zdjęcie Autora

15 marca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 2. Ekonomika handlu i wartości w stanie wojennym

Kategoria: Twórczość

« Przemiany wewnętrzne i odmiany losu. Część 1. Spowiedź świętokradzka Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 3. Wina i kara – proces norymberski. »

W poprzednim odcinku uzasadniałam tezę, że za wydarzenia mające zasadnicze znaczenie dla człowieka uznaję oprócz tych, które odmieniają jego życie w warstwie realnej (wojny, rewolucje, kryzysy, zmiany prawa w sferach bezpośrednio danej osoby dotyczącej), także te, które przewartościowują jego poglądy, sprawiają, że coś, co wydawało mu się złe i niesłuszne, zaczyna wydawać mu się dobre i słuszne i że cała reszta jest biciem piany.

            Dodam tylko do tego, że chęć przebywania razem z drugą osobą (a także Bogiem, czy własną społecznością), zrozumienia możliwego toku jej myślenia, nawet igrania z cudzym umysłem, bez poddania się wątpliwościom, (a priori nie wiadomo na ile słusznym) może wywołać takie postępowanie, którego wynikiem będzie  przebiegunowanie, przemiana w obraz najgorszych zamiarów, jeśli sumienie będzie nadwrażliwe, a swój punkt widzenia zastąpisz cudzym. I naturalnym może się stać, że postanowisz siebie ukarać, a im kara będzie sroższa, tym lepiej może oczyścić twoje sumienie, a pokuta milsza Panu Bogu. Nie będzie już ważne, że wszystko opiera się na fałszywych przesłankach, na tym, że wyobraźnia i własny umysł szuka analogii swoich wewnętrznych przeżyć z tym, co słyszy się od innych ludzi lub czyta w książkach. Nawet świętych. Jesteś utopiony, a u twoich stóp ciąży zardzewiały łańcuch i młyńskie koło.

            To niebezpieczne dla Twojego zdrowia psychicznego. A przecież nie robisz nic złego! Nie ma nad czym rozmyślać. Dopóki nikogo nie zamordujesz, nie liczą się myśli, nawet obsesyjne, o morderstwie. Wbrew temu, co mówią księża, nie grzeszy się myślą! Można zgrzeszyć decyzją wprowadzenia myśli w czyn (jeśli się ją wprowadzi) i tylko tyle.  A przebiegunowania i tak nadejdą same przez się, bez twojego w nich udziału.

            Usłyszałam kiedyś bardzo mądre powiedzenie: Tylko krowa nie zmienia poglądów. Zanim jednak przebije się to do ludzkiej świadomości, wiele wody upłynie, a wiele nieszczęść dotknie niektóre pokolenia...

            Oto taka opowieść: Jest najgorszy okres stanu wojennego. Wszystkiego brakuje. Mężowie zatrudnieni w ZSRR na kontrakcie przy budowie elektrowni atomowej w Nietiszynie przysyłają nam tirami wielkie paki dobytku. Telewizory, kasze, plastikowe kolorowe wytłaczanki na 50 jaj,  miksery, młynki, miasorubki (maszynki do mięsa), odkurzacze i inne wyroby elektryczne. W moim bloku przez całą zimę nie grzeją kaloryfery, bo od października do marca postanowiono wykonać remont c.o. (peerelowskie planowanie!), więc sprzedaję kaloryfery olejowe, chyba ze czterdzieści sztuk. Ciężkie jak cholera, ale jeżdżą na kółkach, do zbycia tylko na jednej posesji. Poza tym dostaję w paczkach czekoladę, kakao olej i sprzęt gospodarstwa domowego.

Władze coś wymyśliły nie tyle na niedobory, ile na babską świadomość. Handel dalej jest państwowy, ale od czasu do czasu organizuje się na większych osiedlach kiermasze, gdzie kobiety wymieniają niemowlęce ciuszki i dziecinne ubrania, a spryciarze usiłują sprzedać to czy tamto (co nazywa się paserstwem albo spekulacją). Nie ma mowy jeszcze o takich bazarach jakie są dziś. Na Ursynowie organizują raz w miesiącu niedzielne kiermasze rzeczy używanych dla dzieci. Sęk w tym, że oficjalnie wolno sprzedawać na takich kiermaszach tylko rzeczy używane, rzeczy nowe konfiskuje policja. W dodatku to wszystko trzeba przewieźć autobusem w wynalazku tamtych lat kraciastych torbach z sizalu, a siły kobiet są niewielkie. Ja ważę 48 kilo, jestem zagłodzona, moi dorastający synowie zjadają wszystko, co uda się dostać na kartki i bez nich. Moja koleżanka podobnie, choć ona ma córki, a te mniej jedzą. Wspomagamy się wzajemnie, ale zaczynają się kłopoty.

Handlowanie wtedy jest czymś, czego uczciwy człowiek nie aprobuje. Cinkciarze, badylarze, niebieskie ptaki i aferzyści – to ich domena. Wstydzimy się handlowania. Gdyby ktoś w naszym zakładzie pracy albo w lokatorskiej spółdzielni mieszkaniowej się dowiedział! Kiermasz odwiedza mnóstwo ludzi, łatwo zostać rozpoznanym przez kogoś. Więc dla kamuflażu na kiermasz ubieram się jak wiejska babina, zakładam ukraińską chustkę w jaskrawe róże na zielonym tle i zniszczony serdak z kożucha, wywrócony futrem do spodu. Alka, moja młodsza koleżanka zakłada ciuchy starszej córki, podkolanówki, plisowaną spódniczkę i przepaskę na włosy z kokardką i udaje niepełnoletnią. Raz łapie nas milicja, ale nie zabierają nam niczego, bo Alka kokietuje milicjanta, umawia się z nim na randkę i odchodzi na chwilę, żeby powiedzieć "mamie", że idzie na spacer z panem władzą, po czym zmywamy się obie. Na szczęście nadjechał autobus i udało nam się prysnąć wraz z tobołami niesprzedanego dobytku. Jednak Alki nie wylegitymowali, ale mnie tak. W dodatku mam okropny stres: na moje "stoisko" oblegane z powodu kolorowych „jajeczników”, jedynych agresywnie barwnych akcentów, zawitał mój profesor z uczelni, u którego za tydzień miałam zdawać egzamin, a ja modliłam się, żeby mnie nie poznał, tak było mi wstyd. Studiowałam ekonomikę handlu i usług i wówczas nie wydawało mi się zabawne, że ów profesor patrzył z pogardą na handlujące kobiety. To była jeszcze ekonomika socjalizmu. A ja chciałam zostać magistrem. (Dziś wydaje się śmieszne, że można nim zostać nie wiedząc, co to akcje i czym się różnią od obligacji i co naprawdę robi się na giełdzie poza noszeniem czerwonych szelek i pogryzaniem grubych hawańskich cygar – ale takim, choć nagrodzonym za pracę magistrem zostałam).

Odwozimy towar i obiecujemy sobie z Alą poszukać innego kiermaszu, gdzie nas jeszcze  nie znają, ale gdzie można dojechać bez przesiadek. Jednocześnie wzywają mnie do administracji spółdzielni mieszkaniowej, ponieważ w bloku wywiesiłam ogłoszenie, że sprzedaję piecyki olejowe. Wieczorem odwiedza mnie jakiś bandzior z prętem w ręku pod pretekstem, że sprzedałam mu zepsuty piecyk, ale szczęściem nie byłam w domu sama i nieco wcześniej oddzieliliśmy z sąsiadami kawałek korytarza zbrojoną taflą mrożonego szkła. Spółdzielnia mieszkaniowa grozi mi eksmisją za handel bez zezwolenia i bezczelne ogłaszanie tego faktu na drzwiach windy. To czas, gdy na tablicy ogłoszeń wiszą jedynie listy lokatorów z nazwiskiem i imieniem. Wiadomo powszechnie, że Katarzyna Urbanowicz zamieszkała tu i tu handluje ruskim badziewiem. Każdy dozorca dostaje mieszkanie służbowe i musi wiedzieć o lokatorach wszystko. Jeśli nie, jest tylko zwykłym sprzątaczem i ustawia się w kolejce do profitów. Chyba, że sam potrzebuje kaloryfera, wtedy można liczyć na przychylność i przymknięcie oczu.

Policja wzywa mnie na przesłuchanie w sprawie j.w. Martwię się, żeby nie dowiedział się o tym mój zakład pracy. Zwolnią mnie jak nic! Pani inspektor, a najgorsza handlara! Milicjanci odpuszczają mi, bo potrafię być przekonująco narzekająca. Polska specjalność. Litość popłaca. Ale obiecuję, że nigdy więcej. Jak w konfesjonale odbywam pokutę. Dyskutuję z milicjantami o trudnościach z młodym pokoleniem, pytam o radę i wskazówki. Oni też mają dzieci. Jak je uchronić?

Powinnyśmy z Alą przestać handlować, ale nie możemy, bo nie mamy za co żyć. Mężowie nakupili towaru za polskie pieniądze (z naszych pensji), a teraz my mamy sobie to odebrać z zyskiem handlując, ale handlarzy ścigają wszyscy (poza kupującymi).Pensje mężów, w bonach PKO, zasilają ich konta i są poza zasięgiem żon. Dopiero po powrocie mogą je uruchomić (o ile w międzyczasie nie znajdą innych pań). W domu leżą kartony perłamutrów, perłowych szminek i cieni do powiek, i spędzają sen z powiek na myśl, że albo milicja może je w czasie rewizji odkryć albo celnik odebrać na granicy.

         Tej niedzieli po ucieczce z kiermaszu na Ursynowie mnie i Ali życie wydawało się czymś tak potwornym, splotem biedy, głodu, przymusu, beznadziei i strachu, że spiłyśmy się jakimś bimbrem. Ala przekłuwała mi uszy do kolczyków, za kilka dni jechałam do męża i musiałam wywieźć w uszach jakieś byle co (wpisując złoto do deklaracji celnej), żeby wrócić ze złotymi kolczykami na handel. Ala bimbrem dezynfekowała moje uszy, przekłuła je zresztą krzywo, przez co do dziś mam kłopot z kolczykami, w każdym razie spiłyśmy się jak koty. Obiecałyśmy sobie przyjaźń i wsparcie do końca życia — Nigdy nie wyrządzę tobie żadnej krzywdy – ale ta przyjaźń nie przetrwała marnych paru lat, choć krzywdy sobie istotnie nie wyrządziłyśmy.

            A patrząc na to dzisiejszym spojrzeniem: zmagać się należało być może z milicją i spółdzielnią mieszkaniową, potem pracodawcą, ale samego handlowania nikt nie uważa za uwłaczające i poniżające. Ile więc można było ocalić sobie stresu, poczucia własnej godności i pewności siebie tylko przez aprobatę dla samego zajęcia! Uchronić się przed poniżeniem i beznadzieją. Popatrzyć na wyścig z władzami, jak na komedię Barei, a nie jak na grzech i przestępstwo. Nie szukać usprawiedliwienia, że skoro ktoś przez całą zimę pozbawia mieszkańców wielkiego bloku ciepła grzejników i ciepłej wody i okresowo wyłącza prąd, żeby nie nadużywać poboru energii, więc dobrem, a nie złem jest sprzedawanie olejaków. Że nie jest moja wina, moja bardzo wielka wina, tylko tych, którzy mnie i Alę mieli za nic, za pionki do przestawiania, potępiania i zastraszania możliwością skorzystania ze swoich uprawnień.

            A ci, niby z drugiej strony barykady, tak wspierający opozycję, ale odmawiający rozgrzeszenia z powodu braku możliwości sprowadzania nowego pokolenia na ten świat – de facto dołączyli do opresyjnej masy uzurpującej sobie prawo do orzekania, co jest dobrem, a co złem. I tak zażarci, jak zatwardziali bywali niektórzy komuniści – odmawiający rozgrzeszenia nawet w obliczu śmierci – z powodu nawet nie potępienia, ale takiego a nie innego podziału kompetencji.

            Jednak przeżyłam – choć szanse miałam niewielkie – i nie udałam się do biskupa po rozgrzeszenie. Pewnego dnia weszłam do sezonowego kościółka w pewnej letniskowej wsi, mocno spóźniona na kazanie i usłyszałam z ambony „Najpierw musisz sama sobie odpuścić swoje grzechy i dopiero wtedy rozmawiać z Bogiem”. Tak trafiłam do grona tych, którzy wierzą w dywinacje w oparciu o kamienie, drzewa i przypadkowe słowa. Chociaż wiem, że cała reszta owego kazania umknęła mojej uwadze.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Przemiany wewnętrzne i odmiany losu. Część 1. Spowiedź świętokradzka Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 3. Wina i kara – proces norymberski. »

komentarze

[foto]

1. Poprawka • autor: Przemysław Kapałka2013-03-17 10:24:37

Do tego bardzo fajnego szkicu mam jedną poprawkę: Jak najbardziej grzeszy się myślą. Po pierwsze, myśl to jest intencja, a w grzechu właśnie intencja jest decydująca. Po drugie, każda myśl niesie z sobą zalążek czynu. Po odpowiednio intensywnych myślach rzecz może się zmaterializować tak, że nawet nie będziemy wiedzieli jak i kiedy. Dlatego na myśli też należy uważać.

Co nie znaczy, że należy wpadać w obsesję i bać się myśleć w ogóle :)

[foto]

2. Grzeszenie • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-03-17 11:40:28

Nie uważam, żeby myśl była równoznaczna z intencją! Wypowiedziana, nawet wewnętrznie, nie na głos - możliwe, że tak, ale pomyślane? Nie zawsze myślimy świadomie, najczęściej "nam się pomyśli", a wówczas jaka jest odpowiedzialność kocgoś, kto nie miał świadomego udziału w jej powstaniu? A grzeszyć można (jeśli uznaje się grzech) wyłącznie świadomie. Tak, tak, znam ten argument o pijanym kierowcy, który kogoś przejechał ale zrobił to nieświadomie, bo go nie zauważył. Owszem, zrobił to świadomie, bo powinien wziąć pod uwagę swoje zdolności percepcji, a tego nie zrobił. Jednak z myśleniem jest inaczej. Zadam jeszcze inne pytanie: czy śniący grzeszy? Niewątpliwie myśli, bo jego umysł pracuje, ale czy grzeszy swoim snem?
[foto]

3. TABU - Lęk przed myśleniem • autor: Piotr Jaczewski2013-03-17 11:51:25

To lokowanie intencji-myśli jako  "grzesznej" lub "bezgrzesznej" to owinięta w bawełnę kontrola umysłu: Jedne myśli mieć wolno, innych nie wolno. Sposób na wyznaczenie sfery bezmyślności w której człowiek będzie zachowywał się jako automat, a z poza tej sfery z rejonu TABU będą go atakować niechciane myśli "grzeszne" i dawać mu non stop tematy zastępcze..
Świat wewnętrzny, myśli i wyobraźni to nasz świat, uczenia się, eksperymentów, przewidywania konsekwencji naszych działań, wychwytywania wzorów w otaczającej nas przestrzeni i zapamiętanych przez nas doświadczeniach.

[foto]

4. No i zaraz... • autor: Przemysław Kapałka2013-03-17 19:09:05

No i zaraz zostanę uznany za tego, który chce wszystkim kontrolować myśli i najchętniej zapędziłby do spowiedzi za każdy odruch.

Oczywiście, że musi być akt świadomości. Oczywiście, że jak przejdzie nam przez głowę myśl, żeby komuś przyłożyć, to nic złego się nie stanie i stać nie może. Ale jak będziemy z lubością sobie wizualizować, jak komuś tam dowalamy albo spotykają go klęski, to już może być niedobrze. Kasiu, lubiłabyś facetów, którzy nic Ci nie robią, tylko patrzą na Ciebie pożądliwie i nie wiadomo co sobie wyobrażają?

[foto]

5. No i właśnie • autor: Piotr Jaczewski2013-03-17 20:31:34

No i zaraz zostanę uznany za tego, który chce wszystkim kontrolować myśli i najchętniej zapędziłby do spowiedzi za każdy odruch.
No i właśnie dokonałeś woltyżerki w wypowiedzi, zmierzającej do kontrolowania myśli: Bezpośrednio dotyczących twojego wizerunku. Jakgdyby z tego, że "nie najchętniej pędziłbyś do spowiedzi za każdy odruch" wynikało, że nie chcesz kontrolować cudzych myśli lub tego nie usiłujesz robić.

 

Oczywiście, że musi być akt świadomości.

Świadomość musi się rozebrać ? :)

 

Oczywiście, że jak przejdzie nam przez głowę myśl, żeby komuś przyłożyć, to nic złego się nie stanie i stać nie może.

Wychodzi, że jeżeli mi taka myśl by przeszła, to jest niegroźna ? ;P

 

jak będziemy z lubością sobie wizualizować, jak komuś tam dowalamy albo spotykają go klęski, to już może być niedobrze.

A to zwyczajne straszenie. I granie na poczuciu winy osób, które chętnie przypisałyby sobie więcej kontroli niż jej mają oraz przypisywanie swoim myślom takiej siły. Mała sugestia: Jeśli będziesz sobie wyobrażać, że będzie mi dobrze - to dobrze. Innymi słowy: Polub mnie. Ludzie, życzący sobie dobrze lubią się.


lubiłabyś facetów, którzy nic Ci nie robią, tylko patrzą na Ciebie pożądliwie i nie wiadomo co sobie wyobrażają?

A to zwyczajne odwoływanie się do (powszechne) odrazy,  przy okazji sugerujące, że jeżeli "ktoś nie patrzy pożądliwie", to nie wyobraża sobie niewiadomo czego. A z rzadka sugesita pt. "ktoś patrzy na ciebie pożądliwie, przyznaj, że chciałabyś więcej".

 

 

Zmierzam do tego, że twierdzenia o "grzeszności myśli" "sile grzesznej myśli" są zwyczajnie nośne emocjonalnie, memogenne, zawierają sugestie, jak inni mają się zachowywać ;) I nic poza tym.

[foto]

6. Niczego nie kontroluję • autor: Przemysław Kapałka2013-03-20 18:57:01

Niczego nie kontroluję i nie zamierzam, mam wystarczające swoje problemy. Chcę tylko powiedzieć, że warto zwracać uwagę nie tylko na swoje czyny i słowa, ale też myśli, bo w nich jest zalążek czynu. I tylko tyle. Wszystko można wykorzystać dobrze i wszystko można wykorzystać źle. Jeśli ktoś zamiast pewnych refleksji zacznie rozbudzać w sobie poczucie winy, to tylko znaczy, że ma problemy z poczuciem winy.

7. Mysle , ze... • autor: Nierozpoznany#70952013-03-21 00:21:36

Sadze , ze kazda mysl ma swoje dzialanie, niezaleznie czy swiadoma czy nie, wszystko dziala na kazdym poziomie- im wiecej jest w mysli emocji , wyobrazen tym jest silniejsza ale nawet ta najslabsza i najbardziej nieswiaodma mysl ma swoje dzialanie, nawet jezeli niedostrzegalne jest to dla nas. Mysle, ze z tego co sie naprawde dzieje na kazdym poziomie to malo widzimy, malo dostrzegamy, jestesmy zbyt gruboskorni energetycznie zeby wszystko dostrzegac  i dobrze, bo na wiecej musimy byc bardziej gotowi , zebysmy mogli to pojac. Mysle, ze kazda mysl jest polaczona z odpowiednim do jej frekwencji polem energii i jezeli sie w nas pojawia to to pole emituje. Im mniej nad swoimi myslami panujemy - im mniej z nich swiadomie przyjmujemy tym wiecej emitujemy nieswiadomych polaczen i to jest wlasnie bycie aktorem w sztuce, w odtwarzaniu tego, co w nas dziala samo- samo sie mysli; na drodze przyjetych przekonan, na drodze takich czy innych doswiadczen, ktore odbily swoje pietno i tworza podswiadome poklady samogenerujacych sie polaczen.

Chyba na tym polega sztuka wychodzenia z roli pionka- na swiadomosci, na tym, zeby coraz mniej samo sie myslalo, ale zebysmy wybierali mysl, ktora przychodzi- swiadomie. 
Niektorzy oswieceni widzieli mysli jak przychodza , mysli nie naleza do ludzi na wlasnosc , one sobie kraza a ludzie albo je przyjmuja albo nie, ten moment trudno wyczuc. Podobno 0.5 sekundy wczesniej mamy mysl w glowie zanim ja zarejestrujemy ( mowi sie tez o 0.3 sek) dlatego postepujemy czasem tak, ze podnosimy sluchawke telefonu zeby zadzwonic zanim zarejestrujemy mysl ,ze chcemy zadzwonic. 
 Myslimy, ze jestesmy swiadomi a z wiekszoscia mysli nie laczymy sie swiadomie, jestesmy automatami odtwarzajacymi istniejace polaczenia, zdajac sobie z tego sprawe , wychodzac poza krag mysli mamy szanse na coraz wieksze swiadome emitowanie mysli, ktore przyjmujemy. Pozdrawiam 

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)