Co roku we wrześniu samce jelenia (tzw.) szlachetnego Cervus elaphus przerywają swój zwykły tryb życia, ryczą, paradują po polanach i bodą się z innymi samcami. Jednocześnie są obserwowane przez samice swojego gatunku, które przyłączają się do najgłośniej ryczącego i najsilniej bodącego samca, pozwalając mu siebie zapłodnić. Dzięki temu gatunek trwa w kolejnych pokoleniach, a samce w kolejnych wersjach coraz głośniej ryczą.
Co cztery lata w Polsce (i innych demokratycznych państwach) odbywa się łudząco podobne widowisko: w rolę jelenich samców wchodzą politycy, w rolę cichych a oceniających i wybierających samic - naród czyli wyborcy. Różnica funkcjonalnie i strukturalnie jest niewielka: tam samice pozwalają sobie najgłośniejszym samcom wstrzyknąć ich geny, które przejdą na potomstwo, tutaj "samice" czyli wyborcy sami wstrzykują kartki do urn, skutkiem tej czynności pozwalając politykom przetrwać jeszcze jedną kadencję - tak jak u jeleni finalna czynność rui pozwala przetrwać jeszcze jednemu pokoleniu jelenich genów.
Podobieństw jest więcej. U jeleni ten sposób przelewania sobie genów powoduje, że "nad-rozmnażają się" (rozmnażają się kosztem innych) geny noszone przez kilku szczytowych samców. W naszej demokracji podobny mechanizm sprawia, że z publicznego obiegu wprawdzie nie genów, tylko idei i politycznych rozwiązań, opcji i programów, wypadają te mniejszościowe, ponieważ obieg idei zostaje zawłaszczony przez kilku - skrajnie dwóch - szczytowych "samców". U jeleni ten mechanizm promuje rozwój narządów i zachowań zgoła tym zwierzętom niepotrzebnych, a nawet szkodliwych; "czołowym" (nomen omen) przykładem jest obłędny marnotrawczy mechanizm corocznego rośnięcia rogów u samców, potem zdzierania sobie z nich płatów krwawiącej skóry, potem zrzucanie rogów, które zawierają masę cennych składników plus energia zmarnowana na ich wyrośnięcie. Analogie istniejące w demokracji pozostawiam spostrzegawczości Czytelnika. Jedna i druga droga jest pułapką - nie można z niej wyjść, zawrócić z tej drogi. U jeleni monitem byłoby przybycie nowych drapieżników, które przez parę pokoleń wyjadałyby samce z zanadto przerośniętymi rogami. W demokracji... jakiś nieznany jeszcze rodzaj kryzysu.
Piszę to nie po to, żeby biadolić, tylko by zasugerować przejście na bardziej intymne wykonywanie czynności politycznych - podobnie jak tych seksualnych. Jurne rozbuchanie na wzór jeleni nie jest jedynym sposobem na płciowe podtrzymywanie gatunku; my sami, ludzie Homo sapiens od paruset tysięcy lat praktykujemy wzór zachowań znacznie intymniejszych i chwała bogom, nie wymieramy. No więc proponuję zastąpić obecną demokratyczną ruję, lub demokrację rujną (czy jurną), demokracją intymniejszą, w której wybory odbywają się nie na hurá co cztery lata wszyscy huzia na józia, mobilizacja i masówa, przy czym więź między wyborcą a politykiem trwa tyle, co wrzucania kartki do urny, podobnie jak więzi u jeleni tylko, co kopulacji, po której samiec i samica rozbiegają się każde w swoją stronę. I w obecnej demokracji po urnowej kopulacji ani wyborcy polityk niepotrzebny, ani viceversa, nawet politykowi ten wyborca i cały wyborczy naród z gruntu przeszkadza.
Proponuję więc ustanowienie związku "mój poseł", w którym ja wyborca swojego posła znam, a on o mój głos troszczy się przez całą swoją kadencję - nie, nie kadencję, tylko aż posłem z jakiegoś powodu być przestanie; ponadto ja w trakcie jego posłowania mogę wypowiedzieć posłuszeństwo, zmienić go na innego posła, albo skrzyknąć się z innymi wyborcami tegoż posła - współposłowcami - i wspólnie posła, jeśli nam się nie wywiązuje, usunąć. Jak to zrobić? - Odpowiedni model opisałem jakiś czas temu, tu czytaj: "Poseł Osobisty, czyli sejm bez partii, okresowych wyborów i okręgów wyborczych".
Nie twierdzę, że pomysł jest skończony i bez wad, ale że z dyskusji nad takim i podobnymi modelami może wyniknąć ratunek dla naszej poniewieranej okresową rują - i innymi przypadłościami - demokracji.
2. Bardzo socjobiologiczna wizja • autor: Mirosław Miniszewski 2011-10-16 23:42:46
3. Rogi i samice • autor: Wojciech Jóźwiak 2011-10-17 00:21:00
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Udostępnij:

Drukuj
wróć na górę
1. To nie ruja ale syndrom sztokholmski. • autor: Inqbus 2011-10-10 00:08:12
A propos jeleni, przypadkiem ogladalem dzis "Kontrakt" Zanussiego, wykwit kina moralnego niepokoju, wrecz wzorzec gatunkowy. Jest tam na koncu piekna scena z jeleniem. Sila i prostota natury przeciwstawiona brzydocie zwyrodnialego homo sapiens i jego sprawek.