Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 marca 2011

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki (odcinków: 148)

Przestrogi Furediego

Kategoria: Pytania i granice

« Puma wschodnia wymarła Zło jak dziura »

Artyści i uczeni nie zamierzali tworzyć tego, czego chcieli odbiorcy, lecz zwracali się ku celom wyższym.

- Pisze Frank Furedi w książce „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?” O tym jest ta książka – że intelektualiści, czyli owi artyści i uczeni, przetrwawszy w jakiej-takiej całości korupcję ze strony rynku (czyli ową nieustającą propozycję korupcyjną, żeby produkować to, co „ludzie lubią, ludzie kupią”) – teraz, na obserwujących oczach Furediego, wymiękają od gorszego przeciwnika, jakim jest aparat demokratycznego i opiekuńczego państwa.

Ten smok ma kilka głów. Pierwszym jest postmodernistyczna niewiara w prawdę – że takie coś, obiektywna prawda, istnieć może, warta jest wysiłków i do tego nie jest tylko wyrazem opresywnego tryumfu męsko-biało-zachodnio-protestanckich elit. Łączy to się z odrzuceniem Oświecenia, czyli oświeceniowego racjonalizmu, gdyż jakoby racjonalność prowadziła do ludobójstwa, co głosi współwychodźca (jak i Furedi) ze Wschodniej Europy, Zygmunt Bauman. Drugim jest coś, co Furedi nazywa inaczej, ale tu dla krótkości nazwę to fragmentacją albo kastyzacją społeczeństwa; o czym cytaty z opus citatum: „istnieje silne przeświadczenie, że tylko Czarni maja prawo pisać historię Czarnych”; „...tylko kobiety mogą poznać kobiety”; i tak dalej, bo ważne nie jest tworzenie teorii tylko właściwe doświadczenie – bycia tym, kogo się bada. Trzecią głową jest inżyniera społeczna, czyli nakaz, by aktywność intelektualistów i ich domów, jak uniwersytety i muzea, była użyteczna; użyteczna, oczywiście, dla urzędowych programów. Czwartą głowę określa nieznane mi przedtem w tym kontekście słowo inkluzja, czyli starania władzy o to, żeby jakaś grupa ludności nie czuła się odrzucona. Inkluzja każe wciąż obniżać standardy lub je odrzucać, równać w dół. Co się właśnie w świecie anglosaskim dzieje...

...A raczej działo się przed rokiem 2004 kiedy książka została napisana. A myśmy wtedy wchodzili do Unii... Nieświadomi co się tam dzieje, w jakim kierunku idą tamte społeczeństwa i ich władcze struktury. Bo czytając Furediego miałem powtarzające się wrażenie, że to czego się dowiaduję, nie jest całkiem nowe. My to już przerabialiśmy! Za Komuny. Przerabialiśmy i równanie w dół, i inżynierię społeczną, znacznie bardziej u nas niż tam rozbuchaną, mieliśmy kult właściwego doświadczenia – „proletariackiego”... – używanego do zwalczania „oderwanych od życia pięknoduchów”. Podczas lektury Furediego dźwięczała mi frazeologia anty-inteligenckich (i antyżydowskich) wieców w Polsce 1968 roku. Ale to degresja...

...Bo ważniejsze wydaje mi się tamto zdanie, ze strony 18:

Artyści i uczeni nie zamierzali tworzyć tego, czego chcieli odbiorcy, lecz zwracali się ku celom wyższym.

To zdanie jest dobrym punktem wyjścia do innych rozważań – o twórcach i elitach,  a także o naszym tarakowym podwórku, bo pamiętam uwagi Jacka Dobrowolskiego, który w odezwie Jak przetrwać pozostając sobą? projektował krąg wokół Taraki jako elitę kultury wysokiej.

Książka Furediego jest dobrą locją  przez odcinek historii, który Anglosasów już męczy, a my jeszcześmy go nie zauważyli, nie rozbudziwszy się dość z dawniejszych snów-paradygmatów o buntowaniu się (A) przeciw okupantom (narodowym lub ideologicznym) – lub (B) rynkowej pazerności. A tu przybywa siła, która korumpuje w imię „czynienia dobrze”.



« Puma wschodnia wymarła Zło jak dziura »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)