Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Pożegnanie jesieni. Cz. 7: Nowej Uczty nie będzie
O plemionach i ich symbolicznych granicach


« Wojna z Bułgarią w imię Boże Pożegnanie jesieni cz. 8: Niemożliwość polityki »

Cykl Pożegnanie jesieni jest po to, by wyjaśnić zwycięstwo plemiennych idei, które obserwujemy dzisiaj w polityce. Wedle mojej diagnozy zwycięstwo to nie jest przypadkiem, a raczej logiczną konsekwencją faktu, że nowoczesny projekt kulturowy jest tak naprawdę niemożliwy do realizacji. Niemożność, którą od różnych stron w tym cyklu opisuję, ma charakter o wiele głębszy, niż zasięg jakichkolwiek reform, które moglibyśmy wymyśleć, dlatego losy starcia między ideami plemiennymi i nowoczesnością wydają się przesądzone. Plemienny sposób widzenia świata nie jest czymś, co by mnie zachwycało i niezmiennie martwi mnie, gdy mi się to przypisuje uznając, że jeśli nie chcę pieska, to na pewno chciałbym kotka. Tak nie jest. Mimo to jasne jest dla mnie, że projekt nowoczesny jest w istocie pomysłem na wyciąganie kolejnych słupków z namiotu w przekonaniu, że gdy wyciągnie się wszystkie, w namiocie zrobi się bardziej przestrzennie. Każdy, kto wyjął z namiotu wszystkie słupki wie, że tak nie jest. Niektórzy jednak nie wierzą na słowo. Dziś o kolejnym słupku – wspólnoty sposobu osiągania satysfakcji. Na przykładzie uczty.

Gdziekolwiek antropolog pojedzie, spotyka kilka rzeczy, które rozpozna od razu. To elementy, które mają wszystkie bez wyjątku ludzkie grupy, a zupełnie nie są one znane zwierzętom. Dla ludzi są tak wspólne, że gdziekolwiek pojedziesz, na pierwszy rzut oka od razu wiesz, że to to. Jedną z takich rzeczy jest religia. Obiekt kultu i rytuał, szczególne miejsca, ofiary, czasem kapłani. Magia. To jest zawsze i choć formy mogą się różnić, natychmiast bezbłędnie to rozpoznajemy. Inną taką stałą rzeczą jest muzyka. Niezależnie od kontynentu, jakiś rodzaj muzyki i w ogóle sztuki człowiek ma zawsze. Kolejna rzecz – hierarchia. Stałość społecznych funkcji. Język. Pojęcie rodu i związane z nim podstawowe role. Same role mogą się różnić, na przykład część ludów nie zna pojęcia ojcostwa, w związku z tym nie tworzy małżeństwa, nie ma jednak takiej kultury, która by w ogóle nie znała rodziny. Nawet gdy nie ma ojców, są matki. Wujowie, ciotki, rodzeństwo, dziadkowie i wnuki. Na każdą rodzinną rolę w języku jest nazwa i każdy członek społeczności bezbłędnie rozpoznaje, kim jest w tym systemie dla kogo. Te relacje nie zmieniają się. Nie da się przestać być czyjąś matką, córką, wnukiem, albo wujem. Jedyną rodzinną rolą, która może podlegać zmianie w czasie, jest rola męża, lub żony. Nie tylko, że nie wszystkie kultury w ogóle tę rolę znają, ale nawet te, które znają, dopuszczają tutaj pewną zmienność. Ludzie wszędzie są krytyczni wobec rozwodów, ale ostatecznie wszędzie są one możliwe. Wnukiem, albo synem jest się od urodzenia. Nie wymaga to żadnego rytuału przyjęcia, bo wynika po prostu z samego faktu pokrewieństwa. Co ciekawe – nie można ani o tym postanowić, ani temu zaprzeczyć. Otrzymuje się to jako rzecz daną. Jedynie funkcja męża, lub żony ma odmienną charakterystykę. Nie jest niezmienna, zaczyna się od pewnego rytuału (wszystkie kultury znające małżeństwo znają też ceremonię ślubu) i do pewnego stopnia można o małżeństwie stanowić samemu. Do pewnego stopnia, bowiem w żadnej kulturze nie wystarcza, że małżonkowie sami wzajemnie określą się mężem i żoną. Zawsze potrzebna jest tu trzecia strona. Ktoś, kto powoła parę do symbolicznego istnienia jako odrębny byt.

Tego rodzaju wspólnych elementów wszystkich kultur jest znacznie więcej. Na przykład środki psychoaktywne. Każda kultura zna jakieś. Alkohol, haszysz, grzyby, opium.. Poszczególne ludzkie grupy różnią się pod względem tego, co preferują, nie ma jednak na świecie takiej, która by nie znała niczego, co pozwala odmienić świadomość. Nie ma też żadnej, która by czegoś w tym względzie nie zakazywała. Ponieważ różne środki psychoaktywne prowadzą do odmiennych stref psychicznych doświadczeń, wiedza o tym, jakie środki w danej kulturze są dozwolone, a użycie jakich użytkownika społecznie wyklucza, pozwala nam stwierdzić, jakie psychiczne doświadczenia stanowią dla danej kultury element wiodący, a jakie należą do strefy cienia.

Inny wreszcie element stały ludzkich kultur, to uczta. Ludzie wszędzie ucztują. Siadają w grupie, kucają, bądź się kładą i tocząc rozmowy spożywają wspólnie jakiś posiłek. Funkcja uczty nigdy nie jest czysto praktyczna. Wspólne jedzenie celebruje się, ponieważ ono ma łączyć. Znamy nazwy potraw, umiemy te potrawy doceniać, komentujemy je, częstujemy się wzajemnie i delektujemy. Każda kultura zna jakiś szczególny sposób jedzenia, którego jej członkowie nigdy nie naruszają. Jada się pałeczkami, widelcem, palcami, drewnianą łychą, ale zawsze ważne jest, by umieć to robić jak wszyscy. Jedząc w ogólnie przyjęty sposób pokazujesz, że nie jesteś barbarzyńcą, a pojęcie barbarzyństwa także znane jest na całym globie, gdyż jest koniecznym rewersem równie uniwersalnego pojęcia wspólnoty. Podczas uczty panuje pewien rodzaj zgody. Zdolność do wspólnego jedzenia oznacza, że nawet jeśli istnieją jakieś spory, chwilowo się je zawiesza i właśnie ta możliwość wzięcia sporów w nawias daje nadzieję na lepszą przyszłość. Być może toczymy wojnę, toczyliśmy, albo rozważamy by zacząć, ale na razie, skoro możemy wspólnie siedzieć, kucać, półleżeć i jeść palcami, pałeczkami, widelcami, czy czymkolwiek kulturalni ludzie jedzą, nie jest źle. Może się dogadamy. Wspólna uczta jest niemal zawsze elementem ważnych negocjacji.

Pojęcie barbarzyństwa z ucztowaniem wiąże się bardzo ściśle, bowiem każda kultura nie tylko określa dozwolone sposoby jedzenia, ale także wskazuje, jakie i jak przygotowane pokarmy są dozwolone, a jakie rzeczy uznaje się za obrzydliwe. Nigdzie na świecie ludzie nie jedzą wszystkiego, co jadalne. Istnieje jedzenie ludzi cywilizowanych, oraz rzeczy, których szanujący się człowiek nigdy by nie tknął. Są to rzeczy obrzydliwe.

W Polsce nie jadamy na przykład owadów, a już pod żadnym pozorem nie zjemy ich żywcem, są jednak na świecie miejsca, gdzie awersję do jedzenia żywego owada uznano by za dziwactwo. Te różnice są ważną częścią negocjacji między ludzkimi grupami, bowiem oprócz pragmatyki – oczywistych różnic realnych interesów – poszczególne grupy są sobie bardziej lub mniej niechętne z powodu odległości swoich kultur. Wspólnota kultury oznacza, że osiągamy satysfakcję w podobny sposób. Barbarzyńca jest bardzo często kimś, kto jada obrzydliwe rzeczy i to ze smakiem, Ukontentowanie, z jakim barbarzyńca czyni to, czego nas w dzieciństwie oduczono, wzbudza więcej naszej niechęci, niż najpoważniejszy spór o dostęp do pastwisk, wody, ropy, czy diamentów.

Ma to bardzo ważne konsekwencje praktyczne. Aby z kimś negocjować, musi się stworzyć minimalną choćby przestrzeń porozumienia. Może i jesteś barbarzyńcą, ale nie ostatecznym. Czyli może i osiągasz satysfakcję jedząc wstrętne rzeczy, a w dodatku przygotowujesz je w niedopuszczalny sposób, ale ostatecznie mogę zamienić swoją odrazę na ciekawość i spróbować. Zjem to, czego my zwykle nie jadamy i będziecie mogli obserwować, jak ostrożnie, z wielkim lękiem, wchodzę w obszar który wy znacie – dowiaduję się, w jaki sposób osiągacie satysfakcję z czegoś tak dla mnie niewyobrażalnego. To właśnie się dzieje, gdy francuz z napoleońską misją próbuje zsiadłego mleka na rozmowach u Słowian. To się dzieje, gdy Europejczyk pozwala, by Japończycy podjęli go tradycyjną kolacją boso, w niemożliwej dla niego pozycji siedzenia i jedzoną pałeczkami przy wtórze kociej muzyki. Koreańczycy uwielbiają dawać przybyszom kimczi. Nie ma na świecie niczego bardziej kwaśnego. Smakuje ci nasza kimczi, prawda? Tak wspaniała. Wyobraźcie sobie, że ten biały barbarzyńca zajadał się naszą kimczi ze smakiem. Najpierw go skręciło, ale dał radę. A później polubił. Co mówisz..? Polubił naszą kimczi? Bo to dobra kimczi. Potrafił docenić..? To może będą z nich ludzie.

Podróżnik po dzikich krajach musi spodziewać się, że zostanie poczęstowany czymś okropnym i musi to zjeść, bo w ten sposób pokazuje, że umie przekroczyć własne ograniczenia. Zrobić krok na rzecz gospodarzy, ponieważ ich ceni. Polacy zwykle nie lubią Niemców, ale wielu Polaków polubi Niemca, który wypije z nimi czystą wódkę. Sztuka zbliżania się podczas uczty, to albo podkreślanie podobieństwa, albo pokazywanie zdolności do przekraczania różnicy. Postawa „pokaż mi, jak to robicie, a ja będę zaskoczony, a następnie mi to zaimponuje” jest najlepszą postawą przy toczonych podczas uczty międzykulturowych negocjacjach.

Przyjrzyjmy się w tym kontekście zwyczajom współczesnym. Indywidualne diety opierają się na idei wykluczania pewnych pokarmów, lub poszukiwania pokarmów całkiem nietypowych. W zasadzie jadasz mięso, ale nie solone. Zjesz chleb, lecz nie taki. Pijesz herbatę, ale bez cukru. Poza tym ziołową, fertrejdową, albo złożoną tylko z gorącej wody. Ten bigos zawiera kiełbasę. Ta ryba zawiera ciężkie metale. Po południu wyłącznie owoce. Przed południem tylko rzeczy gotowane. W tym miesiącu w ogóle niczego. I tak dalej i dalej i dalej. Wyjątkom, zastrzeżeniom, udoskonaleniom i zakazom nie ma końca. Nikt nie połapie się w zasadach współczesnej diety kogoś innego. Kawa latte, ale tylko sojowe latte. Sojowe, ale nie z takim cukrem. Poza tym chyba coś innego rozumiemy pod pojęciem kawy. I tak dalej i dalej bez końca. Na piwo? Możemy iść. Ale jakie to piwo? e słodem, karmelem aspartamem, chmielem prawdziwym, czy plastikowym i kto go zbierał? I co sądzi jego producent o prawach mniejszości? W tej sytuacji podstawy kulturowej wspólnoty rozpadają się. Tam gdzie było podobieństwo, tworzy się nieprzekraczalne różnice, z których każda obwarowana jest zabobonnym lękiem. Gluten, cholesterol, kwasy, zasady, tłuszcze, cukry, opakowania, konteksty polityczne i .. Nikt za tym nie nadąży, ponieważ każdy uczestnik takiej nijak niemożliwej do sklejenia uczty tka własną siatkę znaczeń, własny system tego co ważne i święte i samego siebie ma w tym systemie w centrum. Mogę z tobą coś zjeść, ale nie to, co tu mamy, gdyż zjedzenie czegoś takiego naruszy moją ścieżkę duchową. Możemy zjeść przy tym samym stoliku, lecz na pewno nie to samo i nie wiadomo nawet, czy możemy to zrobić o tej samej porze. Być może w porze, w której osoba A może tylko jeść, osoba B może tylko pić soki.

Te utrudnienia rzadko dochodzą do takiego ekstremum, jednak tworzenie coraz dłuższych indywidualnych list tego, co nieprzekraczalne ma na celu właśnie zerwanie wszelkich więzi podkreślaniem swej wyjątkowości. Prowadzi to do niemożności zbudowania mostów. Na poziomie indywidualnym zamęcza bliźnich, a na poziomie globalnym, w masowej skali zjawiska jest elementem rozkładu kultury jako całości. O ile bowiem XIX wieczny podróżnik mógł w Afryce zjeść żywego owada z krajowcami, budując tym podstawy jakiegoś porozumienia, o tyle współcześnie żyjąca osoba na psycho-diecie na pewno nie zje dla towarzystwa drugiej glutenu, cukru, czy czego tam nie je. Im dalej brniesz w diety, tym bardziej wydłuża się lista osób, które w głębokim, antropologicznym sensie pozostają dla ciebie barbarzyńcami. Im dalej idzie się w tę stronę, tym bardziej pogłębia się swoją samotność. A ostatecznie to ona, nie takie lub inne składniki, najbardziej nam szkodzi na zdrowie.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Wojna z Bułgarią w imię Boże Pożegnanie jesieni cz. 8: Niemożliwość polityki »

komentarze

1. Nie wyolbrzymiajmy odległości kulturowych... • autor: JSC2018-10-21 17:56:58

swego czasu najkrwawszą organizacją terrorystyczną w Europie była IRA, a jakoś nic mi nie wiadomo o jakiś niemożliwych do przekroczenia barieria jakie miałyby tkwić między Irlandczykami, a Brytyjczykami...

2. ale dlaczego rozbicie wspónot tradycyjnych jest tak potrzebne naszym zarządom? • autor: Jerzy Pomianowski2018-10-21 21:08:17

Ciekawe ujęcie, dla mnie nowe. Nie wiedziałem dlaczego popkultura tak usilnie lansuje kolejne obyczaje niejedzenia, lub jedzenia, tego czy owego.Chodzi o niszczenie wspólnot licznych, i zastąpienie ich małymi, zamkniętymi, wyczulonymi na nowe trendy. Nawet we własnej rodzinie człowiek który nie jada zwierząt, ani tych roślin które cierpią gdy są zbierane, musi się męczyć na rodzinnych ucztach, albo poszukać gdzie indziej  kolegów niedoli.

3. brzmi to tak • autor: ume2018-10-22 10:19:02

jakby jednostce ktoś coś narzucał. Np. te złe rządy czy złe korporacje. Ale jednak tak nie jest. Projekt "nowoczesność" został podjęty bo jest atrakcyjny- właśnie przez tę jednostkowość, odrębność, niezależność. To nie złe korporacje rozbiły wielopokoleniowe tradycyjne rodziny, tylko jednostki nie chcą w tym żyć użerając się z "bliskimi" dla jakiegoś ideału. Nikt nie siada do wspólnego stołu nie dlatego że nie może czegoś zjeść ale po prostu nie chce i woli pogadać z kimś anonimowym w sieci. Jeszcze jest "tradycyjna" wigilia, ale też przecież jest to już ogólnopolski niesmak, bo jednostki naginają się do "tradycji" i głęboko cierpią. Religia upada  - bo nikt jej nie chce. Rodzina się dekonstruuje bo jest jedynie mentalnym konstruktem. Państwo? Co to jest państwo :)?

W Polce ilustracją zmiany po 89 jest to, że kiedyś nachodzenie kogoś w domu bez zapowiedzi było normą, teraz szczytem chamstwa, które przetrwało jedynie po wsiach. Stąd mieszczanie gdy przenoszą się na wieś grodzą  czasem całe własne połacie, nigdy wcześniej nie grodzone, ku szokowi miejscowych. Gdybyśmy tak bardzo cierpieli na samotność, dlaczego mielibyśmy nie mieć drzwi i pól otwartych? Jednak nie mamy a wieś jest teraz grodzona. Sama grodzę i wiem dlaczego - z powodu niechcianych społecznych kontaktów.
Jednostka sama konstruuje sobie sieci społeczne - wg tego jak chce a nie wg tradycyjnych wizji. I dobrze. I fakt, słabe jednostki tego nie wytrzymają, tego naporu możliwości wyboru (i tego że robią to inni)  tak jak ja nie wytrzymuję naporu niechcianych społecznych kontaktów, które są mi narzucane w ramach "tradycji".

W głowie mamy uniwersalia kulturowe, tak, ale niekoniecznie trzeba wg nich żyć.

4. We własnym interesie ... • autor: Piotr Tyszko-Chmielowiec2018-10-22 22:08:30

...powinniśmy kultywować umiejętność tolerancyjnego ucztowania, bo nam się jeszcze przyda. Podobnie jak inne pierwotne rytuały, nabierze to świeżego znaczenia, kiedy jedzenie stanie się znowu trudne do zdobycia.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)