Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 września 2015

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Ptaszki

Kategoria: Twórczość

« Czysta gwiazdka Idzie jesień »


         Moje bohaterki, biurwy dotarły już na swoje stanowiska pracy. Te, które zdążyły, mogły chwilę odetchnąć, zrobić sobie herbatę (z kupieniem kawy były wówczas trudności), poprawić makijaż i zrelacjonować koleżankom, co się wydarzyło od poprzedniego dnia. Te, które nie zdążyły, czekało parę niemiłych przeżyć, mogących zepsuć cały dzień.

         Przypominam sobie te poranne dylematy: czekać na windę, czy biec schodami? Do wind była kolejka i można było nie zdążyć, bieg schodami na trzecie piętro też nie był najbardziej pożądanym porannym treningiem. Ale oddam głos moim bohaterkom:

         „Krycha sunęła dostojnie wcale się nie spiesząc, mimo, że na wielkim zegarze na pasażu było już trzy po wpół do ósmej, nie było więc żadnej możliwości, żeby najpóźniej pięć po siódmej dotrzeć na trzecie piętro, do stolika, gdzie wyłożona była lista obecności. Pularda zabierała ją równo pięć po czasie, stawiając czerwonym flamastrem przy nazwisku delikwentki wielkiego haka i każda spóźniona musiała iść do działu kadr pisać oświadczenie wyjaśniające ze wszelkimi szczegółami powody i przyczyny spóźnienia. Potem oświadczenie to było analizowane, nieścisłości wyławiane i komentowane na zebraniach naczelników wydziałów. Ich pani naczelnik bardzo się wściekała, twierdziła, że głupie oświadczenie to dowód, że dziewczyna nie nadaje się do swojej pracy, bo nie jest w stanie czegoś sensownego wymyślić. Nawet ona miała kłopoty z pisaniem tych oświadczeń, chociaż była stara i miała wyższe wykształcenie. Tylko Krycha działała na innych całkiem prawach. Potrafiła napisać „Spóźniłam się, bo zaspałam” – chociaż uznawano to za spóźnienie nieusprawiedliwione i potrącano na koniec miesiąca jedną czwartą dziennego wynagrodzenia. Mówiła, że jej nie zależy, bo jest sama i ma małe potrzeby. Sukienki szyje sobie sama, kupuje jeden krem i dezodorant na pół roku, jak najtańsze; mydła starcza jej z przydziału, obiady je w jakiejś stołówce. Nie musi się więc przed nikim płaszczyć i może sobie pozwolić na mówienie tego, co myśli.

         Krycha schwyciła za rękę biegnącą Iwonę i zatrzymała ją.

         – Nie pędź, i tak nie zdążysz! Będziesz najwcześniej dziesięć po wpół, więc i tak będziesz pisała oświadczenie. Twój autobus się dzisiaj nie spóźnił, więc będziesz miała nieusprawiedliwione. A tak czy siak potrącą ci ćwierć dniówki niezależnie od tego ile minut się spóźnisz. Jak broić, to na całego! A takie gonienie w pośpiechu i strachu jest szkodliwe dla zdrowia. Wierz mi, ja to wiem. Biegać trzeba odprężonym i spokojnym, tylko wtedy są wyniki. Każdy sportowiec ci to powie. A tak dorobisz się tylko zawału przed czterdziestką.

         – Skąd Pularda będzie wiedziała, że mój autobus się nie spóźnił? Zawsze się spóźnia!

         - Będzie wiedziała, ona dostaje grafik z Em–zet–a. Wie skąd kto dojeżdża i sprawdza takie rzeczy. Stara kadrowa, wszędzie ma znajomości.

         - Nie wiem czemu dyrektorka jej nie ukróci...Wygląda na całkiem rozsądną, powinna wiedzieć ile czasu traci się w biurze na gadanie o Pulardzie zamiast pracy.

         - Nie gadałyby o Pulardzie, to o czym innym. A tak jej wygodnie. Jest miła, sympatyczna, jak sprawa staje na ostrzu noża, to woła dziewczynę do siebie i łagodzi. – „Proszę się nie gniewać na panią Adelę, ona jest tak oddana Inspektoratowi, że czasem przesadza”. I tak dyscyplinę ma z głowy i wszystko jest na Pulardę. To się nazywa polityka. Skąd wiesz, która musi tu pracować, żeby nie wiem co, dyrektorka czy kadrowa? Jak by było na noże, to może nie dyrektorka by zwyciężyła?

         – Myślałam, że polityka to rząd, partia i te sprawy. Ale nasz Inspektorat? i spóźnienia do pracy?

         - Co ty tam wiesz. Nie uczyli cię z szkole historii ruchu robotniczego? Kapitalista robotników trzymał za mordę, a właściwie w imieniu kapitalisty robili to jego przydupasy, kierownicy, a i teraz nic się nie zmieniło. Jest taka Pularda i nas gnębi, bo za to jej płacą. Polityka polega na tym, że jak inspektorat sobie wychowa posłuszną dziewczynę, to ta będzie się martwiła, co napisać w oświadczeniu, jak udanie skłamać albo jak napisać prawdę, żeby uznali spóźnienie jako usprawiedliwione, a żeby żadna dziewczyna nie pytała o to dlaczego nasza jednostka nadrzędna wydaje zarządzenia głupsze niż by Margarita wymyśliła.

         Jak na Krychę było to długie przemówienie, więc zamilkła. Iwona przez ten czas złapała oddech i pobiegła do przodu. Męczyła się teraz łatwo i bieg na trzecie piętro nie zawsze jej się udawał, czasem ustawała już na pierwszym, a nie chciała czekać na windę, bo to zazwyczaj i tak dłużej trwało, jednak nie mogła spojrzeć na wszystko tak jak Krycha, po prostu tego nie umiała, choć jej zazdrościła.

         Dziś miała szczęście. Pularda zamarudziła dłużej w łazience i wychynęła zza dwóch kółek dwanaście po wpół do siódmej. Właśnie Iwona zdążyła podpisać listę i szła do łazienki popić tabletki, udało więc jej schować się za drzwiami, bo była jeszcze w płaszczu. Gdyby Pularda ją zobaczyła, mogłaby domyślić się, że dopiero przed chwilą podpisała listę i postawić jej haka. Jedna z dziewczyn z sąsiedniego działu podpisywała się właśnie, gdy Pularda wyszarpnęła ją, aż długopis przeorał kartkę. Iwona mogła wyjść zza drzwi.

         – Teraz może pani podpisać – oświadczyła Pularda stawiając wielkiego haka przy nazwisku dziewczyny. Ta zaczęła protestować, że haka postawiono już po podpisaniu przez nią listy, aż w końcu wściekła wycedziła:

         – Jak ktoś całe życie przyzwyczaił się do ptaszków, to na starość zapomina, że w tym wieku nie wypada.

         – I że kurze podcięto skrzydełka – dodała inna.

         – Nie skrzydełka, skrzydła zostawiono...

         – I tak nie będzie latać.

         Pularda bez słowa wzięła listę i wymaszerowała z korytarza. Następne spóźnione musiały iść do niej do pokoju. Nie wydawało się aby cokolwiek ją obeszło. Nadeszła Krycha i spokojnie poszła się rozebrać do pokoju, zanim pójdzie podpisać listę.

         – Ta to dopiero ma nerwy – powiedziała któraś o Pulardzie. – Jak woda po kaczce. Spluniesz jej do zupy, a ona powie, że to przyprawa.

         – Czy tak czy siak, kiedyś to ty tę zupę wypijesz, sama nie wiedząc nawet kiedy – odparła koleżanka.

         Iwona połknęła proszki, ale jeden utkwił jej w przełyku. Poszła do pokoju rozebrać się i po szklankę. Co by napisała w oświadczeniu, gdyby nie zdążyła moment wcześniej podpisać listy i schować się za drzwiami? Prawdę? „Spóźniłam się bo w autobusie był tłok i bałam się, że mnie zgniotą i musiałam go przepuścić. Zawsze się boję w autobusie, że mnie zgniotą, to pewnie dlatego, że jestem ze wsi i mieszkałam dotąd tylko w małych miastach”. Ale by było śmieszne, chyba wszystkie dziewczyny umarłyby ze śmiechu czytając takie oświadczenie, a Pularda powiedziałaby, że trzeba wcześniej wstawać i iść na taki autobus w którym nie ma tłoku. Powiedziałaby: „nie ma pani rodziny, dzieci jeść nie płaczą, mąż nie ciągnie do łóżka przed wyjściem do pracy, jakie pani może mieć powody do spóźnień?”

         – No widzisz – burknęła Krycha zgadując jej myśli – o to właśnie chodzi, żebyś zaczęła myśleć, jak się wytłumaczyć, zanim jeszcze zdążyłaś się spóźnić. Na tym polega polityka.

         Ewa, likwidatorka, spóźniła się aż czterdzieści minut. Siedziała w pokoju i biedziła się nad oświadczeniem. W końcu pokazała dziewczynom, co napisała:

         „Oświadczam, że spóźniłam się do pracy w dniu... 43 minuty ponieważ moje dziecko rano nakarmione zwymiotowało, a było już ubrane, więc musiałam zagrzać wody na kuchence elektrycznej (w domu nie mam c.w.), umyć je, przebrać, powtórnie nakarmić. Nie zdążyłam na pociąg, a musiałam jeszcze zaprowadzić dziecko do żłobka. Spóźnienie zobowiązuję się odpracować w dniu...”

         - No i co? Dobrze napisałam?

         – Dobrze, a jakże, – powiedziała Szczeniaczek. Cała prawda i tylko prawda. Ale było zamiast do żłobka zawieźć dziecko do lekarza. Miałabyś zwolnienie przynajmniej na trzy dni. A tak, głowę daję, że dziś zadzwonią ze żłobka, żebyś przyszła i odebrała małą bo ma gorączkę albo sraczkę. I tak pójdziesz do lekarza, odsiedzisz swoje, ale zwolnienie wystawi ci dopiero od jutra, bo już będzie blisko końca dnia, a jemu się skończy limit. Dzisiaj poniedziałek, zapomniałaś? Wszyscy od poniedziałku biorą zwolnienia. I jeszcze będziesz musiała odpracować to, co wyjdziesz przed czasem. Taka mądra jesteś, a jak coś się dzieje z małą, to głupiejesz. To tak jak z likwidacją szkód – myśleć trzeba panienki, myśleć – przedrzeźniała Pulardę. – No, posłuchaj, dzwoni telefon, pewnie ze żłobka.

         Dziewczyny zamilkły. Pani naczelnik podniosła głowę znad jakiegoś okólnika i odebrała jedyny w pokoju bezpośredni, miejski telefon, stojący u niej na biurku. Chyba nie słuchała paplania dziewczyn, raczej rzadko słuchała, o czym dziewczyny mówią, chyba, że była to głośna likwidacja szkód, w każdym razie nie dawała po sobie poznać, że słyszy.

         – Pani Ewo, do pani – powiedziała i na powrót zagłębiła się w papierach.”




« Czysta gwiazdka Idzie jesień »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)