Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 lipca 2005

Wojciech Jóźwiak

Religia bratka, psiego zęba i pogrzebacza
O książce Artura Kowalika 'Kosmologia dawnych Słowian'

Kto próbował interesować się religią i duchową kulturą naszych słowiańskich przodków, wie, jak gęsta mgła okrywa ich przeminiony świat: mgła pospołu z ciemnością. Coś jest wiadome: imiona - choć poprzekręcane - bóstw, które czcili, jakieś echa rytuałów, świąt, mitów i wyobrażeń. Ale wszystko to jest niewyraźne, wątki się rwą, ocalałe fragmenty nie układają się w całość. O dowolnym plemieniu afrykańskim czy amazońskim wiemy więcej niż o nich. Jednak wciąż powtarzane są próby przeniknięcia tej mgły, posunięcia się choćby o krok dalej, przybliżenia do rzeczywistości ukrytej za niszczącą zasłoną czasu i pychy zwycięzców, wytrwale tępiących, do dziś, te zabobony. Krakowski badacz, Artur Kowalik, samym tytułem swej nowej książki - Kosmologia dawnych Słowian - nie czyni nadziei, że oto zrekonstruował zapomnianą religię. Postawił sobie zadanie nieco tylko skromniejsze: odtworzenia dawnych słowiańskich wyobrażeń składających się na kosmologię właśnie, a więc na obraz ich świata. Ale kosmos dawnych ludów, w tym i naszych przedchrześcijańskich i przedeuropejskich przodków, różnił się zasadniczo od naszych wyobrażeń: tym przede wszystkim, że prócz materialnych obiektów zawierał potężne i zapewne ważniejsze od materii siły duchowe. Sam zresztą podział na materię i ducha wydałby się naszym pradziadom prymitywny, uproszczony i w niejednym punkcie nie zgodziliby się z nami. Siły duchowe w myśl ich poglądu przenikały wszystko, a każda rzecz mogła wystąpić jako nośnik tych energii, a razem jako ich symbol, a przez to element-słowo języka rytuałów. W specjalnych tylko okolicznościach owe siły duchowe, a zarazem znaczenia, tężały w postaci i w imiona bóstw. Artur Kowalik dociekając słowiańskiej kosmologii bada zarazem strukturę znaków, których tamci dopatrywali się w świecie. Znaków, których większość do nas już dawno przestała przemawiać. Gwoli przykładu - skromnego, bo książka ma ponad 500 stron gęstego druku i tak samo gęsta jest od faktów i skojarzeń - odnotuję te trzy znaki, które podałem w tytule niniejszej recenzji: bratka, psiego zęba i kosiora czyli pogrzebacza. Bratek, Viola tricolor, ma płatki fioletowe okalające płatki żółte. Dla Słowian niósł on podobne znaczenie, co wianek ze świecą puszczony na wodę lub kupalne ognisko rozpalone na brzegu rzeki. Fiolet oznacza tu wodę, żółty - ogień. Połączenie wody i ognia, ogień zanurzony w wodzie, to obraz jedności przeciwieństw, niemożliwy i paradoksalny obraz wszystkiego-w-jednym, zarazem symbol twórczego zarodka, z którego powstaje świat i wszystkie jego rzeczy. Polny kwiatek okazuje się czymś bardzo podobnym do chińskiego słynnego rysunku dwóch splecionych kropli in-jang! Ogień, rodzący się z wiercenia świdra, krzesania kamieniami lub pocierania o siebie desek, a także zstępujący jako piorun z nieba, ma swojego męskiego boga, Peruna władcę gromów, a jako światło dnia i Słońca nosi imię Swaroga. Woda, o której przypominają fioletowe płatki bratka, to strefa tego, co nie-oddychające (według staroindyjskich hymnów) i nie-przejawione: ciemna, chaotyczna materia prima, upostaciowana w zimowej bogini Marzannie, Marenie, której imię przypomina zarazem śmierć-mór i morze, a raczej stojące wody, bo Słowianie pierwotnie morza jako takiego nie znali. Takich imion i postaci mogli mieć więcej. Marena to noc, Swarog to dzień. Każdy świt jest kosmicznym spektaklem, który przypomina o rodzeniu się wszechrzeczy. Zanim poranna zorza rozorze niby rana czerń nieba, nad horyzont wychodzi jasna gwiazda, poprzedzająca Słońce. Gwiazdę tę nazwano Psem, a raczej zębem psim lub wilczym, bo prowadzi Słońce na dzienne niebo, będąc jego przewodnikiem niby pies dla człowieka. Z kłem zaś skojarzono, bo jakby rani niebo, by zabroczyło poranną zorzą-raną. Kiedy wstawała ta gwiazda, zaczynał się nowy rok - nie ten nasz ponury, zimowy, tylko prawdziwy nowy rok dla ludzi: pora żniw i sytości, a jednocześnie czas upałów i wycia po nocach psów ogłupiałych od gorąca. Letnie upały, które przynosiła Psia Gwiazda, z łacińska i uczenie zwana Kanikułą, dziś z grecka Syriuszem, kojarzyły się z wewnętrznym żarem, który na ludzi - wojowników i szamanów - zsyłali bogowie wraz z wojennym gniewem-szałem i wieszczym natchnieniem. Nie wszystko jednak, co buchające żarem, miało męską naturę. Piec chlebowy miał cechy żeńskie. Wydający na świat chleb, pokarm, był jak wielka macica rodząca potomstwo. Lecz zanim stał się zdatny do wypieku chleba (na którym na długo przed zapanowaniem chrześcijaństwa odbijano w cieście znak krzyża) trzeba było obmieść jego wnętrze pomiotłem, czyli miotłą ze zmoczonych gałązek. Albo wygarnąć popiół kosiorem - łopatką umocowaną na kiju. Owo pomiotło lub kosior, to były elementy męskie! Penetrowały wnętrze gorącego pieca niby męski członek łono. Czarownice dosiadały tych domowych narzędzi, by latać na nich na swoje Łyse (czyli: Jasne) Góry. Czyniąc to, znowu, jak bratek i Psia Gwiazda, urzeczywistniały jedność ciemności i światła, pramaterii i logosu, wody i ognia, żeńskiego i męskiego - bo czymże innym jest kobieta dosiadająca kosiora? Te trzy przykłady rekonstrukcji myśli naszych przodków, to może 1 procent, może mniej, zawartości książki Artura Kowalika. Krakowski antropolog rozszyfrowuje historyczne, lingwistyczne, archeologiczne i folklorystyczne źródła z uwagą i metodą psychoanalityka analizującego sny swojego pacjenta. I całą tę książkę, przy całym jej scjentyzmie, czyta się niby przygody Alicji w krainie czarów - zwiedzamy tu przecież świat, który ma się do naszego jak królicza nora z tamtej opowiastki: jest naszą wielką zbiorową słowiańską podświadomością, naszym wspólnym snem, z którego nie do końca się zbudziliśmy i budzić się przecież nie chcemy, bo choć ciemny, to jak wszystkie dobre sny jest źródłem naszej mocy, i w którym może dzięki tej książce zaczniemy się wreszcie poruszać niby biegli onejronauci...

Wojciech Jóźwiak




Książka omawiana: Artur Kowalik. Kosmologia dawnych Słowian. Prolegomena do teologii politycznej dawnych Słowian. Wyd. Nomos, Kraków 2004.





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)