09 lutego 2010

Radosław Majer

Poszukiwanie własnej tradycji

Kategoria: Nowy szamanizm

Mam przyjaciela (nawet (neo)szamanom się zdarza), który zawsze twierdził, że jego totemem jest ogień. Nie drążyłem tematu aż do ostatniej (internetowej) dyskusji, w której przekonywano mnie że jest to niemożliwe, a owo przeświadczenie jest zapewne pierwszym objawem głębokiego schorzenia delikwenta.

Totemem MUSI być zwierze... MUSI być dzikie... Totem to łącznik ze sferą nieznaną, nieokiełznaną... Totem to duch lasu, tego co poza władzą człowieka..

Niby brzmi ładnie i sensownie, ale od jakiegoś czasu nie mieszkamy w wioskach pośrodku dzikiego lasu. Urodziłem się i wychowałem w dużym mieście (tak swoją drogą, to blisko centrum) i szczerze mówiąc to pisząc z perspektywy miasta nie znam bardziej dzikiego stworzenia niż ogień. W jednej chwili potrafi skończyć życie nawet wyśmienitego "myśliwego". Jednym kłapnięciem swojej paszczy potrafi pożreć całe domy, rodziny, potrafi biegać z wiatrem, atakować niepostrzeżenie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... a może to tylko demagogia. Czy to ważne? System, który wybieramy ma inspirować. Zresztą jeżeli tylko działa....

Tak swoją drogą, to korzystając z tej argumentacji totemem może być wszystko (w mieście takich krwiożerczych bestii jest więcej).

Żyjemy w innych czasach i tworzymy nowy szamanizm. Coś, co kiedyś było jedyną słuszną drogą, dziś jest zaledwie jedną z alternatyw. Zmienia się świat, więc zmienia się i praktyka. I całe szczęście, bo inaczej zająłbym się pewnie szydełkowaniem. Nie bójmy się więc tworzyć własnych linii przekazu. Dla mnie praktyka szamańska to ciągłe poszukiwania, więc jaki miałaby sens, gdyby wszystko zostało już odnalezione...


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)