Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 kwietnia 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 180)

Rafała Łętochy. Czy „prymitywne” gospodarki przed-kapitalistyczne inspirują do pójścia dalej niż kapitalizm?
Wstęp do gospodarki odwzajemnieniowej

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: cywilizacjafuturologiaInternetludzie pierwotni

« Baskijskiego uczymy się? Tsultrim Allione. Karmienie demonów »

Jedną z myśli organizujących ruch neo-szamański i szerzej, ruch afirmacji kultur pierwotnych, była ta: ponieważ rozwój świata idzie szybko i chaotycznie, stare wzory się sypią, a nowych nie znamy, więc w tej kryzysowej sytuacji należy się cofnąć (w rozpoznawaniu świata) do dawniejszych faz i czasów, żeby zbadać różne boczne i mniejszościowe odgałęzienia kulturowe, bo może w nich jest coś, co w jakimś stopniu będzie pomocą i ratunkiem dla nas.

Dlatego odkryliśmy tybetańską wizualizację, syberyjskie podróże bębnowe, preriowy szałas potu, meksykańskie zakopywanie się do ziemi, australijski walkabout.

Rafał ŁętochaOkazuje się, że coś podobnego dzieje się w ekonomii. W artykule „Na manowcach homo economicus” krakowski, a właściwie myślenicki politolog i religioznawca Rafał Łętocha robi przegląd różnych porządków gospodarczych praktykowanych przez etnosy chętnie nazywane pierwotnymi – bo okazuje się, że „nasz” system, czyli: „nowoczesna wymiana rynkowa, posługująca się pieniędzmi i cenami ustalanymi poprzez negocjacje, jest przypadkiem szczególnym i stosunkowo świeżej daty.” – Czyli czymś równie obcym innym (tradycyjnym) kulturom i równie „technicznym” jak rower, kolej czy aparat fotograficzny. Łętocha cytuje Karla Polanyiego:

Tendencja do prowadzenia handlu wymiennego, na której tak śmiało opierał się Adam Smith, konstruując swój obraz człowieka pierwotnego, nie jest podstawową tendencją, która kieruje działalnością gospodarczą człowieka – wręcz przeciwnie, występuje ona niezwykle rzadko.

I dalej pisze:

Polanyi wyróżniał trzy zasadnicze wymiary integracji gospodarki ze społeczeństwem, podkreślając, że nowoczesna ekonomia zajmuje się tylko jednym z nich, nie potrafiąc zrozumieć pozostałych, rządzących się zupełnie odmienną logiką. Określał je za pomocą terminów odwzajemniania, redystrybucjiwymiany. Pierwszy oznacza pomoc i dzielenie się oparte na poczuciu tożsamości oraz zobowiązania wynikającego z łączących ludzi więzów kulturowych, społecznych, rodzinnych, klanowych etc. Redystrybucja polega na tym, że główny autorytet (kapłan, wódz, świątynia) gromadzi różne rzeczy od wszystkich członków danej społeczności, aby później je na nowo rozdzielić. Jedni dostarczają płody rolne, otrzymując w zamian ubranie, inni zaś przynoszą wyroby rękodzieła, a dostają żywność. Wymiana jest zaś skalkulowanym handlem, opiera się na zasadzie coś za coś.

(Wygrubienia moje.) Dr. Łętocha pisze dalej o melanezyjskim obyczaju kula, czyli wymianie prezentów pomiędzy wyspami (odkrytym przez Malinowskiego), o potlaczach Kwakiutlów (opisanych przez Ruth Benedict), które wyglądają na jakąś dziwaczną parodię euro-amerykańskiego wyścigu bogacenia się, tylko że tam wyścig szedł o to, kto więcej dóbr nie zgromadzi, ale zniszczy. Pisze o Buszmenach, którzy prowadząc najbardziej prymitywną gospodarkę łowiecko-zbieracką w warunkach półpustyni na „pracę” przeznaczają ledwo 15 godzin w tygodniu – dla nas marzenie ściętej głowy. I kilka innych przykładów-ilustracji. Stwierdza za Marshallem Sahlinsem, że:

Konsumpcja /.../ stanowi podwójną tragedię, zaczyna się bowiem od poczucia niedoboru, a kończy poczuciem deprywacji. Rynek prezentuje człowiekowi oszałamiające bogactwo produktów teoretycznie dostępnych, ale nigdy nie dających się jednocześnie uchwycić. W związku z tym każdy nowy nabytek stanowi równocześnie rezygnację z czegoś innego.

„Gospodarka” przypominająca polowania i zbieractwo odradza się w dzisiejszej cywilizacji jako swoja karykatura:

...w dzisiejszym „świecie dobrobytu” każdego dnia masy ludzi spychane zostają do praktyk znanych z gospodarki zbieracko-łowieckiej. Ale nie tej pierwotnej, lecz zdegenerowanej /.../. Ich egzystencja uzależniona jest od urodzaju puszek i innego złomu zbieranego w koszach na śmieci, od powodzenia w polowaniu na wyrzucane masowo resztki ze stołów bogatych albo promocje i przeceny oferujące tańsze o kilkadziesiąt groszy produkty spożywcze. Co więcej, współcześni zbieracze i łowcy stanowią zazwyczaj pewną hybrydę angażującą się, w przeciwieństwie do swoich antenatów z czasów paleolitu, w różne formy „ekonomicznego” myślenia, które staje się jednocześnie przesłanką ich ciągłego poczucia deprywacji, dyskomfortu i niedosytu.

Sahlins– Pisze Sahlins.


* * *

I co dalej? Mało realne jest, żeby tzw. trzeci świat dogonił kraje najbogatsze. My w Polsce przecież stoimy (gdy o dochody chodzi) w miejscu, chociaż duchem czujemy się częścią Zachodu, graniczymy z jedną z przodujących gospodarek świata (Niemcami) i od 12 lat należymy do elitarnej organizacji państw-bogaczy. Pracujemy dłużej i ciężej, płacimy wyższe podatki, towary są u nas droższe (niż np. w USA) – i co z tego mamy? Dystans nie maleje, wciąż zarabiamy średnio 1/3 zachodniej Europy, USA, Kanady.

Trwałość różnic i podziałów na bogate i biedne społeczeństwa ma związek z pewną cechą pieniędzy: że ciągną do siebie. Pieniądz przyciąga pieniądz. Jeśli żyjesz w bogatym społeczeństwie, to zarabiając jako (powiedzmy) fryzjer, astrolog lub nauczyciel, równasz do poziomu swoich klientów, którzy za twoje usługi mogą ci zapłacić odpowiednio dużo. W biednym kraju z tego samego powodu klepiesz biedę. Więc nie doskonalenie twoich umiejętności najbardziej się opłaca, tylko zmiana miejsca – przenieść interes do kraju z bogatszymi klientami.

Pieniądz przyciąga pieniądz też w obrębie jednego kraju. Stale rośnie procent światowego bogactwa skupiony przez nieliczną mniejszość najbogatszych. Podobno połowa światowego bogactwa należy do kilkudziesięciu ludzi: zmieściliby się w jednym autobusie. Liberalna idea: wytwarzasz i sprzedajesz to, co jest potrzebne innym, a w zamian dostajesz satysfakcjonującą cię zapłatę – w którymś miejscu ma wadę, zawodzi. Bo co takiego ci hiper-bogacze mają potrzebnego innym? Gołe pieniądze. Czy bez ich pieniędzy reszta świata nie poradziłaby sobie? Czy sama pozycja przyssania się do kranu z pieniędzmi jest wystarczająco wartościowym dobrem, żebyśmy my, prawie wszyscy ludzie na świecie, musieli się zrzucać na posiadaczy tego „wartości”?

Z drugiej strony, czy przykłady społeczeństw pierwotnych coś nam mogą pomóc? Redystrybucja (jeden z trzech sposobów wyliczonych przez Polanyiego) szalała za Lenina, Hitlera, Stalina, Mao i Castro, lokalnie nazywana „komunizmem wojennym”. Jeśli nie wymiana ani redystrybucja, to pozostaje odwzajemnianie. Faktycznie, kiedy się chodzi po witrynach internetowych, to wiele z nich, wśród nich nowyobywatel.pl, gdzie jest ten czytany przeze mnie artykuł, wywiesza apele do czytelników o dofinansowanie. Niektórzy robią to dramatycznie, pokazując ile już zebrali i ile jeszcze potrzebują, bo inaczej padną. Niestety, przypomina to żebractwo. Żebracy, owi dziadowie kalwaryjscy, też wykonywali usługi dla swoich in spe donatorów: śpiewali im pobożne pieśni. Ale ewentualny donator mógł słuchać, lub nie, ich pieśni, także gdy im nie płacił. Strony internetowe, nawet te najbardziej nas interesujące, spokojnie możemy czytać nie płacąc. Gdyby ktoś zaufał temu odwzajemnieniowemu modelowi biznesu, jego byt zawisłby na bardzo cienkiej nici.

Gospodarka odwzajemnieniowa pociąga też wątpliwości moralne. Np. taką: czy będąc właścicielem witryny finansowanej odwzajemnieniowo mam zupełną dowolność wydawania uzyskanych tak pieniędzy? Bo prowadząc zwykłą wymienną działalność gospodarczą właśnie mam taką dowolność lub swobodę – i w tym jest piękno liberalizmu, że tak mi wolno! Bo akt wynegocjowanej wymiany pozostawia mnie i drugiego uczestnika w sytuacji, kiedy jesteśmy wobec siebie wzajemnie czyści – rozchodzimy się nie mając dalej żadnych zobowiązań. Chociaż oczywiście możemy się z przyjemnością zejść znów, powiedzmy, za trzy miesiące, jeśli mój kontrahent jest fryzjerem, a mnie odrosną włosy.

Tu zaczyna się kilka ciekawych tematów, ale zostawię je na potem, licząc na dyskusję.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Baskijskiego uczymy się? Tsultrim Allione. Karmienie demonów »

komentarze

[foto]

1. Na razie krótko, później przemyślę dokładniej • autor: Przemysław Kapałka2016-04-10 09:27:40

Każdy system zawiedzie, jeśli u jego podstaw będzie stał ludzki egoizm, myślenie tylko o sobie z kompletnym zwisaniem, co się będzie działo z innymi. Żadna zmiana systemu tu nie pomoże, dopóki nie przestaniemy patrzeć tylko na koniec swojego nosa.

A co do Buszmenów, to oni mają jedzenie cały rok, nie muszą robić zapasów na zimę, budować sobie domów i zapewniać ogrzewania, nie podróżują i nie starają się o internet, nie muszą lub nie chcą wielu innych rzeczy. Stąd te 15 godzin tygodniowo. Przeniesieni do naszych warunków wyginęliby zanim by zrozumieli, dlaczego.

[foto]

2. Właściwie, to były/są... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-04-10 12:52:13

Właściwie, to były/są cztery (nie trzy) systemy ekonomii, bo oprócz odwzajemniania, redystrybucjiwymiany -- jeszcze wymuszanie czyli rabunek poparty agresją. Te cztery typy można przypisać 4 planetom lub greckim bogom:
odwzajemnianie: Wenus
redystrybucja: Jowisz
wymiana: Merkury
wymuszanie: Mars.
Marsowe wymuszanie (rabunki, haracze, niewolnictwo, pańszczyzna, łagry) do działania nie potrzebuje żadnej etyki, jedynym względem jest nie-zabicie robotników, chociaż bywał ich taki nadmiar, że jednak ich zabijano.
Merkurowa wymiana wymaga jednej cnoty: żeby nie oszukiwać, bo na dłuższą metę to się nie opłaca. To jest właśnie zaletą tego systemu: że nie wymaga poskromienia egoizmu!
Za to i jowiszowa redystrybucja i wenusowe odwzajemnianie wymagają "wysokiej etyki", czyli solidarności i ukrócenia egoizmu. I to ich słabość.

Zauważmy, że "budżetówka" czyli to wszystko, co jest finansowane przez państwo z podatków (i obowiązkowych składek) oscyluje między Jowiszem a Marsem.
[foto]

3. I wymiana nie zadziała • autor: Przemysław Kapałka2016-04-10 15:45:28

Obawiam się, że przy dzisiejszym podejściu do sprawy i wymiana by nie pomogła. No, bo co by było, gdyby zaczęli chodzić akwizytorzy, wciskać ludziom swój szajs i w zamian wyłudzać ich produkty?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)