zdjęcie Autora

12 marca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Rodzinna karma

Kategoria: Twórczość

« Samotniczenie Przemiany wewnętrzne i odmiany losu. Część 1. Spowiedź świętokradzka »

O rodzinnej karmie napisano mnóstwo rzeczy wyglądających na sensowne i mnóstwo bzdur. Jakieś elementy tej wiedzy/niewiedzy kołaczą się po kątach psychologii, astrologii i w wielu, czasem niespodziewanych miejscach.

Ostatnio sprawdzając zmiany w mojej kablówce wykryłam nowy kanał – telewizję Rodin i trafiłam akurat na wykład Jana Witolda Suligi, między innymi o reinkarnacji i karmie. Jest on także, wraz z innymi dostępny na stronie:

 http://ctud.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1430742

Suliga omawia przykład trzech pokoleń kobiet realizujących w swoim życiu tę samą tendencję. Tę historię zresztą opowiadał nam na jednym z kursów. Babcia była szeptunką, jej córka też, ale wnuczka poszła zupełnie inną drogą życiową. W jej życiu nic się nie układało dopóki nie „wróciła” na stronę swoich przodkiń i nie zajęła się sprawami magii.

         Suliga objaśnia to w sposób następujący: Pewne elementy wiary w reinkarnację i karmę występowały także na terenach Słowiańszczyzny, na przykład u Prusów. Jednak ta wiara w siłę i osobowość przodków ujawniających się u potomnych, w przeciwieństwie do wiary w reinkarnację narodów Wschodu występowała tylko w obrębie rodzin. Jakby kolejne wcielenia zmarłego przodka, zajmując nowe miejsce wśród żyjących członków jego rodziny wzmacniały siłę rodu, dodawały mu splendoru i znaczenia.  

         Doświadczalnie sprawdzalne jest, że oczywiście występują pewne prawidłowości zawodów, zajęć czy innych tendencji w obrębie rodzin. Na tych doświadczeniach bazują zresztą chyba także ustawienia Berta Hellingera.

         Ja sama pochodzę z rodziny, która może być sztandarowym przykładem takich prawidłowości. Mój pradziadek był nauczycielem (także prababcia) i większość z jego ośmiorga dzieci, w tym mój dziadek. Moja babcia i jej siostra też były nauczycielkami. Moja ciotka, siostra ojca także była nauczycielką. Jedynie mój ojciec wyłamał się z tej rodzinnej tendencji zawodowej zostając inżynierem, konstruktorem samolotów. Ja też na początku swojej kariery zawodowej kilka lat pracowałam jako nauczycielka, podobnie jak jeden z moich synów. Mój dziadek i moja ciotka, siostra ojca, mieli ambicje literackie, ale mimo dużego intelektu i wykształcenia nie zdobyli uznania, zresztą z różnych powodów. U mnie też te tendencje występują, choć jestem dzieckiem rozbitego małżeństwa i z rodziną ze strony ojca nie miałam wiele kontaktów, a w każdym razie nie odgrywała ona żadnej roli w procesie mojego wychowania.

         Jednak wyjaśnieniem tego niekoniecznie musi być rodzinna karma. Mogą być po prostu pewne cechy genetyczne, występujące w obrębie rodziny, podobnie jak na przykład schorzenia genetyczne, które także w jednej odnodze rodziny wystąpiły. Na to też mam przykład. Mój teść, ojciec mojego męża, miał pewien zwyczaj – w chwilach zastanawiania się nad czymś skręcał swoje ucho w rulonik. Ten sam zwyczaj ma mój wnuk, choć nie mógł pradziadka zapamiętać; gdy teść zmarł, wnuk był niemowlęciem i niewiele go widywał.

         Pojęcie rodzinnej karmy traktuję więc raczej jako przybliżenie, uproszczenie, gdy chcemy opisać cechy wspólne dla grupy ludzi połączonej pokrewieństwem. Te cechy mogą być statyczne (wygląd, sposób bycia) jak i dynamiczne (życiowe wybory, losy, realizacja cech). Jeżeli rodzina ma ze sobą długotrwałe i ścisłe kontakty, ilość tych cech staje się większa, bo część z nich jest wynikiem pewnego rodzaju synchronizacji zachowań i naśladownictwa.

Krytycznie patrzę także na to, co nazywa się "syndromem dzieci alkoholika", syndromem żony alkoholika i matki alkoholika itp. Ludzki umysł lubi upraszczać, a jak już coś skomplikowanego udało mu się uprościć, to czepia się tego, jak rzep psiego ogona i nie chce puścić. Zwłaszcza, gdy pomysł robi karierę medialną. Ja, osobiście, nie patrzę na dzieci alkoholików w ten sposób. Wierzę jednak, że w życiu poszczególnych rodzin, czasem w kilku pokoleniach tych rodzin, pojawiają się problemy, które są odzwierciedleniem rozmaitych przejawów tej samej tendencji charakteru, postawy czy podejścia do świata.

Tendencja jest jedna, możliwe że za sprawą wyposażenia genetycznego, ale czasy, w których przyszło członkom rodziny żyć, są różne i dlatego skutki są niejednakowe. Upraszczając, tak jakby wyzwania stojące przed rodziną i jej członkami były podobne, a napływający falami czas testował: coś korzystnego da się z tego wyciągnąć, czy nie. A jeśli nawet nie da się, to może kolejny członek rodziny trafi na swój czas i tę "wadę" czy "cechę" (albo zespół cech) wykorzysta i osiągnie sukces. Reszta idzie na straty (a może na podtrzymanie tendencji?).

Pogląd ten mogłabym oczywiście rozwinąć szerzej, ale nie o to chodzi. Szukam innych uzasadnień niż karma czy przeznaczenie odbierające człowiekowi możliwości manewru.

W pewnej znajomej mi rodzinie dziadek był zapoznanym poetą alkoholikiem i takim był też jego wnuk. Środkowe pokolenie, córka i matka ukierunkowana także na literaturę, niepijąca, była zarówno dzieckiem jak i matką alkoholików. Ja rozumiem to nieco inaczej, nie jako nabyte wzorce zachowań w jednej wąsko pojętej rodzinie. W tamtej rodzinie (od strony ojca) silne było poczucie odrębności konstrukcji psychicznej i losu od osobowości innych ludzi. Człowiek z takim poczuciem odrębności rozmaicie sobie radzi w życiu, zwłaszcza chcąc je uczynić prostszym, łatwiejszym, podobnym tysiącom ludzi wokół. Jednym ze sposobów jest alkohol. Innym twórczość. Jeszcze innym narzekanie na wszystko i wszystkich. Także choroby, prawdziwe i wymyślone. (przy czym, gdy człowiekowi się wmówi, lub sam siebie przekona, że choroby są wymyślone, pojawiają się, co gorsza, prawdziwe). Mogło by się zdawać, że to fatum, które dotyka rodzinę jest bez sensu, niczego nowego nie wnosi oprócz cierpienia, ale nie, to nieprawda. Łączą się dwie osoby w parę, mają dzieci, a LOS jakby czeka, czy te domieszki pozwolą rodzinie osiągnąć sukces i korzyść z jej odmienności, czy nie.

         Nie alkoholizm czy narkotyki są tu problemem, to przypadkowa sprawa. Problemem jest poczucie odrębności i napięcie, jakie odczuwa każdy z członków tej lub podobnych rodzin. Bo jeśli spojrzeć na nią szerzej, to kilka innych, ważniejszych cech jest wspólnych. Jedną z nich to pęd twórczy zderzający się z pędem do osiągnięcia sukcesu. O sukces jest trudno, więc rodzi się napięcie. Inni członkowie tej rodziny, nie uzależnieni od alkoholu też ten pęd przeżywają i też odczuwają napięcie. Są tylko albo silniejsi z natury, albo w obawie przed nadmierną wolnością, narzucają sobie więzy: — zakładają rodziny, opiekują się innymi, angażują się w ruchy oporu przeciwko władzy albo szukają innych miejsc, które będą dla nich łaskawsze (emigracja), lub chorują. Wszystko to są tylko rozmaite strategie w przezwyciężaniu oporu świata wobec ich dążeń.

Można powiedzieć, że członkowie tej rodziny stosują strategię minimaxu, polegającą na minimalizowaniu zagrożeń (osłabianiu napięcia) w dążeniu do maksymalizacji zysku (powodzenie i sukces), przy czym skuteczniejsza zapewne byłaby strategia przeciwna – maximinu, czyli dążenie do sukcesów po trupach, nie bacząc na straty, która cechuje ludzi z czołówki rankingu dochodów.

Można więc powiedzieć o tej rodzinie, że gdyby nie pęd twórczy jej członków, sukces (rozumiany najbardziej ogólnie) byłby łatwiej osiągalny, choć oczywiście panujące powszechnie przekonanie mówi, że ludzie twórczy odnoszą wielkie sukcesy (np. Bill Gates). Jest rzeczą oczywistą iż pęd twórczy stanowił tu obciążenie, jest zbyt silny i zbyt niezależny.

Czasami, przypadek sprawia, że ktoś z takiej rodziny, jeden z wielu pokoleń uzdolnionych, odnosi sukces i jest to sygnał, że zmieniają się epoki.

Niestety, rzeczywisty obraz losów twórczych uzdolnień jest bardziej skomplikowany i niejasny. Zwyciężą czy nie zwyciężą w wyścigu w nadchodzącej epoce?

Wczoraj mój dwunastoletni wnuk przyszedł do mnie wydrukować na kolorowej drukarce swoją pracę z historii. Tekst był na szarym tle, wyglądał jak żywcem ściągnięty z internetu. Zaczęłam więc delikatnie rozmowę o własności intelektualnej, że coraz więcej o tym się mówi, że własna indywidualna praca, a przynajmniej opisanie czegoś własnymi słowami jest o wiele bardziej wartościowe i tak dalej. Na to on mi oświadczył, że pracę napisał samodzielnie korzystając przede wszystkim z książek i kupowanego czasopisma „Ale historia” i tylko sformatował ją tak, żeby wyglądała jak ściągnięta z internetu. Oniemiałam i zapomniałam spytać, dlaczego coś ściągnięte z internetu jest jego zdaniem bardziej wartościowe niż opracowane własnym staraniem.

Może to właśnie sygnał nowej epoki? Coś ściągnięte z zaakceptowanego przez ogół nośnika informacji jest w oczach dorastającego pokolenia bardziej wartościowe niż własny wysiłek i własne twórcze staranie? Ulepszanie (o ile do niego istotnie dojdzie, a nie będzie tylko upiększaniem lub banalizowaniem) będzie wyższą wartością niż wymyślanie nowych rzeczy? Plagiat będzie zaszczytem a nie obciachem?

Czy więc twórczym ludziom grozi zagłada od alkoholu, narkotyków czy chorób rzeczywistych lub wymyślonych? I ich geny czy karma rozmyją się w internetowych chmurach kopii z kopii?

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Samotniczenie Przemiany wewnętrzne i odmiany losu. Część 1. Spowiedź świętokradzka »

komentarze

[foto]

1. Karma, geny i nowe czasy • autor: Przemysław Kapałka2013-03-12 20:29:57

Z tą karmą i genami to myślę, że prawda leży pośrodku. Poza tym tak naprawdę nie wiemy ani, jak działa karma, ani, jak działają geny, więc cokolwiek na ten temat powiemy będzie to gdybanie.

Szukasz innych możliwości wyjaśnienia niż karma i przeznaczenie, odbierające możliwości manewru. A geny to niby nie odbierają możliwości manewru?

A co do tego sygnału nowej epoki, to już dawno zauważyłem pewne zjawisko: Otóż kiedy coś tam mówiłem mojej mamie od siebie, nie traktowała tego poważnie. Kiedy powołałem się na kogokolwiek, mogło być na jakąś sąsiadkę, o której nawet nie mogła wiedzieć, czy naprawdę istnieje, od razu traktowała to inaczej. Podobnie dzieciom nieraz kto inny musi powiedzieć jakąś prawdę, niż rodzice, żeby wydało im się to wiarygodne. W tym zjawisku, którego zresztą nie bardzo rozumiem, szukałbym wytłumaczenia – to, co mówią nam najbliżsi, jakoś wydaje się mniej wiarygodne niż to, co słyszymy od kogoś z dala (u niektórych odwrotnie, ale jest sporo prawdy w powiedzeniu, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju)



Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)