zdjęcie Autora

24 lutego 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Powidoki czyli babcia w Karpaczu

Kategoria: Twórczość

« Nagle Wycieczka do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) »

Powidok jest czymś, co zostaje w oczach po ich zamknięciu. Jako zjawisko optyczne stanowi dopełnienie barwy widzianej poprzez zamazany obraz w barwie dopełniającej. Na przykład żółty kwiat widzimy jako fioletową plamę. Jako zajście nie analizujące barwy tego, co się widziało, a jego treść – powidok zachowuje się często w sposób nieprzewidziany. Nie zachodzi jednak w sposób automatyczny jak w powidoku optycznym — zamkniesz oczy i pozostaje pod powiekami ostatnio widziany obraz. To, co zostaje, może być obrazem znacznie wcześniejszym, w wielu sensach minionym. Czy można go nazwać powidokiem? A może lepiej postwidokiem? Albo jeszcze inaczej? Zostawić widok na boku i nazwać wspomnieniem? Nie, wspomnienie to niedobra nazwa, gdy się na myśli konkretny widok spod powiek bez całej jego fabularnej i emocjonalnej otoczki, która zostaje wprawdzie, ale zepchnięta gdzieś głęboko i nieujawniana. Można ją tylko wygenerować rozumowo, wyciągając wnioski z faktu, że pozostały pod powiekami obraz nie jest ostatnim, a więc jest ważniejszym niż ostatni, pominięty.

         Kładąc się spać wczorajszą późną nocą widziałam wciąż zasypaną śniegiem autostradę z Drezna, nie nadążające z jego zgarnianiem maszyny, sznury tirów i wyprzedzających je po białej dziewiczej płaszczyźnie aut osobowych o równowadze lekko zachwianej niczym ktoś, kto odrobinę wypił za dużo i prze do domu nie bacząc na okoliczności — mimo, że widoki  ostatnich stu kilometrów były kojące — deszcz, żadnego śniegu i żadnego tańca na lodzie.

         Potem leżałam na swoim stabilnym łóżku, ale w nogach ciągle czułam drgania, jakby dom dotknięty był trzęsieniem ziemi.

         Pamięć ciała jest zwodnicza i bywa oszukańcza. Zachowuje coś nieprzydatnego powodując, że mimo zmęczenia nie można usnąć. Pamięć świadoma rejestruje wspomnienia miłe i ważne, ale pamięć ciała nie daje zasnąć nam w błogim zadowoleniu z zupełnie drugorzędnych powodów.

         Powiecie być może, cóż to za wycieczka do takiego Karpacza? O czym tu pisać? Żadnego zjeżdżania na nartach, żadnych atrakcji jakie towarzyszyły młodzieńczym wyjazdom w góry i gdzieś indziej. Banał i nuda. Takie Machu Picchu , Piramidy czy Kanał Panamski, to jest coś! W dodatku dostępny Polakom na wyciągnięcie dłoni (i karty).

         Na starość odbywa się podróże do wnętrza siebie, a tam ważne jest zupełnie coś innego. Dostrzega się współgranie ciała z otoczeniem, odczuwa jedność ze światem w sposób wprawdzie stresujący, bo ułomny i nie do końca adekwatny. Szuka się odpowiedzi, które niegdyś wcale nas nie interesowały. Dawniej potęga czy piękno otoczenia pozwalały nam odczuć naszą małość ale i podnosiły naszą ważność wynikającą z faktu, że zestawiamy siebie z ogromem atrakcji obiektu z najważniejszych zasobów świata, stawiamy się dzięki temu z nim na jednym poziomie, czerpiemy z jego aury część barw i dodajemy do swojego wyobrażenia o sobie.

         Dzisiaj nasza starcza jedność ze światem jest innego rodzaju. Śnieżna zadymka jest zagrożeniem, którego nie niweluje nowoczesna autostrada i dzieła techniczne człowieka. Niemożliwy do użycia, zablokowany pas też nie podnosi pewności siebie. Świat znowu jest tym, czym dla pradawnego człowieka — miejscem, gdzie szanse bynajmniej nie są równe. Dlatego też na starość, także poprzez fizyczną niesprawność wracamy na początkowe pozycje naszych praprzodków — Jesteśmy zależni od wszystkiego, tylko nie od siebie samych.

         Te wszystkie dywagacje umysł nasz spycha w głąb (jak inaczej moglibyśmy z tym wszystkim na co dzień żyć!) ale cofając powidok z momentów ostatnich do chwil ważnych, daje subtelny sygnał niemożliwości ucieczki od własnego ciała.

         Na zakończenie — babcia na deptaku w Karpaczu — całkiem wesoła i nie taka poważna jak w tym odcinku. W tle, za starością, zielona młodość, na pozór z podobnymi kijami, ale to nie są te same kije, bynajmniej...

Autorka w Karpaczu

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Nagle Wycieczka do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)