zdjęcie Autora

05 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Reportaże proste łatwe i bezużyteczne

Kategoria: Twórczość

« Te drzwi (6) Poziomki »

          Czytam reportaże w gazetach i czasopismach. Ostatnio „Duży Format”, czwartkowy dodatek do Gazety Wyborczej. Zaczynam czytać taki reportaż i już od razu wiem jaki generalny wniosek wysnuje jego autor. „Miła pani od fizyki” – nauczycielka, która zakatowała na śmierć dziecko, pasierba, odsiedziała wyrok, kara uległa zatarciu. Zaczęła pracować jako nauczycielka i jako ekspert MEN. W klasie powiesiła dziwaczny regulamin. Wiadomo, nie powinno tak być, trzeba coś wymyślić, żeby takie osoby jak ona nie pracowały.  Nie wiadomo do czego się teraz przyczepić, bo do kobiety nie ma żadnych zastrzeżeń, a nawet uczniowie ją lubią. Nie mam pojęcia jak w tym wypadku sprawa wygląda, osoba ta powinna czy nie być nauczycielką, za to wszyscy, którzy się na ten temat w artykułach wypowiadają (z wyjątkiem jej uczniów) wiedzą. Artykułu nie ma co czytać dalej – strata czasu. Nie jest zresztą jedyny, to kolejny egzemplarz popłuczyn po reportażu Mariusza Szczygła. Ten pierwszy coś nowego poruszył, znalazł jakiś nowy temat, próbował poszukiwać odpowiedzi, cała reszta międli sprawę nic do niej nie wnosząc.

         Ojciec Bashobora z Ugandy na stadionie urządza modlitwy. Podobno kogoś wskrzeszał, i w ogóle uzdrawia i tak dalej. Nie ma co czytać, wiadomo, że morał będzie taki: Wiara jest dobra, ale nie na Stadionie Narodowym za bilety po 40 zł (dzieci 20). Cała opowieść bez morału byłaby znacznie ciekawsza. No, a jak impreza już się odbędzie, parę osób zacznie śpiewać i pląsać wydalając z siebie demony, jacyś delikwenci ozdrowieją, przeczytamy o tym jaki to nasz naród ciemny i głupi i czy przypadkiem Państwo, Tusk, Gronkiewicz-Waltz i zarząd Stadionu nie powinno coś z tym zrobić, żeby oszczędzić nam żenującego wodowiska. Reportaż ilustruje fotografia, gdzie przedstawiony w tle Jezus (chyba) na ikonie ma mocno zniesmaczoną minę. Ale to przypadkowe chyba.

         Kolejny reportaż – „Król śmieci przegrywa”. Przegrał przetarg w Warszawie, bo jego nowoczesne zakłady przetwarzające odpady (wycieczki z całego świata przyjeżdżają i dziwują się) są zbyt drogie w stosunku do chamskiego wywożenia śmieci i zakopywania ich byle gdzie. Nie ma po co czytać dalej, wiadomo: władze miasta i innych miast oraz gmin są be, bo chcą załatwić problem jak najtańszym kosztem, a zmusza ich do tego głupie prawo. Ja wolałabym poczytać o powiedzmy pięciu argumentach przeciwko tej firmie i pięciu za, ale do tego potrzeba trochę wysiłku i wniknięcia w sedno sprawy a nie zewnętrzny, prymitywny jej ogląd. Przedsiębiorca jest cacy, władze są be i teraz on biedaczek, z jego wspaniałą przetwórnią zbankrutuje, chociaż wycieczki z całego świata go komplementują; my Polacy tak już mamy, że nie doceniamy naszych brylancików.

         Reportaż o rodzinach z Libanu. Tu już nawet nie ma co się wysilać i czytać: podsumowanie jest w podtytule: „Młody Libańczyk wydaje wszystko, co zarabia: na imprezy, fajki, alkohol albo mercedesa. Na mieszkanie nigdy nie będzie go stać. Mniejszych niż stumetrowe nie buduje się” Wypowiedzi kilku rodzin (niekoniecznie szczere i prawdziwe) są płaskie, nieciekawe, nie dają żadnego poglądu na sprawy ich kraju. To trochę tak jakby zapytano u nas kogoś na ulicy co myśli o korkach w Warszawie, to powie: masakra, horror i tak dalej używając tych kilku wyświechtanych słów zaczerpniętych z popkultury, ponieważ pyta się ludzi o rzeczy płaskie i przyziemne, nikogo poza nimi samymi nieinteresujące. No to żeby było dramatyczniej używają do opisu terminów z filmu czasem na okrasę dając coś stosownego do wykropkowania. To jak już ktoś pojechał do tego Libanu i porozmawiał z różnymi ludźmi, to nie miał ich o co pytać? Tylko o takie rzeczy, które podsumowanie artykułu (nazywane kiedyś MORAŁEM i dotyczące raczej tylko literatury dla dzieci) uczyni prostym, łatwym i bezużytecznym? Na przykład podkreślając, że często wyłącza się tam prąd. Albo że tani zagraniczni służący nie umieją się obchodzić z wyrafinowaną techniką domową jak zamrażarki, zmywarki i pralki. Po co mają umieć, jak stale wyłącza się prąd? I że lubią jakąś grę w karty która nazywa się „400”, siedzą latem przed domem i sobie grają.

         No i obrazek na początku nowego reportażu: „Strażniczka”. Kobieta z miotłą, osiemdziesiąt parę lat, od samego początku w „Solidarności” numer legitymacji cztery zera24. Przerwałam czytanie bo zniesmaczyło mnie: wiadomo wniosek reportażu nie będzie brzmiał, że babcia była za stara i za głupia żeby zrobić karierę. Cała reszta to takie bleble, podkreślone śródtytułami: „Rok temu jak Wajda przypiął Lenina”, „Moją bramę zabrała ta artystka...” „Innego razu burza się rozpętała, a wtedy już po śmierci Ojca Świętego myśmy obok powiesili Benedykta” itd.

         Nie zrozumcie mnie źle – nie protestuję przeciwko samym wnioskom, bo za mało wiem, żeby w wielu sprawach się wypowiadać. Wiem tylko jedno, trywialne: nic nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje, a nawet jak im się nie wydaje, to mania upraszczania wszystkiego obraca się przeciwko nam wszystkim. Chcemy żeby świat był czarno-biały a on takim nigdy nie był i nie będzie. Poczytawszy sobie trochę takich reportaży, najeżonych jedynie słusznymi wnioskami, ograniczamy swój umysł i swoją percepcję  do garstki banałów opartych na siedmiu przykazaniach i kilku radach życiowych Cioci Kloci.

         Czy dziennikarze nie popadli w przesadę serwując nam proste i oczywiste wnioski z opisywanych spraw, czy może traktują nas jak dzieci, którym trzeba wyłożyć kawę na ławę? Czy muszą międlić w kółko jakąś bzdurę, którą ktoś inny wynalazł lub wyszperał?

         Oczami wyobraźni widzę takiego dziennikarza, który przychodzi do mnie celem zrobienia reportażu. Pyta się:

— Jak pani porusza się po Warszawie? Ja mu odpowiadam

— Jakoś.

On:

— Jak pani się żyje? Więc ja dalej:

— Jakoś

— Co pani myśli o pani Prezydent?

— Nie mam zdania

— Co panią boli w jej polityce?

— boli mnie prawa noga.

— Co pani przeszkadza w Warszawie?

— Pan. Do widzenia.

         Jak sądzicie, czy istotnie nie miałam nic ciekawszego do powiedzenia? A on napisałby (w mojej wyobraźni) w swoim reportażu: „Biedna schorowana staruszka z bolącą nogą jest tak udręczona, że nie widzi żadnego wyjścia z polityki miasta prowadzonej przez panią Prezydent. Lata komunizmu zapewne przyzwyczaiły ją do wyrzeczeń i do ostrożności w wyrażaniu swoich poglądów, mogących zaprowadzić kogoś nawet do więzienia, dlatego też nie chciała ze mną rozmawiać, gdy pragnąłem zrozumieć i uściślić jej stanowisko i przekazać je państwu, moim drogim czytelnikom”

         Bo zawsze najważniejsze jest pytanie, choć usilnie tego się nie chce dostrzegać. Pytanie dobrze postawione (także w Tarocie, w astrologii i we wszystkich systemach wróżebnych, podobnie jak w realnym życiu) daje odpowiedzi ważne interesujące i zazwyczaj sensowne. Pytanie źle postawione owocuje stekiem banałów, a często i kłamstwem.

Dlaczego on na przykład nie zadał mi pytania: „..............?”

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Te drzwi (6) Poziomki »

komentarze

[foto]

1. Dlatego nie czytam... • autor: Michał Mazur2013-07-05 18:32:53

Dlatego nie czytam gazet - zwłaszcza takich w rodzaju 'Wyborczej' et consortes :)
[foto]

2. Tu nie ma nic do rzeczy • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-07-06 08:07:33

Tu nie ma nic do rzeczy jaka to jest gazeta - GW, Rzepa czy inna. I chyba w ogóle nie ma nic do rzeczy, że to jest gazeta, a nie, powiedzmy poważny tygodnik.  Taka jest całość reportażu w Polsce (włącznie z książkami). Paradoksalnie - jakiś czas w Dużym Formacie pisali młodzi uczestnicy tzw. szkoły reportażu i dużo lepiej im szło. Po pierwsze, przykładali więcej uwagi do tekstu, który pisali, po drugie ich spojrzenie było bardziej osobiste, oryginalniejsze. Jednak już w zaraniu ich pracy widać było, że uczono ich jak mantry tego, że podsumowaniem reportażu ma być MORAŁ. To zresztą dotyczy wszystkich dziedzin publicystyki - ta presja MORAŁU (choć inaczej się to dziś nazywa)
i być może wszystkich dziedzin naszego życia.

Gniewanie się na publicystykę i nie czytanie gazet nic tu nie da, spowoduje tylko że zmniejszy się liczba poważnych gazet opinii a zwiększy plotkarskich szmatławców, ponieważ to te drugie będą ludzie kupować, podczas gdy te pierwsze splajtują z braku czytelników.

Sytuacja podobnie wyglada jeśli chodzi o telewizję - coraz więcej ludzi ją kontestuje więc przyczyniają się do zamierania nurtów i kanałów niszowych (choć niekoniecznie są one wartościowe)

W moim blogu na przykładzie reportażu chciałam opisać powszechne zjawisko, (niezależne zresztą od prasy) upraszczania wszelkich spraw człowieka dotyczących, infantylizacja wiedzy o świecie w dodatku już rutynowa. I chyba po raz kolejny nie zostałam zrozumiana.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)