zdjęcie Autora

29 marca 2020

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Notatki z pandemii (odcinków: 9)

Przede wszystkim nie pękajmy


« Dlaczego należy zniszczyć Kartaginę, czyli wzorcowy przebieg wydarzeń O analogiach między kryzysami »

Przyjaciółka zwróciła mi uwagę, iż to, że napisałem, że się na temat sprawy obecnej nie będę już wypowiadał, jest rodzajem rejterady. I że są ludzie, którzy chcieliby coś ode mnie usłyszeć, bo w lepszych czasach, miałem sporo do powiedzenia.

Na takie dictum acerbum (wypowiedziane z pełną sympatią) nie mogę nie odpowiedzieć. Chcę się odnieść również do tego, co mówią moi przyjaciele naukowcy o tym, co dziś robić w obliczu pandemii i jak ona się będzie rozwijać.

Kiedy osiem lat temu zaczynałem zajmować się schyłkowym antropocenem, na moim blogu na portalu NaTemat, który nazwałem „Blogiem Apokaliptycznym”, tytułem wstępu napisałem tak: Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie…, zobaczymy.

Nowy renesans nie nadszedł. Nadeszła hybryda oświeceniowej pychy, mroków baroku i wiecznie się odradzającego feudalizmu. Wszystko w sosie globalnego kapitalizmu, który okazał się być dosłownym niszczycielem światów i dopalaczem klimatycznej i ekologicznej zagłady. Zostawmy na razie z boku jego naturę.

Wrażliwe, uśpione dobrobytem państwa Zachodu i Północy, zaczęły przegrywać walkę z przeskakującymi błyskawicznie w nowoczesność cesarstwami i królestwami Rosji, Chin, Indii, Arabii Saudyjskiej etc. Przegrywały ją najpierw na poziomie gospodarczym (oddając swój przemysł w ręce tych monarchii), a następnie, co było konsekwencją tych działań, nie mając już żadnej realnej siły, mentalnym. Elity polityczne Zachodu, zdając sobie w części sprawę z tego, co uczyniły, zaczęły budowanie fantasmagorycznych wizji mentalnego dobrostanu opartego na konwencjach, deklaracjach, dyrektywach i rozporządzeniach, jak choćby sławetne rozporządzenie RODO, które miliony ludzi w Europie (którzy dawno już rozdali wszystkie swoje dane w serwisach społecznościowych) zmusiło do wykonywania niezliczonej ilości kosztowych magicznych czynności.

Mentalność Zachodu stała się mentalnością magiczną. Jeśli można było sprawić, że miliony ludzi uwierzyły, że energię w całości można uzyskiwać ze słońca i wiatru, to znaczyło to, że nic realnego już tutaj nie istnieje. Wirus demoluje tę fantazmatyczną rzeczywistość. Katastrofa klimatyczna zdemoluje ją jeszcze bardziej, choć – jak podkreślam – pandemia jest elementem ekologiczno-klimatycznej układanki. Wspominam o tym dlatego, że w tych zjawiskach upatruję niemoc jaka nas dziś ogarnia, przy czym nie mam tu na myśli ludzi na pierwszej linii frontu – lekarzy, pielęgniarek, różnych służb i tych, którzy bezpośrednio zaangażowali się w ratowanie sytuacji.

Ludzie pytają mnie jak będzie? Naukowcy, których znam, moi przyjaciele i nawet w pewnym sensie mistrzowie (przynajmniej ci starsi ode mnie), mówią, że będzie źle. Że tylko ścisły lockdown może nas z tego (w jakiej takiej formie) wyprowadzić. Zapewne, a nawet na pewno mają rację, choć (w mojej ocenie) nie da się go utrzymać, w sytuacji, kiedy państwa narodowe nie biorą na siebie w całości dystrybucji żywności, zawieszenia i redukcji długów (cały czas nie wiem, dlaczego społeczność międzynarodowa nie rozmawia z bankami na temat rozwiązania tego kryzysu, bo nawet jeśli ktoś to przetrwa, to reset owej wirtualnej rzeczywistości wydaje się rzeczą oczywistą). Obserwuję również kraje nieco łagodniejszych „rygorów” jak Szwecja czy Izrael. Pełnej otwartości nie ma już chyba nigdzie.

Do końca kwietnia będziemy więcej wiedzieli, które opcje są lepsze, a przede wszystkim, czy opcja częściowej izolacji spowalnia wirus poprzez pozwolenie mu na rozprzestrzenianie się, czy tworzy stan apokalipsy. Gdyby ktoś mnie pytał o zdanie, to nie liczę ostatecznie na żaden z wariantów, ale największą wagę przywiązuję do tego, co mówi jeden z moich przyjaciół naukowców, że przedłużanie sprawy przez ścisły lockdown jest jedyną drogą ochrony systemu zapewniania funkcjonowania cywilizacji i że jeśli on padnie, padnie wszystko. Nie przywołuję nazwisk w tym miejscu. Owa krótka refleksja tego nie wymaga.

Czego nam brakuje i za co nie wzięli odpowiedzialności politycy na całym świecie, to nadzieja, ale też jasne postawienie sprawy (nadzieję ciężko budować na fałszu). Gdybym ja miał coś do powiedzenia, powiedziałbym tak – sytuacja jest katastrofalna, przed nami wiele cierpienia, ale jako wspólnota międzynarodowa musimy przez to przejść razem. W ciągu tygodnia rozpoczną się prace międzynarodowego zespołu, który opracuje koncepcję nowego modelu życia i międzynarodowej współpracy ekonomicznej i kryzysowej, która przygotuje go na kolejne nadchodzące katastrofy.

Ocenimy zasoby, jakie mamy, popracujemy nad nowym modelem ekonomicznym, aktywność ludzką skierowaną na anihilowanie przyrody skierujemy na jej odtwarzanie. Popracujemy nad redukcją długów w skali świata w stosunku do państw i osób wraz z bankami, bo to one powodują dziś przerażenie nie mniejsze niż sam wirus.

Utopia? Zapewne tak. Ale niczego lepszego dziś chyba nie mamy. Miliardy ludzi patrzące na swoich wystraszonych władców będą tracić resztki ducha, popadać w dekadencję i przemoc.

Tymczasem państwa grają w swoje gry. W mojej ocenie przeliczą się jednak bez względu na to, czy są tak potężne jak Chiny, czy tak groteskowe jak Polska. Ta sprawa to ostatnia szansa na wielką ludzką wspólnotę samotnych inteligentnych istot w nieskończonym wszechświecie. (Polska to już zupełnie odrębny temat. Odbywamy właśnie drugi lot do wiadomej lokalizacji, ale tym razem pasażerami są wszyscy.)

Co robimy jako jednostki i jako społeczność międzynarodowa? Oglądamy codziennie tabelę zmarłych i budujemy wykresy. Informacyjna bomba, wrzucona w naszą schyłkową cywilizację, niszczy nie mniej, niż sam rzeczywiście bardzo niebezpieczny wirus.

Myśląc o etyce czasów schyłku zawsze postrzegałem ją jako etykę wyzwania. W formie pewnego brudnopisu opisałem to (we współpracy) w tym tekście, który jawi się dziś jak pergamin z czasów Faraonów:

Nauka, duch, nadzieja – etyka i działanie w czasach klimatycznego kryzysu – podsumowanie spotkania FoTA 2 [Zob. ten sam w Tarace.]

Nie mam jednak poczucia, żeby stracił na aktualności. Etyka czasów schyłku powinna być etyką wyzwania i pogardy (takiej, z jaką mamy do czynienia w „Micie Syzyfa” Alberta Camusa). Pogardy wobec losu i wobec śmierci, nie wobec siebie. Wobec siebie winniśmy sobie współczucie i miłość. Zastąpiliśmy je tymczasem etyką ascezy i resentymentu. Myślę, że to nas pozbawia wszelkich sił i to powoduje narastające strach i niemoc.

Kwarantanna pozwoli mi pewnie (o ile wirus nie zniweczy tych planów) wreszcie dokończyć moje zapiski czasów schyłku i tam będzie więcej na ten temat napisane.

Co bym robił dziś? Ja wybrałbym wariant szwedzki. Częściowe ograniczenia plus tryb wojenny w zarządzaniu ryzykiem i zasobami przy pełnej transparentności dla społeczeństwa. Natychmiastowa rezygnacja z inwestycji w infrastrukturę typu drogi, ścieżki, chodniki (którą konsekwentnie od lat określam mianem cmentarnej) i szybkie organizowanie szpitali, przyspieszone szkolenie, rezygnacja z części rygorów bezpieczeństwa czasów pokoju, zmiany w kodeksie cywilnym na czas klęski etc. Natychmiastowy zakaz usuwania jakichkolwiek elementów przyrody. Tymczasem my zasadami starego świata stabilnej Ziemi próbujemy powstrzymać potop. To się nie może udać! Ani z wirusem, ani  klimatem, ani z czymkolwiek innym. To są nasze Termopile.

Przez ostatnie miesiące zarzucano mi często, że demotywuję ludzi, mówiąc, że się nie uda nam z TEGO wyjść. Ja oczywiście jestem nikim, a moje zdanie jest całkowicie nieistotne, ale wydaje mi się, że doktryna przeciwna, doktryna złudnej nadziei, unicestwia zbiorowe działanie w sensie psychologicznym. Nie liczmy na osiągnięcie celu, ale zróbmy wszystko, żeby go osiągnąć. Nawet jeśli się nie uda, będziemy przegrywać jako istoty do miana których aspirujemy. W przeciwnym razie zdemotywuje nas brak sukcesów. Tak jak demotywował nas w klimatycznej, całkowicie wyobrażeniowej walce.

Nie wiem, co będzie. Matematyka mówi, że będzie bardzo źle. Ja sam liczę na to, że Gaja da nam szansę i zwolni. Nie w sensie intelektualnej oceny sprawy. W sensie szekspirowskiej nadziei bez nadziei.

Co robić dziś? Nie mamy żadnego przełożenia na dysfunkcjonalnych polityków czasów schyłku. Pozostaje nam etyka dnia codziennego świata rozpadu lub/i tworzenie własnej polityki i struktur, uznających TEN KRYZYS za nową rzeczywistość. Miażdżąca większość polityków i istotna część ekonomistów nie ma dziś zielonego pojęcia o tym, co się wokół nich dzieje. Ci ludzie prowadzą ludzkość donikąd. Nowa polityczność (i ile będzie miała biologiczną i fizyczność możliwość wyłonienia się) może się utworzyć całkowicie obok tego systemu, który albo sam obumrze, albo przekształci się w totalitaryzm, który zawali się pod ciężarem klimatycznej klęski.

Ja sam próbowałem wcielać niektóre z tych postulatów na gruncie aktywizmu, ale nie udało mi się (w wystarczającym zakresie, bo częściowo się udało) zrobić rzeczy kluczowych (nawet w ograniczonym zakresie własnego środowiska aktywistycznego), to znaczy:

  1. przekonać ludzi, że dopiero uznanie klęski pozwala się z nią zmierzyć,
  2. połączyć sił „fizyków” i „metafizyków”,
  3. spowodować uznania, że natura ludzka jest trwała i niezmienna, a zmieniają się tylko okoliczności, w jakich funkcjonuje (uważam to za istotny element skutecznego działania),
  4. spowodować porzucenia wyniszczającej, nieadekwatnej do czasów, manichejskiej walki kapitalizm – socjalizm,
  5. spowodować uznania, że problem jest głównie problemem inżynieryjnym (również ten wirusowy), a nie społecznym i że to wokół inżynierii, analizy ryzyka i zarządzania kryzysem należy budować społeczną zmianę, a nie odwrotnie.

Nie traktuję tego w kategoriach porażki. Raczej lekcji czasów schyłku, którą sam odebrałem.

Co trzeba robić? Bill Gates, człowiek renesansu (w mojej prywatnej idei przeciwstawiam renesans oświeceniu) powiedział co robić kilka lat temu w replikowanej w mediach społecznościowych prezentacji z TED. Uznać fakty i przygotować się.

Toczy się dziś w ruchu ekologicznym i klimatycznym dyskusja, na czym owo przygotowanie ma polegać. Tutaj wizje są odmienne. Wobec tak wielu zmiennych obecnej sytuacji, proponuję póki co wziąć się w garść (co się tyczy również mnie) i obserwować, co się dzieje wokół nas. Nie działać pochopnie, nastawić się na cierpienie, pracę i wyrozumiałość.

Na dziś, na teraz, nie mam żadnych złotych rad dla nikogo. Powiem, co sam robię. Przestrzegam kwarantanny i zasad bezpieczeństwa jak mogę. Z moimi rodzicami kontaktujemy się przez Internet. Ważne, żeby to robić z transmisją obrazu, żebyśmy się widzieli. Przesłaniam usta, kiedy ruszam w teren, myję ręce. Staram się być wyrozumiały dla innych, ale w pierwszych dniach kryzysu, sam kilka razy zareagowałem zbyt gwałtownie wobec ludzi. Jest mi przykro z tego powodu.

Myślę, że już to ogarnąłem, ale przyjdą trudniejsze chwile. Cień i małpa będą się odzywać w każdym z nas. Warto o tym pamiętać i być na to mentalnie przygotowanym. Jestem 80% ateistą, ale od kilku dni modlę się po swojemu.

Kto może, niech się rusza, zakłada ogródki, permakultury, pracuje w ziemi i z ziemią. Nie ma w życiu człowieka niczego, co przynosi więcej szczęścia. Te ogródki, ogródeczki w czasach różnych burz pozwalały przeżyć. Dziś jest gorzej, bo umiera globalny ekosystem, ale róbmy to. Będzie nam lżej.

Czy z tego wyjdziemy? Gdyby był to jedyny problem czasów schyłku, bez cienia wątpliwości odpowiedziałbym – pokiereszowani, zdziesiątkowani, wyniszczeni, ale tak, wyjdziemy. W świetle drugiego aktu tej sztuki, który jest aktem katastrofy ekologiczno-klimatycznej, nie ma żadnej pewności. Absurd życia ma charakter absolutny, ale nie wolno się poddać.

Mimo ogromnej tragedii, którą przeżywamy, to jest ostatnia lekcja przed katastrofą klimatu i biosfery. Dziś rozstrzyga się kwestia tego, czy rodzaj ludzki przetrwa tę kosmiczną katastrofę. Aby to się stało, musimy dokonać re-terraformacji Ziemi i przestać tykać przyrodę. Baliście się spadających gałęzi, Drodzy Bliźni, zobaczcie jak wygląda świat prawdziwego niebezpieczeństwa i prawdziwiej zagłady. Jeżeli w trakcie tej katastrofy usuniecie przyrodę do końca, nie będzie do czego wracać i umrzemy wszyscy. W kosmosie nikt nie usłyszy naszego krzyku.

Wybaczcie Państwo, ale na temat pandemii, tutaj na blogu nie będę się póki co wypowiadał, ale chciałem odpowiedzieć na prośbę przyjaciółki i może kilku jeszcze osób. Na chwilę obecną nie potrafię powiedzieć nic więcej.

Przede wszystkim nie pękajmy. Trzeba szybko przełamać lęk pierwszych tygodni kryzysu. Będą jeszcze ogromnie ciosy, potem zacznie się adaptacja. Od determinacji, spokoju, wyrozumiałości, wytrwałości i odwagi każdego z nas nie zależy dziś wiele, ale coś jednak zależy!

Notatki z pandemii: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora p.t. Dlaczego ludzie wycinają drzewa?, subseria „Notatki z pandemii”. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Dlaczego należy zniszczyć Kartaginę, czyli wzorcowy przebieg wydarzeń O analogiach między kryzysami »

komentarze

1. o co chodzi? • autor: Jerzy Pomianowski2020-03-29 20:13:37

Dziwne to wszystko. Jako uczeń podstawówki załapałem się na sławną grypę z HongKongu na którą zmarło ponad 20 tysięcy Polaków. Dla mnie to była jedyna grypa w życiu, dziesiątki lat temu. W zeszłym roku na "zwykłą" grypę zmarła podobna do ówczesnej  ilość naszej ludności. Teraz mamy do dziś 20 przypadków śmiertelnych, plus te "zwykłe tysiące na zwykłą grypę".
[foto]

2. Chodzi o to... • autor: Wojciech Jóźwiak2020-03-29 20:32:50

że teraz zwiększyła się nasza potrzeba bezpieczeństwa i domagamy się od władz zapewnienia bezpieczeństwa absolutnego. Więc "im" nie wolno dopuścić, by ludzie umierali na jakąś dodatkową chorobę. To oczywiście jedna z wielu przyczyn, że jest tak, a nie inaczej.

3. sporo materiału do badań • autor: Jerzy Pomianowski2020-03-29 21:23:20

Rzeczywiście,  potrzeba życia wiecznego i dostatniego znacznie wzrosła w ciągu ostatnich 50 lat. Jednak zgodne i synchroniczne zachowanie władz na całym świecie jest  zaskakujące. Przecież gdyby nie ogłoszono pandemii, to ani szpitale, ani zakłady pogrzebowe nie zauważyły by nic szczególnego ponad typową umieralność.
Jest jednak problem z Włochami, gdzie ponoć ludzie padają jak muchy.
Dlaczego tam?
Dlaczego kraje chłodne, gorące (Afryka) oraz słowiańskie mają lepsze statystyki akurat w tym specyficznym przypadku?

4. obnażenie • autor: And21022020-03-30 17:50:18

Dla mnie ta pierwsza fala epidemii jak jest obecnie przede wszystkim to wielkie obnażenie światu fikcji i urojeń jakie pozwoliliśmy sobie "zainstalować" Nagle okazuje się ,że władze Unii  będą przez tygodnie zastanawiać się nad pomocą dla Włoch ,w których już nie ma gdzie trzymać trupów i gdzie ich palić.  To brzmi jak jakiś idiotyczny żart. To nie jest chore - to jest pogarda i psychopatia.
Gdyby ktoś to przewidział cztery tygodnie temu i to prorokował to by był oskarżony o wszystkie "antysemityzmy" w historii. Przecież Włosi tego im nie darują ,każdy kto ma 1 procent honoru wystąpi natychmiast o wyście z Unii.   

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)