Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

25 stycznia 2012

Rupert Sheldrake

z cyklu: Żyjąca natura a duchowość stworzenia

Rezonans morficzny a rytuał
Fragment książki: Matthew Fox, Rupert Sheldrake, „Naturalna łaska. Dialogi o nauce i duchowości”, Wydawnictwo Virgo 2011

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: filozofiafizyka a ezoterykaholizmJungmorficzne poleSheldrake

  < poprzedni    1    (2)  

Fragment książki: Matthew Fox, Rupert Sheldrake, „Naturalna łaska. Dialogi o nauce i duchowości”, Wydawnictwo Virgo, 2011. (Wyd. oryg. 1996.) W Tarace za uprzejmą zgodą Wydawcy.


Rozpocznę od omówienia hipotezy rezonansu morficznego i pokażę, w jaki sposób może on rzucić nowe światło na rytuał. Na początku rozpatrzę tę radykalną hipotezę naukową w kontekście historycznym.

U jej podstaw znajduje się sprzeczność między dwoma najbardziej fundamentalnymi modelami rzeczywistości, obowiązującymi obecnie w zachodniej nauce. Jeden to model, czy raczej paradygmat wieczności, idea, że nic w istocie się nie zmienia. Drugi to paradygmat ewolucji, idea, że wszystko się zmienia i rozwija w czasie. Paradygmat wieczności ma swe korzenie w myśli starożytnej Grecji i pochodzi z mistycznego wglądu w bezczasową rzeczywistość, znajdującą się poza zmieniającym się światem, którego doświadczamy. Starożytni filozofowie próbowali znaleźć sposób ukazania tego mistycznego oglądu w formie teorii intelektualnych. Szkoła pitagorejska utrzymywała, że wieczna rzeczywistość ma charakter matematyczny. Liczby i proporcje między liczbami posiadają zadziwiająco wieczystą jakość i pitagorejczycy uważali, że jest to bezczasowa podstawa świata zmian.

Materialiści z kolei twierdzili, że to materia jest zasadą wieczną. Materia według nich składa się z wielu małych drobin, atomów, które nigdy się nie zmieniają. Postawili hipotezę, że świat zmian, którego ludzie doświadczają, bierze się z permutacji i ruchów atomów, które same w sobie pozostają niezmienne.

Platon uogólnił teorię pitagorejską, tworząc dobrze znaną filozofię form: świat, którego doświadczamy, jest odzwierciedleniem niezmiennych form czy idei, transcendujących czas i przestrzeń. Wszystko w tym świecie jest odzwierciedleniem wiecznego archetypu. Na przykład każdy koń jest odzwierciedleniem idei wiecznego konia.

Filozofia ta została wcielona w filozofię chrześcijańską przez świętego Augustyna i innych myślicieli chrześcijańskich, którzy stwierdzili, że formy Platona są ideami w umyśle Boga. Platonizm i neoplatonizm wywarły głęboki wpływ na myślicieli Renesansu, a szczególnie na Kopernika, Keplera, Galileusza, Kartezjusza, Newtona i innych ojców współczesnej nauki. Uważali oni, że dzięki nauce odkrywają prawdziwe teorie matematyczne, dotyczące rzeczywistości i praw obecnych w umyśle Boga. Mniemali, że Bóg jest matematykiem, i niektórzy matematycy nadal lubią myśleć o Nim w ten sposób.

Gdy Newton złożył razem platońską ideę wiecznych praw z ideą atomów jako wiecznych cząstek materii, stworzył dualizm kosmiczny, na którym oparta została mechanistyczna nauka i nadal na nim spoczywa: wieczna ilość materii i energii rządzona przez wieczne prawa, które same w sobie są niematerialne i nie niosą energii.

Paradygmat ten ukształtował od podstaw sposób myślenia w naukach przyrodniczych. Większość naukowców nadal przyjmuje za pewnik to, że Naturą rządzą niezmienne prawa. Dogmat, że każde doświadczenie czy eksperyment powinien być powtarzalny gdziekolwiek indziej na świecie, jest konsekwencją tego sposobu myślenia.

W przeciwieństwie do tego, paradygmat dotyczący ewolucji nie pochodzi z greckiej części naszego dziedzictwa kulturowego, lecz z żydowskiej. Jego podstawą jest metafora podróży, której pierwowzorem jest wędrówka ludu wybranego z Egiptu przez dzikie ostępy ku Ziemi Obiecanej. Podróż ta została rozszerzona do idei podróży wybrańców w czasie, której kulminacją ma być nadejście Mesjasza. W kontekście chrześcijańskim historię postrzegano jako prowadzącą do powtórnego przyjścia oraz milenium.

W XVII wieku wizja ta uległa sekularyzacji i powstała idea postępu na drodze rozwoju nauki i technologii. Milenijna transformacja miała być osiągnięta na drodze podboju Natury. Przed upływem XVIII wieku filozofia postępu ludzkości była już szeroko rozpowszechniona. Ale Naturę nadal postrzegano jako statyczną. Dopiero w późnym okresie drugiej połowy XIX wieku Darwin sprawił, że idea ewolucji stała się naukowo wiarygodna. I dopiero w 1966 roku fizyka ostatecznie uznała kosmologię ewolucji wraz z teorią Wielkiego Wybuchu. Przedtem większość fizyków nadal uważała, że Wszechświat jest wieczny.

Obecnie mamy radykalnie ewolucyjną kosmologię, a konflikt paradygmatów leży u korzeni współczesnego kryzysu w nauce. Jak ma się sprawa z wiecznymi prawami Natury, jeżeli cały Wszechświat ewoluuje? Jeżeli Wszechświat ewoluuje, dlaczego nie ma to dotyczyć również praw Natury? Ludzkie prawa ewoluują, a idea praw Natury opiera się na analogii z prawami ludzkimi. Wydaje się, że nie istnieje żaden rozsądny powód, dla którego można byłoby założyć, iż wszystkie prawa Natury zostały ustanowione w momencie Wielkiego Wybuchu niczym jakiś kosmiczny kodeks napoleoński.

Podstawą hipotezy rezonansu morficznego jest to, że regularność Natury ma raczej charakter nawyków niż praw i nie zostały one ustalone na początku po wsze czasy. Nawyki te rozwinęły się i nadal rozwijają w Naturze. Natura posiada raczej swoistą wrodzoną pamięć a nie wieczny umysł matematyka. Sól krystalizuje w taki, a nie inny sposób, ponieważ krystalizowała tak już przedtem wiele, wiele razy. Im częściej coś się zdarza, tym nawyk staję się głębszy, aż zachowuje się tak, jak gdyby proces ten odbywał się według odwiecznego prawa.

Każdy rodzaj rzeczy posiada pamięć zbiorową poprzednich rzeczy danego rodzaju. Podstawą mojej hipotezy jest to, że pamięć ta zależy od procesu, który nazywam rezonansem morficznym, jest to wpływ podobnego na podobne w czasie i przestrzeni. Podobne wzorce aktywności czy wibracji podchwytują to, co działo się z podobnymi wzorcami istniejącymi przed nimi.

Oznacza to, na przykład, że gdy jakiś chemik tworzy nowy związek, jego krystalizacja po raz pierwszy może być bardzo trudna, ponieważ nie istnieje nawyk tworzenia kryształów tego rodzaju. Ale im częściej związek ten jest krystalizowany, tym łatwiejsze powinno być krystalizowanie go gdziekolwiek na świecie. Jest to bardzo znane zjawisko, że im częściej tworzysz dany kryształ, tym łatwiejsza staje się jego krystalizacja na całym świecie. Chemicy próbują objaśnić to zjawisko, opowiadając na ten temat różne anegdotki, a opowiastki te są częścią bogatego folkloru chemii. Zwykle słyszy się taką oto historię, że krystalizacja nowego związku zachodzi dzięki temu, że drobiny wcześniej otrzymanych kryształów zostały przeniesione z jednego laboratorium do innych na brodach chemików odwiedzających zaprzyjaźnione laboratoria. A jeżeli przypadek odwiedzin nie wchodzi w grę, zakłada się, że mikroskopijne cząstki substancji przedostają się do ogólnoświatowego kurzu, wraz z którym trafiają do odpowiedniego laboratorium.

Nikt nigdy nie badał tych teorii. Sugeruję, że można je zbadać, filtrując powietrze wchodzące do laboratorium i nie wpuszczać doń obcych, a szczególnie brodatych chemików. Uważam, że kryształy krystalizują łatwiej, jeżeli nawet te czynniki zewnętrzne zostaną wykluczone, właśnie dzięki rezonansowi morficznemu. To jedna z metod testujących hipotezę rezonansu morficznego w dziedzinie chemii. Inną metodą jest obserwacja rozwoju niezwyczajnych form roślin i zwierząt. Po szczegóły odsyłam do moich książek A New Scence of Life (Nowa nauka o życiu) oraz The Presence of The Past (Obecność przeszłości).

Moja hipoteza dotyczy również takiej dziedziny, jak zachowywanie (się). Jeżeli na przykład pewna grupa szczurów w Sheffield nauczy się jakiejś nowej sztuczki, wtedy szczury na całym świecie potrafią nauczyć się jej szybciej. Im szczury w Sheffield nauczą się jej lepiej, tym łatwiejsza będzie ona do nauczenia przez ten gatunek zwierząt gdziekolwiek indziej na świecie. Obecnie istnieją już dowody uzyskane dzięki eksperymentom prowadzonym w laboratoriach, że ten szczególny efekt rzeczywiście ma miejsce.

Te same zasady powinny również obowiązywać w stosunku do ludzi. Ludzie powinni uczyć się czegoś łatwiej, jeżeli jakaś grupa ludzi już raz się tego nauczyła. Im jedni lepiej czegoś się nauczą, tym łatwiej będzie innym się tego uczyć. I w tym przypadku są już dowody wskazujące, że zjawisko to rzeczywiście występuje.

Koncepcja ta znana jest już wielu ludziom jako teoria Carla Junga o podświadomości zbiorowej. Według tego szwajcarskiego psychologa wszyscy ludzie korzystają ze zbiorowej pamięci, którą nazwał on podświadomością zbiorową. Do dowodów, potwierdzających jego hipotezę, Jung zaliczył paralele kulturowe oraz marzenia senne ludzi pochodzące z mitów, o których śniący je ludzie nigdy nie słyszeli. Te nawykowe wzorce potraktował on jako archetypy istniejące w zbiorowej podświadomości. Ja natomiast postrzegam je jako pola morficzne, którym to określeniem nazwałem wzorce przenoszone i podtrzymywane przez rezonans morficzny.

W naturze i obszarze ludzkim rezonans morficzny sprawia, że rzeczy się dzieją we wzrastająco nawykowy sposób dzięki ich powtarzaniu. Istota rezonansu morficznego jest taka sama, a rezultaty jego działania wzmacniają podobieństwa wraz z utrwalaniem się nawyków. Nawyki zwyczajowo stają się w coraz większej mierze podświadome. Ale czasem ludzie wykonują niektóre rzeczy celowo i świadomie w sposób, w jaki były wykonane wcześniej, i dotyczy to szczególnie rytuałów.

Wszystkie ludzkie społeczności mają swoje rytuały czy obrządki. Jakikolwiek by to nie był rytuał, jakiekolwiek by to nie było społeczeństwo czy społeczność, jakikolwiek by to nie był kontekst czy okoliczności, rytuały wykazują bardzo silną tendencję konserwatywną. Ludzie wierzą, że rytuały należy wykonywać tak, jak robiono to wcześniej. Dlaczego? Otóż ludzie uważają, że postępując tak samo, nawiązują w jakiś sposób łączność z ludźmi, którzy wykonywali je wcześniej. Członkowie społeczności tubylczych wierzą, że dzięki odprawianiu rytuałów pojawiają się przodkowie tych, którzy aktualnie w nich uczestniczą. Podobne wierzenia istnieją we wszystkich religiach. Jednym z przykładów jest święto Paschy w obrządku mojżeszowym. Takie samo rytualne pożywienie, czytanie tych samych fragmentów świętych ksiąg, to samo przypominanie sobie pierwszej Paschy w Egipcie praktykują żydzi rok w rok od zamierzchłych pokoleń.

Wysoki stopień konserwatyzmu, dotyczącego języka rytuału, występuje we wszystkich tradycjach. W Indiach bramini prowadzą swoje rytuały w sanskrycie, ponieważ jest to stary rytualny język indyjski. W kościele rzymskim przez wiele wieków językiem obrzędowym była łacina. Kościół rosyjski nadal posługuje się językiem starocerkiewnosłowiańskim. Bardzo powszechnym zjawiskiem jest wykorzystywanie do rytualnych obrządków języków starożytnych. Często ludzie nie pamiętają już, dlaczego tak się dzieje, ale nadal uważają, że w odprawianiu rytuałów nadal należy korzystać ze starego języka, jeżeli mają one mieć znaczenie.

Celem rytuałów jest połączenie obecnych jego uczestników z oryginalnym wydarzeniem czy wydarzeniami, które rytuały upamiętniają, a także z tymi wszystkimi, którzy w przeszłości brali w nich udział. Rytuały są czynnościami, mającymi za zadanie przekroczenie granicy czasu, pokonanie czasowej odległości, wprowadzenie przeszłości w teraźniejszość. Na przykład chrześcijańska komunia święta łączy osoby ją przyjmujące z uczestnikami Ostatniej Wieczerzy, a także z tymi wszystkimi, którzy ją przyjęli od tamtego czasu; łączy ich z tym, co nazywa się świętych obcowaniem.

Z racjonalnego punktu widzenia takie przekonanie jest bezsensowne, nie ma podstaw. Dla sekularystów rytuały są po prostu przesądami, do których ludzie – według nich na nieszczęście – wykazują skłonność, ale mają nadzieję, że te irracjonalne przeżytki przeszłości zostaną wyrugowane ze świadomości społecznej na drodze oświeceniowej edukacji. Ale rytuały posiadają niezwykłą trwałość, nawet w społeczeństwach zsekularyzowanych. Wydaje się, że ludzie mają na nie zapotrzebowanie, a gdy pozbawi się ich tradycyjnych rytuałów, tworzą nowe, już własne. Na przykład członkowie gangów tworzą rytuały inicjacyjne, gdy niedostępne są im akceptowalne społecznie obrzędy dołączenia do tej czy innej grupy.

Natomiast z punktu widzenia hipotezy rezonansu morficznego rytuały i obrzędy są w pełni uprawnione i mają prawo bytu. Dzięki świadomemu odprawianiu aktów tego czy innego rytuału metodą najbardziej zbliżoną do tej, według której odprawiano je wcześniej, uczestnicy wkraczają w rezonans morficzny z tymi, którzy odbywali je w przeszłości. W takich okolicznościach zanika odczucie czasu. Uczestnicy rytuału mogą doświadczać niewidzialnej obecności tych, którzy odbywali dany rytuał przedtem, jest to transczasowa społeczność rytualna.


Rupert Sheldrake



Fragment 6. rozdziału książki: Matthew Fox, Rupert Sheldrake, „Naturalna łaska. Dialogi o nauce i duchowości”, Wydawnictwo Virgo, 2011. W Tarace za uprzejmą zgodą Wydawcy.
Oryginał: Natural Grace: dialogues on creation, darkness, and the soul in spirituality and science, New York, NY: Doubleday, 1996.

© Wydawnictwo Virgo





  < poprzedni    1    (2)  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)