Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 lutego 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Rodowe siedliska Anastazjowców

Kategoria: Twórczość

« Anastazja (3) Mój ten kawałek podłogi »

         No i stało się. Jeżeli obejrzymy w You Tube film zamieszczony  11 stycznia b.r., z wywiadu rosyjskiej telewizji w Nowosybirsku w programie „Komentarze” z niejakim Andriejem Raszydowem, zatytułowany: „Ustawa o rodowych siedliskach już w rosyjskim parlamencie!” (z dnia 26.03.2013

http://www.youtube.com/watch?v=5L05KONqCT4

dowiemy się, że anastazjowcy organizują ponadto pochody samochodowe (rajdy) pod hasłem „za ojczyznę, za Putina”, a w planie mają festiwale w wielu miastach i inne masowe imprezy. Posłowie rosyjskiej dumy przyjęli projekt ustawy o bezpłatnym nadawaniu ludziom ziemi celem zakładania osad składających się wyłącznie z „siedlisk rodowych”. Ponoć obecnie (styczeń 2014) projekt ustawy jest nadal omawiany i dopracowywany w Dumie Federacji Rosyjskiej.

         Raszydow tłumaczy w wywiadzie, dlaczego uważa, że projekt budowy osad wymaga specjalnej ustawy. Mianowicie przy budowie domu na kawałku własnej ziemi obowiązują rozmaite przepisy: inne dla zamieszkania stałego, inne dla działek rekreacyjnych inne dla prowadzenia działalności gospodarczej. Ponieważ siedliska mają spełniać wszystkie te funkcje jednocześnie, a do tego jeszcze kilka innych, niezbędna jest organizacja wszystkich pozwoleń w imieniu zbiorowości itp, itd. Brzmi to rozsądnie ale nie zapominajmy, że bezpłatny przydział działek pod siedliska musi łączyć się z pewnymi wymaganiami wobec przyszłych mieszkańców, kto wie jakimi? Tego nie da się dowiedzieć, ponieważ dokumenty publikowane w internecie w tej sprawie noszą status prywatnych i ja przynajmniej nie miałam do nich dostępu. Mogę jedynie oceniać to, co mówi oficjalnie na ten temat prorok siedlisk, Megre i co temu, czy innemu przypadkiem się wymsknie w dostępnych materiałach — głównie zresztą filmach propagujących pięknie utrzymane działki i ogrody. Nawet polska telewizja została została skażona tym projektem w postaci zachwyconej Maji Popielarskiej w TVN , opisującej jedno z rodowych siedlisk: Krystyny i Pierre`a: http://www.youtube.com/watch?v=KSN94YHr-d8. Możemy też obejrzeć kilka podobnych filmów, m.in. wywiad z inną tego typu rodziną: Dymitra i Zoi: http://www.youtube.com/watch?v=aoZFQUhX-iM

         Wszystkie te programy prezentują sielskie uroki działkowiska, gdzie budujemy domy, sadzimy drzewa, pracujemy przywracając dawne zawody (np. zduna) i wychowując dzieci w kontakcie z przyrodą. Ptaszki, kwiatki, muzyka w tle; sielsko anielsko i utopijnie. Niestety, tak po prostu nie może być.

         My naszą działkę z mężem kupiliśmy. Przedtem uprawialiśmy bezpłatnie przydzielony czasowo kawałek gruntu w strefie ochronnej budowy oczyszczalni ścieków i z chwilą oddania budowy, działki nam odebrano. Doskonale wiem jaka jest różnica, gdy pracuje się na swojej ziemi, a gdy na cudzej. Na cudzej sadzi się coś innego: pomidory, ogórki; stawia się budki sklecone byle jak (zresztą nie wolno nam było stawiać prawdziwych domów). Na całym obszarze tych tymczasowych działek tylko jeden domek był ładny, elegancki i funkcjonalny. Ale ten człowiek skonstruował go tak, żeby w przeciągu jednego dnia można było rozebrać i przewieźć gdzie indziej — zbierał pieniądze na kupno „prawdziwej” działki. Nie przejmowaliśmy się specjalnie podtrzymaniem żyzności tej ziemi (a była bardzo żyzna — w przeciwieństwie do będącej naszą własnością), zależało nam na nauczeniu się rozmaitych upraw, zebraniu plonów i przetestowaniu rozmaitych sposobów przetworzenia. Bawiliśmy się trochę; byliśmy młodzi i silni.

         Na własnej ziemi byliśmy już poważniejsi: sadziliśmy drzewa, sprawdzaliśmy które szkółki i gatunki lepsze; własny dom budowaliśmy rozważając swoje przyzwyczajenia; kto lubi słońce, a kto cień; jak spędzamy wolny czas, kto musi zasypiać przy telewizorze, a kto go nie chce w nocy słyszeć itd. Myśleliśmy też o dzieciach i wnukach, o ich rozrywkach i przyjemnościach z współżycia z przyrodą, ale tu najbardziej pomyliliśmy się... Dzieci wycięły nasze drzewa, wnuki nie przeżyją bez komputera i telewizora, cały weekend potrafią nie wyściubić nosa z domu; nawet szkodniki nauczyły się zajadać owoce, których dawniej by nie tknęły (aronię i winogrona - ptaki, wiśnie-szklanki upodobały sobie także wiewiórki).

         Anastazjowcy, budujący siedliska na cudzej (bezpłatnej teoretycznie) ziemi, w zorganizowanej przez kogoś innego osadzie zmuszeni są dostosować się do wizji właściciela i jego koncepcji. Ja musiałam jedynie uwzględnić przepisy nakazujące nam budowanie w określonej odległości od środka drogi, no i projekt musiał zostać zatwierdzony, ale była to formalność, gdy projektujący miał właściwe uprawnienia budowlane i projektowe. Poza tym miałam swobodę: furtka na klamkę dzieliła nas od sąsiadów z którymi byliśmy zaprzyjaźnieni, płot bez furtki, gdy kogoś niewiele znaliśmy i tak dalej.

         W siedliskach rodowych koncepcja zagospodarowania terenu należy do jego właściciela. A tutaj wychodzą na jaw pewne niemiłe szczegóły. Obejrzałam dość pobieżnie trzy części filmu stanowiącego instrukcję zakładania siedliska i generalnie z większością wskazówek można się zgodzić. Sama bym tak komuś doradziła. Dopiero „Symulator rodowego siedliska cz.3” a właściwie jego ostatnie 3 minuty napisów obnaża to, z czego będziemy musieli zrezygnować.

część. 3,:http://www.youtube.com/watch?v=TS7i_MxP5bY

Uzgadnianie dnia i godziny hałaśliwych prac (a co jeśli chcemy korzystać z siedliska tylko w weekendy, a harmonogram przewiduje środę?), rezygnacja z używania niektórych mediów (komputer, telewizja, radio) i form rozrywki (gry komputerowe, grille), sposób wychowywania dzieci. Jednomyślennicy (z rosyjskiego) osoby o jednakowych myślach, poglądach, dążąca do tego samego celu, współtowarzysze, współwyznawcy – tacy muszą być w siedliskach sąsiedzi. Muszą zostać sprawdzeni i zaakceptowani. W ostatniej minucie filmu padają inne ważne twierdzenia: „Sprzątać wszystkie brudy widzialne i niewidzialne” – ale nie wymachuje się miotłą, a chorągwią. Inny cytat: „Życie w osadzie czy ekologia to są tylko środki, a prawdziwym celem jest przywrócenie więzi z rodem i stworzenie harmonijnego obrazu życia

         Co się kryje pod tymi enigmatycznymi stwierdzeniami? Jaki to jest harmonijny obraz życia? (a jaki nieharmonijny?) Megre w książce optuje za likwidacją cmentarzy i grzebaniem zmarłych na własnej ziemi, ponieważ pozwala to zachować więź duchową z przodkami. Nie podejrzewam, żeby chciał ktoś taką możliwość przewidywać w projektowanej ustawie, ale w miarę rozwoju i wzrostu siły osad kto wie? Z fragmentu reportażu o ekowioskach Kowczeg i Rodnoje

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=gnQpm6yCKkg

dowiadujemy się, że mogiły matki i babci jednej z bohaterek znajdują się na ich kawałku ziemi. Zapewne jest tak i w innych osadach. Ród, rodzina są najważniejsze w tej idei. A jeśli dzieci nie interesuje rozwój osobisty zgodnie z wytycznymi Anastazjowców, to co? Będą musiały opuścić osadę? Może nie wolno im będzie nawet dłużej gościć u rodziców, żeby nie „psuć” czystej idei rządzącej wspólnotą.

         W tym samym reportażu oglądamy mieszkanki, łącznie z małymi dziewczynkami, ubrane w długie suknie, które na dobrą sprawę przeszkadzają w poruszaniu się po nierównościach i grudach. Idą potykając się, nadeptując na materiał. To dla wygody, czy jakichś zasad? W jednej z osad mieszkańcy odcięli się od radia i telewizorów. Z miasta przywożą tylko chleb sól i zapałki. Nie jedzą mięsa, uznają tylko naturalne produkty W przyszłości osada ma być całkowicie samowystarczalna. Może uda im to się osiągnąć, ale zawsze odcięcie od otoczenia przynosi więcej szkód niż pożytków, wykoślawia ludzkie charaktery, nie przywołuje właściwej miary rzeczy.

         Osadnicy prowadzą eksperymenty – np, hodowanie kartofli w słomie, a nie w ziemi. Wokół rodziców plączą się małe dzieci. Ponoć są zdrowe, samodzielne i szczęśliwe. Są jeszcze małe, bo rodzice młodzi i w pełni sił, ale jaka będzie ich przyszłość? Czy zgodna z ich przyszłymi pragnieniami? Póki dzieci nie będą dorosłe, to tylko zabawa. Ale wystarczy czasu, by ktoś opanował i skodyfikował to z pozoru swobodne życie, początkowo w walce z trudnościami, które zawsze muszą wystąpić, potem w miarę własnej wizji uszczęśliwiania innych.

Inny film o tej wiosce Rodnoje: http://www.youtube.com/watch?v=n66Kejn9HtI&feature=player_embedded

         Mieszkanka chwali się, że nie ma stonki, chorób, szkodników. Na razie. Nie ma chwastów, ziemia nie jest przekopywana, ale nie trzeba pielić. Na razie.

         Takich wiosek jest obecnie w Rosji kilkaset. Filmów też jest mnóstwo. Tendencyjnych. A w Polsce?

         Ruch Anastazjowców także ma swoich zwolenników, choć ziemi tu nie dostaną za darmo. Mają jednak swój KRS i mogą zbierać odpis 1% z podatku PIT.

         W Polsce prawdopodobnie inaczej będą wyglądać wioski – jeżeli będą wioskami, a nie działkowiskami. Raczej jednak zmienią się w te drugie, chociaż ruch działek rekreacyjnych zamiera. W mojej miejscowości istnieje ok. 360 działek, ale w środku lata można spacerować do woli i spotyka się zaledwie kilkanaście osób tam, gdzie kiedyś tętniło życie. Czasem wysyła się matki lub teściowe z dzieciakami, samemu lecąc do ciepłych krajów ale i tak coraz rzadziej. Kiedy zbudowaliśmy pierwszy basen na naszym działkowisku nie mogliśmy się opędzić od tłumów dzieciaków. Przez piętnaście lat pobudowano wiele większych i bardziej wypasionych basenów, tyle, że nikt się już w nich nie kąpie. Naszego już nawet nikt nie napełnia wodą.

         Kiedy zaczęliśmy nasze działkowe doświadczenia kopaliśmy sami studnie (jedną w piwnicy dla domu, jedną dla napełniania basenu). Po dziesięciu latach pilną sprawą stała się kanalizacja, ponieważ okoliczne szamba tak zanieczyściły studnie, że wodę trudno było używać do celów innych niż sanitarne, a w dodatku jej poziom obniżył się i studnie powysychały. Stąd wiem, że taka osada (choć działki tu są z założenia większe, hektarowe) wcześniej czy później będzie musiała skorygować swoje wczesne plany co do stylu życia. A nam nie towarzyszyły żadne ideologiczne założenia!

         Następną sprawą jest wymiana pokoleń. Utopijne jest przekonanie, że dzieci zechcą żyć założeniami rodziców, a więc, że możliwe są rodziny wielopokoleniowe, gdzie młodzi pracują a starzy dożywają swoich dni. Starzy będą chorować, potrzebować lekarza, pielęgnacji, a młodzi wolą zabawę i plażowanie niż ciężką pracę na rodowym czy innym siedlisku.

         Jednak Anastazjowcy nie są właścicielami i niewiele będą mogli zmienić, gdy całkowicie zaangażują się w to przedsięwzięcie. Powoli będą wymierać, jak nasze wsie, także pustoszejące. Może przetrwają dłużej w krajach o dużej ilości nieużytków, ale i tak, bez zasilenia finansowego z innych źródeł zamrą. Część z nich może przerodzić się w sekty i jest to widoczne na kilku filmach, które oglądałam.

         Wizję tego, co może się stać w odizolowanej społeczności owładniętej słuszną skądinąd ideą prezentuje film Osada http://najtube.pl/osada-the-village-2004/. Oczywiście jest to horror.

Uff! Koniec.



« Anastazja (3) Mój ten kawałek podłogi »

komentarze

[foto]

1. Nie jest aż tak źle • autor: Jan Szeliga2014-02-13 19:58:46

To co tutaj opisujesz babciu ezoteryczna to jest jakaś wielka karykatura tego co jest zawarte w książkach Megre.
Oczywiście każdą społeczność tworzą ludzie i od ich stanu świadomości będzie zależeć końcowy rezultat.
Czytając o przykładach wprowadzania idei Anastazji które podajesz wnioskuję to że  ludzie już na samym początku dopuścili się jakiś niesamowitych wypaczeń tego o co chodziło w "idei siedlisk rodowych" i rzeczywiście jeśli jest tak jak piszesz to nie tędy droga.

2. za dużo ludzi, za mało ziemi • autor: Jerzy Pomianowski2014-02-13 22:20:43

W Rosji składającej się głównie z bezludnych pustkowi może to mieć pewien sens.
Europejskie wioski ekologiczne żyją tylko dzięki dotacjom państwowym.


[foto]

3. Niepotrzebni ludzie • autor: Wojciech Jóźwiak2014-02-13 23:34:44

Pewnie, jak myślę, w Rosji jest spora populacja "ludzi niepotrzebnych". Rosja żyje z eksploatacji gazu, nafty, złota i paru innych surowców. Do obsługi tych przemysłów wraz z infrastrukturą, wystarczyłoby, powiedzmy, 30 mln ludzi, jak w Kanadzie. Co robić z pozostałymi?
--- Trzeba im dać jakąś zabawę.
To by wyjaśniało, dlaczego ta bzdura wokół "Anastazji" ma poparcie tamtejszych władz.
[foto]

4. Hmm, tak mi... • autor: Michał Mazur2014-02-14 11:19:59

Hmm, tak mi się wydaje że ta idea w Rosji ma już jakieś kilkanaście lat - niektórzy ludzie, nie umiejąc się odnaleźć po transformacji ustrojowej zaczęli kombinować w tym kierunku. I w sumie - ja im życzę jak najlepiej, tylko obawiam się że taka idea może być podatna na różne "błędy i wypaczenia".

A apropos filmów - w rosyjskim filmie akcji "Polowanie na piranie" był taki wątek utopijnej osady w tajdze, coś a la 19 wiek, sponsorowanej przez mafijnego bossa. W wizji reżysera wyglądało to dość strasznie.
[foto]

5. Tak swoją drogą... • autor: Piorun2014-02-14 20:59:16

....dziwiło mnie zawsze takie dobrowolne uwiązywanie się do ziemi - chyba mam naturę nomada.

Z drugiej strony - taka inicjatywa, odgórnie kierowana i poddana biurokracji (a bez tego się nie obejdzie jeśli już robią spec-ustawę)... i jeszcze wspomniana możliwość przekształcenia w sekty... hmmm... czarno to widzę 
 

6. W ostatniej minucie... • autor: Nierozpoznany#79912014-02-16 12:53:43

 W ostatniej minucie filmu padają inne ważne twierdzenia: „Sprzątać wszystkie brudy widzialne i niewidzialne” – ale nie wymachuje się miotłą, a chorągwią.

Proszę Pani Prababci, w moich klockach LEGO z dzieciństwa nie mam klocka-miotły, więc miotłę zrobiłem ze sztandaru i kijka  :D :D  Trochę na siłę te dopatrywanie się spisków i podtekstów. Poza tym, moje filmy animowane zrobiłem raczej luźno, i miałem w tym kupę radości - to nie jest żadna podstawa programowa ani nic podobnego, tylko filmik lego :-)

nie zapominajmy, że bezpłatny przydział działek pod siedliska musi łączyć się z pewnymi wymaganiami wobec przyszłych mieszkańców, kto wie jakimi


Wszystkie wymagania są opisane w książkach z serii "Anastazja", nie ma tu sekretu, tylko trzeba poczytać.
[foto]

7. Dziękuję Apeku • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-16 16:47:33

Dziękuję za informację. Nie miałam pojęcia o historii wymachiwania sztandarem zamiast miotłą. Filmiki bardzo udane, gratuluję. Niestety, z dziełami sztuki tak już jest, że profani odczytują je na swój sposób, a nie na sposób rekomendowany przez autora. Jednak jako czytelnik Taraki musisz sobie także zdawać sprawę iż ekspozycja i przyswajanie cudzych idei wiąże się z możliwością drążenia w nich głębiej niż zwolennikom wydaje się pożądane. Przypominają mi się przy tej okazji teorie psychologiczne mówiące o tym, że błędy nigdy nie są w pełni mimowolne. Fakt, że w klockach lego są sztandary, a nie ma mioteł też o czymś świadczy - wszak w codziennym trudzie miotły są bez wątpienia potrzebniejsze niż sztandary. Ale to już nie Ciebie obciąża, oczywiście.

8. odpowiedź • autor: Nierozpoznany#79912014-02-17 22:24:42

Dziękuję za wyważoną odpowiedź, jeszcze zajmę chwilę:
Anastazjowcy, budujący siedliska na cudzej (bezpłatnej teoretycznie) ziemi, w zorganizowanej przez kogoś innego osadzie zmuszeni są dostosować się do wizji właściciela

Nie, to wszystko nie tak! Po pierwsze, nie jest prawdą, że nie ma informacji o tym czy o tamtym odnośnie rodowych siedlisk czy Megre - po prostu nie ma wystarczającej ilości wolontariuszy do tłumaczenia tych info na język polski (filmów, artykułów i innych materiałów)!! Informacji kupa, ino ruski jazyk nada panimać ;p

A odnośnie cytatu - polecam (jeżeli są chęci) głębszą analizę tematu - ziemia omawiana w filmie ma być bezpłatną, zwolnioną od podatków i opłat, dożywotnią własnością z prawem dziedziczenia (a bez prawa do sprzedaży) - czyli namacalny kawałek ojczyzny dla KAŻDEJ CHĘTNEJ RODZINY - odnośnie warunków, proszę zobaczyć akapit wyżej i mój poprzedni post.

Dopisek: dopiero przeczytałem Pani poprzednie wpisy - rozumiem że odbywa się tu wylewanie potoków ironii na "członków sekty anastazjowej" (:-)), dlatego zredagowałem swoją odpowiedź do minimum. Mam tylko małą sugestię-prośbę - mianowicie, proszę aby obok słusznej krytyki i zastanawiania się, nie pojawiały się złośliwości, wyolbrzymienia i przekłamania, zwłaszcza jeśli krytykowanej osobie/idei zarzuca się kłamstwa i manipulacje.

Pozdrawiam :)
[foto]

9. Jestem • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-18 12:31:30

Jestem z tego pokolenia, które zna język rosyjski. Może nie znam wystarczająco obsługi komputera, bo gdy w googlach szukałam statutu, wyświetlały mi się strony z rozszerzeniem "priv", do których nie miałam dostępu. Nadesłano mi także jakiś polski statut, który ograniczał się do wylewania pomyj na związek ogródków działkowych, ale nie zawierał informacji co będzie, gdy posiadacze tych ogródków zmienią swoją przynależność związkową. Całą swoją wiedzę czerpałam z powieści Megrego . Jeśli znasz dostęp dla profana do jakiegoś statutu w języku rosyjskim lub polskim, będę wdzięczna za namiar. Nie ukrywam, że mój stosunek do siedlisk wziął się głównie z mojej niechęci do książki, ale mogę nie mieć racji. Niestety, brak informacji o szczegółach założeń nie pozwala mi na dyskusję merytoryczną tylko skłania do "podejrzeń i insynuacji". Ale mam propozycję: sądzę że Wojciech Jóźwiak chętnie opublikuje Twój głos w dyskusji,w postaci na przykład artykułu, ponieważ założeniem "Taraki" jest poważna dyskusja na kontrowersyjne tematy. Ja też chętnie dowiedziałabym się więcej. Pozdrawiam

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)