Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 maja 2019

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 44)

Porozmawiajmy o cenie pietruszki


« Kto komu może domalować Czołg pominę, czyli jak rewolucja zjada własne dzieci »

paweldrozdziak.files.wordpress.com/2019/05/negev2.jpg

Słusznie wypominają mi ostatnio przyjaciele, że coraz więcej o abstrakcjach, a nic o konkretach. Odpowiadam im na to, że psychoanalitycy są jak dawniej dżentelmeni, czyli o faktach nie rozmawiają. Interesuje nas życie psychiczne. Ale nie pomaga. Chcą ludzie faktów, ustępuję zatem i oto jeden z ważniejszych, który każdego dotyczy. Pietruszka, proszę Państwa, strasznie ostatnio w górę poszła. Ceny astronomiczne. Po ile jest pietruszka w tym momencie nie napiszę, bom dżentelmen, ale drogo tak bardzo, że przywodzi to na myśl słynną historię holenderskiego obłędu na punkcie sadzonek tulipanów, co miał miejsce w wieku zdaje się osiemnastym. Za nasionko tulipana płacono wtedy równowartość niezłej kamienicy, tak przez prawa zbiorowych histerii urosły wówczas ceny w tej swoistej tulipanowej gorączce złota. Ludzie kupowali, bo rosła cena, a cena rosła, bo kupowali i tak w nieskończoność działało to zwrotne sprzężenie, a w końcu, jak to zwykle na giełdach, rosły, po czym spadły i spadły podobnie jak wcześniej rosły, skoro bowiem rozeszła się wieść, że spadają, to każdy chciał sprzedać, póki można, więc cena spadała coraz mocniej i w końcu właściciele skarbu w postaci nasionka zostali z Realnym, czyli z niczym. Dziś już mało kto o tym pamięta, słynąca dawniej z tulipanów Holandia niemal sto procent tulipanów firmowanych jako holenderskie sprowadza z Chin i tylko u siebie markuje, jak to wszyscy już ze wszystkim robią, ale u nas pietruszka nic sobie z tego nie robi i ceny pietruszki u nas rosną. Niebotycznie.

Sprawę próbuje się uczynić polityczną, a było z tym tak: kilka lat temu uczeni ekonomiści proeuropejscy, neoliberalni, postępowi i nowocześni usłyszeli o szalonym pomyśle dawania ludziom pieniędzy za nic. Albo za to, że mają dzieci, czyli w świetle tego co może myśleć ekonomista neoliberalny – za nic. Po prostu dać. Każdemu dać jakąś sumę co miesiąc. Nie na procent, nie pożyczką, nie dotacją na program aktywizacji zawodowej bezrobotnych, nie grantem na kampanię społeczną o szkodliwości stereotypów, nie na program restaurowania starego kaflowego pieca w ramach programu Europa Ojczyzn, tylko literalnie pieniądze za nic, bez zachowania tych wszystkich zabawnych pozorów. Przelewem co miesiąc na konto i już. I żadnych kwitków ze sklepu nie trzeba przynosić, że to poszło na wegańskie jedzenie i książki. Przelew i koniec. A za miesiąc kolejny. Dla owych ekonomistów było to mniej więcej tak, jakby powiedzieć, że można produkować jakieś przedmioty we własnym kraju, zamiast sprowadzać je z Chin i mimo to mieć zysk. To się nie mieściło w głowie. Taki system – twierdzili ci ekonomiści – musi, absolutnie musi doprowadzić natychmiast dany kraj do upadku. Miesiąc, dwa, góra trzy to wytrzyma, a później zawali się. Nie ma opcji. Nie może to działać. Nawet, jak wam przez te trzy miesiące wypłacą, to później już nie wypłacą, bo skąd wezmą. Nie ma opcji.

Było to prawie cztery lata temu. Ekonomiści jakoś przycichli, zmarkotnieli, coś tam na inne jakieś tematy wypowiadają się, ale jakby smutni, jakby czemuś siebie niepewni.. Wychodzą rano przed dom i patrzą z nadzieją w niebo, wyglądając tego co zapowiedzieli. Tej katastrofy i tej ruiny. No i nie ma. Nie nadchodzi jakoś. Już już coś tam słychać, jakoś tam huk na niebie, coś tam grzmocą niby nasi w tarabany, ale nic. Nic miesiąc za miesiącem. Cisza. I wreszcie jest. Doczekali się swego Godota oni i ich fani, dożyli przyjścia Zbawiciela w chwale, bo oto zdrożała pietruszka i krzyczą – to jest to. To właśnie o tym mówiliśmy i to przez te 500 plus ta pietruszka taka droga i tą pietruszką zamykamy usta niedowiarkom. Pietruszka dowodzi, że jednak mamy o ekonomii pojęcie. Znani aktorzy już pietruszkę na wallach umieszczają, że głosujcie czym prędzej, bo jak nie zagłosujecie to pietruszka jeszcze droższa będzie, a już patrzcie co się dzieje. Na to im odpowiadają ich przeciwnicy równie trafnie, że pietruszka taka droga, bo trzeba obniżyć podatki. Z powodu podatków droga pietruszka, nie z powodu faszystów, a tamci im na to, że przez faszyzm i kościelną pedofilię, a w dodatku, że się po 500 złotych wypłaca dzieciatym nierobom, przez co nie ma na wspomniane gdzieś wyżej programy. Wszystko to byłoby zabawne, gdyby nie było gdzieś pod spodem tragiczne.

Czemu bowiem pietruszka naprawdę jest droga? Sposób, w jaki obie strony politycznego sporu wypierają ze świadomości prawdę o tym pokazuje, w jak bardzo wirtualnym świecie kręci się całe polityczne życie i jak mocno opiera się ono na wyobrażeniu, że świat ludzki nie ma żadnego związku ze światem przyrody. Że od przyrody po prostu nie zależymy. Przyroda jest, ale służy do turystyki, ewentualnie do organizowania kampanii społecznych o potrzebie chronienia przyrody, gdyż na to są granty, a jak ktoś nie ma dzieci to mu za nic przelewów nie robią. Trzeba robić kampanie. O słomkach i żółwiach, o smogu, o stereotypach.. Cokolwiek. Trzeba żyć za coś, nie za nic, bo inaczej zdrożeje pietruszka. Ale generalnie przyroda nie jest środowiskiem człowieka, tym bowiem są galerie i dlatego jest rzeczą najwyższej wagi, by je także w niedziele otworzyć. Wyobrażenia są bowiem takie, że nawet jeśli z jakichś przyrodniczych powodów nie ma okresowo dajmy na to, wody, to można wodę dowieźć z innego miejsca. Kupić po prostu. Podobnie z pietruszką. Czyli nie ma czegoś takiego, jak problemy ekologiczne, tylko istnieją najwyżej problemy ekonomiczne – dobrej organizacji dystrybucji dóbr i dobrej ceny. Poniekąd tak jest. Każdy, kto widział Izrael i odwiedził ościenne kraje arabskie może zrozumieć w czym rzecz. Choć przyroda tu i tam ta sama i tak samo dla człowieka niegościnna, przewagą intelektualną można wiele nadrobić i się nadrabia. Na pewnym poziomie technologii i społecznej organizacji można się stać od realności prawie niezależnym. Izrael jest dobrym przykładem. Jednak nie działa to zawsze, podobnie jak nie zawsze w samochodzie pomogą pasy i poduszka.

Pietruszka jest droga, bo zmienia się klimat. Po prostu. Zeszłej wiosny była susza, więc było jej bardzo mało. Jesienią, gdy miano zbierać te trochę, co wyrosło, było mnóstwo deszczu i duża część tego zgniła. A tej wiosny była susza i żadnych roztopów, podobnie jak roztopów nie było wiosny poprzedniej i jeszcze poprzedniej. Nie dlatego, że ktoś płaci ludziom 500 plus, tylko dlatego, że od lat nie ma śniegu. I to jest istota problemu. Nie ma śniegu. Jak nie ma śniegu, to nie ma roztopów. Nie ma procesu stopniowego, delikatnego nasiąkania gleby wodą, który to proces sprawia, że w głębi ta ziemia jest wilgotna przez całe miesiące, choćby było gorąco latem, bo woda ma czas stopniowo spływać coraz niżej, przeciskać się przez warstwy ziemi, a od góry zbyt szybko nie paruje, bo jednak jest chłodno w miarę, jako że tam na górze topi się śnieg. I kiedyś tak było, że ta gleba mogła stopniowo, dzięki śniegowi i roztopom, nasiąkać. Latem od góry może być sucho, ale od dołu wilgoć wciąż jest, o ile w zimie był śnieg. Jak śniegu zimą nie ma, to latem nawet dwa tygodnie bez deszczu staje się problemem, bo cienka warstwa wilgoci zgromadzona dzięki przelotnym deszczom błyskawicznie się ulatnia i nie sięga zbyt głęboko. Za szybko znika. I ziemia się robi jak wiór. Niech wie o tym ten, co ma dom pod miastem, wokół tujki a pod nimi korę, jak ma wielu głosujących na obie strony sporu. Głosujcie na kogo chcecie, ale na litość boską mając tujki i korę, nie szczędźcie latem wody z hydrantu, póki jest, bo siedzimy proszę państwa tu na bombie. Wilgoć znika szybko w tych warunkach i będzie z tym jeszcze gorzej. Z kolejnym deszczem ona znów się pojawia, ale znów nie ma czasu głębiej wniknąć, bo słońce ją szybko wysusza. Ilość wody, jaka spada w opadach generalnie się nie zmieniła, a można się spodziewać, że nawet będzie jej więcej jako, że topią się czapy lodowe. Oznacza to, że będzie więcej wody cyrkulować, ale ponieważ nie ma śniegu w całej Europie od lat i go nie będzie już nigdy, ta cyrkulacja jest coraz szybsza i stąd nawet kilka tygodni bez deszczu będzie się stawać coraz większym problemem dla roślin. Będą gnić i wysychać na przemian, o ile się nie wymyśli innych upraw ziemi. Innej techniki.

Niesamowite jest obserwować, jak każda ze stron politycznego sporu ignoruje ten oczywisty czynnik. Śniegu nie ma i śniegu nie będzie. Tak jest w całej Europie. Owszem, troszkę go będzie jeszcze na lodowcach, ale w ciągu najbliższych dziesięciu lat w całej Europie śnieg będzie się stawał ewenementem. Anomalią pogodową, jaką dzisiaj jest na przykład grad wielkości gruszki wyhodowanej przez Miczurina. Śniegowych zim, jakie część czytelników tego bloga być może pamięta z dzieciństwa, już za naszego życia nie będzie. Oznacza to, że nie możemy już uprawiać rolnictwa w taki sposób, jaki znali agronomowie kształceni w oparciu o założenie, że częścią naszego klimatu, jego oczywistym elementem, jest śnieżna zima. To już przeszłość. Wiosenne roztopy nie są już dłużej częścią naszego klimatu, bo śniegu nie ma i nie będzie. I nasze metody rolnictwa musimy dostosować do tego faktu, tak jak Izrael dostosował swoje. Inaczej z czasem będzie drożeć nie tylko pietruszka.

Jeśli woda jest, a tylko zbyt szybko krąży, nie jest jeszcze tak źle. Izrael ma gorzej, a mimo to radzi sobie z rolnictwem. W sytuacji Europy trzeba po prostu zmienić sposoby przechowywania wody na bardziej dostosowane do rzeczywistości. Małe oczka wodne, bagna, lasy, nieuregulowane rzeki, zakaz obłąkańczego wykaszania traw pięć razy w tygodniu, drzewa w środku pól.. W końcu nieuchronnie uprawy sztucznie, pod dachem, o te wszystkie sposoby pomogą tylko na czas przejściowy. Trend będzie nieubłagany. Ale to dopiero za parę lat. Można by to wszystko zrobić, tak jak Izrael to robi, gdyby wziąć pod uwagę realia, a te są takie, że doświadczenia zdobywane w ciągu wieków nie zdadzą się na nic, bo warunki zmieniły się diametralnie i będą zmieniać się bardziej.

Nawet gdybyśmy w tym momencie, od jutra, całkowicie przeszli na energię atomową i nie wysyłali już żadnego dwutlenku węgla do atmosfery i nawet, gdybyśmy dodatkowo obsadzili każdy wolny skrawek planety drzewami i nawet gdyby zrobiły to także kraje rozwijające się, to owszem, z czasem ilość dwutlenku węgla będzie spadać, ale nawet w tak niemożliwym do zrealizowania scenariuszu ta ilość dwutlenku węgla spadałaby tak wolno, że nawet nasze dzieci nie doczekałyby śnieżnych zim. Może wnuki na starość, a najpewniej dopiero prawnuki. Śnieżne zimy do Europy już nie wrócą. Nie za naszego życia. Kto chce zarabiać na pietruszce, niech więc lepiej zainwestuje w urządzenia do jej hodowania.

paweldrozdziak.files.wordpress.com/2019/05/negev2.jpg

Na zdjęciu: izraelski eksperymentalny reaktor jądrowy na pustyni Negev. Moc niewielka, niestety tylko 26 MW, ale moglibyśmy stawiać takie dla mniejszych ośrodków, bo wkrótce widoczne tu palmy u nas też mogą stać się stosowne. Nie wróży to dobrze pietruszce, ale może dawać perspektywę na daktyle. Co do reaktora, ten akurat egzemplarz, jak sam właściciel przyznaje, zbudowano w celach pokojowych.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Kto komu może domalować Czołg pominę, czyli jak rewolucja zjada własne dzieci »

komentarze

1. Z braku piędzy na naprawę systemu mogę odbierać tylko TeleVizję Narodową • autor: JSC2019-05-20 18:30:12

Zatem jak to 500+ zlikwidował w Polsce biedę wiem aż nadto. MaBeNa nadaje jakieś 90% głównego wydania Wiadomości... na prawdę po czymś takim chce się oglądać Russia Today, tak dla równowagi umysłu, przez godzinę... mimimum.
Co do polskiej suszy to należy zauważyć, że PRLowskie melioracje wysuszają kraj bardziej niż efekt cieplarniany. Z kolei patologii z cenami żywności upatruje z kolei w nadmiernym rozdrobnieniu struktury rolnej w Polsce oraz braku używania przez różne podmioty narzędzi do omijania części pośredników, takich jak sprzedaż bezpośrednia, grupy producenckie, grupy zakupowe itp.

2. Skutek suszy • autor: Ylvaluiza2019-05-21 12:24:09

Niestety, kiedy na polu niewiele urośnie z powodu suszy, to żadne grupy producenckie nie pomogą. Byłam w tamtym roku na wsi latem i wiem, jak rolnicy narzekali na suszę. Obserwowałam efekt wpływu pogody na ceny na przykładzie kalafiorów. Próbowałam uprawiać je dla siebie w minionym sezonie w swoim ogródku - bez rezultatów, ponieważ wysokie temperatury zaburzają rozwój tych (i wielu innych) roślin. W tym przypadku niewiele pomaga nawadnianie. Jesienią nie dziwiło mnie, że kalafiory osiągają zawrotne (jak na to warzywo) ceny, nie byłam też zdumiona wysokimi cenami chleba. W tym roku spadło w maju nieco deszczu, ale poziomy rzek i wód gruntowych oraz nawilżenie gleby są ponoć niższe niż w roku ubiegłym - tak przynajmniej podała nasza lokalna gazeta (bardziej związana z lewicą niż PiS-em).

3. Moje informacje na tem głównej przyczyny polskiej suszy są inne • autor: JSC2019-05-21 18:45:52

https://nto.pl/madry-polak-po-suszy-czyli-musimy-zadbac-o-rowy-melioracyjne/ar/12380512
(...)- Trzeba będzie poczekać kilka lat, zanim odbuduje się poziom wód gruntowych, bo od dawna likwidowano miejsca, w których woda się gromadziła i miała czas wniknąć w glebę, a specjaliści koncentrowali się tylko na ochronie przeciwpowodziowej - wyjaśnia Adam Ulbrych.(...

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)