zdjęcie Autora

26 stycznia 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 2 (odcinków: 151)

Polska e-walcząca

Kategoria: Projekt Taraka

« O Szekspirze, czyli blefy założycielskie i inne Co robić w szałasie potu? »

Przedwczoraj Tarakę okleiłem zaciemniającą tapetą z Antyweb'u.pl na znak sprzeciwu przeciw podpisywaniu ACTA, policyzującej Internet konwencji o ściganiu handlu podróbkami.

Więcej o ACTA, np.: Fundacja Panoptykon: Bieżące doniesienia z "frontu ACTA" ; Katarzyna Szymielewicz: Wykluczeni przez ACTA; Robert Gwiazdowski: ACTA redaktora Zaremby

Coś się dzieje na tej linii. Tworzy się polaryzacja między władzą i koncernami z jednej strony, a internetowym „ludem”, a taka polaryzacja stwarza polityczne napięcie, które prowadzi do przemian, których nie chcę nazywać „rewolucjami”, żeby nie czarować bajką o gniewnych bosych szturmujących barykady. Co z tego wyniknie, dokąd ten ruch prowadzi? Na razie nie wiadomo. Może donikąd, wszystko się rozejdzie, Sieć zostanie uśmierzona przez państwowe policje i korporacyjnych agentów; my wnukom będziemy opowiadać, jak luz był w Internecie w dawnych czasach, a oni nie bardzo będą kumali o czym ci starzy ględzą.

Tak... Nie wiadomo, ale można podsuwać pomysły. Więc przypominam pomysł z odcinka „Poseł osobisty czyli jak naprawić Rzeczpospolitą”, 4 kwietnia ub. 2011 roku. Jest tam projekt sieciowej demokracji, w której każdy obywatel ma swojego rzecznika (można go po staremu nazwać „posłem”), któremu przekazał swój głos i w każdej chwili może ten głos wycofać i przekazać innemu rzecznikowi. Również osobie, które jeszcze posłem-rzecznikiem nie jest, a tylko zgłosiła się do tej roli. Istnieje próg liczby głosów i jeśli kandydat na rzecznika dostanie tyle głosów, staje się rzecznikiem. Odwrotnie, jeśli wyborcy będą wycofywać swoje głosy i liczba głosów, które są złożone na pewnego rzecznika spadnie poniżej (np.) 1/4 progu, rzecznik przestaje nim być.

Każdy poseł lub rzecznik miałby poparcie pewnej grupy ludzi, byłby wręcz przywódcą swojego plemienia o wyraźnie określonych poglądach – i z nimi swoje poglądy dzielił! Ja jako wyborca miałbym pewność, że mój rzecznik reprezentuje moje poglądy i mój interes – bo jeśli nie, to natychmiast przerzucę mój głos do innego rzecznika, który jest dla mnie lepszy. Będąc rzecznikiem miałby za sobą siłę iluś tysięcy popierających mnie ludzi i ich siłę czułbym za plecami. Mógłbym z nimi dyskutować i naradzać się – Internet to wszystko pięknie umożliwia. W razie potrzeby wyprowadziłbym ich z wirtualu do realu.

Jeden punkt tamtego pomysłu zmieniam: e-posłowie lub e-rzecznicy nie mogliby być (jak tam nierozważnie napisałem) finansowani przez budżet państwa. To prosty sposób, żeby Babilon ich kupił. Niech będą finansowani z funduszu, zasilanego dobrowolnymi wpłatami od wyborców. Warunki: wpłaty są jawne, a rzecznicy mający umówione nadwyżki pieniędzy wrzucają je do wspólnego ogólno-rzecznikowskiego koszyka. Zarządzaniem tymi pieniędzmi zajęłaby się prywatna fundacja powołana specjalnie do tego celu. (Albo stowarzyszenie?) W ten sposób cała sieć rzeczników obywatelskich byłaby niezależna do władzy i mogłaby zostać powołana od razu, nie czekając na wygranie rewolucji. Więcej, byłaby „wehikułem” internetowej rewolucji, organizacyjnym środkiem do jej przeprowadzenia.

W pierwszej fazie Sieć Rzeczników działałaby przez informację, publiczne dyskusje, protesty, naciski i organizowanie referendów. W drugiej fazie przejęłaby władzę.

Auto-promo Taraki 2: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogu Auto-promo.


« O Szekspirze, czyli blefy założycielskie i inne Co robić w szałasie potu? »

komentarze

[foto]

1. To nie Polska podpisała ACTA! • autor: Nes W. Kruk2012-01-26 10:37:37

Jak zaklętą mantrę od rana słyszę w radio "Polska podpisała ACTA". Nie wierzę w to. Dla mnie ktoś, kto z definicji (w końcu niby demokracja) reprezentuje obywateli a działa wbrew ich woli przestaje być reprezentantem, a staje się uzurpatorem - kimś, kto podszywa się pod przedstawiciela.
Nie wierzę w to, że Polska podpisała Acta. Dla mnie Polska to ja, moi sąsiedzi, rodzina, a nie ktoś, kto reprezentuje interesy, owszem, ale nie nasze, ale jakieś szemrane, pokątnie ustanawiane za zamkniętymi drzwiami, z dala od publicznej opinii.
Widzę tu pogłębiający się rozdźwięk. Podobną sytuację mieliśmy za czasów PRL, gdzie partia tylko z nazwy była ludowa. Tak i teraz tylko z nazwy mamy demokrację.

2. * * * • autor: Nierozpoznany#3412012-01-26 19:10:14

Myślę że sprawa się jednak po kościach nie rozejdzie, głównie dzięki ruchowi Anonymous. ACTA uruchomiło lawinę - idea walki z rządami i korporacjami zyskała ogromny rozgłos. Faktycznie większość osób szybko o wszystkim zapomni i dalej będzie chodzić do pracy i oglądać telewizję. Ale nie Anonimowi. Oni nie odpuszczą i coraz więcej ludzi będzie się do nich przyłączać. ACTA znacznie przyspieszyło ten proces i to chyba jedyna dobra strona tego 'porozumienia'.
[foto]

3. Fałszywa alternatywa internet versus real • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-26 20:54:02

Janusz "Jany" Waluszko przysłał mi mailem krótki komentarz do tego odcinka bloga:

Warunkiem REWOLUCJI jest przejście do Realu i to szersze niż akcyjne!


Domyślam się - prawda, Jany? - że pisząc "przejść do realu" masz na myśli zakończenie protestów przez Internet i zaczęcie działań nie przez Internet?
Otóż: Alternatywa "w realu" czy "w internecie" jest fałszywa, a problem błędnie postawiony.
Internet jest środkiem komunikacji, podobnie jak nim jest stanie na wzgórzu i wołanie, jak wejście na ambonę lub na trybunę i przemawianie, jak telefon, plakat, ulotka, zin, książka, broszura, czasopismo, radio, film, tv.
Czy ktokolwiek w czasach kiedy nie było internetu, ale były telefony i ziny, nawoływał, żeby "przejść do realu" czyli zaprzestać rozmów przez telefon i wydawania zinów, a robić coś bardziej "realnego"? Pytanie było retoryczne, oczywiście nikt tak nie robił i nie myślał.

Powiedzenie "przejdźmy do realu" pokazuje pewien stereotyp, jaki sobie wdrukowaliśmy lub nam wdrukowano - że komunikowanie się przez Internet jest jakoś "nierealne". Więc także, pewnie, niepraktyczne i bezsilne.
Ale, czy jeśli kogoś przez Internet skłonię do tego, żeby wpłacił (też przez Internet) na moje konto pewną kwotę pieniędzy, to czy to, co on zrobi, będzie jakoś mniej realne, niż gdyby mi te pieniądze przysłał w kopercie pocztą?
Jeśli z grupą ludzi umówię się na jakieś spotkanie i wspólną imprezę przez Internet (co robię regularnie), to czy nasze spotkanie będzie jakoś mniej realne, niż gdybym ich zebrał, chodząc po domach jak Świadkowie Jehowy?

4. Chleba i internetu! • autor: Nierozpoznany#5352012-01-27 12:48:07

Już za chwilę będziemy zapięci w sieć zawsze, z krótkimi przerwami w przypadku awarii, a chwilowe wyjście z sieci będzie ekstrawagancją (wcześniej była taka rewolucja z dostępem do energii elektrycznej, a od niedawna z dostępem do telefonu).

Sieć jest realem. Wie, kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i pamięta o przeszłości więcej niż my sami. Zanonimizowanie się wymaga wysiłku lub wiedzy tajemnej i najczęściej jest nieskuteczne. Sytuacja się odwróciła: kiedyś anonimowym byłeś, człowieku, w Internecie, dzisiaj można być anonimowym tylko w realu, po wypięciu się z sieci.

Ludzie, którzy manifestowali przez Parlamentem Europejskim przeciw ACTA, byli wpięci w sieć cały czas, ja także. Moje zdjęcie kogoś w masce Guya Fawkesa niemal natychmiast pojawiło się na zagranicznym serwisie newsowym...

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)