zdjęcie Autora

23 maja 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 2 (odcinków: 151)

Razem, osobno?

Kategoria: Projekt Taraka

« Bliźnięce szaleństwo Drim »

Jestem pod wrażeniem tego, co Robert Palusiński napisał w artykule „Wizja eko-społeczności”. Zacznę od pobocza...

Kiedy powstaje coś nowego, często nie wiadomo, jak to coś nazwać. Używa się nazw, które nie całkiem oddają to coś. Tak jest i w tym przypadku. Robert pisze: eko-społeczność, eko-wioska, sygnalizując tym, że najważniejsza jest „ekologiczność” takiego przedsięwzięcia. Na mój (skromny) pogląd, ważniejsze jest w tych projektach wspólne życie i zamieszkanie, wspólnota, oraz to, że ta wspólnota jest zaprojektowana, „zrobiona”. We wcześniejszej wersji artykułu Robert użył określenia „intencjonalne wioski”. Lepiej! - bo właśnie intencjonalność, czyli to, że takie przedsięwzięcie jest wynikiem czyjejś intencji, zamiaru, planu - jest tu drugim kluczowym momentem. Mogę sobie wyobrazić takie wspólnoty życia, które nie zwracają uwagi na swoją ekologiczność.

Nazwa może zwrotnie wpływać na przedsięwzięcie i (mogę sobie wyobrazić) że jeśli ktoś (grupa) nazwie swoją wspólnotę ekowioską, to nawet jeśli to „eko” z początku nie będzie najważniejsze, to w końcu zostanie wymuszone: żeby prać w mydle nie w detergencie, ocieplać słomą nie styropianem itp. I dalej pofantazjuję: ...a jeśli były na starcie jakieś cele nie-eko, to będą stopniowo zapominane.

Od „eko” znacznie ważniejsze wydaje mi się życie-bycie-przebywanie razem i wspólne robienie czegoś. Jeśli przedsięwzięcie jest całościowe, to także trzeba w jego ramach wspólnie zarabiać. Wspólnota zarabiania! - to coś szalenie tutaj ważnego Ale czy wspólnota zarabiania koniecznie musi razem spać, jeść, przyrządzać jedzenie, przebywać razem? Jakie rzeczy trzeba robić razem, żeby to była intencjonalna wspólnota?

Wizję Roberta czytam z ambiwalencją: fajnie... ale... - Jako introwertyk i urodzony saturniarz (kto zna astrologię, wie co to znaczy) mam istotowe opory przed roztapianiem się we wspólnocie. Myślę, że po dwóch tygodniach nadmiernej jak dla mnie intensywności ciągłym międzyludzkich kontaktów miałbym tego dosyć i to na długo. Ale przecież takie projekty są z założenia dla tych, którzy taki tryb życia lubią - więc narzekać przestaję, chociaż sygnalizuję ewentualny problem: co będzie w intencjonalnej eko-wiosce z introwertykami, jeśli tacy tam trafią i do tego w porę nie zauważą swojej wycofowej natury?

Jak się realnie żyje w intencjonalnych wioskach, nie wiem - nie znam żadnej z nich. Z drugiej strony, miałem doświadczenia z kilkoma „komunami i sektami” (które opisałem tutaj), ale życie w nich wszystkich polegało na okresowych zjazdach, niekiedy długich, np. dwa, trzy miesiące, jednak to nie było życie razem na stałe i że tak już ma być „do końca”. Zawsze można było wrócić i wracało się do własnego domu. Albo tłum się rozjeżdżał, a ja (rezydent) zostawałem.

Z większą sympatią myślałem raczej o całkiem luźnych wspólnotach, że np. kilka zaprzyjaźnionych i razem czymś się zajmujących rodzin kupuje domy, działki, albo jeden dom w jednej miejscowości. Kiedyś już coś z tego zaczynało „świtać”, ale w końcu tylko ja i moja żona zostaliśmy tam, gdzie mieszkamy teraz.

To, co z przyjaciółmi realizuję od kilkunastu lat, też ma charakter budowania intensywnych wspólnot, wspólnot gęstych kontaktów - ale te wspólnoty zawiązują się na kilka dni, na warsztatach, po których się rozjeżdżamy. Wydaje mi się, że ta gęstość kontaktów jest możliwa właśnie dlatego, że z nałożenia trwa tak krótko. Kiedy myślę o ewentualnym przedłużaniu takich spotkań, a także co by było przy większej liczbie uczestników, nie 20 tylko 200 osób - to pierwsza myśl jest taka, co robić, żeby ludzie „nie pozabijali się”?

Masa, masa spraw do przemyślenia i przedyskutowania, które Robertowa wizja i jej lektura budzi.

Jeszcze taki szczegół: Niemcy. Z artykułu wynika, że do idei ekowioski Robert został zainspirowany przez Achima Eckera i kierowaną przez niego wspólnotę ZEGG w Bad Belzig pod Berlinem. Co zbiega się z moją obserwacją, że mamy („my”, typowo... - a może tylko ja?) osobliwy stosunek do Niemiec i ich mieszkańców: mamy skłonność ich pomijać w swoich „rachunkach”. Bo z jednej strony działa lampa Zachodu - ale Zachód to są prawie tylko kraje języka angielskiego: Wielka Brytania, Stany, Kanada, Australia. To jest główne dla „nas” źródło inspiracji, nasz Wielki Zbiorowy Mistrz. Czasem ktoś doda do nich Skandynawię, ktoś Francję. Niemcy przeważnie nie są dla „nas” tym prawdziwym Zachodem. Z drugiej strony pomijamy je, kiedy szukamy swoich korzeni i „dzikich” inspiracji - wtedy nasza uwaga (a za nią energia!, kto to powiedział?) kieruje się ku Rosji, Białorusi-Ukrainie, Litwie, Węgrom, Bałkanom. Niemcy nie są dla nas ani dzikie ani źródłowe. (Osobny obszerny problem.) Podobnie jak Czechy, uważamy ten kraj za zbyt podobny do nas, żebyśmy od nich mieli coś brać. Warto to przemyśleć.

Drugi szczegół: na zdjęciach z ZEGG zobaczyłem, pod hasłem „ekologia”, wiatraki czyli te elektrownie wiatrowe na srebrno malowanych masztach. Zacytuję Nietzschego: „Ekel! Ekel!” - „wstręt! wstręt!” - potworność! Wiatrakami brzydzę się i boję się tak samo jak myśliwymi.


Auto-promo Taraki 2: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogu Auto-promo.


« Bliźnięce szaleństwo Drim »

komentarze

1. Intencja • autor: Nierozpoznany#5222012-05-24 21:38:45

Zasadniczo każda eko-wioska jest społecznością intencjonalną (intencjonalność byłaby zbiorem nadrzędnym). Jdnak dla mnie ważne są jeszcze dwie kwestie:
1. nie-konsumpcjonizm, czyli alternatywny mind-set do zinternalizowanego cyklu zarabiania-zakupu-konsumpcji-odpadu, który im większy tym "wzrost" gospodarczy wyższy.
eco-wioska dobrze się w to wpisuje ze świadomą konsumpcją i minimalizowaniem pobierania energii wspólną kuchnią (policz ile to mniej kuchenek, lodówek, zmywarek, zużytej wody i energii), domem, zajmowaniem się dziećmi czy ogrodem.
2. Eko-wioska ma także odniesienie do postulowanego re-cyclingu oraz optymalizacji iości "śmieci" psychologicznych grupy i jednostek czy różnorodności wraz z Głęboką Demokracją co ma miejsce w zrównoważonych biotopach (czy ekosystemach bez ingerencji człowieka).
tu umieściłem fajny dokument -- czyli cytowaną książkę Achima -- struktura ZEGG jest zarówno całościowa jak i otwarta - włączająca cały okoliczny Land.
A co do wiatraków? Mają dużo paneli fotogalwanicznych - nie wiem czy wiatrak (w Findhorn mają - bo to na wybrzeżu i ma duży sens ekonomiczny), ale jeśli tak - to tu każdy/a z nas musi sam/a dokonać wyboru: wolisz podziwiać TUTAJ krajobraz bez szpetoty kosztem kopalnianych dziur w Ziemi i kominów "gdzie indziej". Ci, co mają ładniej i lepiej często "pasożytują" na tych co mają gorzej i brzydziej (jak mieszkańcy okolic Turoszowa czy Bełchatowa - nie wspominając o eksporcie odpadów do krajów biednych i imporcie "siły" roboczej po 1 dolarze za dzień pracy )

A propos wspólnoty w ZEGG: zobacz prosze na dokument w linku -- jest przystępnie opracowanym kompendium ogarniającym szereg aspektów życia w taiej społęczności a nade wszystko stojącej za ty motywacji - w żadnym razie nie jest to eskapizm - raczej propozycja ruchu ku przodowi, "avant garde" :)
Sustainability-and-Ecology-at-ZEGG.pdf

2. eco-Oriented Psychology by A. Mindell (1940) • autor: Nierozpoznany#5222012-05-24 21:53:50

o eko-podejściu w ujęciu Psychologii Zorientowanej na Proces

http://www.youtube.com/watch?v=SX3Zf2Z8b08

E N J O Y :)))
[foto]

3. Dzięki... • autor: Wojciech Jóźwiak2012-05-24 21:55:07

...Robert. E-książka Achima wydaje mi się dość prosto napisana, przeczytam, odezwę się.

Co do wiatraków, to powinno się chronić obszary w miarę naturalnego krajobrazu przed tą inwazją agresywnego industrialu. I te orły, którym wiatraki obcinają skrzydła. Prócz tego za każdym wiatrakiem podejrzewam przekręt. Oj niedoskonały te świat, oj.

4. niebezpieczna ucieczka od podatków • autor: Jerzy Pomianowski2012-05-27 16:00:04

Po podłączeniu wiatraka do sieci energetycznej trzeba zwiększyć moc elektrowni konwencjonalnej o wartość odpowiadającą mocy wiatraka.
Czyli z punktu widzenia krajowej energetyki wiatraki są pomysłem bezsensownym.
W wiosce "ekologicznej" może być trochę inaczej, bo ona nie musi być podłączona do systemu. Żyje sama dla siebie, nic nie tworzy dla zewnętrznych odbiorców ani niczego nie potrzebuje od świata.
Nic dziwnego, że takie pomysły nie są szczególnie popierane przez rządy.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)