były dostatecznie duże, czekały zasypane wystarczająco długo, aż klimat ocieplił się na tyle, by je wytopić bardzo szybko – w ciągu kilku lat, a może nawet jednego lata – tak, żeby peryglacjalne potoki błota nie zdążyły zalać, zasypać tych dziur-wytopisk. Stromość stoków jeziornych łożysk świadczy o tym, że to wytapianie działo się naprawdę gwałtownie.

Większość jezior na pojezierzach – tych naszych, czyli polodowcowych akumulacyjnych – to jeziora rynnowe. Są one pozostałością dawnych rzek płynących wewnątrz lądolodu, gdy ten się wytapiał. Rzeka dała początek jezioru wtedy, gdy przestawała płynąć, a to dlatego, że jej ujście z lodowca zostało zatamowane moreną (czyli zrzuconymi-wytopionymi osadami) – a przy tym do tego czasu rzeka płynęła niżej niż spąg (dno) lodowca. Taka rzeka zamarzała i zamieniała się w kiszkę lodu, która była zagłębiona w teren (w morenę), a jeśli została przykryta następną warstwą moreny, zyskiwała szansę przeczekać do ocieplenia, które wytopiło lód i zamieniło złoże lodu w jezioro, naśladujące kształtem łożysko dawnej rzeki wewnątrz-lodowcowej. Po wielości rynnowych jezior widać, że taki proces był częsty.

Ale.. – i tu jest clou czyli sedno niniejszego pomysłu, i „mięso” przedstawionej hipotezy – żeby tak mogło się dziać, te wypływające z lądolodu rzeki musiały się „dławić” swoimi osadami, swoimi deltami. Musiały robić to regularnie – inaczej nie powstałaby taka masa podłużnych jezior naśladujących kształtem rzeki. Musiał więc istnieć stały czynnik, który pomagał tym rzekom się korkować. Tym czynnikiem była akumulacja przed lodowcem, przed jego czołem. Przebiegała ona tak, że w miarę jak lodowiec dopływał ze swojego „lodorodnego” centrum (u nas: z wyżyn Skandynawii), grubiała warstwa zrzucanych osadów (moreny) przed lodowcem. Ale żeby tak było, teren przed lodowcem musiał wznosić się w tym samym kierunku, co nasuwał się lodowiec. Lodowiec musiał iść pod górę!

To jest niniejsza hipoteza. Mówi ona: pojezierza typu mazursko-pomorskiego, zawierające wiele jezior rynnowych, powstawały tylko tam, gdzie teren, na którym lądolód kończył się (i wytapiał), wznosił się w tym samym kierunku, co ruch lodowca.

Dlatego (to ciąg dalszy tej hipotezy) jest to zjawisko w świecie rzadkie, wręcz wyjątkowe, i poza naszym południowym obrzeżem Bałtyku może nigdzie nie występować.

Przeciwnie, tam gdzie lodowiec nasuwał się na teren obniżający się w kierunku jego ruchu, pojezierza z jeziorami rynnowymi nie miały prawa się wytworzyć. Albo ogólniej: takie pojezierza nie tworzyły się tam, gdzie były warunki, które umożliwiały skuteczne usuwanie osadów sprzed lodowca. Tak było w Danii na Półwyspie Jutlandzkim, który jest morenowym łukiem i dalszym ciągiem morenowych akumulacji z Meklemburgii, Pomorza i Mazur, ale w przeciwieństwie do tych miejsc nie ma tam jezior rynnowych, oprócz miniaturowego pojezierza koło Aarhus. W Danii lądolód nie „szedł pod górę”, tylko „zjeżdżał” w kierunku nachylenia terenu ku zagłębieniu Morza Północnego lub niziny, która wtedy była na jego miejscu.

Pytanie zadaję geologom-geomorfologom (czytającym Tarakę): czy faktycznie jest tak, jak wyżej opisałem? Czy zjawisko to jest znane w Waszej dziedzinie? Czy ten mechanizm tłumaczy brak pojezierzy – polskiego typu – w Ameryce Północnej? – Bo gdyby każda dostatecznie gruba wyżyna morenowa zawierała jeziora, zwłaszcza jeziora rynnowe, to takie by były na południe od Chicago, a nie ma, lub o nich nie wiem. Przesłanką za tą hipotezą byłby też brak jezior naszego typu w morenach u wylotu wielkich jezior alpejskich, takich jak Lago Maggiore pod Weroną: gdzie wprawdzie są piękne moreny czołowe, ale bez wewnętrznych jezior w nich.

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-04-11)



« Czad dżihadu Pseudo-patriarchat polski czyli ksiądz i matrona »

komentarze

[foto]

1. Jednak są pojezierza pod Chicago! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-12 13:33:23

Okazuje się, że są pojezierza pod Chicago! Trzeba tylko bardziej powiększyć mapę.
Tu grupa jezior koło Valparaiso, stan Indiana, w obrębie aglomeracji Chicago, 20 km na południe od jeziora Michigan (które jest lodowcowym odpowiednikiem Bałtyku). Szerokość wycinka mapy ok. 17 km:



Dalej na wschód, bardziej pośrodku stanu Indiana, koło Syracuse, są jeziora podobnej wielkości jak nasze pomorsko-mazurskie, a wygląd terenu uderzająco podobny:



Ciekawe, że w obu okolicach cieki (rzeczki) płyną na północ, więc lodowiec "wspinał się pod górę". Być może te przypadki potwierdzają hipotezę.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)