Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 lipca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Przodkowie wirtualni i realni

Kategoria: Nowy szamanizm

« Jesteśmy tubylcami, czyli o Natywach i Napływach Neolit, oraz to, co przed nim i po nim »

Szałas potu tam, skąd pochodzi, u Indian Prerii, ma sens przypomnienia świata przodków i przywrócenia-odnowienia więzi z przodkami. Szałas potu jest „wyspą”, sanktuarium i przetrwalnikiem dawnego świata w którym żyli przodkowie. Oczywiście rozumie się, że to był lepszy świat i prawdziwszy. Jednocześnie więź z tamtym przodczym światem pozwala zakorzenić się w świecie „tym” i jakoś przetrwać to nie całkiem prawdziwe życie w świecie obecnym. Tę samą myśl podjął Frank Henderson MacEowen w swoim znakomitym eseju „Przywrócenie naszych przodczych kości”, z tą różnicą, że jako swoich przodków odkrył Celtów-Irów-Szkotów z dawnego królestwa Dalriada. W jego ujęciu, które nieustannie polecam Czytelnikom Taraki i nieustannie radzę sobie utrwalać w pamięci, szamanizm i jego praktykowanie jest nieodłącznie związane z przodkami, z kultywowaniem więzi z nimi i z odbudowywaniem tej linii przekazu, w której obrębie kiedyś żyli oni.

W niektórych szałasach potu, które prowadzę, wspominamy i zapraszamy do kręgu naszych przodków. Wtedy zastanawiam się, czy moi realni przodkowie – św.p. św.p. Andrzej Jóźwiak, Karol Szymański, Ignacy Pokora... – wiedzieliby w ogóle, o co w tym chodzi? Gdyby w jakiś sposób zjawili się w szałasie potu, co by o tym pomyśleli? I co sobie myślą, jeśli w jakiś sposób istnieją i obserwują, co oto robi ich wnuk, pra... lub praprawnuk? W każdy razie, kiedy zapraszam do kręgu „przodków” i jednocześnie staram się wyobrazić sobie moich przodków realnych, czuję dysonans. Jest w tym coś takiego, jakbym tych poczciwych mieszkańców mazowieckich wsi i miasteczek usiłował nawrócić na egzotyczną dla nich religię siedzenia po ciemku przy gorących kamieniach. Coś w tym jest z obłędnego obyczaju Mormonów, którzy „chrzczą” i nawracają na swoją wiarę wszelkich zmarłych, o ile znają ich z imienia.

Ale może nie jest tak (– tak źle?), bo przecież szałas potu – jeśli wierzyć znawcom tej praktyki – działa jak wzmacniacz subtelnych umiejętności naszego umysłu i jako magiczna antena, która jakimś równoległym kanałem łączy nas z Dawnymi Czasami, a raczej nie tyle z nimi, co z przestrzenią archetypów, do której należą też Przodkowie.

Podobny problem i dysonans mają rodzimowiercy – których religia polega na przywróceniu łączności z „duchosferą” przodków, ale przodków sprzed tysiąca lat, nie zaś z dziadkami-pradziadkami, którzy mniej lub bardziej pilnie i pobożnie chodzili do kościoła.

Dla nas, praktyków nowego szamanizmu, ten problem jest jeszcze głębszy i trudniejszy, bo dla nas nawet religia lub światopogląd słowiańskich przodków sprzed chrystianizacji nie jest tym, o co nam chodzi. Dlaczego? Bo duchowość dawnych Słowian należała do neolitu, czy raczej post-neolitu; była stosunkiem do świata rolników, ludzi osiadłych i wystawionych na to, że inni, silniejsi, ich złupią lub samych zawłaszczą, co zresztą się stało, gdy nad słowiańskim chłopem narosła piramida panów ochroniarzy-wyzyskiwaczy. A przecież szamanizm sięga do czasów i sposobów myślenia sprzed neolitu i w tamtej pre-archaicznej formacji chce się ugruntować.

Więc nie tylko świat naszych bliskich przodków, tych, którzy żyli w XX, XIX czy XVIII wieku, ale i świat legendarnych przodków słowiańskich dla szamanistów wymaga przewartościowania. To tak, jakbyśmy pukali do grobów i duchów sprzed stu... tysiąca... sześciu tysięcy lat i pytali: chcecie iść z nami? Bo ryzykujecie, że nie wszystko z waszego dorobku przyjmiemy, a o niektórych waszych rzeczach będziemy myśleć inaczej niż wy.

(Dlaczego napisałem o 6 tys. lat? – bo mniej więcej wtedy zaczęło się na naszych terenach neolityczne rolnictwo, którego praktycy najprawdopodobniej mówili w jakimś języku indoeuropejskim, który być może był wczesną fazą rozwoju języka słowiańskiego.)


Z aktualności: w dniach 20-26 lipca jestem na warsztatach, więc w Tarace z nowości mogą pojawiać się blogi i komentarze, ale nie będzie w tym czasie nowych artykułów, ogłoszeń ani maili z powiadomieniami.

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Jesteśmy tubylcami, czyli o Natywach i Napływach Neolit, oraz to, co przed nim i po nim »

komentarze

[foto]

1. Przodkowie • autor: Przemysław Kapałka2013-07-21 11:59:38

Cóż, tak, jak napisałeś, z tym przywoływaniem przodków należy być bardzo ostrożnym. Tak naprawdę nie wiadomo, kim oni byli. Nie wiadomo, co myślą o tym co teraz robimy (o ile w ogóle myślą). Nie wiadomo, czy spodobałoby im się to, co robimy. Nie wiadomo, czy w ogóle są tam, skąd ich przywołujemy, może przebywają zupełnie gdzie indziej i mają nas w nosie. Nie wiadomo, co to znaczy, że przybywają. Nie wiadomo... I tak naprawdę nie wiadomo, czy to wszystko ma sens. A szamanim bez nich, jak wywodzisz, też nie ma sensu. Wnioski płyną raczej pesymistyczne.

Nie wiem, czy mam rację, ale ja jestem przeciwnikiem takiego bezpośredniego nawiązywania do starego. Można z niego czerpać, ale jednak tworząc nowe. Inaczej jest to trochę tak, jak byśmy zasiedlając wyspę próbowali nawiązać do czasów, w których nie była jeszcze wynurzona z wody.

No, chyba że objawi nam się jakiś byt z przeszłości i nas poprowadzi. Takie rozwiązanie byłoby doskonałe. Tylko jak do tego doprowadzić? Obyś, Wojtku, był na dobrej drodze.

Przepraszam za więcej słów niż treści.

2. "W niektórych szałasach... • autor: Nierozpoznany#66872013-07-22 11:24:53

"W niektórych szałasach potu, które prowadzę, wspominamy i zapraszamy do kręgu naszych przodków. Wtedy zastanawiam się, czy moi realni przodkowie (...) wiedzieliby w ogóle, o co w tym chodzi? Gdyby w jakiś sposób zjawili się w szałasie potu, co by o tym pomyśleli? I co sobie myślą, jeśli w jakiś sposób istnieją i obserwują, co oto robi ich wnuk, pra... lub praprawnuk? W każdy razie, kiedy zapraszam do kręgu „przodków” i jednocześnie staram się wyobrazić sobie moich przodków realnych, czuję dysonans. Jest w tym coś takiego, jakbym tych poczciwych mieszkańców mazowieckich wsi i miasteczek usiłował nawrócić na egzotyczną dla nich religię siedzenia po ciemku przy gorących kamieniach..." - pisze Wojciech Jozwiak w Tarace, świadomie czy nie okazując najistotniejszy - moim zdaniem - dylemat współczesnego neo-szamanizmu i słusznie wcześniej zauważając, iz "szamanizm i jego praktykowanie jest nieodłącznie związane z przodkami, z kultywowaniem więzi z nimi i z odbudowywaniem tej linii przekazu, w której obrębie kiedyś żyli...". Czy zatem możliwymi w ogóle są próby przeszczepienia obcych nam kulturowo szamańskich praktyk, bądź powrót do ich rodzimych źródeł ( o ile takowe istnieją )? Idea "szamanizmu" ( biorę to słowo w cudzysłów, jako że nazwa ta jest wymysłem europejskich badaczy społeczności plemiennych nigdy przez tych ostatnich nie stosowana ) osadzona jest przecież na ciągłości przekazu i nieprzerwanej więzi z przodkami, a tu takowej nie ma. Owszem, możemy założyć, jak czyni to Jóźwiak, że uprawiając współcześnie "szamanizm" "pukamy" do grobów przodków żyjących wiele tysięcy lat temu i pomijamy tych nam bliższych, lecz przecież takie myślenie jest dokładnie sprzeczne z "szamańską" wizja świata i "szamańskim" postępowaniem i każdy porządny szaman Indian Prerii obśmiałby nas serdecznie. Czemu? Ponieważ nawet jeśli jakiś jego przodek stał się chrześcijaninem, to fakt ten nie wyklucza go z kręgu Przodków i nie stanowi bariery do udziału w rytuale "szałasu potu". Może wiec problem nie w przodkach, lecz w tym, co my tu i teraz robimy, naśladując kogoś, kim de facto nie jesteśmy? A kim nie jesteśmy? Indianami, szanowny Panie Wojciechu. Indianami na 100 procent nie jesteśmy :) Kim zatem? Odpowiedź kryje się w realnych korzeniach,
każdego z nas. W egregorze rodu, z jakiego sie wywodzimy. W tych "poczciwych" mieszkańcach mazowieckich wsi i miasteczek, o jakich Pan wspomina, zgłębiając - mam nadzieje - własne, realne korzenie. Reszta jest iluzją :)
[foto]

3. Przodkowie też swoje wiedzieli • autor: Michał Mazur2013-07-26 17:41:23

Nie jestem "szamanistą" czy "neoszamanistą". Czasami mam wrażenie, że w ogóle "nie jestem" i do niczego się nie nadaję. Ale postaram się podzielić wiedzą.

Cóż, hasło "szamanizm" pewnie byłoby naszych przodków, ale gdyby opisać im konkretne zjawiska z nim związane to już sytuacja mogłaby być zupełnie inna. 
To, że ktoś był ochrzczony i chodził do kościoła wcale nie oznaczało, że wierzył jedynie w to co głosili księża.

Rozmawiałem kiedyś z prof. Szyjewskim nt. wierzeń ludowych na Podhalu - był tam bowiem wątek, że harnaś mógł stawać się tak gorący, by stopić skałę - i dowiedziałem się, że motyw "wewnętrznego żaru", rozgrzewania się itd. występował w zasadzie we wszystkich kulturach świata, zaś w polskiej, czy ogólniej słowiańskiej kulturze ludowej były różne "przesądy" i podania zawierające wątki z tym związane. A swoje też słyszałem, czytałem, nawet i kiedyś doświadczyłem.

Ostatnio dostałem ciekawą książeczkę od jednego z moich znajomych - Leonard J. Pełka "Polska demonologia ludowa". Było tam coś o "przewodnikach chmur", którzy mieli wypełniać wolę boską, kierując deszczowe chmury tam, gdzie było potrzeba. "Po dwóch godzinach przewodnik przyszedł zgrzany i zmordowany jak po ciężkiej robocie. Na pytanie gdzie był, odpowiedział że spełnił swoją powinnośc" (str. 69) W innych miejscach było o tym, że woda z takiego dosłownie kapała.

Zaraz, a jeśli to był pot a nie woda? Czy byli to ludowi czarownicy-ekstatycy? Przypomnijmy, że takie intensywne pocenie się towarzyszy ponadnormalnej cepłocie ciała występującej czasem przy praktykach szamańskich.

Było też że odróżniali się od innych ludzi, sprawiając wrażenie jakby byli zatopieni w "innym swiecie", albo że chodzili z głową wzniesioną do góry (popatrzcie np. na ekstatyków i ekstatyczki dionizyjskie, a może zrozumiecie, co chcę tu zasugerować)

Ale są też opowieści jako żywo przypominające inicjację szamańską - np. znachor opowiadał, jak wzięto go do głębin Ziemi, przekuto mu głowę na kowadle itd. To chyba u Słupeckiego czytałem, ale muszę sprawdzić. 

Możliwe zatem, że przodkowie zrozumieli by was o wiele lepiej, niż wam się wydaje. 

Mogę rozwinąć powyższe w jakiś pełen tekst, tylko muszę znaleźć chwilkę czasu. Bylibyście zainteresowani?
[foto]

4. Przodkowie • autor: Przemysław Kapałka2013-07-27 19:45:38

@Michał Mazur: Ja byłbym zainteresowany.

Co do więzi z przodkami i związanych z tym predyspozycji, to może ktoś poddałby analizie mój przypadek. Matka z Wilna, jej rodzice przyszli tam zza Mińska. Ojciec z Sandomierskiego, jego rodzice przyszli tam z Galicji. Ja urudzony w Łodzi, z którą poza tym faktem nic mnie nie łączy. Mieszkam w dawnych Prusach i z tą ziemią czuję się związany, choć nawet nie próbuję udawać, że mam tu jakieś korzenie. Mieszkam tu, gdzie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpiło całkowite przerwanie więzi z przodkami i z dawną kulturą (i to nie  pierwszy raz, poprzednio było kilkaset lat temu, a co jeszcze wcześniej, nie wiadomo). Gdybym miał mówić o moich przodkach, to po prostu nie wiedziałbym, o kim mam mówić. I wcale nie jest mi z tym źle. Odwrotnie - czuję, że nie niosę z sobą całego tego bagażu, jestem wolny i mogę zacząć coś zupełnie po swojemu bez obawy, że jakiekolwiek "dziedzictwo" coś mi będzie narzucać. Daje mi to jakieś predyspozycje i jakieś przydatne właściwości, czy okalecza tak że nawet tego nie widzę?

[foto]

5. Hmm, spróbuję odpowiedzieć • autor: Michał Mazur2013-08-06 15:19:53

ale w dłuższym artykule. Muszę tylko poskładać rozproszone myśli do kupy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)