zdjęcie Autora

18 marca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 3. Wina i kara – proces norymberski.

Kategoria: Twórczość

« Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 2. Ekonomika handlu i wartości w stanie wojennym Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 4. Wina i kara – zabójstwo staruszki »

Kiedy byłam dzieckiem wierzyłam, że każda wina spotyka się z natychmiastowym odzewem w postaci kary. Problem był w czymś innym – po czym poznać, że zawiniłaś? Oczywiście po tym, że nadeszła kara. Skoro nadeszła, musiała ją poprzedzić wina. Identyfikacja winy była tu zjawiskiem wtórnym, nic więc dziwnego, że dochodziło do przekłamań i ustaleń daleko odbiegających od rzeczywistych win i ich hierarchii.

         Rodziło to pewne trudności, piętrzące się wówczas, gdy należało dokonać rachunku sumienia przed przystąpieniem do spowiedzi. Świat dorosły jest dla dziecka na tyle hermetyczny, że nie potrafi podzielić kar na rodzaje w zależności od tego skąd przyszły. Tak więc karą było lanie otrzymane od rodziców, zruganie przez kogoś przypadkowego lub nauczycieli, a także kary zesłane przez Boga, los, czy władze. Pamiętając otrzymane kary można było drogą wnioskowania ustalić popełnione grzechy i z nich się wyspowiadać. Przy czym spowiedź nigdy dziecku (a może i nikomu z dorosłych) nie przynosiła ulgi z tej prostej przyczyny, że nie było objawów przebaczenia. Mama mówiła najwyżej: na drugi raz zapamiętaj, żeby tego nie robić. Dobrze było jeśli win nie wypominała w nieskończoność. Nie było też objawów, żeby Pan Bóg komukolwiek przebaczał, choć księża o tym często mówili.

         Dziecko może więc popełnić błąd stawiając na przykład w hierarchii win na jednym poziomie zabójstwo rzeczywiste czy wymyślone z dziecięcymi psotami, nie uwzględniać okoliczności łagodzących istotnych w sądach dla  dorosłych, żadnych czynów w rodzaju obrony kogoś przed kimś i wielu, wielu innych rzeczy. Czasami byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie było tak straszne.

         Tuż po wojnie, kiedy schwytano niektórych hitlerowskich zbrodniarzy i wytoczono im proces przed Trybunałem Norymberskim, w wyniku którego niektórzy z nich zostali skazani na karę śmierci, rodzice rozmawiali przyciszonymi głosami o procesie, a ja, jak to dziecko wytężałam słuch, żeby usłyszeć to, co usiłowano przede mną ukryć. Usłyszałam tylko część i dopowiedziałam sobie resztę z której wynikało, że zbrodniarzy się wywiesza. Rozumiałam to w taki sposób, że wywiesza się ich za okno zaczepiając za szyję. I że była to kara za spowodowanie czyjejś śmierci. Większość wyroków wykonano w latach 1946 - 47, miałam więc wtedy około 4 lat.

         I zdarzyło się, że ja spowodowałam czyjąś śmierć, a mianowicie zabiłam swojego kolegę, rówieśnika, niejakiego Krzysia. A było to tak.

         Warszawskie dzieci w latach powojennych miały jedną powszechną zabawę – w pogrzeby. Grzebało się wszystko: znalezione w ogródku żuczki, dżdżownice, żaby i myszy złapane w pułapkę i wyrzucone przez rodziców na śmietnik i wszelkie inne żywe stworzenia. Wykopywało się dołek, wsadzało trupka (bez trumny, bo w Powstaniu nikt sobie trumnami głowy nie zawracał), robiło kopczyk i stawiało na nim krzyżyk z gałązek.

         Moja siostra była niemowlęciem i leżała w wózku wystawionym na powietrze w ogródku. Przyszedł do nas mój rówieśnik, Krzysio i bawiliśmy się chwilę razem, potem ja gdzieś odeszłam dalej. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że Krzysio łopatką nabiera ziemi z grządki i sypie ją do wózka siostry. Przysypał nawet jej buzię, ale ona spała i nie wrzeszczała. Zrozumiałam więc, że Krzysio ją zabił, a teraz ją grzebie w ziemi.

         Wiedziałam, bo rodzice zawsze mi mówili, że siostra jest młodsza, bezbronna, głupiutka więc ja mam zawsze jej bronić ponieważ jestem starsza, mądrzejsza i silniejsza. A tu prawie pod moim bokiem została zabita i teraz Krzysio urządza jej pogrzeb, jak gdyby nigdy nic. Zalała mnie wściekłość. Podniosłam z ziemi jakiś kamień czy odłamek płyty chodnikowej i z całej siły rąbnęłam Krzysia w czoło. Z głowy Krzysia poleciała krew, upadł na ziemię i nie ruszał się.

         Z krzykiem zaczęłam uciekać. Podbiegłam do ogrodowej furtki, która akurat nie była zamknięta, bo przyszedł Krzysio z mamą, wybiegłam na ulicę a potem byle dalej, byle dalej od miejsca zbrodni. Tak dobiegłam do pobliskiego lasku bielańskiego i terenu zabaw dla dzieci, a potem dalej i dalej. W lasku były jeszcze leje po bombach, niektóre zarośnięte chaszczami i w jednym z nich ukryłam się.

         Wiedziałam, że zbrodniarzy się wywiesza, a ja właśnie stałam się zbrodniarką. Wezmą mnie i osądzą w tym norymbergu, osądzą i wywieszą.

Widziałam już oczami wyobraźni jak wiszę wywieszona za oknem, jak duszę się, jak wszystkie dzieci z ulicy przychodzą i przyglądają się, a ja tak wiszę i wiszę wiele godzin czy dni (jak umierał wywieszony na krzyżu Pan Jezus)...

         Siedziałam w tym wykrocie dwa dni i jedną noc. Wreszcie zziębniętą i półprzytomną odnalazł pewien policjant z grupy przeszukujących okolicę. Wiedziałam że policjanci zabierają zbrodniarzy do więzienia, ale byłam już tak półprzytomna, że było mi to raczej obojętne. Policjant niósł mnie na rękach do domu i coś tam opowiadał. Dotarło do mnie jak wszyscy się martwili i rodzice i Krzysio... Więc Krzysio żyje? – spytałam. – A dlaczego miałby nie żyć – zdziwił się policjant.

         Zrozumiałam wówczas, że moja zbrodnia nie została wykryta, a ja mam nadludzkie zdolności. Mogę zabić Krzysia, a potem sprawić, że odżyje, jak w zabawie. Chciałam go zabić i zabiłam na śmierć. A potem chciałam, żeby wszystko się odstało i odstało się. Ale została wina : MOJA BARDZO WIELKA WINA. Policjant mnie uniewinnił, nawet sam Krzysio się o mnie martwił, rodzice nie domyślali się zbrodni, ale przecież ona była, choć uniknęłam kary. Pierwsza Komunia i nauki w kościele, kiedy poszłam już do szkoły nic nie zmieniły w moim rozumieniu. Dowiedziałam się tylko, że to, co do mnie mówi o winie i karze nazywa się sumieniem.

         Byłam dzieckiem, ale wiedziałam już, że umiałabym zabić. I pamiętałam to coś czerwonego przed oczami, które pojawia się, jeżeli chcę zabić. Miałam tylko nadzieję, że już nigdy nie zobaczę przed oczami tego czegoś czerwonego.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 2. Ekonomika handlu i wartości w stanie wojennym Przemiany wewnętrzne i odmiany losu: Część 4. Wina i kara – zabójstwo staruszki »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)