zdjęcie Autora

30 kwietnia 2010

Piotr Adrian Donder

z cyklu: Donderland (Zabawa z Energią) (odcinków: 11)

Poziom energetyczny.

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Bohaterowie, męczennicy i ofiary. Wewnętrzny Kamień Filozoficzny »

Ostatni rok był dla mnie dość specyficznym okresem. Wycofałem się z życia publicznego, towarzyskiego i innych form kontaktowania się ze światem zewnętrznym – w sensie pozostawiania historii. Wybór ów, oparty był na mocnym przeczuciu, iż będzie mi potrzebny pewien „klosz” - odcinający mnie od zaburzeń energetycznych, jakich doświadczałem w ostatnich latach. Inna sprawa, że nowa sytuacja pozwoliła jedynie, na eliminację części zewnętrznych inwazji energetycznych. Tym niemniej, wystarczyło mi to do dość istotnej zmiany jakościowej pracy - w ramach „Zabawy z Energią”.

Cała ta sytuacja miała jednak swoje źródło dużo wcześniej. Otóż, od pewnego czasu, zauważyłem, że moje wnioski płynące z wyników niektórych prac, niezupełnie pokrywają się z moimi dotychczasowymi przekonaniami. Na tyle niepokojąco, że postanowiłem przyjrzeć się mojej praktyce uważniej i świeżym okiem. Wprawdzie nie były to rozbieżności na tyle fundamentalne, aby zmieniać generalny system wartości, tym niemniej zahaczały one o ten kawałek mojej pracy, który zajmował mi sporo czasu i starań. Kawałek, który dotyczył czegoś, co sam nazywałem (wewnętrznie - dla siebie) - minimalnym poziomem energetycznym, potrzebnym do tego, aby „rzeczy się działy”.

Wcześniej, uważałem, że jest pewien wymagany poziom energii wewnętrznej, który pozwala na stosowanie technik dość zaawansowanych. W tym – wychodzenie z ciała, śnienie (nie - kontrolowany sen) i inne. W miarę wieloletniego prowadzenia prac, część praktyk (z różnych zakresów), zaczęła jednak po trosze wymykać się mojemu przeświadczeniu o potrzebie posiadania jakiegoś konkretnego poziomu. Wnioski zaczęły nasuwać się od czas, gdy zauważyłem, że efekty moich prac nie zawsze są adekwatne do stanu energetycznego, jaki miałem w danym czasie. Z początku, złożyłem to na karb złej oceny stanu energetycznego. Tym niemniej, od momentu, gdy zwróciłem baczniejszą uwagę zjawisko, stało się dla mnie jasne, że coś tu nie gra. A nie grało bardzo prosto.

Wyczucie swojego aktualnego stanu energetycznego, jest dla mnie sprawą dość prostą, choć nieczęsto zatrudnianą. A to ze względu na to, że od dość dawna dbałem o to, aby mieć dość energii i działo się to już niejako automatycznie i powiedziałbym, że nawet bezwiednie. Sprawdzanie tego stanu (po pewnym czasie praktyk) nie miało raczej wielkiego sensu. Prawdopodobnie, gdyby było inaczej – wcześniej doszedłbym do pewnych wniosków.

A wnioski wysnułem dość proste i oczywiste – w świetle działań przeprowadzonych przez ostatni rok:

 

1. NIE MA ŻADNEGO MINIMALNEGO POZIOMU ENERGII, WYMAGANEGO DO PRZEPROWADZENIA TECHNIK Z SUKCESEM.

2. WAŻNE JEST TEMPO ZMIANY POZIOMU ENERGETYCZNEGO – I TO W OBIE STRONY.

3. JEST PEWIEN MINIMALNY POZIOM ENERGETYCZNY, WYMAGANY DO ZACHOWANIA PODSTAWOWEJ „STRUKTURY ENERGETYCZNEJ”, PO PRZEPROWADZENIU PRAKTYKI.

 

Mimo, że brzmi to dość zaskakująco, okazuje się (dla mnie) obecnie - sprawą oczywistą. Ślepy byłem i „zamulony” lekturami czytanymi masowo w pierwszych latach mojej „Zabawy z Energią”. Lektury odłożyłem dopiero po pewnym czasie, kiedy to doszedłem do jasnego wniosku, że wszyscy opisują swoje doświadczenia i wcale nie są one współbieżne z doświadczeniami moimi i tych, z którymi miałem wtedy do czynienia. Indywidualność, jaką reprezentuje każdy człowiek, wyklucza powielanie (na dłuższy dystans) jakichkolwiek „linii”, szkół czy innych form organizacji duchowych – bez względu, co pod tym „duchowych” się kryje.

Wnioski owe opieram na dość żmudnych i czasami uciążliwych doświadczeniach na własnym organizmie, Prowadziłem je właśnie w ostatnim roku. Przykładowo – miesięczne życie bez światła dziennego i z niewielkimi ilościami sztucznego. Ćwiczenie, kiedy to przez miesiąc, różnymi i jednoczesnymi metodami, celowo doprowadzałem się do stanu możliwie niskiej energii wewnętrznej.

Kiedyś (może) je nawet opiszę. Ale raczej dość chaotycznie – w czasie i bez zbytniego entuzjazmu. Jako, że i tak (jak się okazuje z historii moich poprzednich witrynek) wszyscy, wszystko wiedzą lepiej ode mnie – nie będzie to pisanina o jakimś charakterze edukacyjnym. Może jedynie KOMUKOLWIEK pomoże spróbować (!) spojrzeć na swoja dotychczasową Drogę, z innej perspektywy – jak to przytrafiło mi się ostatnio.

Zapędy edukacyjne, mam już za sobą. Jak mniemam optymistycznie :)

Szkoda energii…

 

DOPISEK Z DNIA 03.05.2010.

Oczywiście - to był żart!

Mam nadzieję, że nikt mi tego za złe nie weźmie, iż w ten sposób zainaugurowałem ten kawałek mojego blogu. Dalej już będzie na poważnie!

Jedyne na poważnie (w tym, co powyżej), było to, że ostatni rok był bardzo specyficzny i owocny w wydarzenia "na Drodze".

Pozdrawiam wszystkich :)



« Bohaterowie, męczennicy i ofiary. Wewnętrzny Kamień Filozoficzny »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)