Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Pożegnanie jesieni cz. 9: Niemożliwość w ogóle niczego


« Pożegnanie jesieni cz. 8: Niemożliwość polityki Nothing compares »

„Holiści-pluraliści-behawioryści-fizykaliści orzekli, iż jak wiadomo z fizyki, prawidłowość w naturze jest tylko statystyczna. Podobnie jak nie można z zupełną dokładnością przewidzieć drogi pojedynczego elektronu, tak też nie wiadomo na pewno, jak się będzie zachowywał pojedynczy kartofel. Dotychczasowe obserwacje pouczają, że miliony razy człowiek kopał kartofle, ale nie jest wykluczone, że jeden raz na miliard stanie się na odwrót, że kartofel będzie kopał człowieka” – naucza Stanisław Lem i ma rację. Nic nie można powiedzieć o niczym, a w szczególności o nikim, ponieważ bywa różnie, każdy jest swoisty i różni ludzie różnie zachowują się w różnych sytuacjach. I tak na przykład mój wpis ostatni wywołał kilka komentarzy osób zorientowanych na to, by akcentować mocno ludzką szczególność.

Ponoć miałbym pisać o pochodzeniu miejskim, wiejskim, lub pośrednim jako o jakimś stałym wyróżniku. Czymś, co by miało człowieka w stu procentach określać. W czasach, gdy największym z moralnych wskazań jest „nie szufladkować” pisze ktoś, że ludzie ze wsi głosują inaczej, niż z miasta. Że głosują inaczej, nie trzeba wcale mi wierzyć na słowo, bo są w tej kwestii statystyki dostępne ogólnie i widać, co widać. Na „dobrą zmianę” głosuje wieś, małe miasteczko i ludzie niemocno kształceni, na ich przeciwników, kimkolwiek by w sumie nie byli, głosuje cała reszta, czyli generalnie duże miasta i ludzie po studiach. Dowolnie można konstruować wykres, zawsze to wyjdzie, bo takie po prostu są fakty i przecież nawet komentatorzy czemuś wstrząśnięci moim spostrzeżeniem wiedzą to sami, bo to wychodzi i w tureckich głosowaniach na AKP (turecki odpowiednik PiSu), i w amerykańskich głosowaniach na Trumpa i w ogóle wszędzie. Współczesność nie toleruje naoczności, uważnym trzeba więc być, gdy się mówi to po prostu, co się widzi. W zasadzie można to mówić, ale inaczej trzeba akcenty rozkładać. Jak to dziś klasyk powiedział „kwestia wordingu”.

Można na przykład powiedzieć, że określona opcja zdobyła więcej głosów na wsi, niż w miastach, ale nie można powiedzieć, że mieszkańcy wsi głosują inaczej, niż mieszkańcy miast, z powodu odmiennego sposobu myślenia, gdyż twierdzić, że oni myślą inaczej, to naznaczać. A naznaczać nie wolno. Tak oto staranie, by niczyich uczuć nie urazić, prowadzi prostą drogą do całkowitej niemożności używania mowy ludzkiej.

Jasna rzecz, że nie każdy wykształcony człowiek jest przeciw „dobrej zmianie”, ani nie każdy niewykształcony za. Że nie każdy na wsi jest niewykształcony, ani że każdy w mieście ma doktorat. Podobnie wiadomo przecież, że nie wszystkie dzieci pięcioletnie znają więcej słów niż każde czteroletnie. Wiadomo wszakże, że z latami raczej regułą jest progres. Ale jak to powiedzieć? Powiedzmy tak: dzieci pięcioletnie znają więcej słów niż czteroletnie. Nikt nie będzie mieć tu nic do tego. Ale nie można powiedzieć, że dzieci czteroletnie znają mniej słów niż pięcioletnie. Pozornie jedno zdanie jest tym samym, co drugie, tylko szyk przestawiono, ale ponieważ funkcja języka jest inna, niż tylko komunikacyjna, to wraz ze zmienionym szykiem zmieniają się także akcenty i oto mamy mowę o „mniej”, nie o „więcej”. I tak nie można, bo Zdzisio ma cztery latka i mówi pięknie. I nie można babci Zdzisia obrażać. Nieprawda, że czteroletnie mówią gorzej, bo Zdzisio nie.

Niemożność formułowania jakichkolwiek zbiorowych uogólnień, pod karą określenia ich mianem stereotypów, prowadzi do niemożności dyskusji o jakichkolwiek statystycznych regułach dotyczących ludzi. Nie da się rozumować, nie tworząc zbiorów. Czemu ten atak na myślenie jako takie służy? Ano temu, by nikt nie czuł się gorszy, niż inni, przez to, że się w jakichś regułach nie mieści, albo że mu przypisano to, co nie chciał. Albo mu nic nie kazano podstępnie, bo powiedzieć, że jakoś jest, a żądać, by było, to to samo dla niektórych najwyraźniej. Nie odróżniając faktu od powinności postępowa publiczność zdanie „jest tak, że X” czyta równo jako zdanie „żądam, aby X”, gdyż sama tak właśnie życzeniowo realność traktuje i ocenia resztę według siebie. W ten sposób pod każdym stwierdzeniem faktu doszukuje się słuchacz pragnienia.

Spróbuj powiedzieć zdanie „chłopcy płaczą rzadziej, niż dziewczynki”. Natychmiast usłyszysz, że zabraniasz chłopcom płakać, że nie chcesz, by płakali, że chcesz, żeby dziewczynki płakały i całą masę innych w tym typie nonsensów, ponieważ słuchaczowi nie mieści się w głowie, że za twoim stwierdzeniem czystej naoczności w ogóle nie stoi żadne pragnienie, domaganie, postulat, czy wskazówka dotycząca zachowań chłopców i dziewczynek, a najwyżej pragnienie dotyczące samego słuchacza, by wreszcie przestał udawać, że nie widzi tego co widzi i zaczął myśleć. Jeśli więc mówiącemu o coś chodzi, to nie o dziewczęce, albo chłopięce płacze drogi słuchaczu, tylko o twoje oczy i twojej, choć odrobinkę, szczerości.

Ktoś powiedział, że w analizie z poprzedniego tekstu brak jest ujęcia wpływu jakiejkolwiek racjonalności. Czy wybór między Trzaskowskim i Jakim to tylko różnica między prostactwem i pozą i nie ma nic, ale to całkiem nic więcej? Jest coś więcej. To jasne. Ale nie jest w grze. W grze być nie może, ponieważ polityczne i społeczne poglądy od dawna stały się wyłącznie wyróżnikiem klasowej przynależności. Nie można mówić wszystkiego, co się pomyśli, bo określone myśli są atrybutami klasy, tak jak dawniej był nim szlachecki tytuł.

Wielu zastanawia się dziś nad porażką lewicy. Lewica nie może odnieść sukcesu, ponieważ nie istnieje. Nie tyle w sensie personalnym, ile nie istnieje jej punkt widzenia, ponieważ nie istnieje już grupa, która mogła go podzielać. Robotnik i chłop XIX wieczny cierpiał z powodu niemożności społecznego awansu i związanej z tym dotkliwej biedy, bo brak awansu właśnie z biedą się wiązał. Przyczyny niemożności awansu bywały wewnętrzne, ale było też sporo zewnętrznych. Jednym z nich była bieda. Kiedy byłeś bardzo biedny, nie mogłeś wystartować do poprawy swego losu, bo byłeś po prostu głodny. Na głodno ciężko się myśli, szczególnie jeśli jest się bezdomnym analfabetą, który nie wie nawet w jakim mieszka kraju i słabo kojarzy, czy w ogóle ma jakieś nazwisko. W XIX wieku taki poziom ubóstwa nie był niczym rzadkim. W tym stanie się nie myśli i łatwo uwierzyć nawet w to, że można podzielić fabrykę między wszystkich pracowników i oni jej nie rozkradną, tylko będą się starać. Jeśli twój mózg dostaje dość węglowodanów, a twój wycieńczony głodówką organizm nie wyjadł cukru z osłony mielinowej twych aksonów, nigdy w to nie uwierzysz. Jednak głód, zimno i ustawiczny stres mogą sprawić, że przyjmiesz to bez wątpliwości.

Dziś nie ma biedy w sensie realnym, a jest jedynie bieda relatywna, w sensie poczucia bycia uboższym, niż sąsiad. To całkiem coś innego. I oczywiście, mimo tego, że wciąż są społeczne blokady awansu dla wielu, to jednak poprawić swój byt jest dziś bez porównania łatwiej, niż w XIX wieku, o ile ktoś do tego ma talent. Wielu go nie ma. W zasadzie większość go nie ma, lecz nawet nie mając talentu mają na tyle rozsądku by wiedzieć, że żaden lewicowy program im tego talentu nie doda. Nie chcą równych szans, ponieważ wiedzą doskonale, że idealnie równe szanse zdemaskują idealnie ich prawdziwy problem. Umiarkowana początkowa nierówność, akurat taka, żeby można się było w razie czego na nią powołać, mówiąc na przykład „ty nie wiesz, jak to jest być z bloków”, to właśnie to, dzięki czemu można się nie czuć najgorzej. I tylko tyle potrzeba na dziś lewicowości. Żeby mówiła, że jest źle być z bloków. Ale nie tyle, żeby to wyrównać.

W XVIII i XIX wieku, a nawet jeszcze na początku wieku XX modne były wśród arystokratów charytatywne bale i prowadzenie ochronek dla ludu. Panie z towarzystwa chadzały na wieś dzieci uczyć pisać, dopłacano sierotom i pomagano tworzyć spółdzielnie. Uczestnictwo w tym, prócz chadzania na odczyty i odbywania niezapomnianych podróży do stolic, było częścią stylu życia wyższej klasy i jej wyróżnikiem. Dziś takim wyróżnikiem jest posiadanie postępowych poglądów na płeć ludzką, proekologiczne wybory konsumenckie i „niewykluczający” język. Jakież to są na płeć ludzką poglądy postępowe? Wyjaśniam. Takie, gdzie płeć jest zmienną niezależną i zależną w tym samym rozumowaniu. Jeśli to umiesz, jesteś nowoczesny. Jeśli nie, toś buc.

W czasach dawniejszych bale dobroczynne nikomu oczywiście w niczym nie pomogły, gdyż koszty ich organizacji równe były w praktyce uzyskanym środkom. Podobnie dziś rezygnacja z plastiku przez kraje Unii, które swój plastik składowały zawsze na górach odpadów nie uratuje oceanów przed milionami ton plastikowego śmiecia z Afryki i Azji, które płyną do oceanów rzekami nieprzerwaną strugą, gdyż nikogo tam to absolutnie nie obchodzi. Uczenie wiejskiej dziatwy abecadła nie mogło zmienić tego, że pracując od dziesiątego roku życia nie ma się czasu na czytelnictwo. Podobnie zmienianie samochodów na elektryczne nie zmienia faktu, że prąd do elektrycznych aut bierze się ze spalania ruskiego gazu z Nordstream. Ale o tym nie można rozmawiać, tak jak nie można było w XIX wieku rozmawiać o tym, po kiego grzyba paniom są gorsety. Wszystko to są akcesoria klas wyższych, ale właśnie dlatego podważanie tych pustych gestów zawsze jest nietaktem. Wiatraki, choć źródłem prądu są tylko z pozoru, są niczym święte skarabeusze, których nie wolno podeptać, jeśli chcesz być człowiekiem cywilizowanym.

Postępowość tak rozumiana nie jest niczym więcej, niż rodzajem kostiumu. Dopóki bez tego kostiumu nie można w towarzystwie zaistnieć, żadna racjonalna dyskusja nie jest możliwa, ponieważ naoczność nie może być poruszona. Nie ma już balów dobroczynnych, bo dziś klasa wyższa prezentuje dobroczynność dniem i nocą, pijąc fertrejdową kawę i kupując samotne banany. Lewicowość taka nie może odnieść szerszego sukcesu, ponieważ jest logicznym niepodobieństwem, aby większość należała do elity. To proste. Ci zaś, co do elity nie należą, nie chcą rewolucji, ponieważ nie chcą, by wszyscy mieli tyle samo. Chcą nie czuć się gorsi. Jedyny głód jaki znają, to głód sukcesu, a w równości sukcesów nie ma, tak jak nie jest niczyją mamą pani, która kocha wszystkie dzieci.

Ktoś mnie pytał, czy się cieszę ze zwycięstwa Trzaskowskiego. Oczywiście. Cieszę się, gdyż człowiek, który nie rozumie funkcji świętych skarabeuszy jest po prostu małpą. Kupujmy energooszczędne żarówki, jeździjmy rowerami do wegańskich knajp, przyklejajmy słoneczne panele do dachów, zapraszajmy na randki dziewczyny w hidżabach i jedzmy bezglutenowe buraki. Cieszmy się życiem, póki czas. Cieszmy się cywilizacją, bezpieczeństwem i sobotnio tęczowymi porcjami endorfin. Bawmy się, póki możemy. Bo ponoć nadciąga zima, a wraz z nią coś, czego nie wyobraża sobie nawet Jaki. Ale o tym w kolejnych odcinkach.

Oryginalnie pod tym samym tytułem w blogu Autora, 24 października 2018. W Tarace za uprzejma zgodą.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni cz. 8: Niemożliwość polityki Nothing compares »

komentarze

1. Lewica nie ma w Polsce podłoża społecznego? • autor: JSC2018-10-26 14:01:58

Wystarczy wyjechać poza obszary zdominowane przez Warszawę, czyli w okolice Radomia, Siedlc, Płocka itp., aby zobaczyć na czym polega (...)Polska w ruinie(...). Nie tak dawno w Płocku, najważniejszym po Warszawie mieście Mazowsza, zlikwidowano PKS... https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/pada-kolejny-pks-na-mazowszu-pks-plock--likwiduje-wszystkie-polaczenia-lokalne-59288.html
[foto]

2. Chłopcy płaczą rzadziej niż dziewczynki • autor: Arkadiusz2018-10-26 14:49:21

- to dobre ujęcie zjawiska, można to określić jako naoczność i zdanie to nie powinno m. z. spotkać się z reakcją, jaką przewiduje Autor. Za to często (nad)używane zdanie "Chłopcy nie płaczą!" już taką reakcję mogłoby spowodować. I słusznie. 
Jeśli Autor lubi generalizować, przykładowo, że wieś (niewykształceni itd) głosuje na PiS a miasta (wykształceni itd.) na KO (bo to już nie naoczność), to ma do tego pełne prawo - tak widocznie działa Jego tunel rzeczywistości/Ego - i jeśli mu służy, to super.
Ja osobiście nie lubię myślenia zero-jedynkowego czy też biało-czarnego, bo to stwarza dodatkowe granice tam, gdzie naoczność pokazuje wiele odcieni, ze zmienną w czasie i przestrzeni przewagą tej czy innej barwy. Takim przykładowym postawieniem granicy jest w tekście Autora zdanie o europejskich próbach walki z ochroną środowiska, że w Afryce i Azji "nikogo tam to absolutnie nie obchodzi" - bo może jednak kogoś obchodzi, może jest ich 1 procent (dla Autora to pewnie nadal nic), bo może niedługo będzie 10 procent, a wkrótce cały świat zmieni podejście. Podejście Autora ośmiesza tych, którzy chcą dawać przykład, pokazując, że to jakaś poza, że tak wypada jeśli się jest w jakimś miejscu. Ale gdyby to była jedynie bezcelowa poza, to świat by się nie zmieniał - zawsze jednak był ktoś pierwszy, który zobaczył pełne człowieczeństwo w niewolnikach, uwłaszczył chłopów, zawalczył o prawa kobiet itd. Chyba dzięki temu świat stał się lepszy? Czy jednak mamy "niemożliwość niczego"?
[foto]

3. precyzyjniej w mowie i piśmie • autor: Katarzyna Urbanowicz2018-10-26 14:58:31

"Można na przykład powiedzieć, że określona opcja zdobyła więcej głosów na wsi, niż w miastach, ale nie można powiedzieć, że mieszkańcy wsi głosują inaczej, niż mieszkańcy miast, z powodu odmiennego sposobu myślenia, gdyż twierdzić, że oni myślą inaczej, to naznaczać. A naznaczać nie wolno. Tak oto staranie, by niczyich uczuć nie urazić, prowadzi prostą drogą do całkowitej niemożności używania mowy ludzkiej.". Nie zgadzam się. Wystarczy po prostu wyrażać się precyzyjniej, nie generalizować bez potrzeby. W większości przypadków przestanie być probemem tzw. "poprawność polityczna".

4. jak brzmi precyzyjna definicja płci? • autor: Jerzy Pomianowski2018-10-27 20:56:36

Precyzyjniej, czyli jak? Zgodnie z definicjami z encyklopedii? Te naukowe definicje są już politycznie niepoprawne.
[foto]

5. definicja płci • autor: Katarzyna Urbanowicz2018-10-27 21:02:35

Nie jestem specjalistą w sprawach płci, jednak nie zaoserwowałam, żeby ludzie, a zwłaszcza politycy, szukali poprawnych definicji. Oni szukają prostych i dosadnych słów, a ich użycie właśnie rodzi próbę wprowadzenia poprawności politycznej. Upraszczanie było pierwsze, poprawność polityczna jest zjawiskiem wtórnym. Ja dałam przykład (może nie najlepszy) ale użycia lepszego określenia do opisu wyniku wyborów. Może Ty zajmiesz się płcią zamiast żądać tego od innych?

6. nadal nie wiem na czym polega precyzja • autor: Jerzy Pomianowski2018-10-27 22:20:15

Nie znam się niestety. Zapewne obecnie "mężczyzna" to każdy osobnik uważający się za mężczyznę. Bez względu na takie czy inne gruczoły czy organa, wygląd, czy inne nieistotne sprawy. Nie wiem czy podana definicja jest precyzyjna, czy tylko lapidarna i nowoczesna. Definicje precyzyjne kiedyś były długie. Teraz może jest inaczej, bo ludzie już  nie rozumieją tekstów wielozdaniowych.

7. (...)Polska w ruinie(...) właśnie zawitała bezpośrednio do Radomia... • autor: JSC2018-11-14 18:16:33

Radni zablokowali budżet miasta... https://radom24.pl/artykul/czytaj/38719:
(...)Wiesław Wędzonka z kolei dodał: - Przez decyzję klubu radnych PiS, wykonawcy inwestycji w Radomiu, nie dostaną zapłaty za to, co zostało już wykonane. To fatalna decyzja. To właśnie cała postawa w ostatnim okresie tego klubu - przeciwko mieszkańcom. Nie wiadomo tak naprawdę, czy nie będę też zagrożone np. pensję nauczycieli.(...)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)