zdjęcie Autora

13 stycznia 2020

Mirosław Czylek

z cyklu: Historie astro-polityczne (odcinków: 15)

Przegląd proroctw na rok 2020


« Uraniczni socjaliści z konstelacji Byka „Joker” i brud świata »
Gdy czytam przepowiednie, wróżby i różne prognozy na rok 2020, często przecieram oczy ze zdumienia. Moje spojówki są już poranione niczym opuszki kciuków młodzieży niezłomnej, obcującej ze smartfonami. Co mnie drażni i irytuje? W co nie mogę uwierzyć, jak spoglądam na wizje z kart, planet, szóstych czakr czy choćby i ekskluzywnych fusów z kopi lewak? Otóż, nie mogę uwierzyć w to, że niektórzy ezoterycy próbują przedstawiać się swoim czytelnikom w roli ekspertów zajmujących się przewidywaniem. W to, że coś takiego jednak nie ma miejsca, daję sobie obciąć Rahu. Futuryści szukający znaków przyszłości sprawiają raczej wrażenie, jakby porzucili lub nawet nie wzięli do ręki narzędzi prognozowania.

Zauważyliście, że większość wizji przyszłości nawet nie posiada śladów czy tropów, skąd i dlaczego na taką przyszłość ktoś wpadł? Dominują chaos lub ogólniki? Żadnej wizji, żadnej nowej fabuły, żadnego zaskakującego faktu, który by nam opowiedział nową, trochę zdumiewającą historię? Prędzej odnajdziemy podobieństwo do wierchuszki radzieckich generałów obwieszonych prestiżowym żelastwem. Miejsca orderów zajmują przymiotniki: "najlepszy", "sławna", "charyzmatyczny", "znana", "wizjoner", "przewidziała X", "specjalnie dla nas",  "wielka czerwona czcionko z wykrzyknikami, ratuj świat!!!. W jakimś sensie można być wdzięcznym mediom za tego typu bombastyczne prezentacje, bo przekazują nam one coś ważnego. Dopóki medialne spektakle mają miejsce, dopóty można mieć pewność, że większość czytelników wciąż jest nastawionych na sensacje i głośne leady. Te zaś - bardzo mi przykro - świadczą o tym, że prognozowanie przyszłości i prorokowanie to do tej pory czynności przeznaczone na rynku dla panikujących idiotów. Bywa. Tak szewc kraje, jak mu materii staje.

*

Może jestem nazbyt wymagający, ale od prognostów wymagałbym pewnej niekonwencjonalności, odwagi poznawczej lub chociaż jakiegoś snucia ciekawej opowieści. Społecznej, historycznej, naukowej, eksplorującej. Czegoś, co np. lata temu robił niedoceniony erudycyjnie Włodzimierz Zylbertal na swoich fascynujących i wciągających wykładach. Miejsce kreatywności wypycha tymczasem jakaś kolorowa tandeta! Zamiast używania narzędzi lub namacalnych opisów swoich subiektywnych stanów wewnętrznych "progności" zajmują się spisywaniem i obróbką teraźniejszości. Żadna wizja czy kreatywna koncepcja nie ma miejsca! Sztuka pseudodywinacji opiera się coraz bardziej na dobrym śledzeniu mediów i patrzeniu, co mówią i jak komentują inni. "Prognozy z kart", astrologia, innowacja, kreacja twórcza, odwaga przewidywania? Nie, to zanika, na miejsce tychże wchodzi sieczka informacyjna. "Wizje przyszłości" w wydaniu niektórych osób przypominają mi nerwowe manewry na korytarzu szkolnym, gdzie pięć minut przed rozpoczęciem lekcji odrabiane są zadania domowe od bardziej sumiennych kolegów lub koleżanek.

Rezultat jest taki, jaki widać. Poniżej dzielę się spostrzeżeniami na temat tego, na co natknąłem się w wielu miejscach. Raz jest śmieszno, raz jest straszno. Intelektualny bigos podano do stołu, smacznego!

*

PROGNOZY NA ROK 2020, KTÓRE SĄ RZECZYWISTOŚCIĄ LUB PRZESZŁOŚCIĄ.

PRZYKŁAD 1. 

Oto czytam w jakimś miejscu, że Donald Trump prawdopodobnie wygra wybory (co nie jest niczym szczególnie odkrywczym) i że "sensacyjnie" będzie się z nim pojedynkować kobieta. Wszystko fajnie, lecz już 6 listopada 2019 r. w typowym -> informacyjnym newsie napisano, iż "Elizabeth Warren jest obecnie faworytką bukmacherów w wyścigu o nominację Partii Demokratycznej w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Niedawno wyprzedziła b. wiceprezydenta z czasów Baracka Obamy Joego Bidena, któremu zaszkodziły blade występy w debatach telewizyjnych i suflowane przez Trumpa oskarżenia związane z jego działaniami wobec Ukrainy". Rzetelnie podchodząc do sprawy, to kandydatura niekobieca w kontrze do Trumpa byłaby w tym momencie większą niespodzianką, niż kandydatura kobieca. Zastanowiłem się, co mogło siedzieć w głowie osoby, która próbuje w ten sposób manipulować swoimi odbiorcami? To stosunkowo proste. Joe Biden jako wiceprezydent jest (jeszcze) bardziej znany, niż "jakaś tam" Elisabeth Warren. Stąd wniosek, że przedstawienie jej osoby jako "sensacyjnej nominacji" zrobi wrażenie. Być może względem otoczenia, które mało czyta i mało wie o świecie, efekt odkrycia i nowości zostanie uzyskany. Samo stwierdzanie jednak, że ewentualna nominacja Warren na kandydatkę Demokratów na prezydenta jest czymś zaskakującym, nie powinno mieć miejsca. No, chyba że faktycznie przyjmiemy założenie, że prognozy są tworzone dla odciętych od świata informacji histeryków, który mają problem z analizą.

PRZYKŁAD 2.

W kilku miejscach skręca mnie ze śmiechu, kiedy różni wróżbici piszą, że nagle zainteresujemy się sprawami Matki Ziemi, natury, drzewami, zwierzętami i wrażliwością. To boli co najmniej potrójnie. Primo - rok 2019 śmiało można nazwać rokiem Grety Thunberg, będącej emanacją traumatycznej reakcji wobec tego, co ludzie ekologicznie uwrażliwieni widzą dookoła siebie. Magazyn Time nie mylił się przyznając jej tytuł Człowieka Roku. Pozycję Thunberg wzmacniają mimochodem histeryczne i infantylne reakcje jej przeciwników. Po drugie, w roku 2019 pękło kilka kolejnych barier, kilka rekordów pogodowych, a gorzkim finałem stała się tragedia australijska, która scala rok 2019 i 2020. I wreszcie - astrologicznie rok 2020 jest przedłużeniem tego, z czym mamy do czynienia od roku 2018 (Uran w Byku, Saturn w Koziorożcu, Pluton w Koziorożcu), zważywszy, że od grudnia 2019 obserwujemy pobyt Jowisza w Koziorożcu. Mówienie zatem o zainteresowaniu ludzkości przyrodą, ziemskością lub naturą jest dobrym żartem, lecz zdecydowanie nie ma to nic wspólnego z prognozowaniem przyszłości. Ta przyszłość już jest TERAZ.

Również częściowym żartem jest próba tłumaczenia obecnych zjawisk dziejących się w Australii w kontekście jakiegoś jasnowidzenia. W artykule rok temu, w styczniu 2019 roku można było wyczytać, iż "synoptycy mówią o "niemal bezprecedensowych upałach". Ponadto Nerilie Abram wskazywał, że południowo-wschodnia Australia dotknięta była suszą trwającą w zasadzie od 2017 roku, co spowodowało sytuację nienotowaną w historii australijskich pomiarów. Przełożyło się to na zwiększenie zasięgu pożarów. W przypadku osób, które są zaangażowane w ekologiczny aktywizm, casus Australii i następne ekstrema pogodowe są konsekwencją tego, co dzieje się w świecie namacalnym. Realnym. TERAZ. Nie w przyszłości, teraz.

PRZYKŁAD 3.

W jakimś miejscu czytam rzekomą przepowiednię, że "Trump zdradzi Bliski Wschód". Błyskotliwe, lecz przecież wystarczy tylko umiarkowanie śledzić prasę, żeby wyłowić wiele artykułów mówiących o tym, że ... to już się przecież stało! W październiku 2019 media głośno informowały, iż "USA brutalnie porzuciły swojego sojusznika na Bliskim Wschodzie – syryjskich Kurdów". Bardzo mi przykro, to nie jest prognoza. Jest to oczekiwanie na powtórzenie czegoś, co niedawno miało miejsce.

Dodatkowo, jeśli ktoś średnio ogarnięty śledzi poczynania Donalda Trumpa, dostrzeże w jego stylu uprawiania polityki nieprzewidydalność i manierę uprawiania częstych szantaży. Przecież ten - przepraszam za styl - szaleniec wielokrotnie w roku 2018 kilkakrotnie mówił, że jest nawet w stanie wycofać USA z NATO! To spotkało się z dość gwałtowną reakcją senatorów, którzy tworzą ustawę uniemożliwiającą ten krok.

PRZYKŁAD 4.

W pewnych miejscach pojawia się to, co jest melodią przyszłości, czyli koniec Ery Liberalizmu, która przez ostatnie dziesięciolecia mutowała w stronę coraz częściej wyszydzanego neoliberalizmu. Jest bardzo dużo artykułów na ten temat, że kapitalistyczny model gospodarczy, triumfujący w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, agresywnie liftingowany w latach siedemdziesiątych i degenerujący się od lat osiemdziesiątych, przewrócił się bokiem jak biedronka. Konflikty pokoleniowe między boomersami i millenialsami, coraz częstsze próby ustabilizowania chyboczącej się konstrukcji z nierównościami społecznymi i wypaczeniami ekologicznymi to już w zasadzie lewicowy mainstream jeśli chodzi o szanujące się kraje Europy Zachodniej. Polska bańka transformacyjna też już pomału zaczyna pękać, ale niczym odkrywczym nie jest mówienia o tym, że nowe pokolenia będą częściej mówić o work - life balance, ekologii, poszanowaniu praw LGBT i nowych modelach gospodarczych. Zatem warto uprzedzić, że tego typu "prognozy" na rok obecny i lata przyszłe są nadpisywaniem tego, co jeszcze nie przebiło się do polskiej, zapóźnionej rzeczywistości.

Tak jak to w wielu tanich, powierzchownych tekstach bywa, twórcy liczą, że ich odbiorcami będą osoby, które nie mają kontaktu ze światem lub żyją w swoich szczelnych kokonach, do których nie napływają świeże informacje. Strategia ta ma szansę dużego powodzenia, ponieważ w kwestii zmian mentalnych Polska zachowuje się jak zdradzany mąż lub zdradzana żona. Czyli dowiaduje się o tym, co większość już wie, na szarym końcu.

PRZYKŁAD 5.

Pisanie o chorobach Jarosława Kaczyńskiego i kryzysie władzy to już wieczny rytuał. Nie było od 2010 roku, w którym by nie wspominano o końcu Kaczyńskiego, upadku PiS, utracie władzy, infamii, itd. W zasadzie z punktu widzenia astrologii każdy rok mógłby być potencjalnym zagrożeniem dla życia lub zdrowia Kaczyńskiego. Oto bowiem: w roku 2010 Uran i Jowisz tworzyły kwadraturę do jego urodzeniowego Słońca. Tutaj wiemy, czym to się skończyło. Tragedią narodową. W 2011 roku Saturn tworzył przez prawie pół roku ścisłą kwadraturę do Wenus. To mało sympatyczny aspekt, jeśli weźmiemy pod uwagę potencjalny ASC w znaku Byka i fakt przebywania Wenus blisko IC. Rok 2012 też możemy rozpatrywać pesymistycznie, praktycznie cały czas Neptun znajdował się w opozycji do Saturna, a momentami Saturn dociążął kwadraturą Jowisza. To może chociaż rok 2013 lepszy? Skądże znowu - półkrzyż Urana i Neptuna do Wenus plus kwadratura Neptuna do Marsa. Pluton nie odpuszcza Wenus, a Neptun Marsowi w roku 2014. Neptun w kwadraturze w roku 2015 przeszkadza Merkuremu i powinien powodować chaos i nieszczęścia, a tu... wygrane wybory. Przełom roku to wpływ Neptuna i Saturna na Merkurego, a środek 2016 to opozycje Saturna do Merkurego (znowu źle, znowu niedobrze). 2017 to opozycja Saturna do Słońca. Kaczyński trwa na pozycji, niczym Kevin sam w Polsacie na Święta Bożego Narodzenia. 2018 - mniej nieszczęść na niebie, ale to właśnie wówczas problemy ze zdrowiem były mocniej nasilone. 2019 - Saturn na MC (dla jednej wersji horoskopu) w opozycji do Wenus urodzeniowej. Klęska? No, jeśli klęską jest uzyskanie większości parlamentarnej dla jednego podmiotu politycznego, czyli zjawisko nieobecne w latach 1989 -2015, to ja nie wiem na jakim świecie żyję. Rok 2020 robi dokładnie to samo co lata poprzednie - tym razem w roli Brutusa występuje Uran, idący po ASC jednej z wersji horoskopu Jarosława Kaczyńskiego. W razie czego rok 2021 również służy do dyspozycji dla tych, którzy będą pragnęli znaleźć uzasadnienie dla upadku kogoś, bądź co bądź, odnoszącego największe (niestety/stety) triumfy polityczne na polskiej scenie, obok Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego. W razie czego, w latach 2020 - 2021 można liczyć na "wsparcie" pod postacią tranzytu Neptuna przez Księżyc. Przypomnę, że Neptun tranzytował przez MC Kazimierza Marcinkiewicza, gdy został premierem "IV RP". Z drugiej strony przeszkodził murowanemu faworytowi, Francoisowi Fillonowi w wyborach prezydenckich we Francji w roku 2017, co utorowało drogę do zwycięstwa Emmanuellowi Macronowi.

Kaczyński stał się Demiurgiem i dominatorem polskiej sceny politycznej na tyle, że praktycznie nikt się nie pofatygował o prognozę co się będzie działo z - uwaga - wieloletnim LIDEREM opozycji, Grzegorzem Schetyną. Bo jeśli szef PO, najważniejsza osoba w partii, decydująca o strategiach, nominacjach, biorąca na siebie odpowiedzialność za wiele istotnych kwestii latami była pomijana, to ... ? Nie umiem tego skomentować. Za lat parę będę traktował "kaczyńskizm" jako przejaw politycznej sekty. Za powstanie tego deterministycznego mitu biorą odpowiedzialność wszyscy, którzy odebrali wolną wolę wszystkim uczestnikom sceny politycznej. Zła strategia polityczna? Kaczyński. Źle głosowaliśmy? Kaczyński. Brak poglądów i brak konstruktywnych programów? Kaczyński. Biedroń i Kosiniak Kamysz rozwalili wielką koalicję? Kaczyński! Super - pograjmy jeszcze w pomidora. Kto się pierwszy będzie śmiać, odpada.

PRZYKŁAD 6.

W wielu miejscach prezentujących przyszłościowe wizje czytam, że "ofiarami wojen mogą być Ormianie, Syryjczycy, Turcy lub Palestyńczycy". Nowość? Niestety nie, to stwierdzenie czegoś, co ma miejsce od wielu, wielu lat. Kilkudziesięciu jak nie więcej: patrz konflikt izraelsko - palestyński, wojny domowe w Syrii, pogromy tureckie na Kurdach lub Ormianach. Świat permamentnie stoi w ogniu i ten ogień wcale nie wygasł za sprawą przycichnięcia wystrzałów na wschodzie Ukrainy czy dzięki zmniejszeniu się działań wojennych w Syrii. Sądzę, że wielu prognostów liczy na to, że ich czytelnicy nie zauważyli wielkich rozruchów, protestów i niepokojów społecznych, które miały miejsce w 2019 roku nie tylko w Hong Kongu, Iranie czy w Wenezueli, ale również we Francji, w Hiszpanii czy Chile. W listopadzie 2019 roku miała miejsce również ćwierćmilionowa demonstracja polityczna w Pradze. Przypomnijmy, że ledwo stutysięczna obecność pochodu ludzi w Warszawie potrafiła robić olbrzymie wrażenie na słabiej doinformowanych ludziach. Praga? Nie zauważono. 100 samochodów spalonych 1 grudnia 2018 roku w Paryżu? Ledwo dostrzeżone. 200 tysięcy demonstrantów w Barcelonie w październiku 2019 roku również na nikim prawdopodobnie nie zrobiło wrażenia, chociaż dziennik "Fakt" donosi nawet o liczbie ponad pół miliona.

Dodatkowo, co warto wspomnieć, protesty w bardziej cywilizowanych krajach zaburzają dziwną manierę dzielenia świata podług politycznych scenariuszy czy Krain Dobra i Krain Zła. Część krajów miałaby "za karę" podzielić los Korei Płn., Grecji czy Wenezueli, gdyż nie poszła jedyną, słuszną drogą politycznego wyboru lub widzimisia recenzenta. A co, gdyby nagle okazało się, że Francja lub Hiszpania stoją w ogniu? Lub spłonęło jeszcze więcej terytorium całkiem bogatego i demokratycznego kraju, czyli Australii? Cóż, scenariusz oparty na wieloletniej wojnie socjalizmu z kapitalizmem czy Iksizmu z Igrekizmem zachwiałyby się. Powiem, że po cichu jednak liczę, że jakiś najlepszy i sławny profeta z refleksem zauważy jednak te ćwierć miliona demonstrantów w Pradze lub rozruchy w Hiszpanii. Przepraszam, "przewidzi".

REFLEKSJE KOŃCOWE

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pragnienie, by czytelnicy wróżbitów i prognostów śledzili media i chcieli dostrzegać i odkrywać coś ponad polski pępkocentryzm, jest marzeniem ściętej stopy procentowej. Jednak warto zaznaczyć przy okazji takich doniosłych i przełomowych momentów jak początek roku, że wyjście poza swoje schematy poznawcze i poza stereotypowe reakcje ułatwi nam samym funkcjonowanie w świecie. Swoim małym, prywatnym, psychicznym grajdołku bombardowanym przez ciągłe dywanowe naloty informacji z wielką czerwoną czcionką. Wydostanie się spoza własnej bańki towarzyskiej, przekroczenie swojej słusznej linii politycznej która chciałaby widzieć rzeczywistość w sposób życzeniowy, mesjanistyczny lub politycznie ukartowany wymaga odwagi. Lub jaj, myślicielsko wolnowybiegowych klasy zerowej.



« Uraniczni socjaliści z konstelacji Byka „Joker” i brud świata »

komentarze

1. Nie nowego. • autor: And21022020-01-13 18:26:08

Niestety to co Pan pisze to nic Nowego. Całe dziennikarstwo już od dawna zmienia się z "propagandę na zamówienie" ,a co nie jest dziennikarstwem tylko powiedzmy "blogowaniem" idzie tym samym torem.
Ot, temat chwytliwy będzie więcej odsłon ! Więcej odsłon to i o reklamodawcę łatwiej.  A reklamodawca płaci za odsłony ,a nie głoszenie prawdy. Oprócz tego jest też tam spora doza autopromocji oczywiście.  To  o tych "małych".  Druga grupa znacznie poważniejsza to wszelkie "farmy Troli"  ubrane w pozór "sensacji",   mające za zadanie obrzydzać i atakować określony polityczny kierunek. Przecież "nawalanie" o czyimś politycznym upadku nie ma za zadanie wspomóc go w oczach wyborców... 
Zresztą temat np. fałszowania proroctw Nostradamusa  był już za czasów II WŚ.  Po  prostu trzeba się z tym pogodzić ,że "wszyscy kłamią" z "głównego ścieku"  i z internetowych mediów (gdy stają się znaczące lub chcą takie być) też ściemniają.  Każda metoda dobra by osiągnąć swój cel.  Bo nie o prorokowanie tu chodzi.
Cytując Fallouta " war , war never again"  Wojna nigdy się nie zmienia.
[foto]

2. Trump zdradzi Polskę • autor: Edward Kirejczyk2020-01-14 17:51:25

Myślę, że w przytoczonych przykładach, obok prostej ekstrapolacji trendów, jest coś jeszcze - myślenie życzeniowe. Chciałbym, żeby na wojnach ginęli inni, ale nie ja i moje dzieci. Chciałbym, żeby mojemu znienawidzonemu politykowi, podwinęła się wreszcie noga. Chciałbym, żeby Trump zdradził Arabów a nie Polaków. Można by dodać: chciałbym żeby mieszkania bardzo staniały, z wyjątkiem mojej dzielnicy, gdzie ceny powinny wzrosnąć trzykrotnie, a za złotówkę można było kupić 15 baksów. Wtedy nawet neoliberalizm da się znieść. Tyle, że takie myślenie nie ma nic wspólnego z ani z prorokowaniem, ani prognozowaniem. Prognoza mówi tak. Do starcia zbrojnego z Chinami, USA potrzebują wsparcia Rosji. Za wsparcie Rosji trzeba czymś zapłacić. Co się na walutę nadaje tak dobrze jak Polska? Dla Rosjan to obszar resentymentów sięgających początków XVIII w. To krok na bogaty i cywilizowany zachód. To obszar który można zdobywać lub na którym bronić się, bez zniszczenia Rosji. Gdzie w tej Europie można toczyć wojny? W Alpach? W Karpatach? W Skandynawii? Przeciętny Amerykanin nie wie nawet, że Polska leży w Europie, na pewno nie wie, że jej stolicą jest Warszawa, a już na pewno nie ma o tym pojęcia wyborca Trumpa.  Płacić obierkami za pieczeń i węgorza - czyż można wyobrazić sobie lepszą transakcję?
Studentów uczyłem prognozowania następująco. Zapisz swoją prognozę. Potem zapisz swoje życzenia. Potem od prognozy odejmij życzenia. To co ci zostanie, ma jakąś szansę się spełnić.
[foto]

3. Warunki poprawnej prognozy • autor: Edward Kirejczyk2020-01-15 05:31:13

Do poprawnego prognozowania potrzeba umiejętności, wiedzy i zdolności przynajmniej czasowego wyłączenia emocji. Autorzy prognoz będących przedmiotem analizy w tekście MC nie spełniają żadnego z tych warunków. Chcą przyciągnąć czytelników (to za &2012) i nie zrobić grubszego błędu.W latach 40. i 50. i 60. i 70. i 80. XX w. dziesiątki (setki?) tysięcy ludzi na całym  świecie brało pieniądze za przewidzenie przyszłości Związku Radzieckiego. Ilu przewidziało upadek ZSRR na początku lat 90? 
Ja czytałem/słyszałem/widziałem/rozmawiałem z jednym. Był to RiP prof. Bohdan Gliński z PAN. We wrześniu 1987 r. w rozmowie w cztery oczy powiedział mi, że to już koniec ZSRR. Że Polska i Węgry będą niezależne, co do krajów bałtyckich nie ma wyrobionego zdania, jeszcze więcej wątpliwości ma co do Gruzji. Powiedział też, że upadek takiego imperium nie może obyć się bez wstrząsów i że wolały, żeby te wstrząsy ominęły Polskę.
Jak on do tego doszedł? Znał oczywiście analizy pisane w kilku językach, ale to nie wszystko. Bywał regularnie w ZSRR, odwiedzając prezydium Akademi Nauk, fabryki w różnym stanie i ubogie kołchozy. Podobnie w innych krajach Paktu Warszawskiego. Bywał też za oceanem. Rozmawiał z profesorami, robotnikami,  czasem z ministrami i sekretarzami (jak minister szedł na dywanik do sekretarza, to nie wiedział czy wyjdzie jako minister, czy ambasador w Albanii). Na wschodzie nikt nie publikował na temat nadchodzących wydarzeń, z wyjątkiem A.  Amalrika, który szybko zginął w wypadku samochodowym. Widać umiał przewidywać przyszłość mas, a nie własną. Agenci zachodu znali co najwyżej wycinek całości, a sztabowcy nie umieli skleić tego w sensowną całość. Tym bardziej nie umieją tego internetowi/telewizyjni/gazetowi prorocy.
[foto]

4. Internetowi/telewizyjni/gazetowi prorocy • autor: Wojciech Jóźwiak2020-01-15 09:23:57

Ale ITC-prorocy (i nie tylko oni) mogą jeszcze mieć wgląd w cykle planet. Ale żeby prognozować, trzeba najpierw znać astrohistorię. Tutaj wiele zostało już zrobione, przede wszystkim przez genialnego uruchomiciela tej dziedziny, Richarda Tarnasa. Ja sam też w miarę moich skromnych możliwości staram się tu działać i propagować.
[foto]

5. Mogą, ale ...... • autor: Mirosław Czylek2020-01-15 11:00:29

Mogą, ale ... nie interesuje ich to. Strata czasu i niski efekt oddziaływania. Czas zapisać się na kreatywny warsztat tworzenia szokujących nagłówków dla półgłówków. Co dzisiaj odkryłem. Ano to:

"NASA ostrzega: tor Ziemi przetnie duża asteroida i uderzy w nasz glob. To Bennu. Mknie z prędkością 28 km/s. Gdy wpadnie do oceanu, spowoduje megatsunami, które zabije wszystko, co żyje na lądzie!
Spokojnie, to tylko prawdopodobieństwo, w dodatku na rok 2135, gdy ludzkość będzie już umiała pociskami zmienić tor Bennu lub zniszczyć niedużym ładunkiem jądrowym".


Jestem spokojny. Jestem.
[foto]

6. Astro-Futo-Fiction • autor: Wojciech Jóźwiak2020-01-15 13:55:19

Mógłby powstać nowy gatunek literacki: AFF: Astro-Futo-Fiction, czyli obmyślanie scenariuszy przyszłej historii na podstawie cykli planet.
Służę podkładką:

[foto]

7. Koniec epoki Wielkiej Nowoczesności • autor: Wojciech Jóźwiak2020-01-15 15:46:52

W ćwiartce powyższego (już aktualnego) cyklu przypadającej na lata 2035-2044 zniknie osłona stuletniego sekstylu Neptun-Pluton, co przejawi się jako koniec epoki Wielkiej (Wspaniałej, Dumnej itp.) Nowoczesności (Brave Modernity), zaczętej około 1950 r., kiedy zacznie się natrafianie w gospodarce na kolejne ściany, dekapitalizacja i depopulacja. Na następne lata 2045-49 przypada opozycja Uran-Pluton. Będzie to (jak zwykle przy takich aspektach) okres szaleństw, ponieważ, jak łatwo się domyślić, ludzkość (w sensie cywilizacji i populacji) nie będzie zanikać wśród nastrojów łagodnej racjonalnie stoickiej rezygnacji; przeciwnie: miotana szaleństwami i psychopatiami. Tak będzie.
[foto]

8. Ach - i... • autor: Mirosław Czylek2020-01-15 16:27:42

Ach - i to są narracje, które gawiedź mogłaby czasami posłuchać, przypatrzeć się, podywagować. Są narzędzia, jest plan, jest odniesienie do wizjonerów (niekoniecznie znających się na astrologii). Mnie obecnie najbardziej "kręci" z tych dat okolica 2026. Ale mam w zanadrzu opowieść o Saturnie - Jowiszu w kontekście czekającej nas koniunkcji. Dużo fajnych dat.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)