Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 czerwca 2015

Włodzimierz H. Zylbertal

z cyklu: Pochwała republiki kupieckiej (odcinków: 19)

Przeciw ekotechnokracji

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: eko-zagrożeniaekologia

« Twierdza i szaleństwo O co naprawdę jest ta wojna? »

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie obserwacja, jakiej dokonałem jakiś czas temu, studiując różne mniej i bardziej „zielone” dyskusje na temat sensu ekologii „płytkiej” i „głębokiej”. Zauważyłem otóż, że rodzący się dopiero, niewypierzony jeszcze ekologizm - już w powiciu skażony jest logiką i mentalnością formacji kulturowej, której się, teoretycznie przynajmniej, przeciwstawia! - Jest to formacja z ducha swego utylitarna i technokratyczna, nastawiona na maksymalne opanowanie zasobów przyrody, nie zaś na tejże przyrody kontemplację. Nie zmienia tego fakt istnienie pewnej rzeszy zdeklarowanych wyznawców ekologii głębokiej i filozofii ekologicznej, z ich postulatem przemiany człowieka zanim przemieni się jego środowisko. Otóż większość zaskakująco nieraz skutecznych działań „ochroniarskich” (oczyszczalnie ścieków, nowoczesne rozwiązania energetyki, etc.) wcale nie jest powodowana rzeczywistą troską o człowieka i jego środowisko, lecz trzeźwą kalkulacją: wiadomo bez żadnej propagandy ekologicznej, że jeśli nie zracjonalizuje się eksploatacji zasobów naturalnych, to rychło nie będzie czego eksploatować i w efekcie cała cywilizacja oparta na wydzieraniu Ziemi jej bogactw stanie w obliczu klęski, zadusi się. A wraz ze sobą pociągnie nie tylko swoich twórców i kapłanów, ale przede wszystkim nierównie liczniejsze rzesze ludzi, którzy dopiero aspirują do jej dobrodziejstw. W imię więc dobrze pojętego interesu własnego owa cywilizacja flirtuje z ekologizmem, przejmując z niego obawę przed nieodwołalną degradacją naszej planety... i niemal natychmiast uspokajając sumienia swoich członków jakąś mniej lub bardziej genialną maszynką, która o jakiś tam procent zmniejsza zanieczyszczenia do tej pory wydzielane. Po uspokojeniu opinii publicznej owe maszynki są produkowane na masową skalę - i w efekcie np. pojedynczy samochód z katalizatorem jest niemal bezwonny, ale wzrasta ich liczba, „bo są ekologiczne”! Zatem wysiłek ekologizującego konstruktora jest neutralizowany przez wspólne działania uspokojonego handlowca i ogłupiałego klienta. Sumaryczny stan środowiska wcale się nie poprawia, a czasem wręcz przeciwnie.

Nieźle już okrzepłą formację, wyznającą powyżej opisaną pragmatyczną postawę wobec środowiska nazwiemy ekotechnokracją.

Owa ekotechnokracja stanowi obecnie rdzeń wszelkich liczących się „zielonych” ruchów i fundacji. Tylko dzięki takiej postawie mogą te ruchy i organizacje nawiązać jakiś kontakt z administracją publiczną, wśród której świadomość ekologiczna jest wciąż niewielka i która rozumie właściwie tylko język pragmatyki i to nie ekologicznej nawet, a przede wszystkim ekonomicznej. Wydawałoby się, że taki trend jest ze wszech miar pożądany, bowiem sprzyja jakiejś tam obecności ekologizmu i podnoszonych przezeń problemów w życiu publicznym. Ma jeszcze jedną zaletę: jest nieideologiczny, co w społeczeństwach dopiero co otrząsających się po spustoszeniach narobionych przez ideologie totalitarne jest warunkiem sine qua non istnienia i funkcjonowania jakiegokolwiek znaczącego ruchu społecznego.

Ekologizm jest natomiast w swoich postulatach wcale nieumiarkowany: domaga się powszechnie dostępnej i powszechnie praktykowanej duchowości na wysokim poziomie, rozumienia świata jako sacrum, a nie tylko jako kopalni, zrozumienia globalności a nawet kosmiczności działań człowieka. Jest ex definitione ideologiczny, gdyż odwołuje się do potrzeb wyższego rzędu, ponad-zwierzęcych. Takie zaś zaspokajane bywają w skali społecznej właśnie przez ideologię wynikłą z dobrze rozpoznanego i profesjonalnie oswojonego mitu. Ekologizm postuluje też zaniechanie wyniszczającej rywalizacji, skierowanie przyrodzonej naszemu gatunkowi zdobywczości nie na wojny militarne czy gospodarcze, ale do wewnątrz, na samopoznanie i samorealizację. - To nie są postulaty do spełnienia od zaraz. To raczej temat na długotrwałą, mozolną pracę edukatorów i popularyzatorów. Wstyd się przyznać, ale w czasach, w jakich żyjemy, krytykowana tu postawa pragmatyczna, obca poetyckiej i mistycznej ze swej natury ekofilozofii - jest postawą jedynie możliwą...

A jednak - na dłuższą metę zalety ekotechnokracji okazują się jej najgorszym z punktu widzenia ekologizmu mankamentem. A to dlatego, że ekotechnokracja nie wnosi żadnej istotnej wartości do ludzkiej kultury, a jest tylko próbą przedłużenia żywota mitu utylitarystycznego, od trzech stuleci niepodzielnie panującego nad umysłami i sercami tzw. cywilizowanego świata. Nowości proponowane przez ekologizm w jego pierwotnej postaci - przywrócenie duchowości centralnego miejsca w conditio humana i dopiero z tej postawy wyprowadzenie stosunku do przyrody - są przez ekotechnokratów dramatycznie spłycane, bądź jawnie odrzucane. Uspokojenie sumienia, jakie odczuwa ekotechnokrata i jego klient, też nie sprzyja raczej żadnemu poważniejszemu rozwojowi człowieczeństwa. Tym samym duchowe i głęboko humanistyczne w swej istocie idee ekologizmu łatwo mogą zostać zagubione, a ich koryfeusze staną się osobliwością na duchowej pustyni współczesnego świata, osobliwością może i podziwianą, ale na pewno nie rozumianą. Grozi i więcej: stworzenie z ekologizmu jednej więcej sekty nawiedzonych, którzy za swoim guru pielgrzymują po świecie, nic pożytecznego nie robiąc. Albo - co najbardziej prawdopodobne - komercjalizacją ideologii i filozofii ekologicznej. Taki wykastrowany i spłycony na potrzeby masowego odbiorcy ekologizm mógłby się nieźle sprzedać jako „plaster na bolące sumienie”, a za takie plastry jałowy duchowo i dyszący od agresywnej rywalizacji świat skłonny byłby dać spore pieniądze....

Dlatego właśnie ekotechnokrację trzeba traktować tyleż życzliwie, co i cokolwiek podejrzliwie. Owszem, trudno się nie cieszyć osiągnięciami technologii ekologicznych. Owszem, lepsza taka obecność ekologizmu w powszechnej świadomości, niż żadna. Ale warto pamiętać, że sojusz filozofii ekologicznej i utylitarystycznej, którego produktem jest ekotechnokrata, jest kruchy i w sumie taktyczny. Na razie obie strony - syty, powierzchownie uspokojony ekotechnokrata i wrażliwy, współodczuwający „ekologiczny głęboko” wyznawca nowych trendów - niechże się sobie przyglądają, poznają i... nie zacierają sztucznie dzielących ich różnic. Miejmy nadzieję, że będą umieli „różnić się szlachetnie”.

Wiele jeszcze czasu upłynie, zanim uda się wychwycić kierunek zmian masowej świadomości. I wcale nie jest pewne, czy ten kierunek jest akurat ekologiczny i czy w ogóle duchowy. Wiele przesłanek na to wskazuje - ale pewności nabierzemy dopiero, gdy któreś kolejne pokolenie samoistnie wyłoni sobie przywódców z ducha swego ekologicznych. Bez tej pokory łatwo o jakąś obłąkaną rewolucję, która wcale środowiska nie oczyści, a tylko spowoduje totalny bałagan, nie tylko w ekologii zresztą.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-06-03)



« Twierdza i szaleństwo O co naprawdę jest ta wojna? »

komentarze

[foto]

1. Znów Jerozolima, Ateny, Ganges • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-03 08:45:38

Cenny tekst, Włodzimierzu! Postawa jedności i współdziałania z Przyrodą jest nie do obronienia w ramach światopoglądu Technokratycznego, czyli Oświeceniowego, który, inaczej, jest "post-Ateński", czyli jest późną i wyjałowioną wersją poglądów-racjonalizmów pochodzących ostatecznie z Aten. Tym bardziej (cześć dla Przyrody) jawi się czymś dziwacznym, upiornym i wręcz diabelskim dla wyznawców drugiego konkurującego światopoglądu, tego z Jerozolimy, tu należą zgodnie chrześcijaństwo i islam. Żeby kochać, szanować i czcić Przyrodę, Matkę Gaję, trzeba należeć do trzeciego nurtu, czyli być poganinem. (Trzecim po i prócz Jerozolimy i Aten jest Ganges, ale właściwie chodzi o wszystkie indo-europejskie rzeki, więc mogą być i Wisła, i Ren.)

2. Zmiana rozłożona w czasie albo odbita fala... • autor: Mechlinski.pawel2015-06-04 12:52:06

Na chwilę obecną wydaje się, że rozpoczęta od przemian w kulturze zachodniej lat 60. "rewolucja ekologiczna" odnosi skutek odwrotny do zamierzonego i to wcale nie z własnej winy. Moloch technokratycznej cywilizacji wchłonął ideę i wykorzystał ją do przedłużenia swojej żywotności. Udaje się jeszcze powstrzymać rozpad tego systemu - znajdują się nowe złoża ropy naftowej, ignoruje się zmiany klimatyczne, a mega-metropolie rosną w siłę. Ludzkość zużywa zasoby 1,5 kuli ziemskiej, więc hipokryzją są jakiekolwiek postulaty o "zrównoważonym rozwoju".

Społeczność konsumencką uspokaja się panelami solarnymi, "eko" produktami i samochodami hybrydowymi. Nie wspomina się o ryzyku efektu domina związanego z rozmarzaniem tajgi (w wiecznej zmarzlinie syberyjskiej uwięzione są wielkie ilości dwutlenku węgla i metanu, który jak wiemy jest czterokrotnie silniejszym gazem cieplarnianym), omijaniu protokołu z Kioto przez handel emisjami czy chociażby tym, że tempo wycinania lasów deszczowych wcale się nie zmniejsza. Wierzchołek góry lodowej.

Właściwie scenariusz katastroficzny wydaje się nieunikniony. Nowe technologie takie jak popularne ostatnio złoża łupkowe, czy ostatecznie eksploatacja ewentualnych zasobów pod lądolodem Antarktydy (Traktat Antarktyczny wygasa w 2041) tylko odsuną w czasie peak oil, a mimo to wątpię, aby pazerność "oświeconej" ludzkości umożliwiła przygotowanie się do katastrofy. Natomiast po niej radykalna zmiana nastąpi jak najbardziej, lecz kosztem zniszczenia dorobku ludzkości, środowiska planety i śmiercią wielu milionów (miliardów?) ludzi. Mało optymistyczne, ale naprawdę nie wiem co mogłoby dostatecznie zmobilizować nas do zmian.

3. Pragmatyzm • autor: Nierozpoznany#84122015-06-05 23:35:43

Też czasem kontempluję przyrodę, ale "nie czas róż płakać, kiedy płoną lasy". Myślę, że sojusz "ekotechnokratów" i "głębokich ekofilozofów" niekoniecznie jest taktyczny. Z różnych pobudek często podejmuje się się podobne działania - wtedy każda strona nieporozumienia jest zadowolona, a przyroda, której człowiek jest częścią, może na tym tylko skorzystać.

Uważam, że wyjście jednak jest. Nie leży ono w odrzuceniu "pazerności", konsumpcjonizmu, w likwidacji przemysłu ani tym bardziej nie - w częstych dziś kosztownych eko-akcjach "renaturyzacji" określonych obszarów przy użyciu ciężkiego sprzętu za miliony euro, który musiał być gdzieś wytworzony z emisją stosownej ilości szkodliwych odpadów. Bez przemysłu, w przeddzień rewolucji przemysłowej, ok r. 1750, żyło ok. 750 mln ludzi, a ich liczba rosła procentowo rocznie dużo wolniej, niż dziś. Znaczy to, że "goła" przyroda i prymitywne rolnictwo właśnie tyle ludzi mogą na Ziemi utrzymać, i to bynajmniej nie w dobrobycie. Toteż obecnie ok. 9 ludzi na 10 "zawdzięcza" swoje życie (jak nędzne by ono nie było) właśnie istnieniu przemysłu (nawozy sztuczne, mechanizacja rolnictwa, daleki i szybki transport itd.). Przemysł zaś opiera się wciąż na stali, której nadal nie umiemy tanio pozyskiwać bez węgla kamiennego (źródło koksu). Nie wiem, czy ocieplenie jest zawinione przez ludzi; nawet w czasach historycznych bywało znacznie cieplej (np. w okresie normańskich wypraw na Grenlandię i do Ameryki, X - XI w.), mimo, że wówczas korzystano niemal wyłącznie z zasobów odnawialnych (a nie kopalnych). Jednak bez wątpienia przyroda jest niszczona, a ponieważ jesteśmy jej częścią, więc podkopujemy tym samym własny byt.

Tyle, że moim zdaniem nie jest to wina rozwoju techniki, tylko jej ilościowej skali, która usiłuje sprostać potrzebom już ponad 7 mld. żyjących ludzi (ok. 2 ha lądów na osobę na świecie i ok. 0,7 ha w Europie). Przy takiej gęstości zaludnienia ciągły postęp techniki jest jedynym ratunkiem - i to postęp dokonywany w rosnącym pośpiechu, bez dalekowzrocznej kalkulacji, byle tu i teraz przetrwać. Ludzka jednostka jeszcze nigdy nie była tak, jak dziś, uzależniona od innych ludzi - i to nie z braku umiejętności samodzielnego zaspokajania własnych potrzeb, tylko z braku samodzielnego dostępu do niezbędnych zasobów, które zawsze okazują się być własnością innych osób.

Jednostce pozostała natomiast jeszcze co najmniej&nb

[foto]

4. Postęp • autor: Przemysław Kapałka2015-06-10 21:51:39

Postęp postępem, pewnie i potrzebny. Ale po co te samochody po 2 na rodzinę, po co ten zalew różnego rodzaju jednorazówek, po co ten konsumpcjonizm i pęd do pomnażania bogactw, po co te domy przybierające rozmiary pałaców... Przykłady pierwsze z brzegu, tak bez zastanowienia, można by tak jeszcze długo.
[foto]

5. Po trzech latach • autor: Wojciech Jóźwiak2018-04-21 08:57:50

Po trzech latach tekst jest coraz bardziej aktualny. To, o czym pisał Włodzimierz, dostało łatwo rozpoznawalne nazwy: antropocen (zaczynającą się epoka, w którym człowiek i ludzka gospodarka jest głównym czynnikiem kształtującym planetę Ziemię w skali geologicznej i w geologicznym czasie) i geoinżynieria (przeciwdziałanie tym zmianom technicznymi kontr-działaniami w skali planetarnej).
Ale jeszcze bardziej aktualne jest zadanie dla głębokiej ekologii: określić i wpoić ludziom zestaw wartości chroniących i ratujących naszą jedyną planetarną ojczyznę.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)