zdjęcie Autora

15 kwietnia 2015

Maria Piasecka

e-tom: Przypowieści z Ziemi Run

Przypowieść o znaczeniu runy Dagaz

Kategoria: Runy

  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    (20)  

motto:

jutrzenkDAGAZa
światło – tylko światło
patrz


Niebo na południu płonęło. W Asgardzie wybuchła trwoga. Odyn obsadzał mury najdzielniejszymi wojami. Przed główną bramą stał jednoręki Tyr na czele wojsk gotowych do walki. Chcąc się upewnić, czy nie zaszła pomyłka, Odyn wysłał na zwiady potężnego Thora, by zlustrował wszelkie zakątki Asgardu.

Wieści były przerażające. Olbrzym Surt uwolnił się z Muspell, krainy wiecznego ognia, i ciągnie na Asgard z olbrzymami, potworami i demonami zła. Wydostał się na wolność także wilk Fenrir, który niegdyś urwał rękę Tyrowi. Odyn wiedział, co to oznacza. Nadszedł Ragnarök, koniec świata bogów i wszystkiego, co żyje.

Pod stopami okrutnego Surta kruszyły się skały. Ziemia pomału osuwała się w morze, które zaczęło płonąć, wrzeć i zamieniać się w parę. Dym zasnuwał świat. Ciemniało słońce. Gwiazdy gasły jedna po drugiej i spadały z nieba. Władca Muspell niósł śmierć i pożogę. Nawet potężny Thor uległ siłom zagłady.

Odyn nie tracił nadziei, choć znał przepowiednie wieszczki Wölwy o narodzinach olbrzymów, karłów, potworów i ludzi oraz o kresie tego świata po kosmicznej, ostatecznej rozgrywce. Zadźwięczały mu w głowie ostatnie, skierowane do niego, słowa wiedźmy:

Jedź do dom, Odin, i ciesz się swą sławą!
Nikt więcej do mnie nie przyjdzie,
Dopiero gdy Loki spuszczony z łańcuchów
I niszczyciele na Ragnarök pociągną.

Długo cieszył się Odyn sławą. Lecz co teraz? Skoro teraz nadchodzi kres, musiał go zrodzić początek - rozważał bóg - ale może nie zawsze początek zmierza do kresu? Odyn prowadził wojnę w sobie i poza sobą, bił się z myślami i jednocześnie rzucał w wir walki. Zbierał z walkiriami najdzielniejszych poległych wojowników, by w Walhalli ćwiczyli swe umiejętności na kolejne zmagania. Używał całej swej magicznej mocy, by powstrzymać zastępy Surta, lecz jego wysiłki jedynie na krótko odwlekały zbliżającą się zagładę.

Strach było patrzeć na mury Asgardu zmienione w ruinę. Rozpaczą przejmowała płonąca korona Jesionu Yggdrasillu, rosnącego na osi świata. Mimo oczywistej zagłady Odyn wciąż nie chciał się poddać. Przecież wyrocznia mówi, że świat się odrodzi, że zmartwychwstanie dobry Baldr, zapoczątkuje nowe pokolenia i nastanie szczęśliwy świat, wolny od zła. Jakże nowy świat mógłby powstać z niczego? Coś musi pozostać, coś trzeba ocalić, o coś należy walczyć... Ale o co?

Odyn postanowił szukać ratunku u Norn, nieustannie przędących nici przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wśród bitewnego zgiełku i gęstego dymu dostał się w pobliże korzeni świętego Jesionu, gdzie mieszkały trzy panie losu.

Werdandi, prządka teraźniejszości, przywitała Odyna dostojnie. Była tak spokojna, jakby nie obchodziło ją to, co się dzieje. Odyn nie pojmował jej zachowania. Świat ginął, a Werdandi najspokojniej w świecie snuła swoją nić. Bóg prosił ją i błagał, by zatrzymała bieg wydarzeń, lecz Norna patrzyła na niego zdziwiona i upierała się, że nie jest w stanie tego uczynić.

- Czyż nie ty jesteś Werdandi? Prządką teraźniejszości?

- Byłam - odpowiedziała - teraz istnieje dla mnie tylko przeszłość.

Odyn pomyślał, że od ognia i dymu Nornie pomieszał się rozum. Skłonił się przed nią i zwrócił się do Skuld, pani przyszłości, która nie mniej go zaskoczyła niż Werdandi. Spytał ją:

- Czy mocą swego panowania nad losem mogłabyś zmienić przyszłość?

Lecz Skuld odpowiedziała mu, że nie interesuje ją przyszłość, gdyż od tej chwili żyje już w teraźniejszości i nie może mu pomóc. Odyn z odrobiną nadziei pomyślał o Urd, lecz w istocie przeczuwał, jakie słowa usłyszy z ust ostatniej Norny. Nie mylił się. Urd powiedziała beznamiętnie:

­- To, czego nie było w przeszłości, nie będzie w przyszłości. Lub odwrotnie.

Przygnębiony Odyn obserwował bezradnie nadchodzący koniec wszystkiego, co istniało i triumfalny pochód największego wroga życia. Wydawało się, że nie ma już niczego, prócz płomieni. Surt z zastępami złych mocy kończył dzieło spustoszenia. Choć dotkliwa była gorycz przegranej, Odyn nie mógł uwierzyć, że to, co widzi, istnieje naprawdę. Bogowie, ludzie, karły, elfy, zwierzęta i rośliny, niebo i ziemia – czyżby wszystko to obróciło się w popiół?

Ale jeśli Surt zniszczy także popiół, gdzież znajdzie oparcie dla dalszego niszczenia? Po czym będzie stąpał w pochodzie zagłady, jeśli nie będzie już ani skrawka niczego? Każde działanie na czymś się wspiera, a zniszczenie nie może przecież trwać w nieskończoność.

Zostało już niewiele czasu. Ogień był coraz bliżej Odyna. Dym wyciskał mu łzy z oczu. W przypływie olśnienia wyszarpnął zza pasa woreczek z Runami. Co powiedzą magiczne znaki, które zawarły w sobie wszelką mądrość? Bóg rozwiązał rzemień i wysypał Runy. Spadły między korzenie Jesionu - tam, skąd się niegdyś wyłoniły, gdy przebił sam siebie mieczem i wisiał na Yggdrasillu dziewięć dni i nocy bez jedzenia i picia, smagany wichrem. Pochylił się, chcąc zobaczyć układ Run, lecz one utkwiły głęboko w plątaninie korzeni drzewa. Pospiesznie zaczął wyszukiwać swoje święte znaki, ale te jakby zapadły się w nicość. Wreszcie udało mu się znaleźć jeden z kamieni. Widniały na nim dwa trójkąty połączone ze sobą wierzchołkami. Była to Runa Dagaz.

Dagaz zwiastowała jutrzenkę, światło dnia, radosną jasność. A przecież świat pogrążał się w ciemności. Odyn nie wiedział, co o tym myśleć. Zasępiony usłyszał spod Jesionu głos wszystkich trzech Norn, śpiewających chórem:

Nic nigdy nie trwa wiecznie,
choć wszystko wiecznie trwa.
Zabrzmi to niedorzecznie,
trzy nici płaszcz twój ma.
Bogowie umierają,
choć nie przestają żyć,
ruch i przemiana w czasie
to płaszcza twego nić.
Myślisz, że wokół przepaść,
a to fundament jest.
Gdy idziesz światem naprzód,
świat idzie tobą wstecz.

- Co to ma znaczyć? – spytał zaskoczony.

­ Wszystko się zmienia w gruzy, lecz to tylko przejście na drugą stronę – rzekła Werdandi.

- Ze światem jest tak, jak z twym okryciem. Kiedy założysz płaszcz wierzchem do spodu, nic się w tobie nie zmieni. Twoi poddani stwierdzą, że jesteś roztargniony – dodała Skuld.

Zaś ostatnie słowa należały do Urd:

- Świat jest myślany i doświadczany. To ruch i przemiana, bez których nie byłoby Asgardu, Muspell, jasności ani ciemności. Przemiana wymaga czasu, w czasie spełnia się prawda... Podobnie jest z Runą Dagaz: gdy skręcisz oba jej trójkąty tam, gdzie się stykają wierzchołkami, ich linie zmienią swoje położenie, nie naruszając pierwotnego kształtu. Kiedy ogień Surta spali cały świat nastanie mrok, lecz i on może się ostać tylko wtedy, gdy znajdzie w czymś podporę. Nadchodzi dzień, ale by go doświadczyć, trzeba pogrążyć się w nocy.

Odyn, słuchając Norn, patrzył na Runę. Oba trójkąty znaku Dagaz traciły powoli ostre kontury i zaczynały falować. Przypominały wstęgę poruszaną delikatnym wiatrem. Bóg widział, jak wędrują po niej Asowie, ludzie, karły i olbrzymy; jest tam Thor ze swym młotem, bogini Freya, walkirie z rycerzami oraz, na końcu, Baldr. Wstęga była tak zawiązana, że maszerowali raz po jej stronie wewnętrznej, raz po zewnętrznej. Gdy znikali na zewnątrz wstęgi, pojawiali się wewnątrz, a gdy znikali wewnątrz, widać ich było na zewnątrz. Bóg nie wiedział, czy jest to złudzenie wywołane dymem, czy mącą mu się zmysły.

Norny nadal coś szeptały i nuciły swą tajemniczą pieśń, lecz Odyn niczego już nie słyszał. Zapadał się w ciemność. Zdążył jeszcze spojrzeć na Runę.

Dagaz promieniowała światłem.


Korekta przez: ()



  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    (20)  

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)