Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 kwietnia 2015

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Polityczne żałoby


« Pierwsze wiosenne dni Po co są bezsenne noce »

          Lata całe, wieki, patrząc dzisiaj oczami tych, dla których życie zaczęło się z Solidarnością i zapoczątkowanym przez nią przewrotem (pokolenie moich dzieci) wspominam równie traumatyczne przeżycie jak Katastrofa Smoleńska moich czasów – Śmierć Stalina. W moich wspomnieniach było to bardzo podobnie – wprawdzie nie było jeszcze telewizorów (pierwszy program telewizyjny obejrzałam na ekranie wielkości pocztówki w 14 roku życia u koleżanki, Bożenny, której rodzicami byli zagraniczni dyplomaci), ale zadbano o to, aby owe obchody zdominowały wyobraźnię dzieci i starszych. Na szkolnym, apelu wszystkie dzieci szlochały (z wyjątkiem jednej dziewczynki, która dostała napadu nerwowego śmiechu wskutek czego wydalono ją ze szkoły – z 6 klasy, wówczas siedmioletniej szkoły podstawowej). Ja też płakałam, a jakże, pod swój smutek podłączając wszystkie życiowe baty, które zaliczyłam, wszystkie krwawo podbiegnięte pręgi na nogach od paska mojej mamy, wychowanki sierocińca podobnego do instytucji sióstr Boromeuszek, o których przypomina nowy artykuł w „Dużym Formacie” GW. Niestety, nie zdążyłam poznać Stalina, który wszystkie spichrze radzieckie otworzył i którego kochały wszystkie dzieci, bowiem gdyby tylko zechciał zstąpić na naszą ziemię, zawitać  na nasze podwórko czy ulicę, niechybnie dałby nauczkę naszym ciemiężycielom. Pan Bóg i Jezus były zjawami przestarzałymi, niemodnymi, niewspółczesnymi, niepostępowymi, jedynie Towarzysz Stalin ( podobnie jak jego dziecinne wcielenie – Soso – kochające rzewną piosenkę p.t. „Suliko”) mógł odmienić los dzieci.

         Niestety, towarzysz Stalin opuścił ten świat i słońce na długi czas zgasło. Potem minęły lata całe i zawitała do mnie przyjaciółka przyjaciółki, której mąż oczekiwał w Warszawie na przeszczep wątroby. Nie doczekał niestety i zmarł równo w dzień katastrofy. Był to jej drugi mąż, umiłowany i wspaniały człowiek, balsam na nieszczęścia sprowadzane na kobietę przez poprzednika sadystę. Jej rozpacz wzruszała bardziej niż rozpacz młódki i tracącej pierwszą miłość – bo była to miłość ostatnia.

         Oglądałyśmy uroczystości pogrzebowe w telewizji i z każdą ich minutą widziałam jak moja koleżanka zapadała się w sobie. Jej mężowi nie towarzyszył orszak, nie szli na jego czele wymachujący dymiącymi kadzielnicami klerycy, niosący przed hierarchami otwarte z pietyzmem laptopy i w marszu przez Krakowskie Przedmieście wysyłający i odbierający maile. Nawet termin przewozu zwłok do rodzinnego miasta i pogrzebu był uzależniony od spraw państwowych

         Życie zatrzymało się w swoim przepływie, prywatne żałoby musiały ustąpić żałobie państwowej. Należało płakać po ofiarach katastrofy, a nie po jakichś nieznanych nikomu wspaniałych mężach i kochankach drugiego rzutu, którzy zawieszeni w szpitalach poza swoim miejscem zamieszkania musieli oczekiwać na przynależne im uroczystości pogrzebowe. W czym byli gorsi od nieszczęśników z samolotu, którego pochłonęła  smoleńska mgła i którzy do dziś z niej nie wychynęli? W dodatku był niepokornym pacjentem, przyzwyczajonym do europejskich standardów opieki i uprzejmości, może bezdusznej ale łagodzącej stresy rodzin chorych - te bezpłatne kawy, obiady, koncerty itp. - tyle, że tamci już niczego nie chcieli się podjąć w związku z jego schorzeniem. Beacie polski szpital na Banacha wydawał się piekłem na ziemi.

         Trauma dalej trwa. Każda rocznica katastrofy zabiera zapewne Beacie cząstkę jej prywatności, wspomnienie o wspaniałym człowieku (cudzoziemcu) zastępując żałobą państwową. Z trybun przemawiają coraz nowi politycy nie mający pojęcia o traumie Beaty, której rok po roku nie dane jest obchodzić własnej żałoby.

         Wpisując się w ogólnonarodową dyskusję o katastrofie smoleńskiej stopniowo stajemy się ubezwłasnowolnieni, niczym dzieci zgromadzone na apelu w mojej szkole podstawowej, gdzie nakaz smutku był nakazem priorytetowym. Z tej sytuacji dziecko miało dwa wyjścia:

         Pierwsze: przeżywać smutek narodowy, nawet jeśli było się wesołym i radosnym. Jakie było wyjście z tej sprzeczności? Wspominać wszelkie swoje żale i pretensje celem wyciśnięcia łez z oczu. Wszystkie niesprawiedliwe kary, wszystkie szkolne niepowodzenia i przejawy agresji, wszystkie „nic z ciebie dobrego nie wyrośnie” rodziców.

          Drugie: przejąć się okazją, poddać żałobie narodowej, uwierzyć, że to, co spotkała kogoś innego ważniejsze jest tysiąckrotnie niż to, co spotyka nas. Podporządkować się nastrojowi ogółu, jego żałobę przyjąć za swoją.

         Żadne z obu tych wyjść nie jest dobre i słuszne, Zniekształcają nasze prywatne odczucia, pozbawiają indywidualizmu, czynią marionetki poddane mitom. Co gorsza, dotyczy to także tych , którzy się nie smucą, nie przejmują smoleńską traumą, bo oni swoje prywatne życie budują w opozycji do czegoś, czego w innym wypadku nie musieli by brać pod uwagę. Podobnie jak ja.

         Zagraniczna koleżanka przysłała mi piękną, czarną, plisowaną spódnicę. Niestety, była zbyt szeroka w pasie, a nie chciało mi się pruć i wszywać nowych gumek. Na naszym osiedlu są trzy punkty poprawek krawieckich, udałam się więc do pierwszego „po drodze”. Pani spytała mnie, czy poprawkę szykuję na uroczystości rocznicy katastrofy smoleńskiej i tym zniewoliła mnie na tyle, iż nie bacząc na kule i trudności w chodzeniu udałam się do innego punktu. Złość jakoś nie chce mi do dzisiaj przejść, choć spódnicę zwężono w innym punkcie. Po prostu nie mogę na nią patrzeć. Nie mam pojęcia czy ją kiedykolwiek założę.



« Pierwsze wiosenne dni Po co są bezsenne noce »

komentarze

[foto]

1. Tak się u... • autor: Michał Mazur2015-04-16 15:17:33

Tak się u nas porobiło... u wielu ludzi funkcjonuje w kalendarzu jakiś nieformalny czas "okołosmoleński" w którym czarna spódnica do poprawki oznaczać może tylko jedno...

Wielu ludzi poza Smoleńskiem i jego reperkusjami już w zasadzie niczego innego nie dostrzega.
[foto]

2. Ciekawostka • autor: Przemysław Kapałka2015-04-16 18:34:03

Mała ciekawostka a propo: Kompozytor Sergiusz Prokofiew zmarł tego samego dnia, co Stalin, nota bene jego prześladowca. Chyba nie muszę dodawać, że nikt nie dbał o jego pogrzeb.

Tego dnia, którego umarł papież, z moją obecną żoną i naszą koleżanką byliśmy na wędrówce. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się w środku wioski pod krzyżem i tam trochę staliśmy. Jakaś przechodząca kobieta zapytała nas, czy modlimy się za papieża i dopiero wtedy skojarzyliśmy te dwie okoliczności :)

[foto]

3. Wydaje mi się fałszywa ta alternatywa... • autor: Roman Kam2015-04-17 05:06:35

Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób żałoba narodowa wyklucza, lub zakłóca przeżycie osobistej żałoby. Tragedię smoleńską może uczcić każdy kto chce, a kto nie chce, przecież nie musi. Nigdy nie czułem się zobligowany do niczego w związku z tym, że ktoś ma siłę i motywy, by troszczyć się o pamięć ofiar katastrofy. Podziwiam determinację tych patriotów, i jestem im wdzięczny, bo zachowanie Rosjan w tej sprawie jest policzkiem dla nas wszystkich. 
Anthony de Mello pisał w "Przebudzeniu" w mini eseju (?) "Somnambulizm":"...To coś takiego, jak na przykład wtedy, gdy zostawiasz na stole książkę, ja ją podnoszę i mówię: "Usiłujesz coś na mnie wymóc - muszę bowiem tę książkę wziąć albo nie wziąć." Jakże ludzie są zajęci oskarżając wszystkich dookoła, bombardując oskarżeniami życie, społeczeństwo, sąsiadów. W ten sposób nic nie będziesz w stanie zmienić; utkniesz w swym koszmarnym śnie, nigdy się nie przebudzisz."
Oczywiście dotyczy to również i mnie, i tego komentarza ;)
[foto]

4. Biorąc zdroworozsądkowo • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-04-17 10:16:17

Biorąc rzecz zdroworozsądkowo oczywiście masz rację. Nikt nikogo do niczego nie zmusza a presja, jeśli istnieje, to ogranicza się tylko do natrętnych reklam, które przecież z założenia nie budzą osobistych emocji. Zupełnie inaczej rzecz wygląda, jeśli weźmiesz pod uwagę emocje. Emocje osób, którym "odebrano ich żałobę" traktujesz jako zestaw pretensji do całego świata o ich nieszczęście. Emocje znacznej części społeczeństwa związane z katastrofą traktujesz jako ważniejsze, szlachetniejsze. Tym samym wartościujesz: prywatne - społeczne.Jednak człowiek który utraci swoich bliskich albo w ogóle przeżywa silny ból nie patrzy zdroworozsądkowo i ma do tego prawo. Nie jesteśmy maszynami i nie mamy obowiązku przeciwstawiać osobistego przeżycia społecznemu. Tak właśnie postępowali komuniści, tego uczyli dzieci od najmłodszych lat i to w starszym pokoleniu tkwi ciężarem na ich barkach. Jednak żeby zrozumieć jak bardzo powtarzalność pewnych ceremonii szkodzi samopoczuciu wielu ludzi, skłania ku zastępowaniu osobistych emocji zbiorowymi (podobnie jak inne polityczne happeningi) choć nawet sobie z tego nie zdają sprawy. Myślę, że miałbyś inne zdanie, gdyby Ci się coś takiego przytrafiło. Tu jeszcze dodam inny przykład: kobiety, wierzącej i religijnej, której mąż zmarł na zawał w czasie wizyty Papieża w Polsce i zmarł ponieważ karetka stała bezczynnie po jednej stronie ulicy, a on leżał po drugiej, środkiem zaś przeciągały entuzjastyczne tłumy. Ona jednak może zwalić to wszystko na okoliczności realne, nie musi borykać się z odczuciami.

5. tak się złożyło, nic więcej • autor: Jerzy Pomianowski2015-04-20 22:31:33

To tylko pech, przypadkowa zbieżność przeżyć zbiorowych i osobistych. Mój kuzyn ma na przykład przerąbane, bo urodziny powinien teoretycznie świętować pierwszego listopada, kiedy akurat klimat społeczny jest nieodpowiedni.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)