Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 czerwca 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Potrzebne przedmioty na warsztatach

Kategoria: Twarda Ścieżka
Tematy/tagi: AborygenibębendidżeriduThomson, David

« Czy mam usprawiedliwienie? Potrzebne przedmioty (2) na warsztatach »

W ogóle, to warto wiedzieć, że kiedy Aborygeni znaleźli w buszu wydrążone przez termity gałęzie, przycięli je tak, żeby nadawały się do grania, pograli na tych didżeridu, nacieszyli się ich dźwiękiem, co mogło trwać parę dni, ale w końcu szli dalej – to te rury do grania zostawiali tam, gdzie znaleźli. Co zgadzało się z ogólniejszym zwyczajem, że nosili ze sobą jak najmniej. Z drugiego końca świata: Nieńcy, kiedy zaczynało się lato (czyli kiedy w czerwcu stopniał śnieg), swoje rzeczy, których używali zimą, pakowali w sanie i zostawiali w tundrze, pod chmurką.

Pewne rzeczy są na warsztatach potrzebne, ale kiedy trzeba obyć się bez nich albo zastąpić czymś zaimprowizowanym, to też to jest ważne doświadczenie.

Bęben. Warto mieć swój bęben. Tym bardziej, że praktyk Twardej Ścieżki powinien mieć swój bęben, przynajmniej jeden. Bęben typu szamańskiego, który trzymasz jedną ręką, a drugą pałkę. Mówi się też: bęben ramowy. Ale na warsztatach tak się zwykle dzieje, że chociaż nie wszyscy przywożą bębny, to nigdy ich nie brakuje. Jeśli grasz na innym bębnie, też możesz go wziąć. Lub inne urządzenie bębnopodobne. W zeszłym roku spotkałem się z czymś w rodzaju bębna, co jest robione z klocka drewna; idea tego instrumentu pochodzi z Zachodniej Afryki. Kiedyś, na jednych z pierwszych warsztatów, mój bęben pękł. Zastąpiłem go plastikowym gąsiorem po wodzie mineralnej.

beben gasior
1999. Gram na improwizowanym bębnie z gąsiora

Grzechotka. Grzechotki są o tyle ciekawe, że rozmaitość dźwięków, które wydają, jest ogromna. Też bardzo różnią się dobrocią: to fachowy termin z fizyki i akustyki: im większa dobroć, tym mniejszym wysiłkiem wydobywasz głośniejszy dźwięk. Grzechotka grzechotce nierówna i warto z nimi nieustannie eksperymentować. Łatwo je robić samemu.

Didżeridu. Kolejny wybitnie szamański instrument. Z naszych etnicznych instrumentów odpowiadają nam trombita lub ligawka. Czy ktoś ma lub umie robić trąby z kory brzozowej? Drumla, też – drumle zostały szamańsko uświęcone przez mieszkańców środka Azji: Tuwińców i Buriatów. Dzwonki, flety, piszczałki – gdyby ktoś czuł powołanie w tym kierunku, można całym sobą wejść w pracę z umysłem poprzez dźwięk. Gong. Praca z gongiem to jest osobna wielka sztuka – ale czy nie odsyła za daleko od tego, co robimy?

Namiot, śpiwór, karimata lub samonadmuchujący się materac. Ale lepsze byłoby tipi! Niestety, tipi potrzebuje tyczek nośnych, które ważą tyle, że tipi zwykle nie wozi się ze sobą, nawet samochodem. Podziwiam Lakotów i innych Preriowców, że takie pieruńsko ciężkie instalacje wozili – a raczej włóczyli – konno. Tipi zresztą mogło być wynalezione dopiero po tym, jak Indianie podpatrzyli hodowlę koni i konne techniki u Białych, najpierw u Hiszpanów. Jedynym znanym mi, kto woził tipi ze sobą, jest Jurek Niczyporuk, ale on używał nie drewnianych żerdzi, tylko składanych rur aluminiowych. Ja kiedyś woziłem tipi z tyczkami zrobionymi z wałków sosnowych robionych z przeznaczeniem do karniszy, ale po kilku latach powypaczały się, a ponieważ płachta tipi zużyła się, używam jej teraz do pokrycia szałasu potu – też dobrze. Ktoś z producentów tipi mógłby wynaleźć model przewoźny, z lekkimi i niegnącymi się tyczkami. Gospodarze warsztatów mogą zaopatrzyć się w tipi stałe – tak zrobiła np. Bea Lech, a w zeszłym roku Nimue. Nimue zbudowała na swoim polu całą wioskę tipi!


Szamańska wioska Nimue, sierpień 2014. Największe tipi jest z prawej strony, poza kadrem.

Spanie w tipi jest nieporównalne z niczym, namiot pozostaje ledwie namiastką prawdziwego obcowania ze Światem przez sen. Zachęcam też do spania pod gołym niebem – to też działa, chociaż spanie w tipi to jakby osobna kategoria. Gdy myślę o urządzeniach do spania, to przypominają mi się szałasy budowane przez Łukasza Łuczaja. Jeden, to szałas na wzór Indian Dene, z północy Kanady, z gałęzi i liści, kurny – bez dymnika, dym z ogniska w środku sączy się przez to ażurowe ale deszczo- i śniegoszczelne pokrycie. Drugi, to szałas ogniowy. Być może jakoś specjalnie się nazywa. Ma kształt ściętego stożka lub pochyłego kolistego płotu, który otacza ognisko – jakby tipi, ale nie z płótna, tylko z gałęzi & liści lub trawy; śpi się w nim pod nachylonymi ścianami przy ogniu. Odmianą tipi jest warlodge, czyli „chata wojenna” – ma szerszy kąt, jest bardziej rozłożyste niż typowe tipi, i ma podniesione ścianki, tak że wejść pod płótno można w każdym miejscu. Służy nie do spania, tylko do narad. Na pierwszych warsztatach z Davidem Thomsonem i Mattie Wolfe, 1995, na ziemi Słomy pod Lublinem, za miejsce wielu działań i za punkt skupienia posłużyła nam jedna z dziwniejszych konstrukcji, które widziałem. Był to drewniany szkielet ośmiokątnego domu, który tam zaczął budować przyjaciel gospodarzy, ale nie skończył i ten goły szkielet domu stał na polu. Improwizowaliśmy z plandek kawałki wiaty, tyle ile było akurat potrzeba. To jest bardzo cenny pomysł i wynalazek i warto byłoby, żeby ktoś nad nim popracował, oczywiście budując taką konstrukcję od postaw, bo tamtą u Słomy dawno próchno zjadło.

C.d.n.


Piękne tipi w Lamkowie u Nimue, 2014


Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.


« Czy mam usprawiedliwienie? Potrzebne przedmioty (2) na warsztatach »

komentarze

1. naturalny ogień • autor: Jerzy Pomianowski2015-06-16 18:45:18

Wziąłbym krzesiwo, krzemień i hubkę. Nie wiem czym się rozpala ogień na takich imprezach, ale zapałki czy zapalniczki jakoś nie pasują.
[foto]

2. Krzesiwo • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-16 18:57:36

Ja używam tradycyjnie zapałek. Jako rozpałkę: korę brzozową.
Pytanie, czy krzesiwo, czy zapałki, jest częścią szerszego pytania: czy nastawiamy się na pracę z umysłem (przy pomocy różnych "instalacji" w terenie) -- czy na rekonstrukcję dawnych technik?
Czasem między jednym a drugim nie ma różnicy, a czasem jest. W razie sprzeczności, ja kieruję się zasadą, że ważniejsza jest praca z umysłem niż rekonstrukcja.
Więcej o tym będzie w nast. odcinku.

3. Tecumseh • autor: Nierozpoznany#23462015-06-16 19:51:59

Mam tę książkę do dziś. :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)