Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 lutego 2016

Aldona Mironski

Przewodnik małego szamana
Co trzeba wiedzieć przed wyruszeniem w podróż psychodeliczną


Uwaga. Autorka pisze o „podróżach psychodelicznych” odbywanych nie w Polsce i zupełnie legalnie.


Slowianie rytual

UBIÓR

Wszyscy ludzie na całym globie posiadają stroje obrzędowe – inne na chrzest, na ślub, pogrzeb czy uroczystość związaną z oddawaniem czci bogom.

Szaty mistrzów ceremonii zazwyczaj w jakiś sposób ich wyróżniają – podkreślają autorytet osoby lub rodzaj i doniosłość odprawianych rytuałów.
(Wyjątkiem jest ceremonia ayahuaski, na której celem ma być poczucie JEDNOŚCI. )

Bogate hafty i liczne ozdoby w postaci symboli, totemów albo zwierząt mocy mają ochraniać czakry i meridiany przed wnikaniem ciemnych energii.
- Tę samą rolę może spełniać dym z kadzideł i ziół, szamańska grzechotka albo pełna mocy MYŚL.
Poza tym design ubioru zależy od gustu, wyobraźni, wiedzy, oryginalności, epoki, mody i charakteru imprezy. W niektórych plemionach, np. u Eskimosów, rytualnym strojem są jedynie tatuaże.
Każda kultura ma nieskończoną możliwość wyrażenia własnej kreatywności.

slowianin

Wydaje mi się żałosne, gdy któryś z europejskich szamanów stylizuje się na Indianina bądź kogoś, kim (w tej inkarnacji) nie jest i już nie będzie.
Szaman, który autentycznie spełnia się wśród swego ludu, szuka własnych środków wyrazu – stosownych dla jego misji tu i teraz.

Gdy w dziedzinie stroju pojawią się zbyt sztywne przepisy, będzie to znak, że zboczyliśmy z wytyczonej drogi.
Największy szaman wśród showmanów, nieodżałowany George Carlin, dostrzegł niegdyś, że katolicy muszą zdjąć czapki z głów, by uszanować Boga; katoliczki odwrotnie - muszą te głowy czymś okryć. U Żydów jest odwrotnie, czyli: katolicy i Żydówki występują przed Bogiem z gołą głową, katoliczki i Żydzi – z przykrytą. Do tego każda religia ma inne nakrycie; istnieją przeróżne: turbany, bereciki, mitry, jarmułki... – jeden wkłada, drugi zdejmuje.... I w obliczu tego czapkowego szaleństwa Carlin nie wierzył w żadnego Boga, który każe wkładać bądź zdejmować czapkę. – Mam dokładnie tak samo!

my slowianie

Przestrzegam tylko ogólnie przyjętych norm:

Po pierwsze – potrzebny jest obrządek.
Trzeba dołożyć trochę starań i podkreślić doniosłość rytuału, bo - skoro z wielką pieczołowitością szykujemy się na ślub czy wigilię - wyprawa do istot ze światła w przypadkowych dżinsach byłaby objawem braku respektu.

Po drugie – kolor.
Syberyjscy szamani (dziś także i nauka) uważają paletę barw za instrument do sterowania ludzką psychiką. Kolory oddziałują bowiem na regulację hormonalną, a tym samym na uczucia.
Dlatego terapia kolorami leczy wiele chorób psychosomatycznych, a że ludzkie włókna nerwowe są niczym światłowody, uzdrowienia doznają też osoby niewidome, kontaktując się z barwą przez skórę.

Każdy kolor ma własną częstotliwość i stale wywiera na nas wpływ. Podoba się lub nie, ponieważ rezonuje (lub nie) z częstotliwością impulsów generowanych przez mózg.

ubior

Człowiek intuicyjnie wie, jakiej potrzebuje energii, dlatego ludzie powinni mieć dowolność w wyborze barwy stroju na ceremonię.
Zatem jedynym warunkiem jest jego jasny, pastelowy odcień!
Ciemne i ciężkie materiały wibrują na niskich częstotliwościach i przyciągają odpowiadające im ponure energie.
Lepiej tego unikać.

Najdoskonalsza jest – moim zdaniem – biel, gdyż mieści w sobie wszystkie kolory tęczy, tzn., że nie zamyka człowieka w jednej częstotliwości. Podkreśla też nasze dążenie do wewnętrznej czystości i łączy nas z energetycznym polem wiedzy przodków.

11401551 889011737829177 1900500067752559871 n


Tradycyjne odświętne stroje PRASŁOWIAN musiały być białe, bo "kolor" ten oznaczał dla nich nieskończoność możliwości, wolność od przeszkód, rozwiązanie problemów i nowy początek.

egipto

Każdy więc, kto oczekuje od Ayahuaski rozwiązania problemów i kto pragnie nowego początku, każdy - kto chce sięgnąć do świata nieskończonych możliwości - otrzyma dodatkowe wsparcie, jeśli otoczy ciało kolorem białym.
Jego przenikająca na wskroś wibracja jest niezawodna.

Wiedza na temat BIELI szat ceremonialnych pochodzi jeszcze z Wielkiej Tradycji Północy, od naszych aryjskich praprzodków.
Naśladowali ich kapłani Egiptu i Grecji.

egip szaman osiris
Ozyrys– egipski Pan Świata Podziemnego i Duchowego – w odświętnym stroju szamana z nieodłącznymi gadżetami.

Poza tym biel zawsze stwarza uroczyste wrażenie, pozwala pominąć elegancję i modę, a w przypadku CEREMONII AYAHUASKI najważniejsze jest, by było nam ciepło, przytulnie i miło.

Korzystne są też "szaty" z naturalnych i przyjaznych dla ciała włókien, ale to już nie jest żaden wymóg. Każdy wkłada, co zechce i w czym się czuje najlepiej.
Swego czasu przyjęłam chłopców, którzy przeszukali całe miasto w poszukiwaniu jasnych spodni, a że była zima, udało im się nabyć jedynie białe podkoszulki i nostalgiczne kalesony.
Wyglądali jak bohaterowie westernu i wzbudzali ogólną wesołość, lecz ich starania zostały docenione.
Podświadomość kocha show i im skrupulatniej przygotowany jest obrządek, tym szerzej otwiera bramy percepcji!

ceremony
Ceremonia Tutanchamona.
Kapłan prócz bieli przystrojony jest po szamańsku – w skórę swojego zwierzęcia mocy (tu: leoparda).


przewodnicy

ZWIERZĘTA MOCY, PRZEWODNICY I OBROŃCY...

...opisani są szeroko w literaturze fachowej, zatem streszczę się tu tylko do informacji ogólnie przydatnych. Istoty te bowiem ukazują się wszystkim – nie tylko szamanom.
Mogą to być duchy przodków, roślin, drzew lub żywiołów, postaci z mitologii, bogowie, anioły lub stwory kompletnie nie z tego świata.
Ich ogromne zainteresowanie i uczynność po drugiej stronie lustra bierze się stąd, że praca dla nas leży w zakresie ich własnej ścieżki rozwojowej.
Jeśli tylko nasze motywy są czyste, a darowane moce używane w sposób właściwy, wzbogacą naszą wiedzę we wszystko to, o czym się filozofom nie śniło.

Im potężniejszy jest szaman, tym więcej ma duchów opiekuńczych, które mu pomagają.
I tu UWAGA! Żadna z tych istot nie lubi być zabawką! Ci, którzy wchodzą w duchowe światy tylko dla mocnych wrażeń, bardzo szybko je tracą i gdy znajdą się w prawdziwej potrzebie, narażeni są na liczne niebezpieczeństwa.


ZWIERZĘ MOCY to DUCH gatunkowy konkretnej rasy ptaków, ssaków...itd.
Każdy zwykły człowiek może przeżyć spotkanie z takim pomocnikiem nawet we śnie. Jeśli ukaże się więcej niż raz albo dwa, to jest na pewno to! Zazwyczaj goni swego "pana", żeby go pożreć lub na odwrót – pozwala dopaść i skonsumować samego siebie.
Obojętne kto kogo – w każdym przypadku chodzi o to, żeby z dwóch istot, człowieka i np. lisa, stworzona została jedna o sile, mądrości i umiejętnościach obydwu.

orze

Oczywiście metod osiągnięcia tego samego efektu jest wiele. Zdarzyło mi się, np. "narodzić" w gnieździe orła; pamiętam jak bardzo długo wykluwałam się z jaja i ćwiczyłam moc swoich skrzydeł.
Potem uczyłam się szybować po nieboskłonie, bo szaman, który naprawdę chce korzystać z tej osobliwej symbiozy, musi jeszcze pozwolić takiemu stworzeniu w sobie żyć.
Dziwne tańce wokół ogniska to często dopełniający się proces integracji i nauka kontroli nad świeżo zamieszkałą w nas "bestią".
Niektórzy dla ułatwienia przebierają się w skóry albo doprawiają sobie skrzydła i... Robią, co mogą, by doskonale poczuć swego pomocnika w sobie i w pełni "stać się nim". Uczą się korzystać z jego siły i sprytu; wzbudzają w sobie naturalny krwiożerczy instynkt drapieżnika, uczą się poruszać jak wiewiórka albo bizon....
Warto czynić to regularnie, przynajmniej raz na kilka dni, choć niekoniecznie na oczach sąsiadów.
Ważne, żeby to robić, bo inaczej przepada wartościowa pomoc.

Zwierzęta mocy są nad wyraz przydatne. Gdy zmuszona jestem walczyć z demonem o duszę jakiegoś biedaka w potrzebie, mogę zamienić się w orła, smoka albo gigantyczną anakondę...
Mogę złowrogo syknąć, zmieść potwora potężnym skrzydłem z powierzchni planety, parsknąć ogniem...
To zapewne jest to osławione "szaleństwo szamana" (patrz: Postać szamana), jednak najważniejsza jest tu niezwykła skuteczność starych, sprawdzonych metod.

Większość znawców tematu twierdzi, że zwierzę mocy ma być związane z naszym terytorium, czyli musiałby to być niedźwiedź, żubr, wilk, zając... a choćby i przedstawiciel wymarłego już gatunku, jak: tur, tarpan albo nawet dinozaur (czas to przecież ściema).

zloty Simba

Praktyka przeczy tej teorii, stąd niektórzy dzielą zwierzęta mocy na "totemy" i "przewodników".
Zwierzę totemiczne ma pochodzić z ziemi szamana i jest z nim związane całe życie, jak np. moja słynna ropucha.
Przewodnik zaś może być egzotyczny i zjawia się jako gość – na krótki czas. – Teoretycznie!

Doświadczenia szamanów indygo dawno już zachwiały wszystkimi ogólnie przyjętymi zasadami, ale...
Nasze "życie plemienne" toczy się często na facebooku, gdzie cała planeta jest naszym terytorium; wielu poznaje świat natury jedynie przez discovery channel i – co również ma znaczenie – zagryzamy przy tym brazylijską pomarańczę, afrykańskie kiwi lub azjatyckie mango... Pożywienie, importowane z różnych stron świata, przesycone jest wibracją miejsc, z których pochodzi.
Rośliny mocy do naszych podróży psychodelicznych również sprowadzamy z najróżniejszych krajów egzotycznych.
Jak ma się więc to wszystko nie pomieszać?


duch lasu

POMOCNICY są jak przechodnie na deptaku: mogą wskazać nam właściwy kierunek i udzielić cennych rad. Chwilowo podążają w tę samą stronę, co my, ale mają własne zadania i z zasady nigdy nie odzywają się jako pierwsi.
Może to być stary indiański czarownik, dowolne bóstwo, duch drzewa lub motyl...
Psychodeliczny savoir-vivre nakazuje ich z szacunkiem powitać (w żadnym wypadku obrazić), a wtedy wiele można się od nich nauczyć.
Pomagają poruszać się po tamtym świecie.

W każdym niemal przypadku obcowanie z nimi to jednorazowa przyjemność i raczej nigdy ich już nie spotkamy.


OBROŃCY to najczęściej "ludzie", węże , smoki.... Pełnią rolę doskonałych przyjaciół.
To oni nas wybierają i choć także nie odzywają się jako pierwsi, silniej od przewodników zaznaczają swoją obecność. – Za nic nie pozwolą się zignorować, mogą, np. tarasować nam przejście i najczęściej rzucają nam jakieś wyzwania: musimy rozwiązać łamigłówkę albo jesteśmy zmuszeni stoczyć z nimi walkę, jak bohater "Avatara" z Torukiem Macto.
Gdy staniemy na wysokości zadania, stają się wartościowymi przyjaciółmi. W potrzebie zawsze możemy na nich liczyć.



POSTACI ARCHETYPOWE

POSTACI ARCHETYPOWE istnieją w świadomości zbiorowej od tysięcy lat. Są wśród nich: Jezus, Budda, bóg Siva, postacie z różnych mitologii... No i sama Ayahuasca.
Wyróżniają się wyjątkową mocą. Mogą wystąpić w roli pomocników, przewodników, obrońców, zwierząt mocy, łącząc w sobie dwie, trzy lub wszystkie te funkcje po trochu.

Wyróżnione wśród nich bóstwa to jedyne istoty, którym wolno użyczyć własnego ciała, co jest to dla nas wielkim zaszczytem. Jeszcze większym szczęściem.
Uczucie nie do opisania! Przenika nas cudowność boskości i wszechmocy, stajemy się na chwilę – dosłownie – gromowładni, zharmonizowani z całym istnieniem we wszystkich wymiarach, pełni uzdrowicielskich mocy i nadludzkiej siły... Na krótki czas!

Przybycie postaci archetypowych wiąże się zawsze z silnymi emocjami. Już chwilę wcześniej zauważalne jest przyśpieszone bicie serca albo dławienie w gardle, silne przeczucie lub strach. Każdy odbiera to na swój własny sposób. W skrajnych przypadkach pod wpływem spotkania delikwent doznaje szoku, który wyrywa go z transu bezpowrotnie. Lepiej być przygotowanym.

pan

Archetypy ukazują się niezależnie od tego, czy dany człowiek ma o nich jakiekolwiek pojęcie, czy nie.
Np. znany z mitologii greckiej "Pan", bóg lasów, pól i płodności Natury (bóg-ojciec Polaków, równych między sobą Panów), może ukazać się ortodoksyjnemu katolikowi, nawet jeśli ten – nieobeznany z Prawdą – pewnikiem uzna go za... diabła.

Są to sytuacje, w których odrobina wiedzy i znajomość mitów oraz baśni naszych przodków byłaby wysoce pożądana (patrz: Szamańska edukacja). Bo Pan istotnie pojawia się najczęściej pod postacią, która Kościołowi posłużyła za pierwowzór diabła; jest kosmaty, ma głowę kozła, parę rogów, ogon i zgrabne kopytka.
Sceneria, w jakiej potrafi się objawić, też bywa "piekielna" – przesycona wszechpotężną siłą ognia (symbolu dynamicznej energii męskiej) w płomiennych barwach żółci, pomarańczu i gorącej czerwieni.
Towarzyszy jej niewyobrażalna moc popędów – niepohamowana siła płodności, bo Pan od wieków włada właśnie popędami. Obiektem jego pożądania są w takim samym stopniu nimfy, kobiety, jak i zwierzęta czy młodzi chłopcy.

Osobnik indoktrynowany w dzieciństwie przerażającym grzechem, wynikającym z popędów i budzącym rzekomy strach wizerunkiem "diabła", w chwili spotkania z Panem ma prawo czuć się wciągany w czeluście piekieł. Tymczasem energia tego bóstwa to tylko czysty ŻYWIOŁ – moc płodności, gwiżdżącej na jakiekolwiek doktryny, wymysły, poczucie grzechu, czy choćby ludzkiej przyzwoitości.
Pan po prostu czyni swoje, by zgodnie z Wielkim Planem rodziły się nowe dzieci. To właśnie dzięki niemu ganiają po lasach młode wilki i sarny. Siła ta była na tej planecie, jest i zapewne długo jeszcze będzie, a zetknięcie z nią stanowi doświadczenie tego aspektu boskości, który od zarania fascynuje ludzkość najmocniej. – Bez płodności nie byłoby NICZEGO, nie byłoby nas....

Gdy swego czasu w jednego z uczestników mojej ceremonii, Karola, wszedł Pan, to gdy tylko Karol dotknął mojej dłoni, przed oczyma duszy przeleciał mi "film" z odprawianych niegdyś na mojej ziemi sabatów (pogańskich świąt, opisanych w Kalendarzu ceremonialnym).
Wraz z przybyciem Pana niekoniecznie odbywały się "orgie", bardziej pasuje nazwa rytualne akty płciowe – żywiołowe i naturalne, przepełnione niebiańską miłością, w żadnym razie nie perwersyjne ani wyuzdane.

akt

Akt seksualny z Panem miał wówczas bardzo głębokie znaczenie sakralne, duchowe i społeczne. Spośród ludzi, starannie przygotowanych na szamańskie święto, bóstwo dobierało sobie parę kochanków; mężczyznę, z którym stawało się JEDNYM i kobietę, którą łaskawie obdarzyło swoją uwagą....
I – wierzcie mi – każda chciała być jego wybranką!
Pisałam w zakładce o ceremoniach w Holandii, że emocja ma wpływ na ludzki kod genetczny. W tym przypadku boska ekstaza i upojenie światłem sprawiały, że ludzie, będący właśnie najdoskonalszą wersją samych siebie, płodzili w tym szczególnym momencie dzieci, które rzeczywiście mogły być prawdziwym darem Niebios.
Krótko mówiąc, szczęśliwi wybrańcy użyczali swoich ciał do wielkiego misterium tworzenia nowego, bardziej od innych niezwykłego człowieka – być może szamana, proroka, wielkiego wodza....
A zatem podczas uroczystości sacrum i profanum łączyły się w jedno, by mogła wypełnić się "wola bogów" – dla dobra ludzi.

kupalanight

Oczywiście w obrzędach tego typu brali udział różni bogowie i boginie, nie tylko Pan. Dobór pary przyszłych rodziców zależał nie od dołożonych starań, ale od poziomu świadomości i... kodu genetycznego, którego potrzebowała wyższa inteligencja.
I w każdym jednym przypadku dziecko, spłodzone podczas ekstatycznego aktu, było w jakiś sposób wybitne – mogło być nawet wcielonym Aniołem lub Bogiem. I zawsze cieszyło się społecznym szacunkiem.
Jeśli na to nie zasługiwało - znaczyło, że para spontanicznych kochanów ściemniała, kierując się wyłącznie ślepą, niską żądzą. Nikt nie chciał być tak zaklasyfikowany.
Więcej o tym, patrz: Kalendarz ceremonialny.

fusa a

Na ceremoniach ayahuaski seks jest i zawsze będzie wykluczony. Tu przenosimy popędy na wyższy poziom i używamy energii seksualnej jako najpotężniejszej twórczej siły, niezbędnej do KREOWANIA nowej rzeczywistości.
Jestem jednak pewna, że gdy więcej ludzi pozna (przypomni sobie) te aspekty MOCY Bogów, uroczystości te – zapewne z udziałem grzybów halucynogennych – odzyskają należne miejsce w kulturze Zachodu.

Tymczasem – człowiek nieświadomy może doznać wstrząsu na sam widok niejednej istoty, którą nasi pogańscy przodkowie określali mianem boga.
Fałszywa propaganda zasiana w ludzkich umysłach zdaje się być wciąż skuteczna, choć uczynienie diabła z boga natury jest wyjątkowo przewrotnym, by nie rzec: szatańskim pomysłem.
Prawdziwy DIABEŁ bowiem (jakkolwiek go nazwiemy) może ukazać się pod postacią czarująco piękną i emanującą światłem. W końcu jest to upadły Anioł, wygląd jego się nie zmienił i jak nikt inny potrafi nas zmamić. Niejeden śmiałek, biorący boga Pana za diabła, a prawdziwego demona za Boga, padł ofiarą zmyślnego oszustwa.
Naprawdę rozpoznajemy ich dopiero po OWOCACH! Owoce spotkania z Panem są zawsze słodkie.


KAROL o spotkaniu z PANEM

... wyczułem, że Bartek potrzebuje energii i wypompowuje ją ze mnie. – Nie miałem "jej" zbyt wiele po poprzedniej sesji, w której walczyłem ze swoimi demonami. Teraz poprosiłem o więcej Mocy Miłości.
W pewnym momencie pojawiła mi się w głowie mantra i bez zastanowienia wystartowała z moich ust, jak bolid formuły F1 na wyścigach Formuły 1.

karol1

W trakcie mantrowania pojawiło się ŚWIATŁO o bardzo Ciepłej Barwie Pomarańczowo-czerwono–żółtej... Napierało jakby z nieba.
Czułem się, jak pod WODOSPADEM MIŁOŚCI i SZCZĘŚCIA całego Wszechświata... Dosłownie, jakbym został podłączony do Kanału MIŁOŚCI, który przechodzi przeze mnie w tej chwili... SZCZĘŚCIE i MIŁOŚĆ w niezwykle potężnej dawce wypełniały moją duszę, ciało i umysł.
Ciepło MIŁOŚCI wprowadzało mnie w nieopisany stan EKSTAZY... Łzy Pełnego SZCZĘŚCIA, RADOŚCI i MIŁOŚCI sączyły się z oczu w pełnej harmonii z uczuciami.
W "tym" Błogostanie poczułem chęć dzielenia się i wysłałem intencję do Wszystkich na sali, by się przyłączyli i też napełniali się MIŁOŚCIĄ WSZECHŚWIATA...

Moje ciało wprowadzało się w drgawki z nadmiaru ENERGII, co uznałem za naturalne i nie walczyłem z "tym", bo nie widziałem sensu opierania się SILE MIŁOŚCI... I znów wysłałem intencję, tym razem prosiłem o "ODBIORCÓW ENERGII", ponieważ ja już byłem przepełniony...
Jak na zawołanie spojrzałaś, Aldonko, na mnie i powiedziałaś: "Ja chcę", a ja położyłem dłoń na Twojej głowie... ENERGIA przepływała już przez Naszą trójkę, a ja ciągle czułem że, to za mało, a wtedy dołączyła Magda, przytulając się do Ciebie.
Po chwili drgawek już nie było i pojawiła się wizja JEDNOŚCI LUDZKIEJ. To było tak piękne i zniewalające jak narodziny nowej, niewinnej istotki na Świecie.
- Nie jestem w stanie określić czasu, w jakim to wszystko się działo, ale dla mnie nie istniał czas, ani nic, co mogło by mnie ograniczać w jakikolwiek sposób. Gdy przestałem mówić Mantrę - ŚWIATŁO przestało płynąć z góry, lecz wypływało prosto z mojego SERCA i dawało tyle samo ŚWIATŁA i MOC UCZUĆ, jak "To" z Nieba. Cudowne Uczucie, które wypełnia mnie Radością zawsze, kiedy o "tym" myślę i kiedy "to" wspominam.

Karol3

Po puszczeniu dłoni Bartka, złapałem Twoją rękę i... grałem na niej jak na harfie.
Kierowała mną "Jakaś Wyższa Jaźń" bądź jakiś Duch. W pełni elegancko i z namiętnością prowadził moje palce po Twojej ręce jak wirtuoz... Widziałem i Czułem dźwięki. (Przypis Aldony: Dla mnie było to jak programowanie komputera – potok wiedzy, nie ogarnionej, w tym momencie, rozumem, ale zakodowanej we mnie na zawsze).
Wprowadziło mnie to w stan zupełnego relaksu i uniesienia, ale zupełnie innego niż podczas WODOSPADU MIŁOŚCI... Wprawdzie oczy miałem zamknięte, ale widziałem więcej niż jakbym miał otwarte... Widziałem obecnych jako Świetliste Dusze albo zjawy w pełni obnażone/gołe, bez cielesnej-skórno-mięśniowo-kościstej powłoki. W pełni NATURALNE, PIĘKNE i CZYSTE... W stanie tego uniesienia poczułem się niesamowicie cudownie...

Troszkę wstyd mi się przyznać, ale poczułem też niesamowity pociąg seksualny... To było jak orgazm mojej Duszy, Serca i Ciała w jednym momencie... Najpiękniejsze jest w tym, że nie prowadziła mnie namiętność cielesna, lecz wyłącznie DUCHOWA. Delikatność, z jaką moje palce były prowadzone po Twojej ręce/harfie, napełniały mnie wzruszeniem i spokojem...
Wyczuwałem delikatność ludzkiej Natury i Usposobienia, jakie każdy z Nas ma w Sobie/Sercu... Wypełniło mnie to nieograniczoną Miłością do wszystkich Ludzi... Nawet do tych, których było za co nienawidzić. Wydaje mi się, że to mogła być Muzyka Odpuszczenia, o której zapomniałem, ale nigdy "Jej" nie straciłem.
Po wygraniu całej Melodii puściłem Twoją dłoń/harfę i udałem się na swoje miejsce, by cieszyć się spokojem.
Pływając w spokojnych wodach mojego serca, czułem się jak świeżo narodzone dziecko, które na nowo może podążać ścieżkami pięknego Życia..."


Węże i Smoki

SMOKI
Symbolika smoka – tak jak i węża – ma naturę dualistyczną; istnieją smoki dobre i jednoznacznie złe albo inaczej – istoty TE służą zarówno siłom światła jak i ciemności.
Dobry smok symbolizuje połączenie wszystkich mocy i wszystkich żywiołów (skrzydła odpowiadają elementowi powietrza, łuski – wody, jego tchnienie to ogień...) Z reguły strzeże on wielkich skarbów ludzkiej duszy, drogi do Drzewa Życia i innych świętych elementów. Ma związek z alchemicznym złotem, kamieniem filozoficznym, tajemnicą prawdy kwiatu życia, miłością, jednością i oślepiającym blaskiem wszechpotężnego światła.

BeihaiPark Pekin-glazura 1756

Smokiem, z którym się zaprzyjaźniłam, jest monstrualny DRACO.
Po raz pierwszy ujrzałam tylko jego szyję. Weszłam wówczas w ayę z przygotowanym pytaniem o mój związek, gdy natychmiast pojawił się zielono-złoty "wąż". Dał mi odpowiedź, że mój partner "został specjalnie stworzony, by się mną opiekować".
Z nieukrywaną satysfakcją powtórzyłam tę informację nazajutrz przy śniadaniu.
Jarek podniósł wzrok znad talerza, wyraźnie nie spodobało mu się to "specjalnie stworzony", zatem burknął jedynie: – Nie gadam z zielonymi wężami!
Cóż... Cały świat widzi, jak ofiarnie się mną opiekuje! – Tą właśnie jego opiekuńczością tak chętnie dzielę się z moimi gośćmi.

drako 001

Jakiś czas później ten sam zielono-złoty "wąż" bezpardonowo mnie połknął i stało się to tak szybko, że nie zdążyłam nawet pomyśleć. Bezdyskusyjnie staliśmy się JEDNYM.
Został "moim" zwierzęciem mocy, ale dopiero przy trzecim spotkaniu zademonstrował mi się w całej okazałości.
Z początku poczułam trudny do opisania niepokój, gdy zaraz, po chwili ujrzałam krokodylowy łeb i gigantyczne cielsko. Zdawał się przesłaniać cały horyzont.
Był tym razem zatopiony w ciemnościach, trudno rozpoznawalny, monumentalny, cichy i złowrogi niczym przypływający nade mną statek kosmiczny.
Sponad masywnej szczęki wyzierała para przerażających oczu, które złowróżbnie łypały na boki. Zupełnie jakby się zastanawiały, kogo by tu przegryźć na pół. Przejęła mnie zgroza... Jednocześnie przemknęła myśl, że przecież jestem światłem, co złego może stać się światłu?
Mężczyzna pewnie musiałby stoczyć z nim walkę, mnie starczyło opanować paraliżujący lęk i wtedy to... nieoczekiwanie znalazłam się w pozycji medytacyjnej – luźno zawieszona w przestrzeni, podczas gdy "wąż" płynnie zawinął rogala i osłaniając moje plecy - przybrał pozycję kobry jak na posągach z Buddą.
– Wszystko jasne! Oto mój ochroniarz!
W odpowiedzi na pytanie, skąd krokodylowy wąż wziął kołnierz kobry, ukazał mi... smocze skrzydełka.


Szaman-uzdrowiciel z Amazonii, pogrążony jeszcze w ceremonialnym transie, zapuszcza się w dżunglę i zbiera rośliny. Jedną miażdży, drugą gotuje, trzecią tnie na kawałki do żucia..., co trzeba miesza ze sobą i zyskuje niepowtarzalny lek na przypadłość konkretnego człowieka.
Robi to wszystko automatycznie, zazwyczaj bez użycia rozumu. Intuicyjnie daje się prowadzić matce Ayahuasce.
My, szamani Zachodu.... Otwieramy Internet i – tak samo odruchowo – znajdujemy rozwiązanie dla nurtujących nas problemów. Wystarczy kołatające się po umyśle pytanie, a ręka sama naciska enter w najwłaściwszej, sieciowej czasoprzestrzeni.

zwierze mocy 1

Nie zdziwiło mnie zatem, gdy już następnego dnia ujrzałam na facebooku grafikę z portretem (wypisz wymaluj) mojego SMOKA.
Poczułam przypływ tych samych emocji i spontanicznie napisałam, że znam tego gościa – był u mnie na ceremonii...
Niemal natychmiast posypały się komentarze:
ktoś widział go w mojej toalecie, ten sam "numer z kobrą" zrobił mojej przyjaciółce, czasem zabiera młodych szamanów na przejażdżki, a Jarek widuje go regularnie od dawna.
Poczułam się ciut zawiedziona, wręcz zazdrosna, że nie należy wyłącznie do mnie, jednak z archetypami tak już jest. Ten właśnie smok znany jest ludzkości od zarania dziejów.
"Przypadkiem" (jasne!) natknęłam się też na artykuł sir Laurence Gardnera ("Gwiezdny ogień, złoto bogów"), w którym znaleźć można opis "mojego" smoka.
Nazywa się Draco i w czasach starożytnych ukazywał się bardzo często właśnie pod postacią zielono-złotego węża o pysku krokodyla lub warana. Był, m.in., znakiem boskości faraonów i symbolem egipskiej medycyny. Ceniono go od stepów Azji po Irlandię.
W zależności od nastroju potrafi objawić się jako mały lub ogromny, złoto-zielony lub złoto-seledynowy.
Stał się moim wiernym przyjacielem, totemicznym zwierzęciem mocy, przewodnikiem i opiekunem moich ceremonii.
Na pewno nikt nie chciałby mieć go przeciwko sobie, a jeśli komuś zdarzy się go pokochać, to na zawsze. Jego "partnerka" – potężna smoczyca – na stałe pilnuje mojego domu.

smoczek

Według Czesława Białczyńskiego, autora Mitologii Słowian: Bóg Światłoświat kazał ciężkim Smokom służyć Światłości, zaś ognistym, lekkim Żmijom parać się ciemną Głębią.

Smoki ukazują się moim gościom regularnie. Są to smoki w wielu kolorach, często przypominają symbole z królewskich sztandarów, jednak żaden z nich nie jest niczyją własnością! – Smoki nie są niewolnikami!


W każdym niemal przypadku spotkanie z archetypem porusza nasze uczucia i zostawia po sobie ślady na zawsze, o ile ignoranci (tych, niestety, nie brakuje) nie przegapią wielkiej szansy.


KOSMICI, OBCE RASY

KOSMICI to temat rzeka i chyba nie do ogarnięcia w krótkim tekście.
Jest wiele ras żyjących w innych wymiarach. Mam na myśli istoty niefizyczne, fizyczne i takie ni pies, ni wydra (nie wiadomo co).
Generalnie są dokładnie tacy sami, jak ludzie, czyli... bardzo różni: o różnych kolorach i rysach "twarzy", rozwinięci duchowo albo tylko technicznie, przyjaźni, neutralni lub zdecydowanie wrodzy. I również jak my – ludzie – bywają podstępni, udający dobrych, a w rzeczywistości chytre, jak lisy, zwodnicze potwory...

Ci, których dane mi było poznać bliżej, są na ogół szlachetni, niezwykle pomocni i pracowici. Często robią ludziom profesjonalne operacje; wymieniają zużyte narządy, poprawiają DNA i czynią cuda uzdrawiania. Bywa, że w realu posługują się sprawnymi dłońmi szamana. – Nieraz zdarzyło mi się dotykać gościa, np. w okolicy czoła, podczas gdy on czuł wyraźnie długie palce wnikające w głąb jego czaszki.
Dobre intencje poznać po tym, że są to istoty bardzo kulturalne i wyraźnie respektują ludzką wolną wolę. Zdarza się, że konsultują pewne działanie z "pacjentem", ponieważ metoda, którą chcą zastosować, jest dopiero w fazie eksperymentów (inno-wymiarowy, medyczny "prototyp").

kosmita oa

Zazwyczaj bardzo pomagają przy otwieraniu ludzkich serc i często udzielają nauk duchowych.
Ogólnie działają zgodnie z intencjami uczestników ceremonii i cierpliwie czekają na nasze przebudzenie.

Owe wysokorozwinięte humanoidy, o niewyobrażalnych umiejętnościach, znane są ludzkości od zarania dziejów. Słowiano-aryjskie wedy nazywają ich Uri. Mieli przybyć na Ziemię razem z nami jako nauczyciele, mentorzy i nierzadko lekarze.
Biały Niedźwiedź – Indianin z plemienia Hopi, przekazujący opowieści swojej babki – nazywa ich Kaczyni, tzn. „istoty godne szacunku i poważania" (na Hawajach – Kahuni).
Zawsze gotowi do niesienia pomocy ochraniali życie na Ziemi i nauczali ludzi przestrzegania praw natury. Dzięki pojazdom, które poruszały się w polu magnetycznym bez żadnego silnika i paliwa, mogli w każdej chwili znaleźć się w każdym miejscu na Ziemi albo ją opuścić.
Posiadali (i wciąż posiadają) zdolność przekazywania myśli na odległość oraz umiejętność płodzenia dzieci z ziemskimi kobietami – bez fizycznego kontaktu.

kosmitek

Nowicjusz jednk nigdy do końca nie wie, z jaką rasą lub frakcją przyszło mu obcować, a jest tego.... cały Kosmos! Pochodzą z Syriusza, Oriona... albo z Plejad.... bądź nieznanych nam układów planetarnych. Współpracują z Iluminati albo z nami – ludźmi; nierzadko udają jedno, a robią co innego. Może się zdarzyć, że istota super inteligentna, niemal wszechwiedząca, pozornie na wskroś dobra, potrafi w pewnym momencie okazać się zupełnie, ale to zupełnie inna.

Oczywiście motywy "niedobrych" kosmitów nie zawsze są skrajnie złe, czasem bywają tylko... sprzeczne z naszą własną ścieżką rozwoju.
Większość z nich nigdy nie zaznała życia materialnego, a niektórzy mają na nie wielką ochotę. Bywają bardziej od nas świadomi i lepiej potrafią wykorzystać nasze moce. Pchają się zatem w ciała nieświadomych niczego naiwnych, by zagościć w nich na dłużej.
Przytrafiło się to jednemu z moich gości i niech jego historia stanie się dla Was przestrogą!

Chłopak był u mnie kilka razy, doznał już spektakularnego oświecenia i stał się prawdziwie szczęśliwym człowiekiem. Przy jednej z kolejnych wizyt, pewny samych dobrych przeżyć, niczego nie przeczuwając - zaprzyjaźnił się z kosmitą. Stwór oczarował go swoją szczodrością; pokazywał obce cywilizacje, zachwycał niezwykłościami, jak np. "cudnie kolorowymi budowlami o kształtach podobnych zupełnie do niczego..." A przy tym całkiem mądrze uczył, jak funkcjonujemy. – Pomimo moich protestów przez kilka sesji gadał, za pomocą strun głosowych chłopaka, językiem zrozumiałym tylko dla niego.
Hmm... !!! Oglądanie obcych światów możliwe jest bez dodatkowego pasażera w ciele, nauki też są dostępne w każdy inny sposób... Postanowiłam przepędzić intruza, napotkałam jednak tak stanowczy protest obydwu zainteresowanych, że zostałam zmuszona odpuścić. Właściciel ciała zawsze ma głos ostateczny! To jego terytorium i wola.
Przy pożegnaniu prosiłam tylko, by mój gość przynajmniej bardzo na siebie uważał.

Wkrótce potem dostałam maila:

... piszę do Ciebie, ponieważ jestem jakby cały czas nieobecny. Mam niesamowitą pustkę w głowie i zniechęcenie do wszystkiego, co mnie otacza. Miałem nadzieję, że to przejdzie z czasem, ale im dłużej, tym bardziej jestem skołowany.
Coś się zmieniło, ale nie jestem w stanie określić co. Straciłem blask Szczęścia i Radości, który mi oświetlał drogę po poprzednich ceremoniach. W zamian dostałem pustkę i stłumione uczucia/emocje, wobec których czuję się niespełniony i nieobecny...

Cały czas próbuję coś z tego zrozumieć, ale nawet myśli nie przychodzą... Jakbym stracił zdolności myślowe i zatracił siebie, co jest uciążliwe...To nie jestem do końca ja.
Próbuję medytować, ale stan medytacyjny niczym się nie różni od całego dnia... Nie mam pomysłu, jak sobie mogę pomóc, nawet nie wiem, w którym kierunku mam iść, by coś zmienić... Im dłużej to trwa, tym bardziej jestem skołowany ( i nieobecny)... Albo zostałem stłumiony w środku, albo jakaś część mnie nie wróciła na swoje miejsce i to miejsce jest puste bądź zajęte, ale już nie przez moją osobę...
Aldonko, nie chcę obarczać Cię moimi problemami, ale nie umiem sam sobie pomóc i proszę choć o jakąś podpowiedź, co mam dalej czynić... Jeszcze raz przepraszam za swoją słabość i zaprzątanie Waszego czasu... Jestem tak skołowany, że nie wiem co mam dalej czynić...
M.W.

Otrzymując pozwolenie, mogłam wreszcie zadziałać – przynajmniej na odległość!
Poinstruowałam chłopaka, co ma robić i już po kilku godzinach napisał uszczęśliwiony:

...usiadłem w pozycji medytacyjnej, by rozpocząć Pracę, którą zleciłaś.... I pojawił mi się dwa razy ten kosmita. Widziałem jego zarys na tle kolorowych pejzaży. Wyczułem u niego niepokój i dodało mi to wiary w siebie. Dziękuję Ci ślicznie za nieocenioną pomoc...
Wracam do siebie, jakim byłem po poprzedniej sesji. Wdzięczność i Miłość zaczynają wypełniać moje serce i duszę, powraca energia do życia. Najbardziej wspieram się Wdzięcznością za nauki, które dane mi było przeżyć... Wyciągam z tych nauk więcej dobroci i zrozumienia dla dalszej mojej podróży.
Ten kosmita wpędził mnie w "pustkę/otchłań niewiedzy". Co najgorsze - to nie czułem się smutny ani zagubiony, tylko totalnie wypłukany z uczuć i myśli. Bardzo dziwne uczucie, którego nigdy wcześniej nie czułem i nikomu nie życzę. Na szczęście powracają uczucia Miłości, Wdzięczności i Szczęścia.
Dziękuję za to wszystko, czym mnie Obdarowaliście... Szczerze dziękuję z całego Serca...
M.W.

Wszystkie przeżycia tego typu, nawet najgorsze, może być pouczające, może wzbogacić naszą wiedzę i doświadczenie! Początkujący jednak powinni zdać się wyłącznie na sprawdzonych szamanów i słuchać ich wskazówek w trakcie sesji.


fuseli-nightmare

SIŁY DEMONICZNE

SIŁY DEMONICZNE to różnej maści energie, które nastawione są na czynienie ZŁA, prowokują do niego lub po prostu je czynią.
Mogą to być też pasożyty żywiące się strachem i niskimi emocjami.
Tak czy inaczej w jakiś sposób zawsze sprytnie wysługują się człowiekiem.

Nie daję im tu zbyt wielkiej przestrzeni, ani nie przejmuję się nimi zbytnio...
Profilem mojej działalności jest ludzki rozwój, a na tej ścieżce siły te mogą być tylko pomocne, m.in. informują, jak daleko mamy do celu!
Człowiek ukierunkowany na dobro, który uczy się radzić sobie z lękiem i transformuje złe emocje w miłość, nie ma się czego bać. Bo one nie boją się MIŁOŚCI, jak przysłowiowy diabeł święconej wody.

Znacznie większym problemem są "PRZEBIERAŃCY" – siły demoniczne pod postacią istot ze "światła", wilki w owczej skórze, sprytne zło. Literatura mistyczna od zarania mówi o wspomnianych wyżej upadłych Aniołach, które potrafią zwodzić. Niekiedy porażają pięknem prawd, które głoszą, albo zniewalają pięknem uczuć (także miłości), by podstępem osiągnąć swoje zamiary.

fuse

Ich typową strategią jest przekazywanie człowiekowi dziewięciu naprawdę głębokich PRAWD, by w rezultacie przemycić jedno perfidne kłamstwo.
Osobnik nieświadomy (podczas ceremonii albo jako channel-medium) z reguły nie wie, kiedy staje się narzędziem do załatwiania cudzych, brudnych interesów. Bo twory te dysponują nieprzebraną ilością forteli i pokrętnych sztuczek. Potrafią pokazać dowolny "hologram" lub wzbudzić określone uczucie. Niektórzy kosmici dysponują technologią, o jakiej nie śniło się filozofom – mogą kontrolować umysł.
Większość amatorów napoju bogów nie ma o tym wszystkim bladego pojęcia, jednak szamanów trudno wywieść w pole.

Nowicjusz musi wiedzieć, że PRZEBIERAŃCY bazują zazwyczaj na ludzkiej chciwości, potrzebie bycia ważnym, pragnieniu wyniesienia się ponad innych, żądzy władzy... i podobnych ludzkich słabostkach. Najmniejsza wibracja tego typu bywa dla nich jawnym zaproszeniem i zgodą na ingerencję.
Osobnik, podstępnie przez nich opętany, zazwyczaj czuje się wyjątkowy, możliwe, że nawet "oświecony", jednak nietrudno dostrzec, że nie wnosi swoją osobą harmonii (raczej przeciwnie).
Niektórzy, zmamieni w ten sposób, opowiadają o swoim doświadczeniu w pozycji biernej: jest mi pokazywane, jestem przygotowywany do ważnej misji...itd.
Bywa, że po takim "oświeceniu" człowiekowi wiedzie się o wiele lepiej – w dawnych czasach mawiano, że delikwent zaprzedał duszę "diabłu". Większość jednak oddaje się do dyspozycji całkiem "za darmo", a raczej jedynie za owo uczucie bycia kimś szczególnym – za wygłaskane EGO i pozorny brak konieczności pracy nad sobą.
Zarówno cwani, jak naiwni, po "zaprzedaniu duszy" przynoszą sobie i ludziom same tylko kłopoty.

Istoty ze Światła poznać m.in. po tym, że nigdy nam nie powiedzą, co mamy robić i nigdy nas nie używają do własnych celów. Nie instruują w sprawach życia naszych przyjaciół czy sąsiadów... Szanują wolną wolę, respektują ludzkie pragnienia i plany, uczą i ogólnie pomagają w rozwoju. Czasem, co najwyżej, nas inspirują – nic ponad to.

Skuteczną ochroną przed takimi istotami, w trakcie ceremonii ayahuaski, jest albo wysoka ŚWIADOMOŚĆ, albo dobry szaman.


Bog

MAMIDŁA - to miszmasz z wytworów własnej podświadomości, wyobraźni i knowań ego.
Podobnie jak siły demoniczne - mogą przybrać postać Jezusa, Matki Boskiej, ducha przyrody, kosmity, Ayahuaski...,  z reguły kogoś "ważnego".
Na pierwszy rzut oka wyglądają prawdziwie i przekonująco, zazwyczaj jednak same nawiązują kontakt i mówią nam lub pokazują, co mamy robić.
Słuchanie takich podszeptów pewnie prowadzi nas na manowce.

Każdy przeżywa takie potknięcia i dopiero z czasem uczy się odróżniać mamidła od wartościowych nauk pomocników.
PRZYKŁAD: Jeden z moich uczniów, KRZYSIO – niezwykle uzdolniony szaman o wielkim sercu - dostrzegł podczas jednej z ceremonii, że nie zostało mi zbyt wiele ziemskiego czasu, a przynajmniej nie w obecnym, słabiutkim ciele.
Był to dla mnie czas kolejnych inicjacji i prób (zapewne też wyglądałam, jakby dni moje były już policzone) i w obliczu tej wyimaginowanej, w gruncie rzeczy sytuacji, "Ayahuasca"(?) natychmiast "pokazała" Krzysiowi mnie w kolejnym wcieleniu. Miałabym zostać jego córeczką.
Ponieważ żona Krzysia nie zniosłaby kolejnych porodów - na moją matkę "wyznaczyła" przyjaciółkę, z którą przyjechali na to spotkanie. Całość dopełnił obrazek sielsko żyjącego trójkąta w symbiozie i wielkiej harmonii na malowniczej wsi.

Obie panie, zarówno żona, jak ich przyjaciółka, nie były zachwycone taką przyszłością, lecz któż śmiałby polemizować z proroctwem "Ayahuaski"?
Chłopak doznał otrzeźwienia dopiero, gdy zwróciłam jego uwagę na nieokiełznany pęd do płodzenia mnie w chwili, gdy jeszcze żyję.

Inny przykład, fragment relacji HALINY:
"... Aya w drugiej wizji pokazała mi, że muszę teraz podjąć decyzję, czy wybieram męża i rodzinę, czy drogę bezwarunkowej miłości (...).
Widziałam jak duchowa energia Aldony – mojej szamanki – pomaga mi się pozbyć wszystkich metalowych przedmiotów na ciele; dała mi do ubrania kapłańskie suknie i widziałam siebie z dala od rodziny, w gronie moich wyznawców jako kapłanka i medium Ayi..."
W dalszej części tekstu znalazła się gruntowna analiza ludzi, obecnych na ceremonii, kto jest kim, kto stoi w miejscu, komu czas na zmiany, kto ma jakie problemy z dzieciństwa i ogólnie wskazówki, co ludzie powinni robić.

To z całą pewnością nie mogła być Aya i na pewno nie byłam ja!
Nigdy, PRZENIGDY nie jest możliwe, by istota ze ŚWIATŁA rozdzielała rodzinę, bądź kochających się ludzi, na rzecz jakiejkolwiek służby. Poświęcenie, ofiary, mniszki, kapłańskie suknie, klasztory - to przebłysk minionej epoki narzucanych systemów religijnych, czasy duchowego terroru, ofiar, strachu i poczucia winy.
Gromadzenie rzeszy wyznawców to już czyste podszepty EGO, wspominające okres dominacji rzekomo uprawnionych pośredników do boga i wiedzy.
Posada medium Ayi to także czysty archaizm, zwłaszcza na ceremonii, gdzie Ayahuasca może zwrócić się bezpośrednio do zainteresowanych.
Istoty wyższego porządku poznać m.in. po tym, że nigdy nam nie powiedzą, co mamy robić i nigdy nas nie używają do własnych celów. Szanują wolną wolę, respektują nasze pragnienia i plany, uczą i ogólnie pomagają w rozwoju. Czasem co najwyżej nas inspirują – nic ponad to.

Do mamideł zaliczam także wizje demonów i innych potworów natury wężowej tam, gdzie wcale ich nie ma. Zdarza się to notorycznie ćpunom (m.in. dlatego wykluczam ich z ceremonii) oraz ludziom, którzy nadużywali środków chemicznych i nie oczyścili się przed spotkaniem z Ayą.
Bywa to też częste u osób, które generalnie źle myślą o innych i nawet na ceremonii wzbraniają się przed otworzeniem serca i spojrzeniem życzliwym okiem na innych.
- Wszyscy ci ludzie widują nagle potwory w twarzach współtowarzyszy lub oglądają osobliwe "obrazki", np. w chwili, gdy człowiek obok przeżywa oświecenie i jest dosłownie w siódmym niebie - oni widzą jego rozmowę z potworem albo w słowach płynącej właśnie pieśni o miłości doszukują się złych treści.

Zjawisko, kiedy EGO lub strach mącą w głowie człowieka do tego stopnia, że nie odróżnia on własnych zachcianek, ambicji lub lęków od rzeczywistości duchowej, jest niezwykle częste.
Wspólne omawianie doświadczeń po ayahuasce koryguje błędy tego typu natychmiast.


GADŻETY

GADŻETY wszelkiego typu bywają niezwykle przydatne w zmaganiach z przeciwnościami.
Najważniejszy jest bęben i grzechotka, zwane na Syberii "szamańskimi wierzchowcami". Jak bardzo potrafią być niezwykłe, nie da się opowiedzieć. Doświadczenie jest jedynym sposobem poznania.


totemy

TOTEM ściśle określa przynależność do konkretnej grupy ludzi.
Stanowi zazwyczaj niepowtarzalny sztandar lub godło rodu, szczepu, plemienia, szamańskiego klanu. Gwarantuje rodzaj psychicznej ochrony.

Totemu nie da się wymyślić ani stworzyć. Sam objawia się w sposób magiczny i zwykle pod postacią czegoś naturalnego. Może to być kamień, kryształ, pióro, zwierzę albo drewniany kloc, w którym "zaklęta" jest przyszła rzeźba.
Może to być także symbol albo broń, jak np. miecz Króla Artura.
W świecie realnym jest to na pewno przedmiot, obok którego trudno przejść obojętnie i którego zabieramy ze sobą do domu jak skarb.
Robią to często dzieci, gdyż one instynktownie szukają ochrony i magii. W każdym przypadku owo coś fascynuje szczególnie i natychmiast staje się przedmiotem czci.

laska

Do takich właśnie skarbów należy nasza "laska Asklepiosa", zgrabnie uformowana przez Naturę z dwóch pni młodych brzóz.
Krótko po wprowadzeniu się do Parku Narodowego, na dawne magiczne tereny druidów świetlne istoty dosłownie rzuciły ją mojemu mężowi pod nogi. "Z nieba" spadł cudny prezent i niezwykła wróżba jednocześnie.
W tamtych czasach nie mieliśmy jeszcze zielonego pojęcia o naszych związkach z Asklepiosem i pomimo że nigdy nie zabieraliśmy do domu żadnych pamiątek - tym razem było inaczej.
Mieliśmy niejasną pewność, że ten dziwny "kostur" ma dla nas szczególne znaczenie. Próg objawienia!
Paradoksem jest, że długo nie wiedziałam, co z nim począć. Poniewierał się po kątach, przez jakiś czas służył za podpórkę do kwiatów, w końcu przekładaliśmy go z miejsca na miejsce, ale nikt z nas nigdy nie ośmielił się go wyrzucić. – Dziś jest strażnikiem sali ceremonialnej.

Rzeczywista moc totemu objawia się dopiero, gdy zostanie użyty do szamańskiej pracy.

grzechotka

GRZECHOTKA w połączeniu z siłą ducha i wolą szamana to niepozorne, aczkolwiek niezwykle potężne narzędzie. Głównie przeciwko przewrotnym duchom. Rozpędza też wewnętrzne demony, natłok złych myśli, kłęby czarnych emocji. W podobny sposób chronią swej przestrzeni grzechotniki.
Nie bez powodu grzechotka jest niezbędnym zakupem, gdy pojawia się w domu niemowlę. Jeśli dziecko rzeczywiście ma problem z bytem astralnym – uspokaja się pod wpływem grzechotki.
Zło nie ma wstępu w obszar wpływu zarówno kochającej matki jak i kochającego szamana.

Instrument ten bywa wykorzystywany podczas przygotowań do ceremonii; bywa umówionym sygnałem dla pomocników, pozwala skrupulatnie oczyścić aurę lub zmienić kierunek i treść wizji. Grzechotaniem (także bębnieniem lub mantrowaniem) doprowadzamy też świadomy umysł do takiego znudzenia, że może wreszcie sobie odpuścić. Wtedy otwierają się bramy Nieba.

szaman ogien

BĘBEN w rytmie ok. 220 uderzeń na minutę ułatwia przełączenie świadomości.

Badania laboratoryjne, prowadzone przez Jilek'a i Nehera, wykazały, że mózg osoby uczestniczącej w sesji bębnienia wykazuje aktywność w rytmie fal theta (4-7 cykli na sekundę).
Jest to faza marzeń sennych, zatem pojawienie się w wizji w trakcie tzw. podróży bębnowej, jest zjawiskiem jak najbardziej naturalnym.


OGIEŃ ŚWIECY i DYM Z KADZIDŁA
traktowane są przez szamanów jak istoty – pomocne, by odgonić nieżyczliwe byty, złe moce i związane z nimi niebezpieczeństwo.

Indianie w Amazonii stosują jeszcze tytoń, ale u nas tytoń nabrał zbyt wiele złej sławy. Niektórzy ludzie z trudem go tolerują.
KADZIDŁA – oczywiście naturalne, nie perfumowane i nie duszące – lepiej potrafią złagodzić ludzki nastrój i uspokoić umysł. Właściwie użyte oczyszczają ciało eteryczne i aktywizują ducha do pracy.
Nag Champa i biała szałwia przyjemnie drażnią zmysły. Dym z płonącej bylicy błyskawicznie odstrasza złe istoty o charakterze wężowym.
Kadzidłem z bursztynu nasi słowiańscy przodkowie skutecznie odpędzali siły demoniczne z domów, kościołów i ołtarzy. Problem tylko w tym, że bursztyn cuchnie paloną gumą, używam go więc tylko wtedy, gdy muszę.

Wrogie wibracje przepędza też gitara, drumla, hang drum, poza tym... Rzadko zdarza mi się napotkać istoty złośliwe, które mogłyby być silniejsze ode mnie, czy kogokolwiek.
Yogavasista mówi, że

NIC WE WSZECHŚWIECIE NIE JEST W STANIE
PRZECIWSTAWIĆ SIĘ ZDECYDOWANEJ,
LUDZKIEJ MYŚLI

Czasem wystarczy o tym wiedzieć!
Z tego właśnie powodu różne duchy starają się nas przestraszyć, bo tylko wystraszeni tracimy na chwilę władzę i moc. Zatem w razie potencjalnych kłopotów Zwierzę Mocy, Przewodnik lub któryś z Pomocników pomagają zachować zimną krew.


Gucia

PSY

Znaczenie i rolę psów, a także tradycję korzystania z ich niezwykłej pomocy podczas ceremonii, opisałam w zakładce Ceremonie Eskulapa
Ludzie, którzy nie lubią psów i nie życzą sobie ich obecności, nie wiedzą, jak wiele tracą.

W niektórych sytuacjach tę samą rolę spełniają koty, ale... one są niezależne. Obcym ludziom pomogą, jeśli zechcą i jeśli im akurat pasuje.
Pies potrafi być całkowicie oddany i kocha pracować z człowiekiem.


wiedza

TRANSFORMACJA

Rozwój duchowy, przemiana i transformacja różnią się nieco od typowych działań szamańskich.
Energie, z jakimi mam do czynienia, są znacznie potężniejsze od wszystkich wyżej opisanych.
Na tym poziomie większość narzędzi okazuje się bezużyteczna, wszelkie działania zaś zmuszają do uruchomienia nietypowych mocy i pomysłowości.

Jest to ścieżka wojownika serca – takiego, który już nie walczy z ludźmi ani z nikim innym we Wszechświecie.
Walczy jedynie z własnymi słabościami, opanowuje wewnętrzne demony i przekształca energie wewnętrzne w taki sposób, by zmiany stały się widoczne gołym okiem – odczuwalne w życiu codziennym.
Praca duchowa wykracza wówczas poza rytuał i rozciąga się na sposób bycia i życia. Chodzi tu o odwieczną alchemię – systematyczną i stałą przemianę szarego na złote. To czyni z człowieka adepta, potem mistrza, a potem przeżywa się wzloty i upadki. Idealna harmonia i współbrzmienie z całym Wszechświatem to stan ducha, z którego co jakiś czas wypada nawet najlepszy szaman.
W każdym przypadku jest on jednak kanałem transformujących energii i sama jego obecność wyzwala w ludziach dążenie do rozwoju i wzrostu.

Więcej, patrz: Szkoła szamanów




komentarze

[foto]

1. Dziękuję • autor: Helka2016-02-28 19:35:09

Fascynujący artykuł

2. ananutko 6 Dziękuję za... • autor: Nierozpoznany#33392016-03-23 12:28:23

 ananutko 6

Dziękuję za słowa krytyki, dzięki nim poszerzę tu nieco wiedzę na te tematy.

Większość starożytnych " bogów" to zwyczajni szamani (ci, którzy wiedzą), najczęściej przybysze z Północy.
Mianem TYCH , KTÓRZY WIEDZĄ nazywa się syberyjskich uzdrowicieli (szamanów). Tak też określano przybyłych z Północy do Indii, braminów, jak również Tolteków, których przodkowie także przywędrowali z obszaru Słowian....itp.  - Toltekowie stworzyli  nawet miasto , zwane "miejscem, gdzie ludzie stają się bogami".  
- Jak? - M.in. dzięki regularnie przeżywanym stanom krytykowanego przez Ciebie uniesienia, dzięki łączeniu się z prawdziwymi bogami za życia oraz temu, że przeżyli śmierć i narodzili się na nowo.  
Oczywiście dla tytułu "boga"  musieli jeszcze przejść cały proces uszlachetniania duszy (aria znaczy szlachetny), ale... to już inna historia.
Wszystkich ich łączy haplogrupa r1a1 (dominująca także u Polaków) oraz zbliżone praktyki szamańskie, których korzeni szukamy pod Gwiazdą Polarną - miejsca, gdzie na styku światów wznosiła się góra MERU.


Według hinduistycznej i buddyjskiej kosmologii (również wśród azjatyckich szamanów)   góra ta stanowiła „pępek ziemi" - pierwotną "oś świata", centrum fizycznych, nie-fizycznych i duchowych Wszechświatów. Była punktem idealnie łączącym ziemię z niebiosami i światem podziemnym. 
Dzięki niej Dzieci Nieba Północnego mogły żyć w trzech wymiarach jednocześnie - w świecie bogów, świecie ludzi i w królestwie swoich zmarłych przodków...

Słynny historyk religii i czołowy znawca szamanizmu, Mircea Eliade, twierdził, że znany nam dziś szamanizm jest zaledwie "bladym odbiciem oryginalnego, jednolitego i spójnego systemu", tamtego właśnie spod Gwiazdy Północy. 

- Wnikliwych zapraszam na moją stronę, gdzie opisuję całą tę historię (w pigułce) -   http://ayahuasca.net.pl/o-ayi/ro%C5%9Bliny-mocy.html

  Tu  regulamin pisania komentarzy nie pozwala mi wyczerpać tematu

3. Wybacz, ale niepokojąca... • autor: Nierozpoznany#33392016-03-23 16:41:52

Wybacz, ale  niepokojąca jest tylko NIEFRASOBLIWOŚĆ Twojej krytyki.
Co do Ozyrysa ;

W świętych papirusach Egiptu wspomina się, iż około 34 tysięcy lat temu, pod kierunkiem Izydy i Ozyrysa, państwo Egipt założyło dziewięciu białych kapłanów przybyłych z Północy. Nie byli bogami, lecz Ariami. 
Rosyjscy naukowcy, prof. Walerij Czudinów oraz Sergiej Sall, twierdzą, że jeszcze niedawno można było odnaleźć na piramidach słowiańsko- aryjskie pismo runiczne (usuwane m.in. przez żołnierzy Napoleona).

Ariowie przywieźli do Egiptu kulturę rolniczą - OZYRYS  uczył tubylców uprawy ziemi) i szamanizmu.  Legenda mówi, że na jego grobie wyrosła Akacja (Acacia nilotica), dając mu drugie życie. - Jest to literacka wersja faktu, że po spożyciu zawartego w drzewku DMT, człowiek przeżywa "śmierć" i "rodzi się" na nowo. 
 AKACJA NILOWA symbolizowała DRZEWO ŻYCIA - czystość i odrodzenie, świat duchowy i podziemny. 

 
Dziś  jej rolę  pełni  akacja - mimosa hostilis z Brazylii  - i  stanowi składnik  mojej ayahuaski. 

Krótko mówiąc Ozyrys był "ayahuasquero", nie fanatykiem tyranii ani władzy - jak raczysz autorytatywnie stwierdzić. Przeciwnie, przez amatora władzy został zabity.  Po śmierci przeniósł się - jak to człowiek - w zaświaty, ale ego szamańska sława  trwa do dziś.  Stał się w mitologii  "bogiem" śmierci i odrodzonego życia - władcą świata podziemnego i Wielkim Sędzią zmarłych.  Jednocześnie czczono go jako boga wegetacji rośli i symbol odradzającej się przyrody.
  Tyrania zjawiła się, gdy  cywilizacja Egiptu ( i Majów)  zostały zatrute przez potomków imperium atlantydzkiego.

 Co do tak krytykowanych przez Ciebie stanów uniesień;

 Stany ekstazy i błogostanu opisane są na mojej stronie http://ayahuasca.net.pl/ceremonie-w-holandii.html - jako m.in. sprzyjające rozwojowi inteligencji. Naukowo dowiedzione!

Co do zarzutów na temat bieli ubrań i.t.d., przykro mi, nie masz racji. 
Po co w ogóle czytasz coś takiego jak Przewodnik małego szamana?

 

4. Ayahuasca • autor: Nierozpoznany#95142016-04-10 21:07:16

Było by uczciwiej, gdybyś nazywała po imieniu substancje na których znajomość się powołujesz. W swojej pracy używasz roślin, które wprawdzie zawierają dmt, ale z Ayahuasca nie mają nic wspólnego. Ayahusaca to królowa roślin, rośnie w głównie w Amazonii. Ty Aldono używasz ruty stepowej. Ta nieścisłość jest moim zdaniem nie uczciwa. Nie ujmując nic przeżyciom uczestników, mają oni do czynienia ze zgoła innym duchem, inną substancją. Trzeba mieć niezły tupet, żeby w ten sposób wprowadzać w błąd poszukujących. Substancja, którą się posługujesz, nazywana jest czasem anahuascą...cokolwiek to jest, nie rośnie w Amazonii i nie jest składnikiem wina duszy, które składa się z dwóch roślin. Jednym ze składników jest własnie pnącze duchów. 

5. jaki tupet? Wyjaśnienie wisi na drzwiach wejściowych! • autor: Nierozpoznany#33392016-04-10 23:35:50

 
Indiańska yage jest napojem wtórnym, odtworzonym. 
Musimy bowiem uwzględnić, że Indianie to nasi bracia (ok. 15 tys. lat temu przenieśli się do obu Ameryk z obszaru Słowian). Tłumacząc nazwę napoju mądrzej więc będzie poszukać słowiańskich rdzeni znaczeniowych i użyć rodzimej pisowni - (G) aja-łaska.

Na terenie Persji ten sam napój  zyskał miano HAOMA (w Indiach - soma) .
Nieznanym przypadkiem (jeśli istnieje) Indianie Guarani określają  lianę-ayahuaskę, mianem HAOMA. - W  hiszpańskiej pisowni "jauma", jednak i w tym przypadku wymowa pozostała taka sama.

Nie jest też przypadkiem, że ceremonie uzdrawiania w świątyni boga Asklepiosa (w starożytnej Grecji) do złudzenia przypominają dzisiejsze ceremonie uzdrawiania w dżungli albo, że piramidy w Bośni są praktycznie pierwowzorem tych z Teotihuacan i zarówno na Hiperborei jak i wśród Indian kultem objęto boga Słońce. ....
Argumentów można by mnożyć. Tak czy inaczej przedstawiam taką wersję wydarzeń na mojej stronie, co jest wyrazem UCZCIWOŚCI  w stosunku do moich klientów.  
Każdy z góry wie, na jaką ayahuaskę się wybiera.

Ponadto

1. WIKIPEDIA na hasło "ayahuasca" podaje w pierwszej kolejności napój z ruty.

2. Kościół Santo Daime (św. liany) w Holandii od lat zamienił pnącze na rutę... Indianie sami zaczęli stosować nazwę swojej liany na określenie napoju właśnie z ruty.

Tekst o nieuczciwości lub zbiorowych imprezach, kończących się tragicznie dla uczestników, proszę kierować do adresatów.

Na temat aryjskiego pochodzenia Gaja-Łaski  z Hiperborei, czytaj:    http://ayahuasca.net.pl 





6. Ewolucja tematu • autor: Nierozpoznany#85252016-04-10 23:43:47

"napisany przez: A.Mironski 
 Indiańska yage jest napojem wtórnym, odtworzonym. 
Musimy bowiem uwzględnić, że Indianie to nasi bracia (ok. 15 tys. lat temu przenieśli się do obu Ameryk z obszaru Słowian). Tłumacząc nazwę napoju mądrzej więc będzie poszukać słowiańskich rdzeni znaczeniowych i użyć rodzimej pisowni - (G) aja-łaska.

Na temat aryjskiego pochodzenia Gaja-Łaski  z Hiperborei, czytaj:    http://ayahuasca.net.pl 

Na terenie Persji ten sam napój  zyskał miano HAOMA (w Indiach - soma) .
Nieznanym przypadkiem (jeśli istnieje) Indianie Guarani określają  lianę-ayahuaskę, mianem HAOMA. - W  hiszpańskiej pisowni "jauma", jednak i w tym przypadku wymowa pozostała taka sama.

 Temat - wraz z coraz nowszymi odkryciami - ewoluuje... "

 

Pani Aldono, tu ziemia... I pytanie do pana Wojtka Jóźwiaka, jako gospodarza Taraki: nie uważa Pan, że te antropologiczne androny zaniżają poziom merytoryczny portalu?  

7. Droga Pani a.jasieckaMoi... • autor: Nierozpoznany#33392016-04-11 00:08:42

 Droga Pani a.jasiecka

Moi goście mają do czynienia z profesjonalizmem. Duchowością zajmuję się od   30 lat. Ayahuaską - od ośmiu. Mój życiorys jest na stronie , nie będę go powielać.  Mam ogromne doświadczenie z dziedziny surfowania po własnej duszy czyli  "patent", by z dużym zrozumieniem dotykać cudzej.
Pracuję zawsze kameralnie,  u mnie przypada jeden  szaman na maksymalnie 2 - 3 osoby.
I zawsze uczciwe - moja strona to najstarsze i najobszerniejsze kompendium wiedzy o prasłowiańskiej ayahuasce,   rozwijanej z takim pietyzmem przez starożytnych Greków.

"Aantropologiczne androny" to GENETYKA - taka dziedzina wiedzy naukowej.
Na jej podstawie można skazać kogoś na śmierć lub - równie bezdyskusyjnie - dowieść, że Indianie mają wspólnego przodka ze Słowianami. 

Poziom merytoryczny portalu zaniżany jest, owszem, ale przez osoby, które chwytają za lincz,  zanim poznają temat i autora.

Czytelników, zainteresowanych fascynującym tematem słowiańskich korzeni ayahuaski, zapraszam na moją stronę -  http://ayahuasca.net.pl/
 

8. Kilka wyjaśnień • autor: Nierozpoznany#85252016-04-11 08:38:40

Pani Aldono, co wpis, to manipulacja. 
1. "WIKIPEDIA na hasło "ayahuasca" podaje w pierwszej kolejności napój z ruty." - Tylko POLSKOJĘZYCZNA wikipedia dezinformuje w ten sposób! Proszę zajrzeć tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Ayahuasca
2. "Kościół Santo Daime (św. liany) w Holandii od lat zamienił pnącze na rutę... Indianie sami zaczęli stosować nazwę swojej liany na określenie napoju właśnie z ruty. " - Santo Daime nigdy nie posługiwał się nazwą Ayahuasca, tylko Daime. Ci ludzie stworzyli własną tradycję i używają własnej nazwy, do czego i panią zachęcam.
3. ""Aantropologiczne androny" to GENETYKA - taka dziedzina wiedzy naukowej. Na jej podstawie można skazać kogoś na śmierć lub - równie bezdyskusyjnie - dowieść, że Indianie mają wspólnego przodka ze Słowianami." - sedno niuejdżu - wziąć coś, już to z archeogenetyki, już to z fizyki kwantowej, biologii, psychologii, medycyny, potem upstrzyć to myśleniem magicznym i konfabulacją, i wciskać naiwnym odbiorcom w formie miękkiego ezo-kitu.     

9. Stanowczo sobie wypraszam • autor: Nierozpoznany#33392016-04-11 11:47:26

Zasady etyczne ceremonii  określiłam przed laty (http://ayahuasca.net.pl/zagro%C5%BCenia.html) i - zanim dotknęłam ayi w celach zawodowych - poszerzałam moje umiejętności u różnych mistrzów przez ćwierć wieku. Na temat ludzkiej psychiki i kosmicznych praw, rządzących  szczęściem na Ziemi....  napisałam  parę książek i niezliczoną ilość artykułów do czołowych czasopism ezoterycznych w Polsce i w Niemczech.

Stanowczo wypraszam sobie obelgi, które pod moim artykułem kieruje Pani do "też sprytnych przebierańców".  Już Pani dziękuję  i żegnam.   

Chętnych do  omówienia nazwy napoju proszę o zwrócenie uwagi, że:
1. Nikt nie linczuje Indian Guarani za to, że używają perskiej nazwy, HAOMA, dla określenia napoju z roślin amerykańskich.
2. Nikt nie linczuje Indian z Amazonii, że na określenie własnych coctaili , wszyscy używają dziś   urzędowego języka Inków, zniekształconego pisownią hiszpańskich najeźdźców.
3. Nikt nie linczuje Indian, że wzywają Gaję, określeniem "Matko Pnącze duchów".... i.t.p. Jak widać bzdur i nieścisłości wokół słowa AYAHUASCA mamy co niemiara.
4. Santo Deime JEDNAK  używa nazwy "ayahuasca", bo przyjęła się na całym świecie dla napoju bogów - obojętnie  z jakich  roślin. W gruncie rzeczy WSZYTKKO TO JEDNO i tego właśnie uczy  "Matka Ayahaussca". 
5.  Słowiano aryjska Gaja-łaska to moje odkycie, poczynione dzięki Ayi. Odkryłam przy okazji, że kształt Arkaim odzwierciedla  Hiperboreę (a to już oczywiste!).    Aya otwiera przede mną przestrzenie, niedostępne dla naukowców, ograniczonych  przekłamanymi źródłami. 


Jako szamanka jestem wolna, niezależna od katedr. Mam prawo publikować swoje odkrycia i jestem dumna, że robię to jako pierwsza. Zapraszam na moją stronę, która jest  najstarszym i najobszerniejszym kompendium wiedzy o  ayahuasce w j.polskim i pierwszym o ayi ...   "staropolskiej".      

U Prasłowian jeden bóg miał różne żony albo imiona i nikt nie widział w tym powodów do wojen religijnych. Tolerancja i parcie do wiedzy  w miejsce sztywnych pojęć i konfliktów jest właśnie tak pociągające w naszym szamanizmie.   
Zachęcam do konstruktywnej krytyki ludzi wielkiej mądrości i otwartego serca

10. Musimy bowiem uwzględnić,... • autor: Krabat2016-04-11 11:59:00

Musimy bowiem uwzględnić, że Indianie to nasi bracia (ok. 15 tys. lat temu przenieśli się do obu Ameryk z obszaru Słowian).

15 tysięcy lat temu na "obszarze Słowian" (obecnym) zalegał lodowiec. Słowian, Celtów, German i innych jeszcze nie było.

11. Czuję się wyproszona :) • autor: Nierozpoznany#85252016-04-11 12:15:42

Usunęłam komentarz dotyczący innych ayahuaskowych ośrodków, bo rzeczywiście nie dotyczył bezpośrednio pani działalności. Być może ktoś zajmie się na poważnie tym tematem w innym miejscu, zanim dojdzie do jakiejś tragedii. Co do reszty moich wypowiedzi - podtrzymuję wszystko, co napisałam. Oczywiście nie będę się więcej wypowiadać pod pani tekstami, skoro sobie pani  tego nie życzy.    

12. wiedza katedr w służbie szamanów • autor: Nierozpoznany#33392016-04-11 13:27:06

Krabat
  a używana już ponad 12.000 lat p.n.e. twierdza ARKAIM to  GWIAZDA EPOKI LODOWCOWEJ ???

Zdaniem prof. Timothy Snydera z Uniwersytetu Yale Majowie nie byli w stanie stworzyć tak dokładnego kalendarza, jaki właśnie rozpowszechnił się na świecie jako KALENDARZ MAJÓW.
Dr David Gryunver z Uniwersytetu Columbia potwierdził, że tego typu precyzja wymaga dziesiątek tysięcy lat obserwacji, a Majowie nie mieli aż tak długiej historii.
Wniosek oczywisty - musieli otrzymać tę wiedzę od innej, zaawansowanej cywilizacji. Trop zaprowadził naukowców do przodków Słowian, natomiast genetycy dali na to dowody!!!   Podkreślałam już, że z genetyką się nie dyskutuje. Pierwsi mieszkańcy obu Ameryk to stosunkowo młoda emigracja z obszaru dzisiejszej Rosji - ok. 15 tys. lat temu mieli przedostać się po przez cieśninę Beringa (krocząc po lodzie).

W obliczu najnowszych odkryć i złożeniu wszystkich puzzli w całość, trudno uwierzyć, żeby przemieszczali się w tak prymitywny sposób.

majowie


Mahabharatha i inne teksty w literaturze starohinduskiej opisują wojnę sprzed 10-12 tys. lat, jako konflikt między "imperium Ramy" i Atlantydą:
W kalendarzach Egipcjan, Asyryjczyków i Majów katastrofa, niszcząca   Hyperboreę, datowana jest na rok 11542 pne.
Platon pisał, że Atlantyda przepadła w ciągu jednej doby ok. 11600 lat temu. To potem nastąpiłoi ochłodzenie klimatu.
Aktualne badania wykazują, że przed opisaną tu katastrofą i potopem, klimat na Ziemi był zupełnie inny, niż sądziliśmy. 

Bądźmy otwarci na NOWE odkrycia, bo wszystko wskazuje na to, że w szkołach sprzedawano nam niezłą ściemę na temat naszej historii. 

http://popotopie.blogspot.de/2013/05/kolumna-geologiczna-faszerstwo.html
http://popotopie.blogspot.de/2013/06/slepienie-ochronne-nad-ziemia.html?m=1

13. Arkaim - 1700... • autor: Krabat2016-04-11 14:08:41

Arkaim - 1700 lat p.n.e. - nie 12 000.

Genetyka - najpierw trzeba ją zrozumieć, na pewnym poziomie wszyscy mieszkańcy Ziemi są spokrewnieni.

Podane linki - kupa bzdur (z przewagą kupy). Podobne bzdety opowiadał kiedyś Giertych senior na wykładzie o kreacjonizmie.

14. Arkaim - zależy,... • autor: Nierozpoznany#33392016-04-11 14:33:06

Arkaim - zależy, kto oblicza i jakie fragmenty terenu.
A jaki Ty masz dorobek naukowy i archeologiczny, by twierdzić
 z taką stanowczością?

15. Mam doktorat z... • autor: Krabat2016-04-11 14:53:19

Mam doktorat z geologii obroniony w PAN. Wystarczy?

16. Nie. Nadal jesteś... • autor: Nierozpoznany#33392016-04-11 15:10:52

Nie. Nadal jesteś anonimowy. Daj jakiś dowód i wyniki swoich rzetelnych prac na temat Arkaim.

17. I niech tak... • autor: Krabat2016-04-11 16:24:55

I niech tak pozostanie. Mogę się zdekonspirować jedynie Redaktorowi.

Wracając do meritum - piewszy artykuł (drugiego nie czytałem) to piętrowe kłamstwo. Nauka o powstawaniu osadów - sedymentologia - doskonale rozróżnia osady wód stojących od płynących, płytkich od głębokich, morskie od jeziornych czy pustynnych. Rozróżnia też osady powstałe w wyniku zdarzeń katastrofalnych - turbidyty, tsunamity, sejsmity itd. Na podstawie tej wiedzy wiadamo gdzie szukać złóż określonych surowców i znajduje się te złoża.

Ograniczone umysły religijnych dogmatyków ustawiają sobie chochoła "tempa odkładania się osadów" i walą w niego, nie przyjmując do wiadomości rozwoju stanu wiedzy geologicznej w XX i XXI wieku.

18. Ależ myślisz jak... • autor: Nierozpoznany#33392016-04-12 07:34:55

Ależ myślisz jak naukowiec, nie musisz od razu nim być.

Na tę przypadłość istnieje film na temat płaskiej Ziemi,  http://www.cda.pl/video/55091027 - Idea powstała nie żebyśmy w to wierzyli, ale żeby ludzie, ograniczeni wykształceniem, zaczęli samodzielnie myśleć.

Otwarty umysł, obserwacja i spokojna analiza, zanim się zacznie  krzyczeć z taką stanowczością: "bzdury", "kupa", "doktorat". .... Bywa niezwykle owocne.



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)