Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 sierpnia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Rodzinne tradycje wychowawcze

Kategoria: Twórczość

« Jak psujemy sobie humory na co dzień Majtkowe sprawy »

          Akceptacja Barbary i Hanny, czytelniczek poprzedniego odcinka i ich zrozumienie problemu ośmiela mnie do ciągnięcia dalej moich dywagacji.

         Nie jest tak, że owe reakcje pojawiły się znikąd. Wyrosły one z „przodczych kości”, tak bardzo często bezkrytycznie wielbionych i upraszczanych.

Oto przykład:

         Są dwie rodziny. Obie cechuje uznawanie kobiet za „istoty niższe”. Jedna to wykształcona inteligencja niosąca w okresie międzywojnia „kaganek oświaty”. Istoty niższe należy uczyć, instruować, kształcić, budzić w nich zrozumienie świata i kultury. Tym przewodnikiem jest ojciec, a potem mąż. Dlatego bierze się za żony młodziutkie, siedemnastoletnie dziewczyny i kształtuje ich osobowość na modłę poglądów wyznawanych przez siebie. Uczy się je, wyrabia w nich przekonanie o wielkiej wadze wychowywanych przyszłych pokoleń dla ojczyzny, powierza owe odpowiedzialne zadanie plus (oczywiście) wspieranie męża, duchowego przewodnika, wykształconego znawcy romantycznej poezji i pozytywistycznych idei, nauczyciela patriotyzmu wspartego o symboliczne gesty i rodzinną historię; durszlak, przez który przeciera się historię kraju, świata i międzynarodowej polityki. Gdy dziewczątko zakopie się już w pieluchach i wychowywaniu przyszłych, patriotycznych pokoleń; a jeśli jest dość inteligentne i pragnie dać Polsce coś więcej z siebie, załatwia mu się pracę nauczycielki nowych pokoleń na rubieżach Rzeczypospolitej, w szkołach kierowanych przez męża; samemu zaś poszukuje nowych świeżych dziewczątek, którym można wpajać ideologiczny kręgosłup i nieść im kaganek oświaty. Zazwyczaj kolejne dziewczątka reprezentują niższy poziom intelektu i kultury — łatwiej wówczas przychodzi kształtowanie ich charakterów i poglądów.

         Pan mąż i przewodnik owego dziewczęcia-żony nigdy nie poniżyłby się do zrobienia jej uwag opisanych w poprzednim odcinku. Szanował, kochał i cenił ją jako matkę przyszłych pokoleń rodziny. Wymagał od niej silnej wiary i religijnych praktyk, dawania przykładu dzieciom (jak Bóg dał, licznym), chociaż sam do kościoła nie chodził, bo uważał religię za środek wychowawczy dla istot intelektualnie i życiowo niżej sklasyfikowanych w hierarchii społecznej.

         I jest druga rodzina. Gdzieś na rubieżach Rzeczypospolitej wielodzietna i uboga, mimo sporej ilości posiadanych hektarów (wg kryteriów centralnej Polski) z domem o trzech izbach i klepisku, gdzie jedna z izb przeznaczona jest dla drobnej żywiny (owiec, kóz i drobiu), z ojcem tłukącym żonę przy każdej okazji, żeby znała mores i synami przekonanymi, że święte prawo ojca tłuc żonę i dzieci, tylko nie powinien robić tego tak mocno, żeby aż łamać jej kości. Jednak synowie boją się ojca i nie reagują, nie bronią matki choć mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Potem zorganizowana przemoc (przez niektórych polityków nazywania ludobójstwem, przez innych określana łagodniejszym mianem, jakby to cokolwiek zmieniało) trzebi rodzinę i wzbudza cień refleksji. W swojej rodzinie nie stosują przemocy, zbyt dobrze pamiętają gehennę ukochanej matki i ten brak tolerancji dla przemocy wpajają swoim dzieciom. Z tego powodu są lewicowi, ponieważ z domu z klepiskiem i od rodzinnej i etnicznej kultury dominacji wyrwali się w zupełnie inny świat.  Zapominają jednak (a może z braku wykształcenia są nieświadomi korzeni, jakie zapuściło w nich rodowe wychowanie), że przemoc nie jest sama z siebie wyizolowaną praktyką, a ma ideologiczną podbudowę, sprowadzającą się do prostego sformułowania: „kobiety, dzieci i ryby głosu nie mają”. Ta kategoria bywa rozszerzana zgodnie z doraźnymi potrzebami.

         W małżeństwie potomków owych dwóch rodzin jedno jest constans: kobieta może tylko do pewnego stopnia wybijać się na samodzielność intelektualną i świadomościową. Akceptowane jest , że przynosi do domu lepszą pensję niż pan mąż, że ma swoje zainteresowania, ale nie jest akceptowane, że ma własne przedsięwzięcia (literackie na przykład), poglądy (polityczne, pedagogiczne). Nie mówiąc już o własnym, zawodowym czy intelektualnym środowisku. Wspólne jest przekonanie, że rodzina to monolit. Wychowanie dzieci musi być poprzedzone uzgodnieniem poglądów, nie do pomyślenia jest, żeby ojciec i matka co innego myśleli o konkretnym zdarzeniu, w którym uczestniczy dziecko. A jeśli – co się zdarza – inaczej myślą, to wiadomo czyj pogląd prezentowany jest dzieciom i na zewnątrz. Ojciec jest głową rodziny (w spisach powszechnych także, choć żona ma wyższe dochody), mąż rządzi rodzinnymi finansami i wydziela żonie odpowiednie sumy, jego zdaniem mające wystarczyć na akceptowane przez niego wydatki; dorośli mają zawsze rację (zwłaszcza nauczyciele); priorytetem jest nowy model samochodu, a nie pralka na przykład. Fanaberią jest — jak w znajomej mi rodzinie — pożądanie przez żonę zmywarki, ale nie jest nią przebicie ściany domu dla lepszego widoku, choć wskutek tego w kuchni nie będzie już miejsca na stół.

         Żona ma ładne włosy, więc nie potrzeba jej fryzjera, zbędne są też wydatki na kosmetyki, starczy się dokładnie umyć. Kobieta nie powinna zapominać, że woda i prąd kosztują. Taki styl myślenia.

         Ojciec, umysł ścisły, uczy siedmiolatka matematyki, dziecko ni w ząb nie rozumie, tata się wścieka, a choć nie bije, wygląd i głos ma okrutnie groźny, krzyczy, choć nie przeklina i nie używa brzydkich słów, budzi lęk i blokuje myślenie dziecka. Bywa, że matka musi symulować omdlenie (choruje na serce), żeby przerwać tę okrutną scenę i dać dziecku moment wytchnienia, a sobie czas, żeby zrozumieć, o co chodziło w zadaniu i wytłumaczyć je dziecku.

         Dziecko dorasta i uczy się, że rodzice są przeciwko niemu, choć mama czasem nie wytrzymuje i jak litościwy strażnik podający więźniowi kromkę chleba i odrobinę wody, wyprowadza sytuację konfliktową na normalne tory, dyskretnie wspierając latorośl.

         Dziecko zawiera własne małżeństwo i swojego syna wychowuje w opozycji do metod wychowawczych własnego ojca. Rozmawia z nim, szanuje jego zdanie, poświęca mu mnóstwo czasu i objaśnia świat. Kupuje wszystko, co dziecięciu się zamarzy, a nawet zanim czegoś zdąży zapragnąć. Kupienie prezentu takiemu dziecku przez rodzinę jest stresogenne i nigdy nie da obdarowującemu satysfakcji.

         Gdzieś po drodze jednak ojciec zapomina, że nie posiadałby owego ukochanego syna, i że nie byłby on tak dobrze wychowany, gdyby nie rola jego (byłej) żony, trawiącej niepotrzebnie czas na wkładanie mu w głowę nauk, które latorośl słusznie wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza, bo kobiety tak mają, że ględzą i ględzą bez sensu.

         I tak konglomerat dziedzictwa dwóch rodzajów przodków przenosi się na kolejne już, piąte pokolenie. Wszystkie złe zawirowania zostały pokonane, wszystkie cienie wypędzone z kątów, trupy w szafach stały się dużymi lalkami, wszelkie zaniedbania nadrobione, wszystkie, oprócz tego jednego...

         Ty zawsze tak wydziwiasz, głupoty gadasz, wymyślasz, trujesz, itp... Jesteś jedną z tych przeszkód, której kultura nie pozwala mi dosłownie kopnąć, czynię to więc symbolicznie.

         I za późno już, żeby wykształcić w sobie samicę alfa. Prościej popłakać w kątku. Pięć pokoleń przodków spogląda na ciebie, a to zobowiązuje, żeby trzymać fason do końca.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Jak psujemy sobie humory na co dzień Majtkowe sprawy »

komentarze

1. Fason -:) • autor: Nierozpoznany#55782013-08-08 22:29:45


Och! PROTESTUJĘ! choć jednocześnie przyznaję, że Pani pogląd, w moim odczuciu,  taki pozytywnie prowokujący ... A i mój protest, dla mnie samej, taki jakiś radosny, lekki, wręcz natchniony... bo przecież uświadamiający mi, że pozwalam sobie, od dość dawna już, na czerpanie z doświadczeń moich rodowych kobiet. Uświadamiający mi narastające powolnie, pokoleniowo właśnie,  odkrywanie samej siebie i pokazywanie tego kolejnym, moim już babskim potomkom;  czerpanie z tych doświadczeń siły  do dystansowania się wobec różnej maści i płci Alfa-Osobników i już, w ogromnej części, instrumentalnym ich traktowaniu   ... no, chyba że jakiś zapóźniony w rozwoju babski gen pozwoli mi się alfa- wkręcić ... i siłą rozpędu samą siebie wstawić do kąta , na samotne pochlipanie, acz przejściowo ... zresztą, łzy jak deszcz, wnoszą nowe, świeże spojrzenie -:).

                Te dwa akapity poniżej ...

                Ty zawsze tak wydziwiasz, głupoty gadasz, wymyślasz, trujesz, itp... Jesteś jedną z tych przeszkód, której kultura nie pozwala mi dosłownie kopnąć, czynię to więc symbolicznie.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)