Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 września 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 173)

Radziejewskiego i Ehrenreich: neoplemiona kontra narody


« Radziejewskiego w Nowej Konfederacji: nowy trybalizm, nowe plemiona Alaksieja Dziermanta: Naród jako rytuał »

Bartosz Radziejewski w „Nowy trybalizm a polityczność Polaków” (w Nowej Konfederacji i idąc za Michelem Maffesolim) wyraźnie przeciwstawia (nowe) neoplemiona (tradycyjniejszym) narodom. Powstające „na naszych oczach” neoplemiona dostarczają, według obu autorów, silniejszej grupowej identyfikacji niż dotychczasowe narody – abstrakcyjne, odległe i zimne. Co oznacza, że jeśli ten proces dostatecznie daleko się posunie, to nowy (młody?) mieszkaniec Europy bardziej będzie czuł się członkiem (czy uczestnikiem) swojego neoplemienia lub kilku swoich przecinających się neoplemion, niż narodu, oczywiście narodu uformowanego w państwo.

W praktyce mogłoby to się wyraziście zrealizować np. w postaci takiego scenariusza, że członkowie pewnej neoplemiennej grupy, powiedzmy jacyś punkowie (czy jeszcze oni są?) lub (powiedzmy...) wikkanie przenoszą się masowo z Polski do Anglii lub Holandii właśnie po to, żeby „być u siebie” czy raczej „być ze swoimi”. Jeśli Polacy, którzy wyemigrowali do Anglii, tam uformowali się w neoplemię, lub kilka neoplemion, z własnymi znakami rozpoznawczymi, własnymi znakami przynależności i z własnym poczuciem solidarności, to coś takiego działoby się właściwie automatycznie wraz z wyjazdem tam. Potwierdzałyby to wypowiedzi w rodzaju: „wyp...lam z tej Polski, g...o mnie ona więcej obchodzi”.

Taki scenariusz jest poparty tym, że w Unii granice zniesiono i mieszkańcy Europy stają coraz bardziej ruchliwi. Niektórym wydawało się, że od tego zrobi się jeden naród europejski, ale jednak wizja Maffesolego wydaje się trafniejsza: że ten niepodzielony i bezpieczny worek Europa wypełni się nie wspólnym narodem, tylko mnóstwem neoplemion.

Barbara Ehrenreich
Barbara Ehrenreich
z: barbaraehrenreich.com
Czym jest naród i jego „duch” czyli nacjonalizm, pisze Barbara Ehrenreich w książce „Rytuały krwi”. Bardzo ważna książka dla zrozumienia świata, powinna być lekturą obowiązkową w liceach. Naród jest wspólnotą wojenną. Marks i jego kontynuatorzy twierdzili coś innego: że narody są wynikiem ekonomicznej konieczności, wynikiem przemysłu i handlu, który wymaga rozległego wspólnego rynku. Tej (wciąż popularnej) opinii Ehrenreich stanowczo się sprzeciwia. Twierdzi, że tym, co stworzyło narody, była wojna i to wojna prowadzona taką techniką, jaką zapoczątkowały rewolucje amerykańska i francuska, a zwłaszcza wojny napoleońskie: wymagająca indywidualnej inicjatywy i odpowiedzialności na polu walki i indywidualnego poświęcenia od każdego żołnierza. (Wcześniej była epoka armii-machin, rządzonych mechaniczną musztrą, z żołnierzami-niewolnikami sprowadzonymi do roli automatów. Jeszcze wcześniej była epoka rycerzy staczających heroiczne pojedynki.) Poświęcający się żołnierz musiał mieć coś, w co wierzy i w imię czego się poświęca. W tę rolę wszedł naród, pojęcie ostatecznie wynalezione właśnie wtedy, na przełomie XVIII i XIX wieków. Dziwnym trafem (nowoczesny) naród polski ze swoją pieśnią-fetyszem „Jeszcze Polska nie umarła” narodził się właśnie wtedy, a jego literaccy wieszczowie mitopoeci przyszli zaledwie pokolenie później. Mitem założycielskim narodów były wygrane bitwy budujące ich chwałę („chwałę oręża”) oraz przegrane bitwy i inne klęski, domagające się zemsty. (Taka jest rola celebrowania polskich klęsk, a także holokaustu przez Izraelczyków i hołodomoru przez Ukraińców.)

Żeby dokończyć zaczętego wyżej wątku: nowoczesna (od ok. 1775 roku) wojna wymagała indywidualizmu od żołnierzy, indywidualnej dzielności w obliczu śmierci, ale właśnie ten indywidualizm musiał zostać poskromiony przez kolektywistyczną ideologię oferującą pewnego rodzaju nieśmiertelność przez zniesienie jednostkowych granic i rozpuszczenie się w większej nieśmiertelnej całości. Żołnierz-obywatel szedł na śmierć po to, żeby nieśmiertelny naród, którego czuł się członkiem, żył dalej. Karmił życie Narodu własnym życiem, czyli swoją śmiercią. Tu Barbara Ehrenreich podnosi wątek krwawej ofiary, który jest głównym tematem jej książki „Rytuały krwi”.

Unia Europejska, instytucja kupiecka, handlowa, nie stworzyła swojego super-narodu, tylko otworzyła przestrzeń dla neoplemion. Ale warunkiem tej lizy (rozpuszczenia, rozproszenia) narodów jest bezpieczeństwo, jest pokój. Przy wojnie lub wojennym zagrożeniu narody wracają.

Czy przy obecnym zagrożeniu Europy z dwóch stron, od wschodu przez Rosję, od południa przez islam, Europejczycy zjednoczą się w europejski naród? Czy raczej będą się bronić osobno? Lub nie bronić wcale?

Powszechny jest pogląd, że naród jest koniecznym warunkiem istnienia demokracji. (Demokracja bez dostatecznie uformowanego narodu staje się oligarchią lub fasadą dla dyktatur.) Wraz z poglądem Ehrenreich oznaczałoby to, że również demokracja wywodzi się z wojny!

Żeby neoplemiona stały się wspólnotami porównywalnymi z narodami, muszą być zdolne do prowadzenia wojen. Przynajmniej odpowiadania przemocą na przemoc – bo wg Ehrenreich wojna jest zaraźliwa, jest samopropagującym się memem, bo jeśli ktoś atakuje cię wojną, musisz odpowiedzieć tym samym, inaczej zginiesz (przestaniesz istnieć fizycznie) lub pójdziesz w niewolę (przestaniesz istnieć mentalnie). Czy dzieją się (już) neoplemienne wojny lub przygotowania do nich? – Tak, wśród islamskich imigrantów w zachodniej Europie. I to zapewne będzie narastało.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-09-04)



« Radziejewskiego w Nowej Konfederacji: nowy trybalizm, nowe plemiona Alaksieja Dziermanta: Naród jako rytuał »

komentarze

[foto]

1. O genezie narodu • autor: Jacek Dobrowolski2014-09-02 12:32:35

Potwierdzam, że książka B. Ehrenreich jest znakomita. Co do koncepcji narodu (łac. natio, nis - "urodzenie"), to mieliśmy w Polsce naród szlachecki (do 10% populacji) pozostałe stany narodem nie były. Szlachta powstała z rycerstwa, rycerstwo z drużyny książęcej. U pogańskich Germanów i Skandynawów mieliśmy tzw. demokrację wojenną. Do każdej wyprawy wybierano wodza i potem obowiązywało bezwzględne posłuszeństwo. U Słowian raczej wódz czasu pokoju był wodzem czasu wojny. Ale były też związki ponad plemienne, tzw. amfiktionie, gdzie kult danego bóstwa czy panteonu łączył np. Germanów i Celtów i nie był to naród jako związek krwi. Czyli naród powstał ewolucyjnie z drużyny wojennej dominującego plemienia lub plemion spokrewnionych odwołujących się do przewodnictwa bóstwa wojny (Odyn, Wotan, Perun etc.) Dlatego kasta kapłańska tych bóstw też stanowiła część proto-narodu. Przelana krew cementowała ten "męski" naród, a następnie rozszerzano go na wszystkich współplemiennych wojowników, nie tylko z elity. Ponieważ kobiety zdobywano w walce i zapładniano je "naród" rósł od linii męskich. Były to narody patriarchalnych wojowników, którym służyli rolnicy i niewolnicy ("heloci" językowo współplemienni i adoptowani). Na Rusi wojownicy przysięgali na Peruna, pozostali na Wołosa. Ci pierwsi stanowili proto-naród. Dopiero w XIX w. post-pańszczyźniani chłopi dołączyli do narodu. "Polski my naród, polski lud, Królewski szczep piastowy". Pomógł w tym mit założycielski Piasta kołodzieja i "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" (ślad demokracji wojennej?). "Vivat Król, Vivat naród! Vivat wszystkie stany!" to zapowiedź narodu powszechnego.
[foto]

2. myślę • autor: Bogdan Zawadzki2014-09-02 12:59:40

że w tym co pisze Jacek jest pewna wskazówka ...wydaje mi się, że pojęcie narodu w Polsce jest rozumiane zbyt wąsko. W zasadzie ogranicza przynależność do Narodu ze względu na więzy krwi...(model niemiecki). Tutaj mój przedmówca bardzo trafnie wywodzi jego genezę z drużyny (przelana krew i dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie przez wojowników-rycerzy) ...  Istnieje jednak naród polityczny (model amerykański). Ten "Naród Polityczny" jeżeli szukać przykładu w zamierzchłej przeszłości ma (moim zdaniem) swój odpowiednik w związkach plemiennych. Ja właśnie w tym modelu widzę wspólną przestrzeń (platformę) działania i porozumienia dla różnych "neo-plemion". Jest on zbudowany bardziej na wspólnych interesach (a głównie; obronie posiadanych praw i wspólnej przestrzeni), niż na związkach krwi. Cos podobnego rozwijało się w dawnej Rzeczypospolitej, ale nie przekroczyło ram stanu szlacheckiego. ...
[foto]

3. Szlachcic i zagroda • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-02 13:24:03

Bańkowski w swoim Słowniku Etymologicznym podaje pierwotną wersję tamtego przysłowia:

Szlachcic na ogrodzie równy wojewodzie

--- gdzie "ogroda" (nie ogród!) oznaczała "miejsce ogrodzone" czyli otoczone obronną palisadą. Sens tego przysłowia był: "Szlachcic-wolny rycerz, w swojej obronnie umocnionej siedzibie, znaczy tyle samo, co królewski lub książęcy urzędnik - wojewoda". Czyli: jak się rycerz dobrze ufortyfikuje, to królewski urzędnik mu g..o zrobi.

Dopiero później w tym przysłowiu zamieniono "ogrodę" na "zagrodę" i zaczeto rozumieć to zdanie satyrycznie, że niby pseudoszlachcic zagrodowy ma być równy senatorowi.

Bańkowskiemu można wierzyć, bo przed etymologią był badaczem źródłowych zapisków staropolskich.
[foto]

4. A polski naród... • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-02 13:25:58

...powstał wraz z rozbiorami. Naród we współczesnym sensie tego słowa. Odwołania do drużyn książęcych należą do legendy. Faktycznej ciągłości żadnej nie ma. Zresztą naród to "rzecz wyobrażona". Jak wiadomo.
[foto]

5. legenda • autor: Bogdan Zawadzki2014-09-02 14:20:05


czyli mit założycielski ... potrzebny każdej "poważnej" organizacji (od plemienia wzwyż), jak woda rybie ...

 

[foto]

6. Bańkowski fantasta • autor: Jacek Dobrowolski2014-09-02 16:34:30

Bardzo przepraszam ale oryginał Bankowski był ostro krytykowany przez Radę Języka Polskiego jako fantasta:
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=category&id=51:dyskusja-nad-qetymologicznym-sownikiem-jzyka-pol&Itemid=50&layout=default
[foto]

7. Ależ, Jacku, tam czytamy również... • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-02 16:54:53

...np. taką opinię:

Tradycyjnie od uczonego oczekuje się tego, że wszedłszy na koturny, pełen najwyższego szacunku dla swoich prześwietnych poprzedników, będzie z najwyższą powagą w sposób jak najbardziej wyważony referował ich poglądy i formułował własne hipotezy. Autor Etymologiczego słownika języka polskiego nie dostosował się do tej konwencji. Swe tezy i sądy formułuje często z dystansu, bawi się swymi konstrukcjami myślowymi, igra słowami. Wszystkich sformułowanych przez niego twierdzeń nie można odczytywać serio jako prawd czy choćby hipotez naukowych, nie można ich traktować nawet jako odzwierciedlenia poglądów autora, bo czasem jest to po prostu intelektualna zabawa. Dostrzeże to każdy, kto przeczyta wstęp. Dostrzegli to także uczestnicy dyskusji w Radzie Języka Polskiego. A mimo to Rada wydała swoją opinię i wystąpiła do wydawcy z określonymi żądaniami. Uznała bowiem, że w swej ironii i kpinie autor przekroczył granice wymaganej obecnie poprawności politycznej.
Czy podjąwszy takie działania, Rada Języka Polskiego nie zajęła czasem pozycji Urzędu Cenzury? Z wyrazami szacunku
Zygmunt Saloni

Wygrubienie moje.
[foto]

8. Odbiegamy • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-02 16:56:46

Poza tym, oj, odbiegamy w tej dyskusji od tematu. A działa nad rzeką Kalmius grzmią.

9. podział "nasi" i "obcy" stary jak świat • autor: Jerzy Pomianowski2014-09-02 20:19:49

Narody są jednak dużo starsze niż XVIII wiek. Starożytni Grecy ściśle dzielili ludzi na Greków i "pozostałych". Tylko Grek mógł brać udział w Olimpiadzie, Macedończyk już nie.
Prawa  przydzelające ludność do rożnych narodów i płynące stąd  nieprzyjemne konsekwencje dla narodów gorszych (obcych) pojawiały się od poczatków średniowiecza.

Np W  Brytanii istniał praktycznie ścisły apartheid na linii Anglicy-Irlandczycy, z zakazem wzajemnych kontaktów włącznie.
Z kolei w miastach na prawie niemieckim uczyć się rzemiosła mógł tylko ktoś kto miał wszystkich dziadków (i babcie) niemieckich. Nie zawsze to obowiązywało, ale jednak.
Czyli ktoś, jakiś urząd pilnował takich spraw.

Czego wlaściwie pilnował?
Chyba interesu narodowego.
Pomysł o niezwykle niedawnym odkryciu pojęcia "naród", głoszą uparcie rożni lewicowi internacjonaliści począwszy od od XIX wieku.
[foto]

10. Niby tak, ale • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-02 20:34:11

Niby narody są "odwieczne", zresztą samo łac. słowo natio jest starożytne, ale przyznasz Jerzy, że "narody nacjonalistyczne" zaczęły się pod koniec w. XVIII i w XIX, a do "pełni formy" doszły w XX w.
Przykładem są nieustanne trudności z uzgodnieniem pojęć "narodu szlacheckiego" w I Rzeczypospolitej i "narodu polskiego" od czasów circa Dmowskiego.
Innym przykładem jest to, że np. Litwini w Polsce (w I Rzplitej) lub Słowacy w Węgrzech jakoś wcześniej wytrzymywali, a od końca XIX wytrzymywać przestali i się wyodrębnili narodowo i państwowo, i z nienawiścią do dotychczasowych współziomków węgierskich lub polskich.
[foto]

11. obaj Panowie mają rację • autor: Bogdan Zawadzki2014-09-02 21:27:53

niektóre "narody" ukształtowały się już przed XIX wiekiem (możemy je nazwać "historycznymi"), ale licząc od przełomu XVIII/XIX w. rozpoczął się proces powstawania (emancypacji) "nowych" narodów...już na starcie (z przyczyn obiektywnych) żywiących się antagonizmem do "starych" narodów. To zupełnie nowa jakość [stąd pojęcie narodu nie da się sprowadzić do jednej prostej definicji, bo "naród" narodowi nie równy]... Moim zdaniem "narody historyczne" to częściej "narody polityczne" kształtujące się przez wieki całe na zasadzie unii itp. związków, chrystianizacji, a przede wszystkim poddanych hegemonii jednego (tego samego dla poszczególnych prowincji) "domu panującego". Narody "nowe", to nierzadko "buntownicy" przeciwko zastanemu porządkowi (tj. domowi panującemu łącznie z warstwą jego bezpośrednich wasali czyli szlachtą i z religią panującą - patrz Polacy - Ukraińcy)

P.S.

tak sobie chciałem Panów pogodzić, bo obaj mądrze piszecie

12. efekt uboczny • autor: Jerzy Pomianowski2014-09-02 21:35:22

Chodzi Ci o to że identyfikacja narodowa wprawdzie istniała od dawna, ale dopiero od XVIII przybrała szczególnie ostrą postać prowadzącą do wojen w imię interesu narodowego?
Może dlatego że królestwa zaczęły słabnąc, i interesy dynastyczne (czyli nie ściśle narodowe) ustąpiły interesom banków i kupców.
Wojna okazała się dobrym interesem oraz sposobem na nowy podział rynku, a że do niej trzeba  podręcić czyjeś ambicje narodowe i powołać lub zlikwidować jakieś państwo, to trudno.

[foto]

13. wojna • autor: Bogdan Zawadzki2014-09-03 06:31:22

(jeszcze w czasach "przednowoczesnych") zawsze była "dobrym interesem" dla jednej ze stron. Dobra, których nie można było nabyć na drodze wymiany najzwyczajniej w świecie zabierało się siłą (albo kiedy postanowiono wykończyć konkurencję wypalało się wszystko czego nie można było zabrać ze sobą do "gołej ziemi"). Chrobry który miał "debet" w "budżecie" po kilkunastu latach wojen z cesarstwem wynagrodził drużynę dobrami w Kijowie ...

I tutaj mała konstatacja ...otóż podobnie jak Wojtek uważam, że współczesny "naród" polski powstał wraz z rozbiorami (mitem założycielskim dla tego "nowego" narodu jest Konstytucja 3 maja, poszerzonym potem o legendę legionów i tradycje powstańcze). W efekcie ten "młody' (nowy) naród "wyemancypował" się z uścisku trzech monarchii, i jest zupełnie czym innym niż mógłby być gdyby w ogóle nie doszło do rozbiorów. Wszystko jednak wymyka się uproszczeniom, bo w rezultacie mamy do czynienia z młodym (nowym) narodem, który zaczął się formować jakieś dwieście lat temu ale odwołującym się do tysiącletniej tradycji...ciekawe co?

[foto]

14. Ciekawa opinia o pojęciu narodu dawniej i dziś • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-03 09:53:02

Pisze Andrzej Piskozub, http://geopolityka.net/andrzej-piskozub-gdansk-miasto-nasze/ :

[Mikołaj Kopernik] jako uczony oraz duchowny posługiwał się łaciną a na codzień językiem niemieckim. W tych językach prowadził korespondencję: tylko w jednym liście, pisanym z Krakowa zacytował czyjąś wypowiedź po polsku. Przed XIX wiekiem o kryterium narodowości decydowało nie to, jakiego języka się najwięcej używa, ale jakiego władcy jest się poddanym. Gdy Kopernik się rodził, prawnym władcą Prus Królewskich był od siedmiu lat król polski a zatem z tego punktu widzenia Kopernik był Polakiem. Dopiero zdziczenie nacjonalistyczne spowodowało, że w Toruniu postawiono mu pomnik z napisem: Niemieckiemu astronomowi – Rodacy a w Warszawie głoszący: Polskie wydało go plemię. Oba one były w epoce Jesieni Średniowiecza całkowitym nieporozumieniem. Wtedy można było się identyfikować z regionem, z jakiego się pochodzi ( jak Adama Mickiewicza: Litwo, ojczyzno moja). Tak w wiekach przedrozbiorowych postępowali mieszkańcy Prus Królewskich: gdy ich nazywano Pomorzanami, protestowali: Myśmy są Prusakami, Pomorzanie to mieszkają w Pomeranii Brandenburskiej. Tę świadomość regionalną zatracili upaństwowieni narodowościowo mieszkańcy współczesnych narodowych państw europejskich.


15. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#79092014-09-08 21:30:34

Nie wiem na ile Autor podziela tezy recenzowanych twórców, ale w znacznej mierze muszę te poglądy poprzeć. Brak zdefiniowanego wroga sprzyja rozkładowi narodu. Również rozkładowi narodu sprzyja brak ćwiczeń wojennych, nawet bardzo ograniczonych, takich jak... okazowania pospolitego ruszenia.

Zwracam uwagę, że naród szlachecki to zbitka nieprzypadkowa. Ci ludzie zwoływani na pospolite ruszenie przez króla nagle okazali się coraz bardziej świadomą grupą, oczekującą poważnego traktowania. A więc korporacja zawodowa zwana rycerzami przeobraziła się w naród i to stosunkowo liczny jak na owe czasy, choć zarazem ciągle elitarny, a więc spełniający w pewnym stopniu definicję "klasy średniej". Siła tego narodu ujawniała się głównie podczas pospolitego ruszenia i (niejako rytualnie) podczas sejmów. W tak zwanym "międzyczasie" rzadził król, dygnitarze i senatorowie.

Współczesnymi plemionami są niewątpliwie kibice. Blogosfera też wyraza specyficzne dążenie do "lokalności". Poza tym fakt, że harcerstwo jest passe - świadczy wyraźnie o próżni, która czymś musi zostać zapełniona. A przecież harcerstwo opiera się na neo-plemienności w swej istocie.

Co do mnie to uważam, że skłonność do tworzenia neo-plemion może być w naszej obecnej sytuacji korzystna, o ile ją wykorzystamy. Potrzebujemy pomocy Francuzów, Niemców, Anglików i innych, ale niekoniecznie potrzebujemy pomocy Francji, Niemiec i Anglii. To taka dyskretna różnica, gdy sie żyje na granicy z Mongolią ;-)

16. @Jacek Dobrowolski • autor: Nierozpoznany#79092014-09-09 07:57:20

"Vivat Król, Vivat naród! Vivat wszystkie stany!" to zapowiedź narodu powszechnego.

Chyba jednak nie! "Stanami" nazywano "stany sejmujące", czyli stan królewski, stan senatorski i stan poselski. Nie wiem jak Mickiewicz, ale my chyba popełniamy pomyłkę.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)