Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 sierpnia 2007

Wojciech Jóźwiak

Pożegnanie delfina (na zawsze)
Na wiadomość o wymarciu delfina Lipotes vexillifer

Kategoria: Ekologia

7 sierpnia tego roku ogłoszono, że wymarły delfiny z rzeki Jangcy w Chinach. Ekspedycja, która niedawno przepłynęła rzekę z zamiarem odszukania i policzenia gasnącej populacji, nie znalazła ani jednego delfina. Wprawdzie ostrożnie uznano ów gatunek za "prawdopodobnie wymarły", ale dotychczasowa historia tych delfinów raczej nie zostawia nadziei. Jest to pierwszy duży kręgowiec, który wymarł od 50 lat i pierwszy waleń (delfin lub wieloryb) wytępiony przez człowieka.

Jeszcze w latach 50-tych delfinów chińskich - po chińsku zwanych baiji, czytaj "paj-dźi", naukowa nazwa Lipotes vexillifer - było około 6 tysięcy, całkiem spore stado. Ponieważ Chińczycy liczyli je już w starożytności, wiemy z ich kronik, że liczebność gatunku utrzymywała się przez wieki na stałym poziomie. Źle zaczęło się dziać dopiero w ostatnich dziesięcioleciach. Ludności nad rzeką Jangcy przybyło, zintensyfikowano połowy ryb, do rzeki spływało coraz więcej ścieków, ryby jedzone przez delfiny zawierały coraz więcej trucizn i pasożytów. Delfiny, chociaż od dawna ich nie tępiono, ginęły zaplątane w rybackich sieciach lub porażone prądem. Wielokrotnie zwiększył się ruch żeglugi na rzece i delfiny boleśnie zetknęły się ze śrubami statków. Jeden z ostatnich znalezionych w latach 90-tych martwych osobników miał na ciele 103 otwarte rany.

Rzeczny delfin w dawnych Chinach cieszył się szacunkiem jako zwierzę na wpół boskie. Opowiadano legendę, iż dawno temu pewna księżniczka nie chciała poślubić człowieka, którego nie kochała, a rodzina skazała ją za to na śmierć przez utopienie w rzece Jangcy. Dziewczyna odrodziła się jednak pod postacią delfina i jako ów mieszkaniec wód stała się symbolem pokoju i dobrobytu. Jednak w 1958 roku chiński wódz Mao Zedong ogłosił "Wielki skok" czyli przyśpieszone budowanie komunizmu. Święty szacunek, jakim cieszyły się delfiny, uznano za przesąd i wszczęto na nie regularne polowania dla mięsa i skór. Gatunek topniał w oczach i w 1983 roku urzędowo wzięto go pod ochronę. W 1986 doliczono się ledwie 300 sztuk. Tymczasem na Jangcy ruszyły budowy gigantycznych zapór i elektrowni wodnych. W 1997 roku doliczono się tylko 23 delfinów, rok później już zaledwie siedmiu. Jak już wiemy, żaden z nich nie przeżył następnego dziesięciolecia.

Chińscy naukowcy usiłowali ratować baiji poprzez sztuczną hodowlę. Od 1980 roku w instytucie hydrobiologii hodowano złowionego wtedy samca imieniem Qi Qi (czytaj: "ći-ći"). Przeżył 22 lata, najdłużej spośród wszystkich delfinów trzymanych w niewoli. W 1992 roku uruchomiono profesjonalne delfinarium, ale jego pensjonariusze żyli krótko: kilka tygodni, najdłużej ponad dwa lata. O rozmnożeniu ich w niewoli mowy nie było.

Cicho i nie wiadomo kiedy, bo nikt nie asystował przy zgonie ostatniej sztuki, delfin chiński, po 20 milionach egzystencji jako gatunek, odszedł w nicość. Żyją jeszcze (jak długo przetrwają?!) delfiny rzeczne w Gangesie i w Amazonce. Ale każdy z nich był osobną linią ewolucyjną, nie były ze sobą spokrewnione bliżej niż inne walenie. Każda z tych populacji miliony lat temu na własną rękę odkryła życie w wielkich rzekach. Wraz z baiji przestała istnieć cała osobna linia ewolucyjna wielkich ssaków. To tak, jakby wymarły słonie lub nosorożce.

Tyle fakty. Co na to astrolog?

Ta tragedia, bo tak trzeba nazwać zagładę tamtego gatunku, symbolicznie nawiązuje do obecnej opozycji Saturna do Neptuna. Na przykładzie śmierci delfinów widać nieusuwalną sprzeczność tych planet. Rzeczne delfiny korspondowały z Neptunem. Żyły w wodach, symbolicznie podległych Neptunowi, w dodatku rzecznych, a więc neptunowo mętnych, zmieszanych i mgłami spowitych. Rzeki Chin to cały świat, wielki żyzny ekosystem, który prócz mnóstwa roślin i zwierząt, wykarmił całą chińską cywilizację. Ale w konflikcie dwóch planetarnych sił ludzie i cywilizacja stanęli po stronie Saturna: czyli weszli w rolę tych, którzy ujarzmiają, betonują (Jangcy została poprzegradzana zaporami), spożytkowują, dzielą na kwadraty i pakują do pudełek. Wszystko, co nie może żyć na betonie w i pudełkach, ginie.

Neptun patronuje nie tylko rzekom, mgle, wilgoci, wodorostom i grzybom. Patronuje także temu wszystkiemu, co robimy z nadmiaru uczucia, z nadmiaru serca, a co ciasnogłowym i bezdusznym funkcjonariuszom saturnowych instytucji - nie tylko w Chinach! - zawsze wydaje się "przesądem". Zagłada delfinów zaczęła się od ogłoszenia czci dla nich za przesąd - i od próby skrzętnego spożytkowania ich jako zasobu mięsa i skór dla przemysłu. Przesąd, to duchowa (a może religijna) cześć dla świata, widziana oczami pseudo-racjonalistów o ciasnych umysłach, jakimi są właśnie ludzie Saturna.

Także "założycielska legenda" o delfinach mówiła - jakże proroczo! - o konflikcie Neptuna i Saturna. Księżniczka odmawiająca zamążpójścia szła za głosem serca: za głosem Neptuna. Rada okrutnych rodowych starców skazujących ją na śmierć, reprezentowała prawo i siłę Saturna. Jednak dziewczyna w neptunowej rzece znajduje nie śmierć, lecz schronienie i przemienia się w neptunowe zwierzę - delfina.

Kończy się czas opozycji Saturna i Neptuna. Bez chińskich delfinów. Z jakże gorzką nauczką.

*

Tekst ten napisałem 8 sierpnia, kiedy tylko przeczytałem wiadomość o zagładzie gatunku Lipotes vexillifer, dla tygodnika "Gwiazdy Mówią", uznałem jednak za wart zamieszczenia w Tarace. Korzystałem z informacji w Wikipedii polskiej i angielskiej, oraz w www.guardian.co.uk - artykuł Yangtze river dolphin driven to extinction. Wspomniana opozycja Saturna i Neptuna trwała od lata zeszłego roku, teraz się kończy.

Wojciech Jóźwiak
adres




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)