Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Pożegnanie jesieni cz. 8: Niemożliwość polityki


« Pożegnanie jesieni. Cz. 7: Nowej Uczty nie będzie Pożegnanie jesieni cz. 9: Niemożliwość w ogóle niczego »

Z wczorajszymi wyborami wiąże się pewien paradoks. Wyniki nikogo nie zaskakują, potwierdziły bowiem to, co i tak wszyscy wiedzą, paradoks zaś na tym polega, że mimo to wszyscy wyglądają na zadowolonych. Przed wyborami nikt nie był zadowolony z sytuacji i każdy narzekał. A dziś uśmiechy. Powtórzmy – byliśmy niezadowoleni, wyniki potwierdziły to, co niezadowoleniem nas napełniało i jesteśmy zadowoleni. Jak to działa? Przecież to bez sensu.. A jednak.

Można coś wiedzieć, ale dramatyzując spodziewać się, że jest znacznie gorzej, niż się wie. Wiesz na głowę, ale także desperujesz sercem. Niezadowolenie dotyczyło czarnych myśli, wiedza zaś szarego życia. I dowiedzieliśmy się, że jednak życie naprawdę jest szare. Zwykłe. Przewidywalne. Niezbyt katastrofalne zatem i to daje ulgę. Jest takie, jak wiedzieliśmy, a nie takie, jak sobie roiliśmy w chwilach, gdyśmy się sami nad sobą myślowo znęcali. Jaka moneta, taki brzęk, nie dziwi nic. W miastach wygrali miastowi, w małych miasteczkach małomiasteczkowi, na wsiach wieśniacy. Wykształceni zagłosowali na wykształconych, prości na prostych.

W poprzednim wpisie wspominałem tu o antyimigranckim filmiku Patryka Jakiego, którym próbował Warszawiaków do siebie przekonać. Nie przekonał. Jaki, to jeden z ciekawszych przypadków tych wyborów. Czemu bowiem filmik pokazujący imigrantów, którzy tłuką mieszkańców europejskich metropolii na ulicach ich rodzinnych miast nie przekonał w Warszawie nikogo? Wywołał nawet niechęć do tak reklamującego się kandydata. Czy to znaczy, że Warszawiacy tylko czekają na napływ dwu, może trzech milionów Afrykańczyków do siebie nad Wisłę, już chleb pieką, sól szykują, stroje ludowe prasują by gości przywitać..? Nic podobnego. Nie chcą, boją się i mają w głowach dokładnie te same obrazki, które pokazywał ten tragiczny materiał. A on mimo to nie zadziałał. Dlaczego?

Z powodu siły ludzkich aspiracji. PiS pokazał, że o ile dość dobrze rozumie swój prostolinijnie szlachetny małomiasteczkowy i wiejski elektorat, o tyle zupełnie nie rozumie, jak działa umysł człowieka z wielkiego miasta. Ludzie z wielkich miast dzielą się generalnie na dwie grupy. Pierwsza, to przyjezdni. Czemuż przyjezdny przyjechał i skąd? Przyjechał z małego miasteczka, lub ze wsi. Po co przyjechał? Pozornie dla pieniędzy, ale to nie jest prawda, nigdy bowiem o pieniądze nie chodzi nikomu. Pieniądze są największym z pozorów. Po co zatem? Żeby nie być ze wsi, ani z małego miasta. Przyjechał do wielkiego miasta, żeby być człowiekiem z wielkiego miasta. Nie sądzę, by komukolwiek było to trudno zrozumieć. Ja mogę. Miałem szczęście urodzić się w wielkim mieście i dzięki temu nie musiałem ruszać nigdzie dalej, ale gdybym urodził się w jakimś zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu, przyjechałbym tutaj. Nikt nie robi odwrotnie. Nikt nie chce być znikąd, każdy chce być skądś. Ale czym człowiek z wielkiego miasta różni się od człowieka z prowincji? Ciuchami, manierami, językiem, zwyczajami – wszystko to ma miejskie. Modne. Nie obciachowe. Ale także poglądami. Obrazem świata. Obraz świata człowieka z wielkiego miasta jest wielkomiejski. Europejski. Światowy. Człowiek z wielkiego miasta nie ma obciachowych, zaściankowych poglądów, ponieważ mieć takie poglądy to w wielkim mieście wstyd. Czy to znaczy, że naprawdę ich nie ma? Nic podobnego. Może ma, może nie ma, może ma w części.. Często sam nie ma pojęcia, co naprawdę myśli. Ale wie, co myśleć wypada. Wychowanie wielkomiejskie na tym między innymi polega, że swoje najbardziej małomiasteczkowe, ciasne, zacofane myśli zachowuje się dla siebie, lub dla grona najbliższych przyjaciół, którym zdradza się te myśli tylko w szczególnych sytuacjach. Kiedy jesteś dworakiem, to się cenzurujesz. Cenzurujesz język. Jeśli tego nie robisz, wypadasz z towarzystwa. W dobrym towarzystwie nie puszczasz na fb filmików z bijącymi ludzi imigrantami, ponieważ ekscytowanie się takimi materiałami to synonim fatalnego gustu. To jest niesmaczne. Wsiowe. Chamskie. Prymitywne. To się pomija milczeniem, a prywatnie pyta „kto to jest, ten X? Skąd ty go znasz w ogóle?”. To oczywiście nie znaczy, że kupisz mieszkanie w dzielnicy, gdzie imigranci stanowią większość. Nie znaczy to, że się nie boisz. Nie znaczy, że lubisz. Znaczy tylko tyle, że wiesz, że nie wypada obnosić się z niechęcią, bo to znak prymitywa.

Druga grupa, to rdzenni mieszkańcy dużych miast. Dla nich bycie z wielkiego miasta jest czymś oczywistym. Danym raz na zawsze. Nieco mniej zmotywowani do ciężkiej pracy, nieco bardziej rozluźnieni, nieco łatwiej wyczuwają styl, łatwiej też im go przekraczać, bo czują się ze stylem bardziej pewnie i wiedzą, że nawet po lekkim przekroczeniu bez problemu wrócą do konwencji. Czy boją się imigrantów? Na pewno bardziej, niż byliby gotowi przyznać, zasady nieposiadania obciachowych poglądów są im przecież jeszcze lepiej znane, niż tej pierwszej grupie. Jednak prócz tego, oni naprawdę boją się mniej, ponieważ w ich poczuciu w ich życiu niewiele może się zmienić. Zawsze tu mieszkali, zawsze było tu wielkie miasto, zawsze istniał tu pewien kanon kulturowy, który dla nich jest wszystkim i tak naprawdę nie wyobrażają sobie, by przybycie miliona, dwu, trzech, czy nawet stu milionów przybyszów z zupełnie innym obrazem świata w głowach mogło tutejszą kulturę odmienić. Dla nich ci przybysze będą dla tej aktualnej kultury po prostu dobrym tłem. Ilustracją. Jesteśmy otwarci, a jeśli zamieszkuje z nami drugie tyle osób myślących inaczej, to tylko znak, jak bardzo otwarci jesteśmy. To się nie zmieni.

Przypuśćmy, że w takiej grupie znajduje się człowiek, który zaczyna snuć katastroficzne wizje przekształcenia Warszawy w miasto pełne ludzi zamkniętych myślowo, bo pochodzących z jakiejś głęboko patriarchalnej, autorytarnej kultury. Ten człowiek mówi im, że się tego boi. Jak go odbiorą? Wywoła niesmak. Niechęć. Z prostego powodu. Właśnie dał dowód, że dla niego ta kultura, ten zestaw zwyczajów i norm nie jest czymś oczywistym, jak powietrze, nie jest czymś niezmiennym jak prawo ciążenia, ale jest czymś względnym, co może zostać zmienione. A zatem – w odbiorze słuchaczy – on tego nie uwewnętrznił wystarczająco. Jeśli potrafi sobie wyobrazić, że to może się skończyć, to znaczy, że to nie jest jego. Słuchacze nie dokonują analizy. Nie rozważają, czy przedstawiony przez mówiącego scenariusz jest z racjonalnego punktu widzenia możliwy. Reagują na poziomie społecznym całkiem instynktownie – ten człowiek rozumuje w kategoriach, w których tu się nie rozumuje. A zatem jest obcym. A obcych żadna grupa nie lubi.

Jaki, puszczając warszawiakom filmik o agresywnych imigrantach głęboko tych warszawiaków obraził. Naprawdę sądziłeś człowieku, że zachęcisz nas do siebie czymś, co jest w tak złym guście? Tu jest Warszawa. Jego zapowiedzi wspierania Legii zamiast Polonii były podobnym błędem. To, że wielu młodych mieszkańców Warszawy to kibice Legii z bloków, nie oznacza, że ich jedynym życiowym pragnieniem jest już zawsze być kibicem Legii z bloku. Sam Jaki pokazał zresztą tragicznie tę dynamikę, gdy już dowiedział się o swej przegranej. Uczynił coś, co wśród polityków PiS było do tej pory absolutnie nie do pomyślenia. Pogratulował swojemu konkurentowi, z którym przegrał i powiedział, że liczy na to, że Warszawa pod rządami Trzaskowskiego się rozwinie. To przekroczenie zasad narracji jego obozu, według niej bowiem przeciwnicy nie są w ogóle osobami, którym można cokolwiek dobrego przypisać. Są raczej czymś, niż kimś, zatem nie da się im niczego gratulować. Przegrana nie jest przegraną w grze, tylko tragedią, ponieważ obcy są barbarzyńcami. Jaki spróbował to w swym przemówieniu przekroczyć. Tym samym całkowicie przekreślił stanowisko filozoficzne swej partii, zresztą dając temu wyraz w przejęzyczeniu, które o włos, a by z ust mu wyszło. Już zaczynał mówić „Trzaskowski może liczyć na moje poparcie”, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język i powiedział „na moją pomoc”. Mało brakowało. W istocie to przejęzyczenie pokazuje tragizm wszelkich ludowych rewolucji. Rewolucjonista z ludu nienawidzi arystokraty, ale bardziej jeszcze nienawidzi siebie za to, że arystokratą nie jest. Chce zniszczyć arystokratę, bo chciałby nim być. To czyni jego nienawiść niemożliwą do uśmierzenia, a jego samego czyni postacią tragiczną. Rewolucja ludowa jest zawsze w istocie napędzana wstydem. Parias wznieca rewolucję, gdy dostrzega swą brzydotę. Nigdy wcześniej. Arystokrata rzecz jasna niewiele wie o tym, zajęty celebrowaniem swej wyjątkowości.

Nowoczesne społeczeństwa utraciły zdolność uprawiania i rozumienia polityki, ponieważ poglądy polityczne, sympatie i antypatie przestały być kwestią pragmatyki, a stały się wyróżnikami klasy społecznej. Seksizm i ksenofobia są znakami firmowymi niższej klasy. To nie znaczy, że wyższe klasy tego nie mają. Znaczy to tylko tyle, że w dobrym towarzystwie trzymają język za zębami. Współczesny wykształcony człowiek nie epatuje agresją. Ale to znaczy także, że nie mówi o agresji. Na przykład nie mówi o tym, że w Obwodzie Kaliningradzkim znajduje się coraz więcej wyrzutni rakiet. Nie mówi o ich zasięgu, ponieważ rozmowa o zasięgu rakiet jest rozmową o przemocy. Człowiek kulturalny mówi o wartościach. Na przykład o tym, że Putin nie jest demokratą. To jest problemem, ale rakiety nim nie są, ponieważ rakiety należą do porządku świata, w którym jedyną odpowiedzią na ich istnienie mogłoby być stworzenie własnych rakiet. A zatem posiadanie wojska. Współczesny dobrze wykształcony mieszkaniec wielkiego miasta nie mówi o wojsku, chyba, że w kontekście prawa kobiet do służby w wojsku. To tak. Ale przecież nie w kontekście rozważania siły ognia. Można rozmawiać na temat ekologicznych źródeł energii, ale nie można rozmawiać na temat rurociągu z gazem od Rosji, ponieważ sama idea gry politycznych interesów między trzema stronami oznacza podkreślanie istnienia tych stron. Realność istnienia stron oznacza realność odrębności, a nowoczesność odrębności nie lubi. Gra egoistycznie nastawionych stron mogłaby znaczyć, że odrębność tych stron od siebie jest czymś rzeczywistym, zatem taka gra w ogóle nie może być analizowana. Nie może zatem także być prowadzona. Kompletne fiasko poczynań politycznych Zachodu na bliskim wschodzie w ostatnich latach z tym właśnie problemem się wiąże. Dopóki w grze sił biorą udział dwie strony, współczesny człowiek zachodu określa, która strona jest nowoczesna (zatem moralna), a która nie i staje za tą pierwszą. Kiedy jednak w grę wchodzą trzy strony, lub więcej i nie daje się przyłożyć do sytuacji dualizmu dobra i zła, współczesny człowiek Zachodu się gubi. Musi przegrać, bo jego kategorie myślowe wykluczają pragmatykę, jako amoralną. Można mówić o moralności uczestników politycznej gry, w ludzkim sensie, ale nie można mówić o samej grze w kategoriach gry, takich jak wygrana, przegrana, interes, zysk, czy strata. Tego typu pojęcia mogą być użyte wyłącznie jako forma demaskowania. Na przykład „Amerykanie napadli na Irak, żeby mieć ropę”, jest inną formą zdania „tak naprawdę nie chodzi o żadne dobro, o które przecież chodzić powinno, tylko o tę ropę właśnie, a zatem jesteście niemoralni”. W tym sposobie myślenia można odkryć, że propagandowe zapewnienia o celach wojny innych, niż ropa są fikcją, ale nie można za pomocą tego sposobu myślenia wymyślić, skąd wziąć ropę. To nie oznacza, że się jej nie potrzebuje, albo, że na przykład nie potrzebuje się gazu. Potrzebuje się i kupuje się, na przykład budując rurociąg od nie-demokraty, ale czyni się to w stanie pomroczności. Wyparcia mglistego. To się dzieje, a jakby się nie działo. W rzeczywistości energię ma się z tego gazu, ale deklaruje się, że ma się energię z wiatraków. Poddanie tego w wątpliwość jest nietaktem i grozi wykluczeniem z towarzystwa.

Struktura umysłu nowoczesnego niewiele pod tym względem odbiega od struktury umysłu wiktoriańskiej damy, której tułów spięty był ciasnym gorsetem. Oddychać można było w tym nie za wiele, nie za wiele więc także dawało się poczuć emocji. Rozpięcie gorsetu oznaczało nagły głęboki wdech i szok tlenowy, co wiązało się z zaburzeniem świadomości. Cokolwiek działo się dalej, było czymś realnym tylko częściowo. W gorsecie zapiętym nie można było sobie nic z tego przypomnieć.

Czy wyniki wczorajszych wyborów mówią nam coś o przyszłości? Niewiele. Pokazują jedynie, jak przebiegają kulturowe wzorce grupowych identyfikacji i dowodzą, że te znaki wyróżniające niewiele się zmieniły przez ostatnie lata. Więcej o przyszłości mówi nam raport IPCC o stanie zmian klimatycznych, bowiem jeśli wnioski z tego raportu są prawdziwe, wkrótce wszystko to, co wydawało się nie do pomyślenia, może się w polityce stać realne. Całkowita nieobecność tych problemów w publicznej dyskusji mówi nam o tym, że w gruncie rzeczy polityki żadnej nie uprawiamy. Jedynie maskaradę. Wciąż bowiem możemy sobie na to pozwolić.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni. Cz. 7: Nowej Uczty nie będzie Pożegnanie jesieni cz. 9: Niemożliwość w ogóle niczego »

komentarze

[foto]

1. Nigdy bowiem o pieniądze nie chodzi nikomu • autor: Wojciech Jóźwiak2018-10-22 17:15:43

Ten bonmot:
"nigdy bowiem o pieniądze nie chodzi nikomu. Pieniądze są największym z pozorów."
Geniusz!

2. A prawica to lepsza? • autor: JSC2018-10-22 19:50:18

Jak patrzę na koalicję Trump-Kaczyński-Le Pen-szef PEGID’y-Orban-Farage to na prawdę trudno znależć jakąś realną płaszczyznę współpracy.
Co do rakiet z bronią nuklearną... to ona głównie służy do tzw. MAD, co jak widać po Trumpie chamuje nawet największych chojraków... jego gra w chickena z Kimem skończyła gdy się okazało, że koreańskie rakiety są w stanie dolecieć do Los Angeles.
[foto]

3. Zbyt duże generalizacje Autora • autor: Arkadiusz2018-10-22 22:12:44

Wierzę, że ludzie mają większe głębie, niż tu opisane. Każdy z nas niesie swoją własną historię, własny świat, własne osobiste lęki i aspiracje, niezależnie gdzie w danym momencie mieszka i na którą partię akurat teraz głosuje.

4. Ma pan rację • autor: And21022018-10-23 16:54:20

Niestety autor ma rację ,iż wielka gra pozorów w przedstawianiu poglądów ma cały czas miejsce. Choć "zachowania kulturalne" nie tylko wynikają z potrzeby akceptacji grupy. Bo czym jest ta potrzeba  jak nie zakamuflowanym strachem ?. Strachem przed  publicznym POTĘPIENIEM i w rezultacie takiegoż utratą korzyści ,rzeczywistych i urojonych. "Bo jak się dowiedzą ,że wcale nie popieram genderowców to mój szef nie da mi premii". A ten strach podsyca nic innego jak medialna fałszywa "bańka" poprawności. Oczywiście jak każdy "myślokształt" taka bańka potrzebuje wciąż nowych kłamstw i manipulacji. Kiedy jednak pojawia się bilans minusowy (i wizja głodu) jak to miało miejsce "z komuną" i jej wizją socjalizmu - bańka musi upaść. I ta bańka też pryśnie po pierwszej większej zadymie. 

5. Wsie też swoją poprawność polityczną mają... • autor: JSC2018-10-23 17:19:54

przejawia się ona na obsesji na sprawach świętych (trudno być tam innowiercą) i seksualnych (jawni homoseksualiści i panny z brzuchem są wręcz zaszczuwani)...
Z kolei grzanie tematyki etnicznej chyba nie działa, bo akty przemocy wobec kolorowych odbywają się głównie w miastach w tym metropoliach, a w wsiach ściany wschodniej jakoś nie słychać o masowym podpalaniu cerkwi i synagog czy czymś w stylu.

6. Oczywiście, że • autor: And21022018-10-23 18:42:29

środowisko wiejskie ma swoją poprawność np.  w sprawach wiary ,ale ona jest w sporym stopniu  oddolna, co najwyżej  utrwalana przez działania KK poprzez wieki. Nie jest zależna od medialnej presji, która często wzbudza w tłumie nieufność i wrogość. Wektor tej poprawności jest zresztą chyba odwrotny od "poprawności politycznej."
"Tematyka etniczna" może być bardziej "gorąca" jeśli idzie o "kolorowych" niż o np. "Cerkiew"  ,bo Cerkiew to taka "ruska" ,a "ruski" może i czasem wrogi ,ale - cytuję Pawlaka: "Kargul to swój wróg, na własnej krwi wyhodowany". Natomiast "murzyn" czy arab to obcy wróg, podejrzany, o nieznanej mentalności. Przykładem może być zabójstwo pod barem - chyba na mazurach - kiedy to kolorowy właściciel zadźgał nożem  kogoś bo nie zapłacił za Colę, co było szybko przyczyną zadymy. Gdyby taki czyn popełni ktoś zza ściany wschodniej protestów nie ma.

7. Na ruskich idzie wyklętyzm • autor: JSC2018-10-23 19:13:19

a na ścianie budzi gorące konflikty na temat postaci takich jak Bury i Ogień. Z kolei po Majdanie popularne stało oskarżanie Ukraińców o banderyzm. A na polu migracyjny arabski terrorysta oddał rolę czarnego luda właśnie ukraińskiemu faszyście.

8. Nigdv bowiem o pieniądze tak naprawdę nie chodzi nikomu • autor: Nugitoraz2018-10-24 23:13:35

Hah! Nie sądziłem, że można skonstruować tak głębokie sentencje z potrójnvm zaprzeczeniem.
Ale odnośnie wvborów jestem załamanv. Jedna cecha, która łączv wszvskich Polaków to fakt, że wszvscv narzekamv i jesteśmv niezadowoleni. Spotvkałem zwolenników (nielicznvch, bardzo) jedvnej słusznej opcji, ale nigdv nie spotkałem osobv zadowolonej z svtuacji w kraju. Nie rozumiem jak można będąc pełnoletnim głosować na PO-PIS. W drugiej turze i owszem głosując w zgodzie ze swoim sumieniem i wiedzą na mniejsze zło. Co mogę napisać o wvborcach? Że mają problemv z pamięcią bo oba obozv już bvłv u władzv w nieodległej przeszłości i nie bvło zbvt pięknie? Że głosowanie na osobv z prawomocnvm wvrokiem (może z litości) jest głupie,masochistvczne i chore? Nie wiem ale z globalnvm ociepleniem na pewno sobie poradzimv. Trochę będą problemv z wvłumaczeniem rodakom, że jeżeli zima jest bardzo mroźna to niekoniecznie odwołano Szóste wvmieranie ale poradzimv sobie. Śmierć defetvstom. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)