Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 maja 2011

Wojciech Jóźwiak

Rodzinny przekaz

Mój zmarły w 1960 roku dziadek z linii matki, Ludwik Szymański, orał ziemię idąc boso za pługiem. Było to niewiele dawniej niż 50 lat temu. Sam pamiętam. Nie był wcale biedny, buty miał, także ziemię, dom, wóz, zwierzęta - ale bosa orka, tak jak to widzę po latach, była rytuałem: symbolicznym oddaniem czci Matce-Ziemi, podobnie jak buddyści i muzułmanie zdejmują obuwie zanim wejdą do świątyni. Nie było to wcale na jakiejś zabitej wsi, bo tam, gdzie spędziłem dzieciństwo, na przedmieściu Łowicza, wtedy już od jakichś stu lat dochodziła kolej, dziadek bardziej niż chłopem był kolejarzem, w pokoleniu moich rodziców wszyscy zrobili maturę, a niektórzy wyższe studia.

Jednak pamięć magii dawnej mazowieckiej wsi trwała. Dwadzieścia kilometrów na północ od mojego Łowicza była (i jest) wieś, a raczej małe targowe miasteczko Kiernozia. Kiedyś rezydowała tam ulubienica Napoleona, Joanna Walewska. Kiernozia w okolicy słynęła jednak z czegoś innego: oto powiadano, że tam jest środek świata! Kiedyś nawet jakoby przybył tam Kopernik z nie tak odległego Torunia, żeby korzystając z tego szczególnego położenia miasteczka z kościelnej wieży wymierzyć cały świat. Wtedy zgubił cyrkiel, który mu wpadł do studni i pewnie dotąd tam leży. (Niektórzy mówili, że zgubił ołówek albo pióro.) Podobno takich miejscowości, które chwalą się, że są środkiem świata, jest w Polsce kilkanaście. Dzisiaj w tej legendzie widzę pozostałość dawnego - pogańskiego jeszcze - mitu. Kopernik zastąpił w tej opowieści jakieś dawne potężne bóstwo-władcę świata, oglądające krąg świata naokoło, jakiegoś istnego Światowida. Mierzenie świata, to w istocie branie świata w posiadanie. Nasi przodkowie wierzyli przecież, że mierzenie i liczenie czegoś równoznaczne jest wzięciu tego w posiadanie. Szlachta na sejmach kilka razy storpedowała projekty spisu ludności, w tym spisu szlacheckiego stanu, oburzając się: "my nie bydło, żeby nas liczyć!" Wiedzieli, że kiedy zostaną policzeni, to stracą swoją moc, a kolejnym krokiem któregoś następnego króla będzie zaprowadzenie rządów absolutnych.

Wrzucenie (przez Kopernika czyli tamto kosmiczne bóstwo) cyrkla do studni ma magiczny sens ustanowienia w tym miejscu osi świata: coś co działało na górze, znalazło się w podziemiach: jakby od szczytu kiernoskiej wieży, czyli od nieba, do dna studni, czyli do wnętrza ziemi, poprowadzono niewidzialną linię. Bo właśnie w środku świata taka oś przebiegała, według starych wierzeń.

Wracając do liczenia: dzieci z mojej okolicy tego się bały. "Nie pokazuj żabie zębów, bo ci żaba zęby policzy." - A co będzie, jak policzy? - "Komu żaba zęby policzy, ten umrze." Zwłaszcza ropuch liczących zęby się bano. Faktycznie, żaby lub ropuchy oddychają nie jak my przez ruch żeber, których nie mają, tylko poruszając podgardlem. Lud wierzył, że żaba ruszając podgardlem nieustannie coś liczy. Przez policzenie zębów, brała kogoś w posiadanie. Ale żaba była, według archaicznych wierzeń, zamaskowaną czarownicą, a właściwie wysłannikiem z zaświatów, istotą z tamtego świata. Kiedy policzyła zęby, brała człowieka jak swego - i taki musiał iść za nią czyli umrzeć.

Mój dom stał niedaleko rzeki, Bzury. Która wtedy nie była tak uregulowana jak dzisiaj i pokazywano, gdzie są "końskie doły", czyli miejsca, gdzie jest niebezpiecznie i można się utopić. Powiadano, że tam się schowa pod wodę chłop z koniem. Oczywiście doły były dużo płytsze, a zwyczaj porównywania niebezpiecznych głębin do człowieka na koniu był pozostałością mitycznej wiary w innego (niż żaba) psychopomposa czyli przewodnika do krainy umarłych - którym był także koń. Z innych stron, nie z moich, zachowała się pieśń śpiewana około Kupalnocki, o młodzieńcu, który jadąc konno na ślub, utonął w rzece, a jego koń przyniósł do domu wiadomość o jego śmierci. (Przeczytasz o tym: "Drużbowie rakowie") Koń był tu właśnie psychopomposem, istotą przeprowadzającą przez wrota śmierci. Mógł więc z krainy umarłych wracać z wieściami i wróżbami. Pogańscy Pomorzanie przy świątyniach trzymali wieszcze konie. Stare dzieje, sprzed tysiąca lat.

Innym mitycznym zwierzęciem, o którym mi opowiadano, był dzik. W mojej okolicy lasów prawie nie było, dopiero bliżej Nieborowa. W dawniejszych czasach wyprawa tam zabierała cały dzień i mało kto się tak daleko zapuszczał. Dziki znano raczej ze słyszenia. Mój dziadek opowiadał mi o "dzikiej świni" jak o jakimś legendarnym leśnym potworze. Bajał, że dzika świnia z upodobaniem kładzie się pod sosnami, z których ścieka żywica i zlepia jej szczecinę czyniąc na skórze jakby twardy pancerz, którego nie ima się kula myśliwych. Aż strach do dzikiej świni strzelać, bo kula się omknie i zwierz, nie zabity a tylko rozwścieczony, człowieka rozszarpie. Oczywiście, to była czysta mitologia! (Zob. np.: Jerzy Tomasz Bąbel, "Kultowe znaczenie łowów na dzika") W wierzeniach całej dawnej pogańskiej Europy dzik był uosobieniem śmierci. Polowanie na te zwierzęta uważano za szczególnie niebezpieczne, a boscy bohaterowie ginęli od ran zadanych dziczym zębem. Istota władająca śmiercią - dzika świnia - sama musiała być nieśmiertelna, i myśl ludowa wynalazła, jak to się działo: oto dziki chytrze powlekały się kuloodporną powłoką z żywicy. Czyli z soku drzewa, które nam od razu kojarzy się z jakimś drzewem kosmicznym, drzewem życia.

Ten ochronna powłoka przypomina mi mit - chyba z Rusi? - o tym, że Adam i Ewa w raju, zanim zgrzeszyli, cali byli pokryci gładką przezroczystą powłoką, której resztka pozostała ludziom jako paznokcie. Powłoka ta chroniła ich przed niebezpiecznymi wpływami świata. Kiedy dali się skusić wężowi, owa powłoka spadła z nich, jak skóra z węża i właśnie wtedy przerazili się, że są nadzy. Tymczasem z opowieści mojego dziadka wynikało, że dzikie świnie odkryły sposób na regenerowanie owej ochronnej powłoki dającej, częściową przynajmniej, nieśmiertelność: wystarczyło im się posmarować żywicą... A właściwie, dlaczego to żywica nazywa się żywica? Oto pytanie!

W mojej wsi, chociaż administracyjnie przyłączonej do miasta, trwały jeszcze tabu związane z rocznym cyklem obrzędów. Matki przestrzegały dzieci, by nie kąpały się w rzece przed świętym Janem, "który wodę ochrzci". (Ja byłem od początku niedowiarkiem i dziwiłem się, że skoro Jan już ochrzcił wodę w zeszłym roku, to dlaczego nagle na wiosnę tamten chrzest okazuje się nieważny i trzeba chrzcić ją od nowa?) Dojrzewające zboże - właśnie po Św. Janie - było tabu: nie wolno było w nie wchodzić, nawet przebywanie na miedzach i samotne chodzenie śródpolnymi ścieżkami uważano za wybitnie niebezpieczne. Dlaczego? - Kiedyś wierzono w przypołudnice, demony polujące w zbożach na ludzi, lecz właściwie było to echo świętego szacunku, jaki miano do dojrzewającego zboża i jego opiekuńczych bóstw, zarówno dobroczynnych, jak i groźnych i strasznych. Ale ta wiara zanikła i jako dziecko o przypołudnicach nie słyszałem. Jednak przekonanie, że zboże przed żniwami jest niebezpieczne, trwało. Tylko strach się zmienił. Lękano się czegoś pozornie bardziej racjonalnego: wściekłych psów, które jakoby z upodobaniem grasują wtedy wśród łanów. Też nie przypadkiem, bo pies, jak koń i żaba, to jeszcze jeden tradycyjny strażnik świata zmarłych.

Znam z tamtego czasu modlitwę-zaklęcie przeciw zbożowym wściekłym psom: "Święty Mikołaju, weź klucze od raju, zamknij psu mordę!" Św. Mikołaj w wierzeniach słowiańskiego ludu zastąpił dawnego Welesa, boga-opiekuna bogactwa, ale i magicznych praktyk i świata zmarłych. Na pomoc przeciw pomniejszym demonem z krainy umarłych, wściekłym psom, przywoływano potężniejszego władcę tamtego świata: Welesa-Mikołaja. Dlatego konieczna była ta wzmianka o kluczach. Na Rusi, która zawsze była bardziej pogańska od nas, zachował się obraz rodzącego zboże drzewa życia, pod którym pieklą się pso-podobne potwory. Ta modlitwa do Mikołaja przeciw wściekłym psom czającym się w zbożu dziwnie z tamtym obrazem koresponduje.

Kilometr od mojego domu był most, z betonu, ale stary, nikt już nie pamiętał, kiedy go zbudowano. W 1945 roku, kiedy weszli Rosjanie, na tym moście przejechali czołgiem niemieckiego żołnierza wartownika. Nieszczęśnikowi wypadła kość - rzepka z kolana. Trupa zabrano i pochowano, ale rzepka została. Ktoś ją kopnął do rzeki. Następnego dnia była z powrotem. Ktoś z przechodniów wrzucił ją znów do rzeki, wróciła. I tak kilka razy. Nie wiem, co z tą kością stało się w końcu - czy ją ktoś litościwie pochował? Takie historie zawsze mają swoje precedensy. Jeśli powiadano gdzieś, że komuś wydarzało się coś cudownego, to zawsze była to odnowiona opowieść o czymś podobnym z przeszłości. To się nazywa "aktualizacją mitu". Ja jednak nigdzie w literaturze nie spotkałem się z legendami o kościach, które wędrują po świecie, oderwane od ciała. Zwłaszcza, gdy są to rzepki z kolana. Ale może za mało czytałem i ktoś już gdzieś w Polsce albo gdzie indziej odnotował taki mit, czyli opowieść o wędrujących rzepkach z kolan, które przeżyły śmierć właściciela?

Wojciech Jóźwiak


komentarze

[foto]

1. Ludowe mity i ludowe przesądy • autor: Przemysław Kapałka2011-05-22 11:23:06

Te ludowe mity i przypowieści mają swoje dwie strony. Jest to piękne, ma swój urok, czasami służy pielęgnacji czci do Natury. Ale z drugiej są to przesądy, mogące być strasznym ogranczeniem. Ja na przykład nie widzę żadnego powodu, żeby z kąpielą w jeziorze czekać do Nocy Świętojańskiej. I tak mamy krótki sezon, po co go jeszcze skracać? Szacunek żywiołom mogę oddać na wiele innych sposobów. Podobnych przykładów mógłbym podać wiele, a konkluzja jest taka, żeby z tym się nie stało jak z przywiązywaniem kota do namiotu.
[foto]

2. A czy ja to zalecam? • autor: Wojciech Jóźwiak2011-05-22 13:58:45

Przemysławie,
ale czy ja komukolwiek zalecam praktykować te przesądy? Nie kąpać się, nie spacerować w zbożu, boso orać?

Pokazałem, że jeszcze 50 lat temu w czasach mojego dzieciństwa pewne elementy struktury dawnych wierzeń były żywe. Ale zrobiłem to z intencją, żeby twórczo czerpać z takich zasobów; twórczo - to nie znaczy małpować.
Poza tym, może kiedyś takie lub podobne opowieści natchną twórców większych ode mnie?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)