Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 czerwca 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Potrzebne przedmioty (2) na warsztatach

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Potrzebne przedmioty na warsztatach Twarda Ścieżka w Kruczyborze lipiec 2015 »

W poprzednim odcinku powstało pytanie, czy na warsztatach nastawiamy się na pracę z umysłem (przy pomocy różnych instalacji w terenie) – czy na rekonstrukcję dawnych technik? Czasem między jednym a drugim nie ma różnicy, a czasem jest. W razie sprzeczności, ja kieruję się zasadą, że ważniejsza jest praca z umysłem niż rekonstrukcja.

Podobne jest pytanie, jak daleko można stosować różne nowoczesne, jawnie sztuczne wynalazki, np. plastikową folię do przykrycia szałasu potu, albo bębny z laminatu zamiast skóry, albo elektryczne oświetlenie, albo piłę motorową? Powiedziałbym, że nie ma sztywnych reguł. Jeśli prowadzisz warsztaty lub masz w nich jakiś decydujący głos, to zaufaj swojemu wyczuciu. W ogóle szaman (taki lub inny) powinien ufać wyczuciu. Ktoś, kto był u Preriowców, opowiadał, jak był świadkiem, kiedy pewna tamtejsza medicine woman rozpaliła ognisko (sacred, oczywiście) łatwopalną torebką plastikową. Tu przypomina się termin bricolage, użyty przez Claude Lévi-Straussa, który znaczy: „konstrukcja uczyniona z jakiegokolwiek materiału, który jest pod ręką; coś zrobione z rozmaitych dostępnych rzeczy” (a construction made of whatever materials are at hand; something created from a variety of available things; link). – Lévi-Strauss nazywał tak duchową twórczość ludzi pierwotnych, w tym sensie, że surowcem dla ich opowieści było „cokolwiek pod ręką”, ale ten brikolaż działa także w dosłownym materialnym sensie, czyli na zasadzie, że trzeba sobie radzić z tym co jest.

Radzenie sobie z tym, co jest, sąsiaduje z kolejną zasadą: improwizacji. Kiedyś prowadziłem szałas potu na wieloliderowych warsztatach, gdzie prócz mnie działali jeszcze Asia Pyrek, Piotr Jaczewski i Grzegorz Halkiew, który to zorganizował. Kamienie były przygotowane przez gospodarza ośrodka, ale były to kawałki bodaj wapienia, ładne w ogrodzie, do szałasu bezużyteczne. Wziąłem kilkoro uczestników i poszliśmy w teren szukać. Naszą uwagą zwróciły kruki uwijające się w powietrzu, widocznie nas policzyły, porównały i doszły do wniosku, że na ich teren weszli obcy. Pod krukami w śródpolnych zadrzewieniach zalegały pryzmy kamieni, dokładnie takich, jakich potrzebowaliśmy.

Ogień. Genialnym wynalazkiem jako podpałka jest kora brzozowa. Dając korę brzozową jako podpałkę, można największy stos zapalić jedną zapałką, nawet gdy jest wilgoć. Gdzieś czytałem (gdzie?, nie mogę teraz odszukać), że jeszcze w 17 wieku pewien niemiecki podróżnik był świadkiem, jak w Rosji w okolicy pustoszonej przez deszcze zagrażające zgniciem zboża, wieśniacy wezwali na pomoc Peruna, rozpaliwszy dla niego wielki ceremonialny ogień z kory brzozowej. Chciałbym kiedyś urządzić takie ceremonialne ognisko z brzozowej kory.

Kije mocy. Do uczestników tegorocznych i zbliżających się warsztatów napisałem, że warto je mieć, wziąć. Kij na warsztatach to przede wszystkim kij do mówienia, po ang. przez Preriowców nazywany talking stick, co bywało jawnie błędnie tłumaczone jako „mówiący kij” i nie zapamiętujmy tego błędnego zwrotu. To jest taki kij, który służy do mówienia. Podczas rozmów w kręgu mówi ten, kto trzyma kij, i odwrotnie, kto dostaje kij do ręki, nagle nabiera ochoty do mówienia. Taka magia. Ale kije działają również inaczej. Na kiju możesz się wesprzeć i twój ulubiony kij daje ci wsparcie również wewnętrzne, duchowe lub energetyczne. Kij, kiedy go masz długo, obrasta historią i gromadzą się w nim opowieści. Mój kij (jedne z kilku, ale jak dotąd najważniejszy) kiedyś został w restauracji w Starym Smokowcu (to po słowackiej stronie Tatr), a jego brak odkryłem po powrocie do Żdiaru. Wróciłem po kij! 40 km w jedną stronę, po krętych górskich drogach. Czekał na mnie, oparty o kolumnę, wokół lustra i wykładziny. Kije można zdobić, malować, rzeźbić, wieszać na nich rzemyki i paciorki, wprawiać w nie pióra i kryształy. Ale podstawą, kijem generycznym, jest po prostu kij.

Shuni FB
Shuni Giron, Majanka, z potężnym Kijem Mocy. To piękne zdjęcie wzięte z Facebooka.

Kij ze swoją zawartą w nim energią, pomaga w medytacji i w zwykłym skupieniu uwagi. Buddyjscy mędrcy i mistrzowie zen bywali przedstawiani z kijami, a sam kij, którym mistrzowie uderzali uczniów, by ich wspomóc w praktyce, był ulubionym tematem zenowskich anegdot. Ta idea przeciekła do kreskówki „Król Lew”, gdzie tamtejszy duchowy mistrz mandryl Rafiki poucza młodego Simbę wsparty na kiju.

Simba-Rafiki-the-lion-king
Rafiki i Simba

Kiedy na warsztatach będziemy z kijami, one same podpowiedzą nam praktyki, jakie z nimi będziemy wykonywać.

Kamienie. Kamienie podzielimy na trzy: kamienie do szałasu potu (rozgrzewane w ognisku), kryształy i kamienie do praktyk. Kryształy kładziesz na kopcu-ołtarzu przez szałasem, żeby nabrały mocy. Albo w środku kręgu. Mniej znane są kamienie do praktyk. Działają trochę podobnie jak kije: gdy będziemy je mieć, wynikną z tego ciekawe praktyki. Ich bardziej znaną odmianą są kamienie do masażu.


Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.


« Potrzebne przedmioty na warsztatach Twarda Ścieżka w Kruczyborze lipiec 2015 »

komentarze

1. namiot • autor: Nierozpoznany#23462015-06-27 23:34:28

Mam namiot,może przyda się?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)