Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

25 listopada 2005

Anna Goluba

Przeznaczenie. Najpotężniejsza energia, jakiej można doświadczyć
Rozważania o życiowej drodze


" [...] musiałem się poddać własnemu losowi, a to oznaczało, że nie mogę się dowiedzieć, na czym polega moje zadanie, dopóki nie będę do tego gotów". (Carlos Castaneda "Dar Orła")

Rzadko kto z nas ma ten  przywilej, żeby rozpoznać swoje przeznaczenie. Dlaczego przywilej? Bo wydaje się, że takie rozpoznanie bardzo ułatwiłoby życie. Jeśli przeznaczenie rozumiemy jako zrealizowanie nadrzędnego poniekąd celu naszego życia, to znając go, nie pozostałoby nic innego jak wytrwale do niego dążyć. Nie jest to jednak takie łatwe. Sam bowiem proces rozpoznania przeznaczenia może być niezwykle trudny i złożony. Stopień komplikacji zależy co prawda tylko i wyłącznie od tego, jak bardzo uparty i zawzięty w swoich postanowieniach i marzeniach jest ten, kogo przeznaczenie dotyczy, jednak jego upór i zawziętość może być przeszkodą trudną do pokonania.

Wskazuje to równocześnie, że nasze postanowienia i marzenia mogą mieć albo bardzo niewiele wspólnego z przeznaczeniem albo wręcz kompletnie się z nim rozmijać.

Dlaczego?

Nasze postanowienia i marzenia kształtowane są przez szereg rozmaitych, zewnętrznych czynników: środowisko w jakim rodzimy się i dorastamy, metody wychowawcze, jakie stosuje się wobec nas od najmłodszych lat, nasza edukacja. To wszystko kształtuje nas w określony sposób, zanim zaczniemy zastanawiać się, kim tak NAPRAWDĘ jesteśmy w głębi naszej istoty; zanim niejako przypomnimy (sic!) sobie po co zesłał nas tu Bóg. Rozumiejąc to, zrozumiemy bowiem również, dlaczego na przykład nie satysfakcjonuje nas praca w renomowanej firmie, tzw. udane małżeństwo i grono znanych w świecie przyjaciół. Wymienione "składowe" mogą zadawalać, jeśli są zgodne z naszym wewnętrznym "ja". Jeśli jednak nie są - nasza wewnętrzna istota upomni się o swoje prawa; o prawo do zaistnienia na zewnątrz. Tłumiona i zduszona w świecie wewnętrznym, tak długo będzie dobijała się o samorealizację, aż w końcu wszelkimi środkami i sposobami zaczniemy jej to umożliwiać. Zaczniemy zagłębiać się w siebie, słuchać swojego wewnętrznego głosu, poznawać siebie na nowo. Ten proces uruchamia się przeważnie, gdy nasza wewnętrzna istota bardzo intensywnie dopomina się swoich praw poprzez koszmary senne dla których nie znajdujemy wytłumaczenia, stany znerwicowania, lęki, nagłe napady gniewu i złości, pojawiające się nie wiadomo skąd. W pracy w renomowanej firmie może nagle przestać się nam układać z otoczeniem, niezależnie od tego, ile wysiłku włożymy, żeby te stosunki były chociaż poprawne. Jeśli nasze wewnętrzne "ja" ma naprawdę dość wykonywanej pracy, to podświadomie będziemy manifestować swoje zniechęcenie i znużenie otoczeniu. My sami możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, ale inni zaczną stopniowo wychwytywać te niewerbalne, płynące od nas i jednocześnie niezależnie od nas sygnały. Nasza podświadomość zacznie zwyciężać, zagarniać dla siebie coraz większy obszar, aż w końcu staniemy się swoim własnym Cieniem: znerwicowani, przelęknieni, niepewni swoich reakcji.

To ostatni skrajny etap, kiedy nasze prawdziwe "ja" daje znać o sobie. I wtedy trzeba już interweniować, czyli... ustąpić. Przyjrzeć się Cieniowi, zbadać jego źródło pochodzenia. Zapytać samego siebie, w czym rzecz, dlaczego nagle wszystko się sypie, choć teoretycznie do tej pory było przecież tak wspaniale. Na zewnątrz dojście do takiego etapu może się objawić nagłą utratą pracy, gwałtownym (i pozornie trudnym do racjonalnego uzasadnienia) zerwaniem trwających "od wieków" znajomości. Wiadomo jednak, że nie są to sprawy łatwe, nie dzieją się od razu, lecz następują po sobie stopniowo, za to z żelazną konsekwencją; jest to proces niezwykle subtelny, ale i nieodwracalny. Czy konieczne są jednak aż tak drastyczne posunięcia, żeby odnaleźć samego siebie? Myślę, że nie. Można oczywiście zawsze wybrać, zabezpieczający nas przez życiowymi niespodziankami, ale i przed realizacją naszych życiowych marzeń, wariant pod hasłem "spędzę w znienawidzonej pracy następne 20 lat, wytrwam do emerytury, odreagowywać będę w weekendy i w czasie wakacji" tylko, że ten wariant nie ma nic wspólnego z przeznaczeniem, gdyż przeznaczenie oznacza pełnię, poczucie szczęścia występujące w równowadze na poziomie zewnętrznym i wewnętrznym. Oznacza współgranie, idealną, harmonijną współpracę tych dwóch Światów.

Jednak, jak wspomniałam, proces realizacji swojego przeznaczenia, nie musi osiągnąć aż tak drastycznych form, jak na przykład nagła utrata pracy.

Jak rozpoznać, że nasze życie nie ma nic wspólnego z przeznaczeniem? Realizując swoje pragnienia. Naprawdę - choć wiem, że brzmi to niezwykle paradoksalnie.

Najlepszą okazją do poznania samego siebie jest obserwowanie swoich reakcji na zrealizowane pragnienia.

Załóżmy, że ktoś marzy o czymś intensywnie przez wiele lat. Dąży do realizacji swojego pragnienia na wszystkich możliwych poziomach. Wyobraża sobie, jak to będzie, gdy marzenie będzie już zrealizowane. Jakie okoliczności będą wtedy temu towarzyszyły, ile będzie miał lat, gdy "to" się stanie, z kim podzieli się swoją radością. A w tzw. "realu" ten ktoś będzie szukał wszelkich możliwych okazji, żeby zrealizować to swoje marzenie. Jeśli na przykład nasz marzyciel będzie architektem, o którym nikt nie słyszał, a który będzie chciał zabłysnąć jakimś wyjątkowym projektem, to przystąpi do konkursu, w który wpisana będzie realizacja śmiałych, oryginalnych projektów.

I faktycznie, bohater naszej przykładowej historii, wygra taki konkurs. A jego wizualizacje spełnionego pragnienia będą już tak silne, na tyle nim zawładną, że wygrana będzie dla niego niczym prezent od losu. I właściwie na tym mogłaby się zakończyć historia szczęśliwego architekta, gdyby nie... pewne niuanse.

Znowu mogłoby oczywiście być tak, że wraz ze spełnionym pragnieniem spełniło się też przeznaczenie tego kogoś. Ale tak proste rozwiązania ;-) nie są tematem mojego artykułu.

Jak rozpoznać, że spełnione marzenie nie ma jednak niestety nic wspólnego z przeznaczeniem? Właśnie po reakcji na zrealizowane marzenie. Jeżeli po wygranym konkursie wszystko w życiu idzie jak z płatka, zadowolony architekt realizuje kolejne projekty i jednocześnie czuje się spełniony w życiu prywatnym  - wszystko jest w porządku.

Inaczej jednak sprawa się przedstawia, kiedy zrealizowane pragnienie... odsłania pustkę. Kiedy naszą reakcją na - wydawałoby się - największe spełnienie jest najpierw radość, a potem, z upływem czasu zaczynamy mieć odczucie, że to jednak nie do końca jest to; że inaczej to sobie wyobrażaliśmy, a te nasze wyobrażenia na tyle minęły się z rzeczywistością, że coraz częściej czujemy się rozczarowani...

Trudno jest się przyznać samemu przed sobą, że "to nie jest to". Tutaj również rozpoznanie nie następuje od razu, ujawnia się stopniowo: w konfrontacji z otoczeniem, ze znajomymi i z przyjaciółmi, w obecności, których niejako... zapominamy, że spełniło się nasze - rzekomo - wielkie marzenie. Nie bez kozery mówi się przecież, że ludzie odbijają się w sobie niczym w lustrach... Powinniśmy więc skakać do góry, całować każdą napotkaną osobę, bo oto los się do nas uśmiechnął, osiągnęliśmy w życiu same szczyty... tymczasem... spotykamy - na przykład - dawnego znajomego i zaczynamy wzajemnie relacjonować sobie najważniejsze wydarzenia. Pamiętamy, że pokłóciliśmy się tydzień temu z szefem w pracy, a "zapominamy" że spełniło się to, na co podobno tak wytrwale czekaliśmy. Przy okazji dostajemy ważny sygnał ze Świata Energii - skoro pamiętamy przykre incydenty i nie jesteśmy w stanie "wynagrodzić" ich sobie spełnionym marzeniem, to znaczy, że coś jest nie tak. Szczęśliwy, który zdoła to wyłapać ;-) Reszta musi poczekać na informację zwrotną od otoczenia ;-)

Dzieje się, więc tak, że zrealizowane marzenie, które nie ma nic wspólnego z przeznaczeniem, wtapia się w naszą codzienność. Zaczyna współtworzyć mechanizm trybików pracującym w znanym od lat tempie, zamiast nas uskrzydlać. Najgorsze co możemy zrobić sobie w takiej sytuacji to dać się tym trybikom wciągnąć, uznać, że tak musi być, że widocznie taki już nasz los. To nieprawda. Życie kształtujemy sami, i nawet jeśli podróż do samego siebie miałaby najdłuższą ze wszystkich jakie przebędziemy - warto ją pokonać.

W odkryciu tej drogi, w zrozumieniu jej poszczególnych etapów może nam pomóc Tarot. I właśnie w takiej chwili, kiedy jakby gonimy za własnym Cieniem, warto zagłębić się w magię Kart i zapytać je o wytyczne.

To może być punkt zwrotny w naszym życiu...

Jeszcze tylko ostatnia dygresja - w każdej chwili można odstąpić od "tematu", poprzestać na tym, co jest "znane i oswojone" i niczego nie zmieniać. Robić dobre wrażenie na otoczeniu i w zasadzie nic poza tym, bo w przypadku uchylenia się od wypełnienia swojego Losu, skazujemy się na kręcenie się w kółko, na powstawanie w naszym życiu coraz większej dysharmonii między naszym światem wewnętrznym i zewnętrznym.

Wracając do głównego wątku - dlaczego transformacja samego siebie jest tak trudna i dlaczego musi zacząć się do środka? Dlatego, że nic nam nie da sama zmiana świata zewnętrznego w momencie, gdy nie będziemy na nią gotowi. Możemy porzucić wszystko, co znaliśmy i wyruszyć w nieznane, ale dojdziemy dokładnie... donikąd, jeśli nie będzie w nas wewnętrznej gotowości do autentycznej przemiany, jeśli pozostaną w nas stare nawyki mentalne, które wykształciły w nas takie, a nie inne postawy i reakcje. Jako "stary" człowiek nie możemy wejść w Nowe. Przede wszystkim tam nie trafimy - tak jak już wspomniałam. Zostaniemy ze swoją starą powłoką, ze starym "ja" w punkcie wyjścia, tylko, że tym razem już na przykład jako bezrobotni, jeśli z dnia na dzień straciliśmy pracę. Co tylko zwiększy frustrację, więc opancerzymy się jeszcze bardziej.

Ale nie jest z kolei tak, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani do Nowego.

Jest w tym złożonym procesie, który dokonywał się w nas przez cały czas, kiedy próbowaliśmy odnaleźć siebie samego, coś, co stanowi naszą bazę do dalszych działań - o ile będziemy wiedzieli, gdzie sięgnąć. Nie jest, bowiem tak, że musimy tworzyć siebie całkowicie od nowa. Efektem dążenia do realizacji przeznaczenia będzie bardzo silne wrażenie, że urodziliśmy się po raz drugi - tylko, że tym razem mamy to zrobić świadomie. A to oznacza, że możemy skorzystać ze środków, które mamy już wypracowane, tylko, że teraz mamy użyć ich w nowej konfiguracji, wykorzystać je w nowym celu. Jakie to są środki i kiedy je zdobyliśmy? Dokładnie wtedy, gdy realizowaliśmy swoje "mniejsze i większe" pragnienia. I kiedy realizując je, siłą rzeczy, wykształciliśmy w sobie Wolę i determinację, które teraz pozwolą nam osiągnąć upragniony cel, gdyż "[...] każde działanie skierowane ku celowi wytwarza przeznaczenie, które pewnego dnia przyniesie owoce" (Aleister Crowley "Joga"). Niezależnie, bowiem, o czym marzymy, czego pragniemy, i na ile realizując te marzenia, podświadomie odczytujemy nasze przeznaczenie, cel pozostaje zawsze ten sam - pełnia, jedność, harmonia między naszym światem zewnętrznym i wewnętrznym. Może nam się wydawać, że pragniemy być sławnym architektem, a okaże się, że naszym przeznaczeniem jest praca producenta muzycznego. To są kompletnie dwie różne Drogi życia, pozornie wymagające zupełnie innego nastawienia psychicznego, innej mentalności, innych zachowań. Ale nowe zachowania i reakcje "przyjdą" w ślad za tym, co wypłynie z naszego wnętrza. A w naszym świecie zewnętrznym będzie już czekało to, co udało się wypracować, kiedy sięgaliśmy po cele, które samodzielnie sobie wyznaczaliśmy. Na tym etapie osiąganie tych samodzielnie wykreowanych pragnień możemy potraktować jako trening ;-)

Dotrzemy więc do tego nadrzędnego celu, czyli przeznaczenia, realizując konsekwentnie cele i zamierzenia, które z czasem okażą się kolejnymi etapami na naszej Drodze, bo realizując je, będziemy poznawali siebie samych, będziemy stopniowo coraz bardziej odsłaniali naszą najgłębszą istotę. Kiedy już do niej dotrzemy, będziemy mogli przyjrzeć się jej dobrze i już bez oszukiwania samych siebie, zrozumiemy czym/kim ona jest. Dostaniemy też wtedy pierwszy sygnał na czym polega nasze przeznaczenie. Natężenie tego sygnału, gdy już raz go odbierzemy, będzie tylko potężniało, przebijając się do naszej świadomości. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak poddać się (co absolutnie nie oznacza bierności, a raczej polega na wytworzeniu w sobie zdolności wykorzystania nadarzających się w życiu szans) własnemu losowi, jak to trafnie ujął Castaneda, bo opór i tak miałby taki sam interesujący efekt, jaki ma plucie pod wiatr.

Kiedy dotrzemy do końca tego procesu? Kiedy można zacząć mówić o realizacji; o tym, że jesteśmy na właściwej Drodze?

Wtedy, gdy dotrzemy do pewnie doskonale znanych nam od dawna słów, które być może wypowiadaliśmy nieraz, ale teraz nareszcie wypłyną one z głębi naszej istoty... - "Bądź Wola Twoja" - wypowiedziane z głębi serca przynosi taką ulgę, jakby Ktoś nagle zdjął nam z pleców stukilowy ciężar. Z chwilą, gdy wypowiemy te słowa stanie się też jasne, Kto od samego początku stał za tym, żebyśmy dotarli, do celu; jak potężnego Sojusznika mieliśmy od samego początku. Wgląd we własne życie uświadamia nam bowiem, że wszystko dzieje się po coś; że niezależnie od tego jak w danym momencie odbieraliśmy jakieś zdarzenia w naszym życiu, ich rzeczywisty sens niejednokrotnie ujawnia się dopiero z czasem - ... "Można nie być w stanie powiedzieć, jak nitka jakiegoś koloru ma splatać dywan Przeznaczenia. Jedynie wtedy, gdy dywan jest ukończony i widzi się go z jakiejś odległości, można powiedzieć, że dana linia była konieczna. Tutaj kruszy się kopie w tej najstarszej bitwie wolnej Woli z Przeznaczeniem." (Aleister Crowley "Joga") Do tego bardzo słusznego i bardzo trafnego porównania dopowiem już tylko to - nie trzeba kruszyć kopii, gdy na najgłębszym wewnętrznym poziomie, całym sobą, uzna się, że wolna wola człowieka jest przejawem działającej w nim wyższej Woli. To uczy pokory. I daje niezwykłą siłę tak potrzebną do odnalezienia samego siebie.

Anna Goluba

1 grudnia 2005 - w "Tarace" od 5 grudnia 2005. Zaktualizowane 14 sierpnia 2008






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)