zdjęcie Autora

23 września 2012

Piotr Jaczewski

z cyklu: Okiem Hipnotyzera (odcinków: 299)

PTSD w historii religii.

Kategoria: Techniki rozwoju

« Irracjonalność buduje społeczność Bańka mydlana - osobistość w grupie Sułtana Brunei »
Ciekawi mnie, że na razie mało spotkałem mocnych i znanych opracowań wiążących PTSD z rozwojem religii: budowaniem roli kapłana i koncepcji boga wojny.
Samo PTSD (post traumatic stres disorder) jest dosyć dobrze przebadane, ze względu na sprawy bieżące tj konflikty zbrojne. Podobnie ze względu na powszechność traum związanych z przemocą psychiczną koncepcja ta przeniknęła i w dalszym ciągu przenika do powszechnego użycia. Pomimo, że niewiele osób wie, co to, a najczęściej się mgliście i w obrębie common sense kojarzy: silna trauma ma negatywne konsekwencje. I jak nie jestem za etykietkami diagnostycznymi i patologizowaniem to  przyglądając się jednak konsekwencjom PTSD nie sposób przegapić pewnego motywu:
Radzenie sobie z traumą
      Wycofywanie się wewnętrzne
     Tworzenie bezpiecznego świata w umyśle
     Trzymanie ludzi za murem
     Nikt nie jest zdolny dotknąć osoby emocjonalnie
     Powyższe symptomy występują w czasie traumy oraz tuż po traumie lub w czasie "nawrotów" przeżywania traumy

   Jeśli nie ustali się żadna bezpieczna osoba lub środowisko - ten wzorzec jest obecny cały czas.
To znamy z obiegowej opini: Gdy dzieje się coś złego, niektórzy wycofują się do własnego świata. Otrzymujemy osobę oderwaną od świata, zdystansowaną emocjonalnie ale też zanurzoną we własnych fantazjach.

Długo terminowe emocjonalne konsekwencje PTSD:
          Kruchość, emocjonalna pobudliwość
Niezdolność do zniesienia oponentów
          Trudności w uczeniu - brak tolerancji dla porażki.
 Bezsilność/brak kontroli w podejściu do życia
           Brak zaufania do siebie lub innych
 Negatywne oczekiwania - przygotowanie lub oczekiwanie najgorszego (patrz: Apokalipsa!)
Jeśli oderwiesz się od stereotypu ofiary (bite dziecko/kobieta/ktoś słaby), który zwykle towarzyszy ludziom w myśleniu o traumie możesz zauważyć rys przemiany: zwykła osoba, robi się niedostępna emocjonalnie, a jej charakter stopniowo zaczyna przypominać Krzyżowca walczącego o sprawę/Inkwizytora.   Bóg wojny nawiedził i zmienił charakter człowieka na swoje podobieństwo...

Ta emocjonalna przemiana ma oczywiście wpływa na zachowania w relacjach:
Długoterminowe konsekwencje dotykające budowy relacji obserwowane z PTSD:
     Emocjonalnie pobudliwy i zmienny - wszystko mu przeszkadza, niska tolerancja na frustrację
Problemy z wiązaniem się - nie może zbliżyć się do innych - nieprzywiązany do ludzi.
Potrzeba kontroli relacji - Kompulsywnie daje opiekę i troszczy się o innych by kontrolować relację
Obronna Separacja - lgnące zachowanie, niemożność rozdzielenia od rodzica lub figury najbardziej przywiązanej - Ekstremalna Zależność: nie może być oddzielony dla samodzielnego rozwoju.
Z tego kontrolowania relacji przez troskę o innych możemy  rolę kapłańską (zainteresowanie sprawami społecznymi i podejście gdzieś pomiędzy janosikiem a szefem mafii). Rolę kapłańską sugeruje tu motyw objawień ewentualnego boga wojny- dziwnie pokrywa się z flashbackami /nawracającymi wspomnieniami  zresztą powszechnie kojarzonymi z traumami. Dodajmy odrobinę narcystyczny rys charakteru i dostajemy boskie objawienie: Śnisz po nocach o wielkiej postaci z mieczem, dzidą. To jakaś istota-bóg-ciebie wybrał. Coś karze ci ustanawiać reguły społeczne i wprowadzać ład w społeczności..
Motywy niepewności w PTSD również przypominają te religijne : za życia nie doznasz spokoju...prawdziwe szczęście w niebie. Całą tą częścią apokaliptyczną...oczekującą najgorszego.
Ta użyteczność PTSD w historii religii dobrze by tłumaczyła też braki w realnym oddziaływaniu tych memów i osób je przenoszących na budowanie pokojowych rozwiązań.

Może kiedyś spotkam się z solidnym opracowaniem tej pozycji, lub ktoś takowe opracowanie poleci.

Okiem Hipnotyzera: wstęp na końcu

Pisane do Taraki - Magazynu Rozwojowego:
W wypowiedziach różnych mistrzów, autorytetów kryją się zabiegi perswazyjne przemycające idee w sposób zmieniający percepcję i zachowanie.
Nie mam nic przeciwko tym ideom, wiele z nich jest pożyteczne, pomocne. Jestem tylko za świadomością tego, co nas do nich przekonuje, za myśleniem i świadomym decydowaniem się na podążanie za nimi i odkrywanie, co z tego możemy wynieść dla siebie.
Wiele z idei ma hipnotyczny wpływ. Tworzy struktury przy niewiedzy i braku uważności omijające czynnik krytyczny, świadomy i zmieniający percepcję tak, że powstają samospełniające się przepowiednie, doświadczenia je potwierdzające oraz zachowania, które dla naszych własnych celów życiowych są nonsensowne i bezużyteczne.
Inaczej: Otwórz Oczy! Myśl Racjonalnie! Odczuwaj w pełni to co się dzieje! Działaj świadomie planując swoje przeżycia!
Oczywiście, w moich wypowiedziach też się będą kryły zniekształcenia. Taka jest natura komunikacji. Najbardziej interesuje mnie jak komunikacja określa relację i obecne w niej sugestie co do zachowań i percepcji. Prawdziwość komunikatów, co do informacji o świecie czy o subiektywnych interpretacjach tego świata raczej pomijam.
Skupiam się na elementach hipnozy konwersacyjnej.


« Irracjonalność buduje społeczność Bańka mydlana - osobistość w grupie Sułtana Brunei »

komentarze

1. Bóg wojny zapobiega traumie... • autor: Nierozpoznany#61722012-09-23 13:51:44


Piotrze, na szybko, na gorąco. Chyba trochę pocisk hukowy z tym PTSD i prorokami, Bogami wojny. W dawnych wiekach wojna była bardziej zrytualizowana. Społeczność "wypuszczała" swoich wojowników na wojnę za pomocą specjalnych rytuałów, wojownicy byli w sposób "magiczny" wprowadzani do wspólnoty mającej specjalizować się w zabijaniu. A co najważniejsze, po powrocie z wojny byli odizolowywani od społeczności i przechodzili specjalne procedury "oczyszczające". To zapobiegało traumie. Jeżeli nie, to spychano ich do anekumeny i dzikie maruderskie wojsko hasało i tłukło się po lasach.
[foto]

2. Nie mitologizujmy przeszłości • autor: Piotr Jaczewski2012-09-23 14:10:24

W dawnych wiekach wojna była bardziej zrytualizowana.
To znaczy jak ?

Społeczność "wypuszczała" swoich wojowników na wojnę za pomocą
specjalnych rytuałów, wojownicy byli w sposób "magiczny" wprowadzani do
wspólnoty mającej specjalizować się w zabijaniu.

To teraz tak nie jest ? :)

A co najważniejsze, po powrocie z wojny byli odizolowywani od społeczności i przechodzili specjalne procedury "oczyszczające".
Możesz podać przykład takiej procedury ?

Jeżeli nie, to spychano ich do anekumeny i dzikie maruderskie wojsko hasało i tłukło się po lasach.
To akurat znamy i z czasów bardziej współczesnych i z bliskich lokalizacji: Czerwoni Khmerzy, UPA, Bośnia/Hercegowina. O naszej partyzantce nie wspominając.

3. Nie mitologizuję, bazuję... • autor: Nierozpoznany#61722012-09-23 18:18:03

Nie mitologizuję, bazuję na faktach.

Wojownicy wyruszali żegnani przez społeczność. Od greckiego, spartańskiego "wróć z tarczą lub na tarczy" poprzez rzymskie rozpoczęcie wojny oszczepem rzuconym przez kapłana w stronę świata zamieszkaną przez wroga po chrześcijanskie misteria. Zresztą wojownicy w tamtych czasach w bardziej zrytualizowany sposób wchodzili do społeczności, zdecydowanie większy nacisk kładziono na inicjację (pasowanie na rycerza było niemal ósmym sakramentem). Dzisiaj tylko jednostki specjalne jak brytyjski SAS czy polski GROM pozostawiły sobie formę "selekcji" jako sprawdzian, który tak obrósł legendą, że stanowi niemal mityczne echo dawnych praktyk.

Co do współczesnych sondaży, poparcia społecznego dla walki, syndromu wietnamskiego i efektu CNN - długo by pisać. Zobrazuję to jednym muzycznym kawałkiem:

http://www.youtube.com/watch?v=rvCDv8S3xvk

Co do oczyszczenia:

wiecej tutaj, w tym o PTSD wsród weteranów

http://archiwum.polityka.pl/art/bezkrwawe-rany,429248.html

Pozdrawiam

[foto]

4. Jak to nie mitologizujesz ? :) • autor: Piotr Jaczewski2012-09-23 18:48:39

Sugerujesz, że tamto było lepsze niż obecne, bardziej dopasowane do człowieka etc.
Piszesz: stanowi niemal mityczne echo dawnych praktyk, pasowanie na rycerza było niemal ósmym sakramentem
Czym to się różni od rzeczywistego i psychologicznego warunkowania na "poczucie bycia istotą wyższą" - ułatwiającego w przeciwniku widzenie nie ludzi, lub pod ludzi ? a nawet czegoś mitologicznego?
Czy zwyczajnego budowania tożsamości grupowej w wojsku - robiącego dokładnie to samo?
Czym przeszłe "zasady walki" miały się różnić od obecnych, generalnie zasad "zwalniających z myślenia" i osobistej oceny?
Nie odpowiedziałeś zupełnie na pytanie pt jakie to konkretnie były procedury 'oczyszczenia' po powrocie z wojny ?
Dla mnie to oczywista mitologizacja sprawy. Tam gdzieś kiedyś w "mitycznej krainie" - wojna była ceniona, wojownicy noszeni na rękach, radośni i spełnieni, a tu jest jak jest..

5. Piotrze, zeby było... • autor: Nierozpoznany#61722012-09-23 19:14:10


Piotrze, zeby było jasne. Wojna to straszne kurestwo. I nie ma znaczenia, czy dostajesz toporkiem w głowę, czy urywa ci nogę od "ajdika". To boli. Nie ma znaczenia czy gwałci cię wiking, czerwonoarmista czy przedstawiciel Tutsi albo Hutu. To boli. Nie ma znaczenia czy walczysz pod rzymskim legionowym orłem, czy pod gwiaździstym sztandarem. Mam taki cytat o wojnie trwającej od Troi do dziś, jak go znajdę z zasobów to wezmę "na ruszt".

Na pewno status wojownika w starożytnosci i średniowieczu był zdecydowanie wyższy niż obecnie. Z bardzo prostej przyczyny. To męzczyźni zdolni do walki w szyku falangi, rzymscy konsulowie ktorzy potem stali się boskimi cezarami i średniowieczni feudalni możni posiadali zasoby i władzę.

Od końca osiemnastego wieku sytuacja się zmienia. Wojna przechodzi rewolucję przemyslową a na polu walki dominuje masowa armia z poboru. Fabryka przemielająca męskich rekrutów przez maszynkę do mielenia mięsa. Na polu walki zaczyna dominować masa. Rozwój techniki w XX wieku daje koljny skok, zakończony rozwojem broni ABC zdolnej do eksterminacji całej planety. Piszę w zajebistym uproszczeniu, jest cała dziedzina wiedzy która tym się zajmuje - stosunkowo mało spopularyzowana w Polsce polemologia.

Wracając do PTSD i współczesnych żołnierzy. W wielkim uproszczeniu. Społeczeństwo przeciętnego post industrialnego państwa "zachodniego" ma ich w d..ie. Obojetność, wrogość (najemnicy, pojechali za kasę - internet roi się od takich komentarzy). Pytanie dlaczego? Bo w przeciwienstwie nawet do spoleczeństw ich dziatków, wojnę znają z ekranu. Serialu, filmu, gry komputerowej. Żyją "mitem" sterylnej gry komputerowej, obrazków z wiadomości, czy kolejnje edycji "kompanii braci". Wojna z realnego doświadczenia zamieniła się w mit. Ale to temat na cały cykl... I czuję się trochę wywoałny do tablicy, żeby "wojną" w szerszym kontekście się zająć.

Ps: bez manipulacji się nie obejdzie w tym temacie. Zboczenie zawodowe i zbyt dużo nauk starego poczciwego, najskuteczniejszego Sun Tzu... ;))

[foto]

6. Nie rozumiem... • autor: Wojciech Jóźwiak2012-09-23 20:01:57

Piotrze - wracając do tekstu: nie rozumiem! I obawiam się, że ten odcinek jest niezrozumiały nawet dla czytających po angielsku. Domyślam się, że rzucasz na dysk/sieć/ekran pierwsze skojarzenia, ale to co teraz napisałeś prosi się o rozwinięcie; właściwie powinieneś ten odcinek napisać jeszcze raz, po kolei, za porządkiem.

Dopisane nast. dnia: DZIĘKI! TERAZ JEST OK. Rozumiem dużo więcej :)
[foto]

7. Poprawione, Spolszczone • autor: Piotr Jaczewski2012-09-24 09:11:49

I ulogicznione (mam nadzieję). Postaram się zresztą temat rozwinąć, gdy przemyślę i przeszukam sprawę.
[foto]

8. Religijna konwersja jak wojna • autor: Wojciech Jóźwiak2012-09-24 09:45:50

Piotrze, przeczytałem ten Twój tekst kilka razy, i w pierwszej szkicowej wersji i teraz w rozwiniętej. Wydawało mi się, że pewna tezę napisałeś expressis verbis, ale chyba nie, bo raczej jest ukryta miedzy wierszami.
O co chodzi? - Ja to odczytałem tak, że konwersja religijna, lub spotkanie z duchowym mistrzem mają psychologiczne charakterystyki podobne do rzeczonego Post-Traumatic Stress Disorder (PTSD) czyli NERWICY WOJENNEJ.
Ponieważ zdarzyło mi się mieć w życiu DWA epizody konwersji połączonej ze spotkaniem z duchowym mistrzem (lub jego "komandosami"), to całkowicie potwierdzam Twoje rozpoznanie. Tak jest! Tak to działa.
Dlatego ciekaw jestem Twojej kontynuacji tematu.

I uwaga druga. Opisane objawy PTSD przypominają w enneagramie przejścia w stresie od typu 8-Szef (wojownik) do typu 5-Obserwator (wewnętrzny emigrant) - albo od 9-Mediator ("przyjaciel i mieszkaniec całego świata") do typu 6-Adwokat-Diabła (totalnie nieufny).
To prowadzi do ciekawych wniosków:
(1) Czyżby tylko enneagramowe Ósemki i Dziewiątki doznawąły psych-urazów na wojnie?
(2) Powyższe, gdyby było prawdą, potwierdzałoby opinię Marcina Hładkiego (niestety, prywatna rozmowa nie tekst) że "typy" enneagramowe są naprawdę rolami w sytuacji w grupie. I dlatego ci, którzy "całą sobą" wchodzą w ostre konflikty, są na mocy tej zasady na pozycji Ósemek lub Dziewiątek. Ale to sprawa osobna i do przemyślenia.
[foto]

9. Konwersja religijna to jedno • autor: Piotr Jaczewski2012-09-24 10:20:03

Tu się zgadzam temat traumatyzacji przeżyć, efekty PTSD jest znany, jeśli chodzi o motywy indoktrynacji (w tym religijnej) czy w obrębie przeżyć konwersji religijnej, kultów wszelakich. To też chodziło mi po głowie - tak w ramach pisania o sułtanie brunei. Wątek faktycznie wart jest eksploracji np. opisania, co się będzie działo z różnymi typami osób w grupie Sułtana. Kupuję pomysł.
Drugie, co usiłuję opowiedzieć to bezpośredni związek tematu PTSD nerwicy wojennej  - treści przeżyć z doświadczeniem religijnym i rolą kapłana lub proroka. Tj. Wydaje mi się, że to bezpośrednia amplifikacja tych treści i procesów. To właśnie narzuciło mi się jako skojarzenie.
To przejście od:
Nie rozumiem tego, co się wokół mnie dzieje. Nawracają wspomnienia postaci z dzidą/mieczem. Drażni mnie otoczenie i chcę dla nich jak najlepiej. Boję się przyszłości.
Do napompowanego dumą, narcyzmem i nie wiem czym jeszcze:
Bóg dotknął mnie swoją łaską i wzniósł ponad ten padół łez i zwykłą kondycję. Objawia mi się postać boga-wojny. Ustanowię boskie prawa i zaprowadzę boski ład - doprowadzę ich do zbawienia. Moje odczucia-święte prawo musi być przestrzegane. Czeka nas apokalipsa.
Nie sam narcyzm (jak np. wykazuje Sieradzan), ale PTSD napompowane do narcyzmu.
[foto]

10. Sun Tzu • autor: Piotr Jaczewski2012-09-24 10:48:48

Sun Tzu się nie wymigasz: Nie odpowiedziałeś zupełnie na pytanie pt jakie to konkretnie były procedury 'oczyszczenia' po powrocie z wojny ?

I jak możesz wywnioskować z wpisu powyżej, moje podejście do wojny, żołnierzy i mitu wojownika jest stricte techniczne: Co musi się dziać, żeby istota ludzka zaryzykowała życie? Co musi się dziać, żeby istota ludzka zdecydowała się odebrać życie drugiej istocie ludzkiej? Jakie będą konsekwencje fizjologiczne, psychologiczne, społeczne?

Co do starożytności i średniowiecza i statusu - nie zgadzam się. Ten wyjątkowy status przetrwał i jest skrzętnie kultywowany w kadrze oficerskiej. I ta rola "utrzymywania władzy" wcale się nie zmieniła - patrz historia zamachów stanu. I tu masz odrobinę racji, bo ten aspekt wojska jest w krajach demokratycznych wypierany ze świadomości. I trudno się dziwić, bo temat jest schizofreniczny z natury: By cieszyć się przywilejami, które masz musisz się zgodzić na obecność siły, która może cię owych przywilejów pozbawić w dowolnej chwili. Lepiej o tym nie myśl..

Co do reszty tej historii, to kwestia demografii i  bezpośredniej styczności z doświadczeniem oraz usuwania informacji nadmiernie eksponowanych acz nie mających bezpośredniego wpływu na życie. Jest różnica pomiędzy sytuacją plemienną, gdzie 1/3 rusza w bój. A sytuacją gdzie w siły wojskowe zaangażowane jest mniej niż 1%społeczności. Faktycznie wojna zeszła do rangi czegoś, co jest jakoś obecne w newsach i nic z tego nie wynika. A newsy są non stop

11. Inicjacje "wojowników".W "starożytnych... • autor: Nierozpoznany#57362012-09-24 11:44:35

Inicjacje "wojowników".
W "starożytnych indiach" istniała pewna kasta, którą można nazwać "wykonawcami wyroków śmierci",
Osoby z tej kasty, które chciały "pracować" w swojej branży przed wejściem do "zawodu"musiały na drodze inicjacji iść do dżungli i własnymi rekami zabić tygrysa.
Myślę, że nie ma potrzeby wyjaśniać z jakimi zmianami w biochemii wiązała się taka inicjacja, jak daleko idący szacunek dla życia musiał mieć człowiek mający wykonywać wyroki śmierci.
To jedna z ciekawszych inicjacji jakie znam i nie jest dla mnie istotne czy to tylko bajka czy echo dawnych zwyczajów.


"Twarda Ścieżka" i sytuacje wywołujące PTSD mogą prowadzić do długotrwałych lub trwałych zmian. Moga zmierzać do tego samego celu, chyba pomocna jest świadomość, ale nie jest konieczna.
WED - Praktyk Wojownik i  Świadomy Praktyk Twardej Ścieżki.

12. Oczyszczenie wojownika • autor: Nierozpoznany#61722012-09-24 17:46:44


W zajebiśœcie telegraficznym skrócie, w krótkich "żołnierskich" słowach.

Oczyszczenie zdaniem współczesnego psychologa:

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1508790,1,afganistan-w-umyslach-polskich-zolnierzy.read

"Prawdziwy wysyp traum zaczšł się dopiero po Wietnamie, kiedy amerykańscy żołnierze wrócili do kraju, w którym nikt na nich nie czekał. A już na pewno nie przyjmował ich jak bohaterów. – Jednym ze sposobów zdejmowania naturalnej dla człowieka blokady przed zabijaniem jest utwierdzanie go w przekonaniu, że działa dla dobra swojego kraju – mówi płk Wilk. – Uroczyste przyjęcie po powrocie z wojny już w czasach plemiennych było rytuałem oczyszczajšcym. Podważanie sensu misji i brak akceptacji ze strony społeczeństwa to cios, który może załamać psychikę nawet najsilniejszego żołnierza"

Dwa - Stary testament:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Taniec_w_Biblii

"Dziękczynienie i radoœć taniec wyrażał podczas pochodów wojowników powracajšcych ze zwycięskich bitew, również tańcem witały ich kobiety"

trzy - Rzym i triumf

http://pl.wikipedia.org/wiki/Triumf

"najwyższe wyróżnienie jakie otrzymywał wódz za swe zwycięstwa na polu walki. Poczštkowo miał charakter religijny, zwišzany z oczyszczeniem żołnierzy bioršcych udział w walce. Z czasem ewoluował w kierunku okazałego widowiska majšcego na celu uczczenie zwycięskiego wodza i jego żołnierzy."

Piotrze, czas a raczej jego BRAK nie pozwala na więcej przykładów. Ale masz moje słowo, pierwszy artykuł jaki popełnię dla Taraki, będzie o "mechaniŸźmie oczyszczania" wojowników. Howgh!

[foto]

13. Oczyszczenie wojownika • autor: Piotr Jaczewski2012-09-25 08:01:16

Nie zgadzam się: w tych rytuałach uroczystego świętowania nie zmieniło się nic. I ciężko to potraktować jako proces oczyszczający, choć z przyjemnością poczekam na rozwinięcie wypowiedzi.

Zgadzam się w kwestii niechęci i wrogości, to jest novum. Wynikłe z relatywnego zaniku styczności z przemocą.i potrzebą przetrwania. Bezpieczeństwo jako takie stało się przynależne człowiekowi, jego prawem w krajach demokracji.
A drugie to owo wspominane przeze mnie schizofreniczne podejście z tego wynikłe:By cieszyć się przywilejami, które masz musisz się zgodzić na obecność siły, która może cię owych przywilejów pozbawić w dowolnej chwili. Lepiej o tym nie myśl..
Jeszcze inną kwestią  z tej teoretycznej "bańki mydlanej prawa do bezpieczeństwa" jest (teoretyczny) zanik władzy bazującej na przemocy. tj.. kiedyś ludzie wokół nie fikali ... baby nie fikały etc.
I faktycznie to sprawia, że najpewniej wracający z misji trafiają na beton.

Z tym, że z drugiej strony:
Ta wojaczka, pomimo, że się nie zmieniła. To jednak stała się swoistym RPG-iem. Pamiętam fragment nagrania z misji pt. "Gdyby mamusia się dowiedziała, co ja tu przeżywam". Kojarzysz czas, gdy wracało się z patrolu i miało łączność na żywo z rodziną?

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)