Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

07 lutego 2004

Daria Izdebska

Raven, czyli Potrójny Mistrz i Wilk
sen i komentarz

Kategoria: Sny i wizje

A. SEN
Daria Izdebska

Sen zaczął się na podobieństwo filmu dokumentalnego. Choć nie posiadałam cielesnej formy, byłam tylko obecnością, ujrzałam Ziemię taką, jaka była tysiące i miliony lat temu. Z lodowcami, wulkanami i zwierzętami z odległych epok. Bezcielesny głos odzywający się gdzieś z góry powiadomił mnie, że następowały różne katastrofy, kataklizmy nie do pojęcia przez ludzki umysł, ale wszystko pozostało, zachowane w lodzie. Wtedy zobaczyłam wnętrze lodowców i lodowych jaskiń - było tam bardzo zimno, ale dziwnie jasno, tak jakby lód świecił własnym światłem. W środku biegły zwierzęta: pies, velociraptor (dinozaur), moloch (rogata jaszczurka) i inne - wyglądało to jak pościg, jakby każde zwierzę ścigało następne. Jedno skręciło w złym kierunku i wypadło z lodowca, prosto do świata, który wyglądał jak z epoki permu: wszędzie rozlewały się czarne, gęste wody, a kamienie pokryte były zielonym mchem. Owo zwierzę zatrzymało się w miejscu, znieruchomiało, zastygło w dokładnie takiej pozycji, w jakiej opuściło lodowe jaskinie.

Wtedy ujrzałam wnętrze góry lodowej jeszcze raz i poczułam nagły bieg czasu. Tak jakby wszystko przemieszczało się tysiąclecia do przodu. Moja wizja się zamazała, po czym znów widziałam 'zewnętrze', tylko że ono bardzo się zmieniło.

Zobaczyłam: jezioro i rzekę o żółtych, piaszczystych wodach, a dokoła zieloną dżunglę (taką jak amazońska), na brzegu jeziora stało małe pueblo (trochę jak peruwiańskie wioski)... Ale po prawej stronie, zaraz po drugiej stronie jeziora błyszczał w słońcu olbrzymi biały lodowiec. Kontrast kolorów wprost zapierał dech. Po lewej: zielono-żółta dżungla. Po prawej: czysta biel.

Wtedy zobaczyłam, że w rzece stoją ludzie, woda sięgała im do pasa. W jakiś sposób wiedziałam, że pochodzą z wnętrza lodowca. Większość z nich, to były dzieci - od 6 do 16 lat, na oko - chłopcy i dziewczynki. Bawili się, chlapiąc na siebie wodą. Najstarsza dziewczyna trzymała na rękach małego chłopca. Wtedy dopiero poczułam, że jestem obecna materialnie w tym świecie, że nie jestem już tylko obserwatorem, ale także uczestnikiem. Dołączyłam do nich w wodzie, a oni powiedzieli mi, że najwyższy czas wybrać swych 'przyjaciół' i ja mogę wziąć w tym udział. Wszyscy uśmiechają się i wyglądają na bardzo szczęśliwych.

Widzę młodego, może 17 lat, chłopca. Jest bardzo szczupły, ma dość ciemną cerę, jak południowoamerykański Indianin, lub Egipcjanin... a może Hindus. Jego oczy są czarne, także czarne proste włosy sięgające trochę za linię brody. Jego zęby są bardzo białe i wyglądają na dość ostre. Jest piękny w bardzo delikatny i dość egzotyczny sposób. Czuję, że coś mnie ku niemu ciągnie, więc się do niego uśmiecham. Wiem, że jeśli podam mu obie dłonie, zostanie moim 'przyjacielem'. Ale też czuję się nieśmiało i niepewnie... Więc specjalnie potykam się i przewracam do wody tak, że zaczyna unosić mnie prąd. Mówię, że teraz musi mi pomóc. Co dziwne, chłopiec rumieni się, odwraca nieśmiało głowę i wyciąga do mnie ręce. Jego dłonie są szczupłe i ciepłe... Uśmiecha się i wyciąga mnie z wody. Stoimy razem na brzegu.

Coś mówi mi, że to 'wybieranie przyjaciela' oznacza wybranie przewodnika i towarzysza - kogoś bardzo, bardzo wyjątkowego, ale nie w sensie romantycznym. Dalej trzymamy się za ręce. On prowadzi mnie do pueblo i rzeki. Wskazuje palcem na lodowiec i zaczyna coś tłumaczyć, pokazując mi również rzekę. Żółta woda wpływa do jeziora, ale zaraz obok jest też płynąca w odwrotną stronę srebrno-biała woda z podstawy lodowca. Te dwie wody nie mieszają się, ale w miejscu, gdzie się spotykają, tworzą się zawirowania.

Chłopiec opowiada mi o lodowcu i dodaje, że jest on siedzibą kogoś, kto ma miano Kruk (a właściwie pada imię Raven) i kto nie podlega niczyjej władzy i jest Panem Lodowca, ale nigdy go nie opuszcza. Mówię, że jeśli jest tak potężny, to czemu nie może opuścić lodu? - to by znaczyło, że wcale nie jest taki silny. Mój 'przyjaciel' uśmiecha się tylko tajemniczo i nie odpowiada.

Wtedy, nagle, ciągnie mnie za rękę do wioski - jest tam duży tłum, głównie Indianie i Hiszpanie. Czuję się zagrożona i troszkę się boję - pytam, czy będziemy mogli wrócić do lodowca. On mówi, że tak. Idziemy przez tłum... i nagle 'Przyjaciel' znika. Tak po prostu! Czuję się zagubiona, samotna i smutna. Próbuję go wypatrzeć, ale nie udaje mi się.

Wracam do lodowca, stąpając po wąskiej ścieżce przysypanej śniegiem. Wchodzę do lodowego korytarza, który ma może z półtora metra szerokości i po obu jego stronach widzę drewniane drzwi. Mijam kilka z nich, myśląc tylko o odnalezieniu 'przyjaciela', ale nagle jedne z nich przyciągają moją uwagę. Zatrzymuję się przy nich i ostrożnie je otwieram. W środku, w maleńkiej lodowej komnacie stoi bardzo wysoki i chudy, choć lekko zgarbiony, mężczyzna w średnim wieku. Jego ubranie, skóra, twarz i korona na jego głowie są srebrne, a jego oczy całkowicie czarne, bez białek! A jednak jego uśmiech jest przyjazny i ciepły, nie czuję od niego wrogości. Wiem, że to "Srebrny Król".

Zamykam drzwi i udaję się na dalsze poszukiwania. Nagle w korytarzu widzę szkolne ławki i Indian w ciepłych ubraniach, piszących coś w zeszytach. Dojrzałam czarne włosy, więc myślę, że to mój Przyjaciel... podbiegam, ale to nie był on.

Dostrzegam wyjście z lodowca, więc postanawiam go opuścić. Co mnie dziwi, Indianie za mną podążają. Gdy wychodzę, krajobraz okazuje się zupełnie inny: północnoeuropejski las iglasty w zimie. Jestem w dolinie, wysokie zbocza porośnięte drzewami i przykryte śniegiem wznoszą się po obu stronach. Indianie są przerażeni i zaskoczeni, a ja nagle czuję potrzebę, by zawołać mojego przyjaciela po imieniu. Wtedy zdaję sobie sprawę, że jego imienia nie znam! Czuję, jak moje gardło otwiera się, by uformować jakiś dźwięk, ale mam wrażenie, że to niemożliwe i że to nie w porządku nawet próbować go nazwać.

Zamiast tego unoszę głowę i przygotowuję się tak, aby zawyć jak wilk. Czuję już jak dźwięk unosi się w mojej klatce piersiowej, ale zanim ją opuszcza... słyszę wycie wilka z lasu. Indian ogarnia panika i uciekają, ale ja się nie boję, tak jakbym wiedziała, że jestem bezpieczna - tak jakbym oczekiwała wilka.

I wtedy go widzę, samca wilka biegnącego po zboczu. Jest bardzo ciemnoszary, grafitowy, prawie czarny, i ma bardzo różowy język. Wilk odwraca łeb w moim kierunku i tylko patrzy na mnie, jakby chciał powiedzieć, żebym poszła za nim. Później wchodzi pod górę.

Chcę za nim podążyć, ale nagle jakiś mężczyzna powala mnie na ziemię i krzyczy "Uważaj", chce mnie ochronić, ale coś mi się w nim bardzo nie podoba, czuję się zagrożona. Zrzucam go z siebie - zdenerwowana, niecierpliwie chcąc podążyć za wilkiem. On jest zaskoczony... nie rozumie, ale nic nie mówi.

Idę pod górę, po kolana w głębokim śniegu. Widzę miejsce, w którym zatrzymał się wilk. Jest tam ktoś jeszcze: bardzo stary człowiek na wózku inwalidzkim. Jest gruby, ma długą białą brodę i bardzo ciemnoczerwony koc na kolanach (w kolorze zakrzepłej krwi), jego ciemne ubrania też mają elementy takiej czerwieni. Po jego lewej siedzi wilk, a po jego prawej stoi bardzo młody chłopiec - najmłodszy z dzieci z jeziora.

Kiedy starzec widzi mnie, uśmiecha się szeroko i przywołuje gestem dłoni. Przez chwilę czuję się, jakbym była jego córką, więc chętnie do niego podchodzę i całuję go w policzek. On ponownie się uśmiecha i mówi: "Cieszę się, że przybyłaś! Czekałem na ciebie."

Zawołałam: "Czy ty jesteś Santa Claus?" (A może miałam na myśli: Father Christmas.)

On zaśmiał się, jakby zawstydzony i powiedział kilka słów w języku, którego nie zrozumiałam. Brzmiał, jak połączenie jakiegoś języka skandynawskiego i jednocześnie arabsko-semickiego (aramejskiego?). Powiedział: "Wolałbym, żebyś mnie tak nie nazywała."

Wydawał mi się podobny i do Srebrnego Króla i do Ravena. Wskazał na małego chłopca i powiedział: "On jest moim umysłem." (Wiedziałam, że mały jest niespotykanie inteligentny...) "A on - tu wskazał na wilka, który już nie był wilkiem, tylko moim Przyjacielem, który uśmiechnął się przepraszająco za zostawienie mnie w pueblo - jest moimi rękami, oczami, uszami i ciałem." Starzec wskazał na swoje nogi i ciało: "Będąc w tym stanie nie mogę robić zbyt wielu rzeczy osobiście."

Westchnął i popatrzył na mnie swymi ciemnymi oczami: "Chcę, żebyś wiedziała, że zamierzam ci coś ofiarować. Nie wiesz jeszcze, co to jest. Dowiesz się w swoim czasie. Ale... daję ci to. Prezent. Ode mnie. Pamiętaj o nim. A teraz żegnaj."

I w tym momencie się obudziłam. Pozostało uczucie tęsknoty za przyjacielem, ale też uspokajające i dające nadzieję ciepło. Do dziś nie wiem, czym był prezent... ale wiem, że... istnieje.



Wojciech Jóźwiak

B. STRESZCZENIE SNU

Śniąca jest świadkiem dawnych epok historii ziemi, które obserwuje, w panoramicznym skrócie, przebywając we wnętrzu lodowca. Z lodowca trafia do tropikalnej dżungli. Widzi te dwa światy: lodowiec i dżunglę, tworzące wyrazisty kontrast. Razem z dziećmi z indiańskiej wioski kąpie się w wodzie. Zostaje zaproszona do wzięcia udziału w 'wybraniu przyjaciela'. Jej Przyjacielem zostaje młody i urodziwy indiański chłopiec, który jednak zaraz gubi się w zamieszaniu. Śniąca dowiaduje się o dwóch postaciach zamieszkujących lodowiec. Jeden nazywa się Kruk lub Raven, jest Panem Lodowca i nigdy lodu nie opuszcza. Drugą postacią jest Srebrny Król, którego spotyka sama - jest to wysoki mężczyzna o srebrnym ciele, ubraniu i koronie, i czarnych oczach. Śniąca opuszcza lodowiec i trafia do ośnieżonego iglastego lasu. Chce wezwać swego Przyjaciela, ale nie znając jego imienia, przygotowuje się do wycia jak wilk. W tym momencie słyszy wycie wilka i zjawia się Wilk - czarny z różowym jęzorem. Śniąca idzie za Wilkiem i spotyka Starego Człowieka, z biała brodą, ubranego na ciemoczerwono ("kolor zakrzepłej krwi"), na wózku inwalidzkim. Przypomina on jej Świętego Mikołaja. Śniąca czuje się jego córką. Starzec podobny jest zarazem do Ravena i do Srebrnego Króla. Towarzyszą mu dwie postaci: Wilk, który jest jednocześnie jej poszukiwanym Przyjacielem-młodzieńcem i (jako druga osoba) chłopiec, w którym Śniąca rozpoznaje najmłodsze z indiańskich dzieci. Starzec tłumaczy, że chłopiec jest "jego umysłem", a Wilk-Przyjaciel - "jego rękami, oczami, uszami i ciałem". Zapowiada Śniącej, że da jej prezent.

C. CO TO ZNACZY

"Dawne epoki geologiczne i wymarłe zwierzęta we śnie widzieć", podobnie jak inne rzeczy kojarzące się z dawnością, starością, odwiecznością - to sygnał, że we śnie do głosu dochodzą najbardziej archaiczne, najbardziej pierwotne, ale zarazem - i przez to - najbardziej naładowane mocą treści psychiczne. Ważność, doniosłość, źródłowość tych treści we śnie ilustrowana jest jako dawność historyczna lub - tak jak w tym śnie - geologiczna. Waga tego, co w umyśle jest podstawowe i źródłowe, bywa także w snach kodowana jako oddalenie w poziomie, wtedy akcja dzieje się w dalekich krajach i pojawiają się ludzie o wyglądzie egzotycznych plemion; lub jako oddalenie w pionie, najczęściej w głąb. Wtedy to, co głębokie w umyśle, w snach przedstawia się jako głębokie przestrzennie: jako podziemia, studnie, kopalnie i mieszkańcy takich miejsc. W śnie Darii od samego początku pojawia się jeszcze jedno odwzorowanie źródłowej ważności tego, co się śni: mianowicie chłód i zamrożenie. Początkiem snu jest wędrówka przez lodowiec, w którego zamrożonym wnętrzu widać żywe zabytki dawnych epok, jak również przez cały sen przewiając się będzie obraz lodowca, śniegu, zaśnieżonego lasu. Zamrożenie to także obraz niepodlegania zmieniającemu i niszczącemu upływowi czasu. Pamiętajmy, że tamten świat, czyli zaświaty, a właściwie sakralna wewnętrzna przestrzeń umysłu tym się różni od tego świata, że tam upływ czasu jest zawieszony, czy, jakby powiedziała Daria, zamrożony.

Innym objawieniem się zawieszenia czasu, właściwie zaś bezczasowości, jest starość. Wytłumaczyć to można tak, że dla dziecka myślącego prymitywnie starzy ludzie to mają do siebie, że zawsze są i byli. Bo jeśli kogokolwiek z otoczenia zapytać, czy pamięta czasy, kiedy starej babci lub dziadka nie było, odpowie, że nie: za jego czasów babcia już była! Wiarygodni świadkowie zaświadczają, że ci starzy ludzie byli zawsze... To prymitywne wnioskowanie jest dziełem nie tyle konkretnego dziecka, co raczej w ogóle archaicznej i prymitywnej warstwy naszego myślenia. Umysł w swojej symbolicznej warstwie utożsamia starość z odwiecznością, z byciem poza czasem, zatem z czymś nie-z-tego-świata. Właśnie dlatego senna postać, która uosabia wewnętrzną pozaczasową mądrość umysłu, przybiera formę Starego Mędrca (lub Mędrczyni).

W śnie Darii pojawi się jeszcze jeden wykładnik tego, co umysł, śniąc, rozpoznaje w sobie jako święte i potężne, pełne mocy. Są to ludzie z pierwotnego plemienia. To także jest archetypowy obraz: szczęśliwych, mądrych i czarodziejskich Dzikich Ludzi, żyjących w zespoleniu z naturą, dzieci natury. Mogą zresztą dosłownie być dziećmi i tak jest w śnie Darii, gdzie w roli tej widzimy indiańskie dzieci i młodzież kapiących się w Amazonce.

W tym miejscu snu pojawia się kontrastowe zestawienie tropikalnej dżungli i lodowca. Bardzo to przypomina taoistyczny symbol in-jang, splecione w jedno koło dwie krople, biała i czarną. Na in-jang złożone z dżungli i lodowca możemy patrzeć jak na połączenie żywej, wciąż aktualnej pełni (dżungla) i stojącej poza czasem doskonałości (lodowiec).

Od pewnego momentu motorem akcji w tym śnie staje się poszukiwanie Przewodnika lub Mistrza. Najpierw ma być nim Przyjaciel, którego Śniąca poznaje w kąpieli podczas ceremonii przypominającej mistyczne zaślubiny. (Też Jordan i Jan Chrzciciel tu się przypominają!) Jest to młody Indianin, mający również cechy ludzi z innych ras. Kiedy Przyjaciel-Indianin znika, Śniąca, szukając go, poznaje dwie następne postaci, Kruka-Ravena, władcę lodowca; nie wiadomo do końca, czy ma być on człowiekiem czy dosłownie krukiem; oraz Srebrnego Króla, postać, która łączy cechy władcy ze srebrną bielą, oznaką przedwiecznej starości.

Wreszcie Wewnętrzny Mistrz (Przewodnik) objawia się w komplecie, w trzech osobach: jako Stary Człowiek, Wilk i Dziecko.

Przy czym Stary Człowiek sam stanowi trójcę, gdyż łączy w sobie dwie postaci, które pojawiły się wcześniej, Ravena i Srebrnego Króla.

Wilk zostaje przez Śniącą rozpoznany jako tożsamy z Indianinem-Przyjacielem z kąpieli w rzece. Dziecko także jest znajomym ze sceny z kąpielą.

Potrójna osoba Starego Mędrca przypomina trzy Osoby Boskie, o których śniła kilka lat wcześniej jedna z moich korespondentek; u niej byli to stary Bóg Ojciec, Jezus, i jako trzeci - groźny, czarny pies, spoczywający u tronu Boga. Czarny pies lub wilk w tej roli jest tym samym, co buddyjscy dharmapalowie, strażnicy dharmy, z których najbardziej znany jest Mahakala, także okryty czarną sierścią i czarnym płaszczem, z czerwoną zębatą paszczą i jęzorem. Zarówno w omawianych snach jak i w buddyzmie wadżrajany groźna czarna moc zostaje zintegrowana z dobrą, pozytywną stroną boskości. Czarny Pies lub Wilk, tak samo jak Mahakala, jest strażnikiem, który chroni uporządkowany nasz świat przed atakami zła z zewnątrz, inaczej niż to dzieje się w chrześcijaństwie, gdzie siły czarne, włochate i zębate zostają wyrzucone na zewnątrz i straszą wiernych jako diabły. Warto dobrze przyjrzeć się temu odwróceniu perspektywy: mam przeczucia, że nasze głębokie warstwy umysłu właśnie groźnych strażników ładu życzą sobie, a nie wrogów-szatanów. Niech to wezmą pod uwagę projektanci przyszłych regii.

Kruk, we śnie pojawiający się tylko jako imię Raven, to także ten sam archetyp.

Stary Mędrzec w śnie Darii z białej brody i ciemnoczerwonego płaszcza przypomina jej Świętego Mikołaja, lecz Śniąca zostaje skarcona za to skojarzenie. Co można odczytać, że ów ktoś, kto mógłby uchodzić za Św. Mikołaja lub Santa Claus'a, wymaga poważniejszego traktowania.

To, że Wewnętrzny Mistrz pojawia się nie dość, że jako starzec, to jeszcze na kółkach, w fotelu inwalidzkim, wyraża te myśl, że to coś potężnego i centralnego w naszym umyśle, co czasami daje się zobaczyć pod postacią Wewnętrznego Mistrza, samo w sobie nie ma zdolności działania, podobnie jak Wyższe Ja, Aumakua, w hunie, które jest wszechmocne, ale wymaga zasilania energią gromadzoną przez "ja zwyczajne".


Sen zawiera masę materiału, nad którym warto medytować. Na pewno też nie wszystko w nim odgadnąłem.


Komentarze: Wojciech Jóźwiak, 30.01-7.02 2004.

Sen: Daria Izdebska <myrina@poczta.fm>. Sen w styczniu 2003 r.: "Odkopałam ze stosu notatek spisany przeze mnie Sen, który śnił mi się prawie dokładnie rok temu. Potem już o nim nie myślałam, ale do dzisiaj pamiętam z każdym najmniejszym detalem. ... Mam takie przeczucie, że jest on dość znaczący.")
Skrót tego snu i jego tłumaczenia drukowany był w tygodniku "Gwiazdy Mówią".



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)