Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 sierpnia 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Pożegnanie jesieni. Cz. 3: Czy każdy może mieć porządne buty


« Pożegnanie jesieni Cz. 2: Król Maciuś Pierwszy Pożegnanie jesieni. Cz. 4: Biedroń jako przedmurze »

Oryginalnie w blogu Autora pod tym samym tytułem. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Czy chcemy wiele? W żadnym wypadku. W swoim przekonaniu większość ludzi w ogóle nie jest łapczywa. Chciwość, to pragnienie nadmiaru. My tymczasem chciwi nie jesteśmy, bowiem wszystko czego chcemy, to „żyć na jakimś przyzwoitym poziomie”. Przyzwoitym. Żadnych ekstrawagancji. Pomijając dosłownie pojedyncze przypadki, gdy stan posiadania ma świadczyć o mocy nadludzkiej lub być tłem dla jakiejś obłąkańczej narcystycznej gry typu „mam zawsze najnowsze modele”, większość ludzi w sferze materialnej motywowana jest mniej więcej czymś takim, jak napisano tu wyżej. Nie chcą mieć niewyobrażalnego bogactwa. Chcą po prostu mieć tyle, by nie musieć czuć dotkliwego braku i jeśli się o coś starają, to o to właśnie, by w tej ciemności, gdzie nie można spełnić tego, czego pragnienie jest bardziej niż oczywiste, jakoś się rozpaczliwie nie pogrążyć. Czy to tak wiele? Niewiele. Wspomagają duchowo tę rzeszę ludzi osoby o dobrych chęciach i sercach gołębich, które nadają ich pragnieniu wymiar konkretny, przykrawając marzenie na miarę epoki. Brzmi to tak mniej więcej: chciałbym mieszkać jakoś przyzwoicie, chciałbym jeździć czymś, czym da się jeździć, przyzwoitą edukację dzieciom, normalnie zjeść, ubrać się jakoś po ludzku, żeby te dzieci jakoś wyglądały, zęby po prostu mieć zdrowe, dach nad głową i żeby jak człowiek mógł w jakimś no po prostu normalnym miejscu, po ludzku wypocząć, nie w jakichś nie wiadomo jakich warunkach, ale żeby to miało jakiś standard. Pracować nie za nie wiadomo ile, ale za godziwe jakieś pieniądze. Mieć porządne buty. I tak dalej i dalej bez końca snuje się ta opowieść, a obok niej druga równoległa. Że tak niewiele brakuje, by to mieć, a wciąż tego nie ma. Wszelkie rewolucje mają korzenie w poszukiwaniu godności, naucza Bruce Lee na stronach Tao of Jeet Kune Do, i ma rację. U korzeni większości rewolucji jest ten właśnie życzliwy podszept. Macie tak niewiele pragnień. Chcecie rzeczy naprawdę całkiem minimalnych, lecz nie ma nawet tego. Są tacy, którzy mają znacznie więcej, niż moglibyście kiedykolwiek potrzebować, czyż więc nie jest obrazą, że wy nie macie nawet tego, gdy oni się pławią w nadmiarze?

Wizja tego niespełnionego minimum – porządnych butów, przyzwoitego jakiegoś mieszkania, normalnej dzieciom edukacji i zębów w znośnym stanie – uskrzydla tłumy do protestów i walki właściwie od początku świata. Skoro jednak tyle o to walczymy i tyle już o to poszło rewolucji, jak to możliwe, że ciągle tego nie osiągamy?

Weźmy porządne buty. Czym one są? Jak wyglądają buty, które uznalibyśmy za porządne? Kiedy cofniemy się w czasie, odkrywamy rzecz tak bardzo oczywistą, że zupełnie dla większości zaskakującą. Przeźroczyste, bo tak idiotycznie banalne, że nikt nie myśli o tym, choć od tego trzeba by przecież zacząć. To, co uznalibyśmy za porządne buty w jednym momencie, w chwili kolejnej jest już synonimem butów tragicznie niewystarczających. W Polsce przedwojennej na wiejskich obszarach za porządne uznano by po prostu jakiekolwiek buty. Wielu księży w swych wspomnieniach pisze, że mają problem z frekwencją na zimowych mszach. Ludzie nie przychodzą, bo nie mają butów. Cud nad Wisłą, Żwirko z Wigurą puchary lotnicze zdobywają, Rudawski Sokołem na Kasprowy wjeżdża, a tymczasem ludzie na wsi nie mogą iść na mszę w zimny dzień, bo na całą rodzinę jedne buty tylko przypadają. Albo tylko dla dorosłych buty są, bo dorosły więcej pracy koniecznej w gospodarstwie zrobi, a dzieci w zimie wychodzić w ogóle nie muszą. Czym są buty porządne? Nie chcemy wiele. To jakiekolwiek buty, w których może dzieciak na mszę iść albo do szkoły. Ale nie ma. Lecz cofnijmy się w czasie jeszcze dalej. Oto średniowiecze i rogatki miejskie. Stoją strażnicy i sprawdzają, kto do miasta idzie. Nie każdy wejdzie do miasta. Po pierwsze, musi mieć kilka miedziaków, tak jak jeszcze do niedawna ten, co chciał z demoludów na Wyspy Brytyjskie wjechać, musiał pokazać, że ileś tam funtów ma przy sobie. Prócz tego jednak halabardnik miejski patrzy na buty. Masz buty, czy nie masz? Nie masz butów, to bracie nie wchodzisz, bo z takich, co butów nie mają, w mieście naszym żadnego nie będzie pożytku. Żebractwo panie, złodziejstwo, oszustwo, nie daj Boże i nierząd jaki, albo choroby, albo może i gra w kości, a najpewniej wszystko na raz, a w dodatku niezdarnie robione, bo skoro w świecie na buty zarobić nie umiał, to i w tym mieście nie zarobi na nie, a tylko halabardnikowi przysporzy roboty. Czym są buty porządne? To takie, w których można wejść do miasta. Z łyka plecione, z sitowia nie liczą się, bo to mieć może byle dziad. Tu chodzi o buty ze skóry. Albo safjanowe: te każą halabardnikowi pokłonić się choć mimowolnie. Dlatego będzie się mówić tak jeszcze przez lata – poznasz pana po cholewach. Porządne buty, to są buty z cholewami. Czy nie mógłby każdy mieć butów porządnych?

Nie mógłby, bo gdyby każdy miał buty z cholewą, jak by halabardnik odróżnił, kogo ma nie wpuszczać? Tu już się zbliżamy do sedna. W czasach mojego dzieciństwa za porządne uchodziły buty Salamandry. Wycieczki Polaków jeździły do bratniej DDR, ze Świnoujścia do Ueckermünde, gdzie w obuwniczych sklepach czekały na nas przyjazne napisy w polskim języku „Polaku, nie kradnij”, bo mieli tam te buty Salamander, które można było tam kupić, na nogi włożyć, przejść przed chichoczącą wschodnioniemiecką celniczką z twarzą z serii „co za idioci” i później spieniężyć te porządne buty na Ciuchach za sumę całkiem porządną. Kradli Polacy te buty, że aż strach, a złapani bredzili, że tu właśnie, w tym Ueckermünde robiliście wasze V2, a teraz mnie na posterunek? Enerdowcy znali to już na pamięć i znudzeni odpowiadali, że to w Peenemünde i że to V1, a poza tym dawno i tak kwitła przyjaźń międzynarodowa. Ale ryzykowali wciąż nowi, bo enerdowcy nie chcieli Polakom w sklepach tych butów sprzedawać, zbyt bowiem były porządne, by je tak po prostu za pieniądze oddać. Cena ich była ogromna. Szedł później taki przez miasto stołeczne w Salamandrach i kłaniał się mu każdy halabardnik. Czyż zatem nie mógłby każdy mieć butów Salamandry? Mógłby. W Polsce był Chełmek i każdy mógł mieć Chełmek. Przed wojną za Chełmek niejedna wiejska piękność złożyłaby darczyńcy obietnicę dozgonnej miłości, ale kilkadziesiąt lat później ten sam Chełmek nie był już nic wart. Czemu? I tu jest ten klucz. Bo każdy mógł już mieć Chełmek. Ale nie każdy mógł mieć Salamandrę. Czym są zatem te „porządne buty”? To nie buty które spełniają jakąkolwiek stałą, zdroworozsądkową normę. Kto nie wierzy, niech założy takie Salamandry dziś na siebie i w nich na miasto wyjdzie. Pies z kulawą nogą nie zwróci uwagi, a to był przecież taki skarb.. Czym zatem są buty porządne? To po prostu te buty, które może mieć nie każdy. Z chwilą, gdy może mieć je każdy, staja się tym, czym socjalistyczna Syrenka, później Mały Fiat, Chełmek, posiłek w mlecznym barze, czy cokolwiek dostępnego powszechnie. To, czego ludzie chcą, to mieć to, co spełnia definicję słowa „porządne” w danym momencie historii i w danym miejscu, a to nie zawsze znaczy to samo. To, co uchodzić może za „porządne” określane jest zawsze relatywnie w stosunku do tego, co po prostu powszechne. Czyli żadne. Dlatego zdanie „chciałbym, by każdy miał porządne buty” jest sprzecznością w samym założeniu. Porządnego nie może mieć każdy, bo porządne jest właśnie to, co ma nie każdy. A co to konkretnie jest, to w miarę technologii w czasie się zmienia. Kto nie wierzy, niech pomyśli czym jest porządna komórka.

Mieć to, co wcale nie wyjątkowe, a jedynie „przyzwoite” – to marzenie jest jak marchewka na końcu kija, która zawsze skłania osła do ruchu. Przyzwoity poziom – czyli poziom absolutnie niemożliwy do osiągnięcia dla wszystkich, wszyscy bowiem z definicji znajdować się mogą tylko na poziomie nijakim – to ta chimera, za którą zawsze tłum podąży. Bo czego chce? Niczego wyjątkowego. Po prostu czegoś, czego nie trzeba się wstydzić. Jeśli coś mogą mieć wszyscy, to tak jakby tego nie było wcale. Z chwilą, gdy rozdasz coś ludziom, każdemu po równo, wartość tego spada zupełnie do zera, choćby to był kosmolot cały zrobiony ze złota i brylantami w środku wysadzany. Taki może mieć każdy, a my chcemy mieć przecież porządny. Czy mieć porządny kosmolot, to tak wiele? Czy żądając dla siebie czegoś porządnego, chcemy czegoś, czego cywilizacja nie może nam dać?

I czy po tej porcji kompletnych oczywistości naprawdę muszę coś jeszcze pisać o idei „zrównoważonego rozwoju”, czy możemy już sobie darować?

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni Cz. 2: Król Maciuś Pierwszy Pożegnanie jesieni. Cz. 4: Biedroń jako przedmurze »

komentarze

[foto]

1. Zgadzam się, ale... • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-14 15:43:40

Zgadzam się całkiem. W mojej okolicy przyzwoitym standardem są dwa samochody na rodzinę, nie jeden, nie mówiąc o butach.
Ale: jeszcze nie uderzył antropocen. A uderzy. Uderzy nie w formie jakichś cudów-na-kijach, słoniach na niebie, tylko w ten sposób, że trzeba będzie się zwijać. Ograniczać gospodarkę. Ciąć potrzeby. Tak jak podczas wojny trzeba było gasić światła i zaciemniać miasta. Wtedy zacznie się prawdziwa poezja dla psychologii-i-polityki.

2. piękny tekst • autor: Jerzy Pomianowski2018-08-14 19:39:43

Znakomita definicja powszechnie pojmowanej "porządności" dóbr materialnych. Coś podobnego do poszukiwania "normalnego kraju" (lepszego niż wszystkie).
Jednak lubię staroświeckie utożsamianie porządności z solidną jakością.
W piątek przyjdą ludzie i zabiorą moją starą lodówkę Silezia na złom. 48 lat ciągłej, bez awaryjnej pracy, tyle że za mała. Dzisiejszy przemysł musi zamiast jednej dobrej, wyprodukować 10 aby pokryć tak długi czas użytkowania, podobnie z samochodami, i z wszystkim.
[foto]

3. Dobre, ale to nie jedyne przykłady • autor: Przemysław Kapałka2018-08-19 08:42:51

Dobry tekst, przykładów takiego dążenia do "życia na przyzwoitym poziomie" czy jak to określić mam wokół siebie mnóstwo. Ale to nie jedyny przejaw tego zjawiska. Innym, wymownym, jest dążenie do tego, żeby świadczenia medyczne były na zadowalającym poziomie. Kiedyś za zadowalające uznanoby obecność jakiegokolwiek medyka, nawet dyletanta. Póżniej już były szpitale i przychodnie. Dziś musi być USG i inne cuda-nie-widy, a za jakiś czas i to okaże się niewystarczające. Prawie każda dziedzina życia podpada pod dążenie do przyzwoitego poziomu. Ale z wyjątkami: jakoś się nie słyszy, żeby ludzie chcieli mieć wykształcenie na porządnym poziomie (chyba, że ma to czemuś służyć, np. lepszemu zarabianiu pieniędzy), wiedzę o świecie, poziom rozwoju osobistego i podobne sprawy. Jak to świadczy o nas jako ludzkości?
[foto]

4. Człowiek żądaniowy • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-19 10:28:03

Tak! Ta pogoń za rosnącym "przyzwoitym poziomem" jest faktycznie jednostronna i żądaniowa. "Przeciętny człowiek" żąda i oczekuje tego wciąż rosnącego przyzwoitego poziomu, ale sam ulepszać się nie chce. Nie stara się być bardziej wykształconym (co zauważył Przemysław wyżej) ale również wrażliwszym, bardziej współczującym, bardziej opiekuńczo nastawionym wobec współmieszkańców świata.
Dlatego tak bolą rzezie drzew, ptaków, delfinów. Treblinki w których zmusza się do życia krowy, świnie, norki.

5. porządny, znaczy nie dla plebsu • autor: Jerzy Pomianowski2018-08-19 20:49:51

Nie zapominajmy o tym,że według Autora określenie "porządne" oznacza dobro osiągalne dla nielicznych. Takie właśnie są porządne buty, domy, mieszkania. "Porządne" wykształcenie również jest poszukiwanym dobrem. Jakieś trudno dostępne studia medyczne, prawnicze, artystyczne, czy studia w eleganckich uczelniach zachodnich.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)