Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 lipca 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 18)

Pożegnanie jesieni Cz. 2: Król Maciuś Pierwszy

Kategoria: Antropologia

« Pożegnanie jesieni Cz. 1: Chiny Murzyny, albo „dlaczego młodzi nie chodzą na kody” Pożegnanie jesieni. Cz. 3: Czy każdy może mieć porządne buty »

Oryginalnie w blogu Autora pod tym samym tytułem. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Czemu młodzi ludzie nie bronią sądów? Aby czegoś bronić, trzeba to czuć. Ale to nie będzie o uczuciach. Przeciwnie. Zaczynamy jak zwykle od nudnych, abstrakcyjnych i pozornie nie powiązanych z pytaniem podstaw. Od fundamentów, czyli od tego, czego „obóz postępowy” w tym momencie absolutnie nie posiada, ani nawet nie przeczuwa, że warto to mieć. Dlatego większość osób z tej strony tego tekstu do końca nie doczyta. Trudno. Róbmy swoje.

Czym są sądy? Sądy to instytucje. Czym są instytucje i skąd się biorą? Ludziom wydaje się, że rzeczy w otoczeniu których wyrośli są wieczne i oczywiste, jednak instytucja, podobnie jak państwo wcale niczym oczywistym nie jest. Czym jest osoba, każdy wie bo widzi. Zenek, Marysia, Wiesław, Maciuś.. Ale co jeśli nie Maciuś, tylko na przykład Król Maciuś? Idźmy przez chwilę w tę stronę. Jaka jest różnica między Maciusiem a Królem Maciusiem? Maciuś to osoba, dlatego mówi o sobie „ja Maciuś” a Król Maciuś to instytucja, dlatego mówi o sobie „my Król Maciuś”. Brzmi absurdalnie, gdy jeden człowiek mówi o sobie „my” o ile nie rozumiemy, że to nie człowiek mówi o sobie, tylko człowiek mówi o sobie-instytucji. Nie mówi jako Maciuś, tylko jako król. To bardzo ważny aspekt ludzkiego życia, bo nieredukowalny do biologii.

Dawno temu Janusz Korczak napisał książkę Król Maciuś Pierwszy. Korczak był dobrym człowiekiem, bardzo kochał dzieci za ich naiwność i bezpośredniość, dlatego w jego historii Króla Maciusia dobre chęci chłopca, któremu zdarzyło się przed osiągnięciem dorosłości zostać królem przeciwstawione są małości złych dorosłych. Król Maciuś Pierwszy broni swego kraju nie jak król, ale jak zwykły Maciuś – żołnierz. Zrównuje dzieci z dorosłymi, nie mówi „my Król Maciuś Pierwszy rozkazujemy” tylko „ja Król Maciuś pierwszy chcę”. W końcu oczywiście zostaje pozbawiony królestwa i skazany na karę śmierci i tylko wymogi wydawców sprawiły, że Korczak zamienia ostatecznie karę ze śmierci na wygnanie. Król Maciuś jest dobry i chce dobrze, ale przegrywa. Dlaczego? Bo nie rozumie różnicy między „ja Król Maciuś chcę” a „my Król Maciuś chcemy”. Nie rozumie, bo jest dzieckiem. Nie widzi w fikcji niczego innego, niż tylko oszustwo, próbuje więc zamienić fikcję na realność, czym podważa możliwość istnienia swego państwa w ogóle.

Fikcja „my Król Maciuś” jest podobna do fikcji występującej we wszelkich instytucjach. Na przykład w sądach. W sądzie ludzie zakładają dziwne stroje i używa się niewygodnych mebli. Nikt nie założyłby takiego stroju sam z siebie, ani do domu takich krzeseł by sobie nie kupił, bo nie da się na tym wysiedzieć, jednak wszyscy uczestnicy tego spektaklu przebierają się i nie protestują, gdy im się każe siedzieć w taki sposób. Dlaczego? Bo to nie mówi Maciuś, tylko Mecenas Maciej. Mecenas Maciej jest fikcją symboliczną, a Maciej tylko ją fizycznie odgrywa. Dziwny strój, którego nikt w normalnych warunkach by na siebie nie włożył, ma nas upewniać, że nie o Maćka tu chodzi. Zachowania uczestników spektaklu są nieoczywiste, tak jak nieoczywiste były zachowania funkcjonariuszy dworu Króla Maciusia. O dziewiątej minut trzy Król podpisuje dokumenty państwowe, słyszy Maciuś od jednego ze swych dworzan, który wypowiada to do niego głosem robota i patrząc gdzieś ponad jego głową wręcza przerażonemu dziecku teczkę. Czemu akurat o dziewiątej minut trzy? Czemu nie można kwadrans później? Właśnie dlatego, że to bez sensu, tak samo jak bez sensu jest biała peruczka na głowie angielskiej adwokatki. Wiemy, że to adwokatka i że dzieje się tu coś z innego porządku niż ten oczywisty i codzienny, bo tylko adwokatka i tylko w sądzie mogłaby coś takiego na siebie założyć. Musi być dziwnie i Jane musi dziwnie wyglądać, byśmy wiedzieli, że to nie mówi Jane – dziewczyna z tatuażem na tyłku – tylko Mecenas Jane, a przez niego Prawo. Ale Prawo czyli właściwie co?

Ano właśnie. Spróbujmy to wyjaśnić na przykładzie szachów. Figury szachowe mogą różnie wyglądać, czyli mogą różnić się w zakresie Realnego. Mogą być z chleba, monet, ciasta, drewna, metalu, czegokolwiek. Mogą też być poprzebieranymi ludźmi albo rysunkami na ekranie komputera. Ale niezależnie od tego, jak wygląda na przykład szachowy koń, wiemy, że to nie kulka chleba, albo moneta, ale koń. Ale także nie koń, a Koń. Koń szachowy. I jego ruchami rządzi logika ruchu koników szachowych, a nie logika ruchu zwierzęcia zwanego koniem, albo logika wartości monety, czy logika kulki chleba z której jest ta figurka zrobiona. To nie chleb, tylko Koń. Zwierzę tego nie zrozumie, bo to możliwe tylko w ludzkim świecie symboli. U zwierzęcia, nawet najsprytniejszego, zewnętrzne podobieństwo rzeźby do konia może co najwyżej sprawić, że rzeźba zostanie uznana za drugie zwierzę, nie wiedzieć czemu tak długo nieruchome. Być może pies uwierzy, że to koń., jeśli figura będzie odpowiednio duża i powarczy chwilę, by się koń ruszył nareszcie. Ale pies nigdy nie pomyśli, że to co widzi to Koń Szachowy. Dziecko też tego szybko nie zrozumie. Kiedy uczymy małe dziecko grać w szachy może ono na przykład powiedzieć „pionek to rycerz, a ja mam pionka i konia, więc teraz rycerz wsiądzie na konia i pojedzie daleko daleko da-da”. Dorosły roześmieje się na to, bo wie coś, czego dziecko nie wie.

Wie, że istnieje nadrzędność reguły szachowej nad regułami zachowania prawdziwych koni których to reguł dziecko domaga się wnioskując po fizycznym podobieństwie. Ten dziecięcy błąd mógłby się zdarzyć i w sądzie. Kiedy Mecenas Jane w swojej śmiesznej peruczce próbuje z takim dzieckiem porozmawiać, ono powie coś w rodzaju „hej Jane, ale masz fajną peruczkę. A pokażesz mi swój tatuaż na tyłku?”. Podobnie mógłby Król Maciuś Pierwszy próbować zwracać się do swoich ministrów. Hej panie ministrze, wie pan, jestem bardzo smutny. Nie mam przyjaciela. Próbowałem rozmawiać z tym zagranicznym posłem ale on jest jakiś dziwny. Pobawi się pan ze mną? Dziecko nie widzi w pośle posła, tylko jednego pana co przyszedł. Nie rozumie czemu te stroje takie dziwne, nie rozumie czemu peruczka, czemu figurka podobna do konia, a rycerz nie może na nią wsiąść i pojechać daleko daleko da da, nie wie czemu fajna Jane nie może pokazać tatuażu na tyłku, ani nie rozumie czemu nagle wszyscy tak spoważnieli, gdy nie podpisało dokumentów państwowych o dziewiątej minut trzy. Bo nie rozumie funkcji fikcji, która czyni możliwą każdą w ogóle instytucjonalność.

Skąd taka fikcja się bierze? Z rodziny. Bo rodzina jest instytucją. Niektórzy czytelnicy pamiętają zapewne film Ostatnie tango w Paryżu. Ona chce wynająć mieszkanie, on ją po nim oprowadza i nagle dochodzi między nimi do zbliżenia. Powtarzają je raz po raz. Taki mają zwyczaj, taką mają możliwość. Ale reguły ich relacji nie są jasne, ponieważ nie są oni instytucją. Gdyby chcieli nią zostać musieliby zrobić coś, czego ta akurat para absolutnie nigdy zrobić nie chciała. Wprowadzić trzeci element. Kapitana statku, kapłana, wróżkę, urzędnika USC, czy kogokolwiek podobnego, aby stanął przed nimi na trzecim wierzchołku trójkąta i z przestrzeni dwuwymiarowej zrobił trójwymiarową mówiąc coś w rodzaju „od tej pory nie jesteście już Maćkiem i Jane, ale Państwem Maćkostwem Dżejnostwem, co ja zaświadczam mocą nadanej mi tajemnej ważności. Która jest fikcją, podobnie jak fikcją jest to, że ta śmieszna drewniana figurka jest koniem i to takim akurat dziwnym przypadkiem konia, który porusza się tylko o pole w jedna i później o dwa pola w bok, albo na odwrót, ale zawsze w taki dziwny sposób w jaki prawdziwe konie nigdy się nie poruszają.

Co będzie, jeśli Państwo Maćkostwo będą mieli dziecko? Nie będzie ono mówiło do Jane Jane, ani nie będzie mówiło do Maćka Maćku. Do Maćka tato, do Jane mamo. Mówi się, że matka jest tylko jedna, ale jest przecież dokładnie odwrotnie. To Jane jest tylko jedna, a matek jest nieskończenie wiele. Czemu zatem dziecko ma do Jane mowić „mamo”? Bo musi zrozumieć, czym są role. Pewnego dnia Jane słyszy straszliwe słowa. Będziesz matką. To tak, jak Maciuś usłyszał kiedyś „wasza wysokość będzie królem”. Co to znaczy? To znaczy, że Maciuś i Jane muszą umrzeć, bo musi pojawić się Król Maciuś Pierwszy i Mama. Mama Jane, ale jednak mama. I tak jak konik szachowy rusza się tylko w określony sposób, tak Jane musi działać w sposób, który fikcja symboliczna każe przypisywać matkom. Kochać dziecko, odprowadzać do przedszkola, chodzić na wywiadówki, wmuszać zupkę, nic nie rozumieć i tak dalej. Wszystko to jest konieczne, aby dziecko zrozumiało, co dzieje się w sądzie. Jeśli nie ma matki, a zamiast niej tylko zwykła Jane i nie ma ojca a zamiast niego jest tylko zwykły Maciek, to i nie będzie Mecenasa Macieja, nie będzie Mecenas Jane, a potomek tych dwojga ludzi-nie-rodziców nigdy, ale to absolutnie nigdy nie będzie bronił sądów. Bo to nuda. Co innego gdyby Mecenas Jane pokazała tatuaż na tyłku, albo opowiedziała publicznie o swoich uczuciach i że ona już ma wszystkiego dosyć. To owszem. To by na chwilę chwyciło, bo zabawne.

Potomek człowieka-nie-rodzica nie ma żadnej wiedzy o szachach, ale ma mnóstwo empatii o ile jego infantylni i absolutnie niezdolni do życia w prawdziwym świecie rodzice byli miłymi ludźmi i dobrze go traktowali. Z pewnością będzie bronił zwierząt w schronisku do upadłego. Jeśli w jakimś sądzie będzie zamknięty w pożarze piesek albo kotek, ten człowiek odda życie by go uratować. Ale w obronie konstytucji nie stanie. Ani o dziewiątej minut trzy, ani o żadnej innej godzinie. Nie da się obalić fikcji w jednym miejscu i jednocześnie powoływać się na nią w innym. Ciastko zjedzone jest ciastkiem straconym. Dobra, koniec przynudzania. W nowoczesnej edukacji trzeba puszczać filmy, zatem zapraszam do oglądania. Film jest znany, proponuję jednak, by tym razem oglądając go nie stosować potocznych interpretacji takich jak „leniwa”, „rozpieszczona” czy „niezmotywowana” tylko spróbować zastosować to, co tu wyżej jest w tekście. Czego nie ma ta młoda osoba, a co ma ten starszy pan? Czemu absolutnie w żaden sposób nie będą mogli się porozumieć? Ich rozmowa jest jak rozmowa koła z kulą. Niby to samo, a jednak nie do końca. Popatrzmy. A ciąg dalszy cyklu oczywiście niedługo nastąpi. Najpewniej będzie o tym, co łączy diety z kultem Żołnierzy Wyklętych i dlaczego to drugie wygrało.


Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni Cz. 1: Chiny Murzyny, albo „dlaczego młodzi nie chodzą na kody” Pożegnanie jesieni. Cz. 3: Czy każdy może mieć porządne buty »

komentarze

[foto]

1. Erozja Symbolicznego • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-25 10:19:01

Oba odcinki "Pożegnania jesieni" mówią o psuciu się, chwianiu, zanikaniu -- czyli erozji -- Symbolicznego. Tym można wyjaśnić histeryczną klerykalizację ("ukościelnienie") prawicy. Bo skoro zanika Symboliczne w wersji "rzymskiej", republikańskiej, to pozostaje już tylko chwytanie się, jak tonący brzytwy, kościoła, którego ludzie z uporem nakręcanych figurek powtarzają przy każdej okazji te same formułki. Gdy popatrzeć na KK jak na zakonserwowane i zmumifikowane Symboliczne, to wyjaśnia wiele, także zaklęcia publicystów i filozofów o konieczności trwania przy "cywilizacji judeochrześcijańskiej" bez której jak bajają Europa zginie.
Symboliczne z trójcy Lacana wydaje się najsłabsze. Z jednej strony podważają je ataki Rzeczywistego, z drugiej strony rozmiękcza je gadanina, "narracja" Wyobrażeniowego. Jak chronić Symboliczne i nie popaść w obłęd? Oto pytanie.

2. Król Maciuś I... • autor: Nierozpoznany#2082018-07-25 13:03:14

... jest genialną metaforą naszych czasów w ogólności. Przypomina się znany Eksperyment Calhouna z myszami.
[foto]

3. Laktaryzm? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-25 13:21:19

Tak, pajdokracja Króla Maciusia sterowana przez prowokatora Dziennikarza, przy której wypasał się jego przyjaciel Felek -- wypisz wymaluj Bolek, czyli Lech W. -- obraz dzisiejszej lewicy, dziecinniejącej i wodzonej na smyczy przez oficerów prowadzących.
Naprzeciwko niej -- prawica popadająca w laktaryzm. (Od czego to słowo? -- zobacz Lactarius deliciosus ).
[foto]

4. Głos młodego pokolenia • autor: Helka2018-07-27 16:10:10

"Po co wolność i polityka" i trafna recenzja: http://www.nienawisc.pl/pawel-domagala-czyli-jak-stworzyc-niewolnika/


Młodym WYDAJE się, że są wolni, że przyszłość mogą kształtować dowolnie, że słodki obrazek z piosenki jest wieczny, żadne polityczne i społeczne zawieruchy go nie naruszą. A jak coś będzie nie tak, to się wyjedzie do Norwegii (swobodne przekroczenie granic jest dla nich równie oczywiste, jak wschód słońca).
Wahadło trendów przechyla się na dbanie o własne podwórko. Mój ojciec, mając małe dzieci i żonę bez pracy, strajkował, udzielał się w Solidarności. Już z mojego pokolenia nikt by się tak nie narażał, więc młodsi tym bardziej.

Wtedy to oznaczało być albo nie być. Teraz jest więcej wyjść awaryjnych (emigracja, internet, luźniejsze formalne więzy rodzinne).


ps. do p. Wojtka - laktaryzm jest doskonały słowotwórczo :)
[foto]

5. O pewnym grzybie • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-28 08:08:25

Lactarius delicious,  że swoją postacią i właściwościami, a także nazwą zarówno łacińską jak i polską, dobrze nadaje się na kolejny, obok słomy, narodowy symbol polski. Może wezmę się i napiszę. 

6. Gute Nacht Mein Prinz. • autor: Mieczy.slowa2018-09-12 18:07:35

Widziałam taką ksiązkę u pewnej starszej pani.Tak mi się skojarzyło.I jeszcze piosenka. https://www.youtube.com/watch?v=6NXnxTNIWkc

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)