Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 marca 2007

Mateusz Zięborak

e-tom: Rola muchomora...

Rola muchomora czerwonego w kulturach plemiennych dawnej Syberii
Praca licencjacka pod kier. dr G. Dąbrowskiego. WROCŁAW 2006

Kategoria: Szamanizm

  < poprzedni    1    2    3    (4)    5    6    dalszy >  

Uniwersytet Wrocławski, Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych, Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej. Praca licencjacka napisana pod kierunkiem dr Grzegorza Dąbrowskiego. WROCŁAW 2006

początek | część II | część III | część IV | część V | część VI |


10. Doświadczenia transkulturowe

W poniższym rozdziale zdecydowałem się, na przytoczenie niektórych relacji związanych z użyciem Amanita muscaria przez osoby z poza syberyjskiego kręgu kulturowego. Pierwszą z nich podaje cytowany wcześniej Kraszennikow. Opisuje on pewnego wysłanego przez Rosjan na daleki posterunek Kozaka, który zdecydował się spróbować muchomora po którym
"doświadczył wizji Piekła i wielkiej, gorejącej rozpadliny w którą został strącony. Znajdując się we władaniu muchomora, wypełniając jego rozkaz, padł na kolana i wyznał wszystkie grzechy które popełnił. Słyszeli to wszyscy jego towarzysze, przebywający z nim we wspólnej izbie, podczas gdy on nieświadom niczego, był przekonany że spowiada się tylko przed obliczem Boga. Naraził się tym na szereg kpin i wyszydzań, gdyż wyjawił rzeczy które powinny pozostać w tajemnicy" 1.

Kolejna opowieść pochodzi z pamiętników wspominanego wcześniej polskiego zesłańca, Józefa Kopcia, który przebywając na Kamczatce w roku 1796, poważnie zachorował. Wtedy odwiedził go prawosławny duchowny (nazywany przez Kopcia "Ewangelistą", t.j. misjonarzem), który zaproponował mu "cudowne lekarstwo". Lekarstwem tym były oczywiście muchomory. Początkowo Kopeć, być może obawiając się ich działania zjadł niewielką porcję i doświadczył wizji, które ośmieliły go do dalszych eksperymentów:

"Po zjedzeniu mocniejszej dawki poczułem że zasypiam w ciągu kilku minut. Na szereg godzin nowe wizje zabrały mnie do innego świata. Wydawało mi się, że zostałem skierowany na powrót na ziemię, tak abym mógł się wyspowiadać przed obliczem księdza. To wrażenie, pomimo trwania snu, było tak silne, że obudziłem się i poprosiłem o mojego ewangelistę. Było to dokładnie o północy i ksiądz ożywiony pragnieniem duchowej posługi, natychmiast wziął swoją stułę i wysłuchał mojej spowiedzi z radością, której nie mógł przede mną ukryć. Około godzinę po spowiedzi ponownie zasnąłem i nie obudziłem przez następne dwadzieścia cztery godziny. Jest trudne, niemal niemożliwe opisać wizje jakie miałem podczas tego snu, poza tym są inne przyczyny które zniechęcają mnie do takiego opisu. To co zauważyłem w tych wizjach i przez co przeszłem, to rzeczy których nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Mogę jedynie wspomnieć, że od czasu moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, wszystko dokładnie sobie przypomniałem począwszy od wieku pięciu czy sześciu lat. Wszystkie rzeczy i ludzi których wówczas znałem i z którymi wchodziłem w związki, wszystkie moje zabawy, zajęcia, czynności jedne następujące po drugich, dzień po dniu, rok po roku, jednym słowem miałem przed oczami obraz całej mojej przeszłości. Jeżeli chodzi o przyszłość różne obrazy przemykały jeden za drugim, nie absorbując więcej uwagi niż zwykłe sny. Mógłbym jedynie dodać. że jakby zainspirowany magnetyzmem dostrzegłem, że mój ewangelista trochę zbłądził i ostrzegłem go przed pogłębianiem jego błędów. Zauważyłem, że przyjął te ostrzeżenia niemal jak głos Objawienia. Jeżeli ktoś potrafi udowodnić, że zarówno efekt jak i wpływ grzybów nie istnieją i są tylko pomyłką, przestanę być wówczas obrońcą cudownych grzybów z Kamczatki" 2.

Być może nie wszyscy czytelnicy opowieści Kopcia zgodzą się ze mną, osobiście jestem jednak przekonany o tym, że mamy tu do czynienia ze świadectwem doniosłym i wnoszącym niebagatelny wkład do antropologii doświadczeń transkulturowych. Otóż uzdrowicielski seans odprawiony przez "Ewangelistę" na dalekiej Syberii, wydaje się rytem na wskroś szamańskim. Jego podobieństwo do środkowo i południowoamerykańskiego curanderyzmu oraz do leczniczych technik występujących w całym szamanizmie jest zdumiewające. Podający halucynogenny sakrament duchowny-szaman usiłuje wyleczyć Kopcia z choroby lub w najgorszym wypadku przygotować go na śmierć poprzez głębokie doświadczenie sacrum w przeżyciu psychodelicznym. Co więcej, uważnie wsłuchuje się w głos grzybów, które poprzez usta chorego, mówią doń głosem samego Boga. Święte rośliny podobnie przemawiają i podobnie są słuchane w będących mieszanką szamanizmu i katolicyzmu religiach synkretycznych Meksyku, Peru czy Brazylii, jak i w rdzennie szamanistycznych systemach wierzeń plemion zamieszkujących Amazonię czy dawną Syberię. Ostatecznie Kopeć zostaje uleczony a całe opisane ponad dwieście lat temu zdarzenie wydaje się być kolejnym dowodem na istnienie specyficznego, archaicznego rodzaju doznania sacrum, które za sprawą odpowiednio zastosowanych, odsłaniających je technik, bez trudu przekracza bariery przestrzenne, czasowe i kulturowe.


11. Zakończenie

Tak jak we wstępie do powyższego tekstu uchylałem się od dyskutowania licznych teorii związanych z pozasyberyjskimi kontekstami stosowania muchomorów w kontekście rytualnym, tak i teraz, w zakończeniu pominę dalsze ich losy. Wystarczy jednak wspomnieć, że zwyczaj używania muchomora jest bardziej zjawiskiem zapełniajacym karty literatury niż realną praktyką współczesnych "neo-szamanów" czy "psychonautów". Wynika to zapewne z niezbyt atrakcyjnych i mało przewidywalnych właściwości muscimolu (wobec którego chętniej stosuje się obecnie określenie "deliriant" niż "halucynogen") oraz szerokiej dostępności znacznie bezpieczniejszych w użyciu i zapewniających intensywniejsze przeżycia grzybów z gatunku Psilocibe. Dodatkowym czynnikiem pozostaje wciąż silna tabuizacja tego grzyba, uważanego powszechnie za śmiertelnie trujący.

Muchomor żyje jednak w popkulturze, na tysiącach okładek płyt, t-shirtów, breloczków czy naklejek, pozostając na poły bajkowym symbolem subkultury post-psychodelicznej. Poza nielicznymi przypadkami izolowanych eksperymentów samozwańczych "neoszamanów" i internetowych "psychonautów", reintegracja tej praktyki na szerszą skalę nie jest już raczej możliwa - pomimo prób uczynienia muchomorów obiektem marketingu przez liczne wyspecjalizowane w podobnych produktach firmy i sklepy internetowe.

W tym szczególnym przypadku wiedza o i teoretyczne konstrukcje narosłe wokół tej psychoaktywnej substancji nieco na wyrost nazwanej enteogenem, okazuje się ciekawsza i głębsza niż samo doświadczanie jej działania. Co w przypadku grupy środków nazywanych potocznie psychodelikami lub halucynogenami jest faktem zaiste paradoksalnym.


Apendiks

O Czelkutku i muchomorowych dziewczętach


Był sobie Czelkutku, który zakochał się w córce Kutku, Sinanewt, i pracował dla niej. Przynosił jej drewno na opał a w końcu poślubił ją. Zamieszkali razem i byli ze sobą szczęśliwi. Sinanewt urodziła syna.

Pewnego razu Czelkutku poszedł do lasu, gdzie spotkał przepiękne muchomorowe dziewczęta. Został z nimi i zapomniał o swojej żonie. Sinanewt myślała wciąż o swoim mężu i czekała na niego. Myślała: "Gdzie on jest, może już nie żyje!".

Żyła z nimi jej stara ciotka, siostra Kutku, która powiedziała: "Słuchaj, Sinanewt, przestań wyczekiwać swojego męża; od dłuższego czasu przebywa z muchomorami; wyślij do niego swojego syna"

Chłopiec udał się do ojca. Zaczął śpiewać: "Moim ojcem jest Czelkutku, moją matką Sinanewt, ojciec o nas zapomniał".

Czelkutku usłyszał, jak jego syn śpiewa i powiedział do dziewcząt: "Weźcie płonące bierwiona, poparzcie go i powiedzcie, że nie jestem jego ojcem".

Dziewczęta wzięły bierwiona i poparzyły całego chłopca, również jego małe ręce. "To jest gorące! Matko, palą mnie!" - wykrzyknął chłopiec i wrócił do matki, która zapytała: "Co powiedział twój ojciec?"

"Powiedział: 'Nie jestem twoim ojcem'; kazał muchomorowym dziewczętom poparzyć mnie płonącymi bierwionami; poparzył całe moje ręce; parzy mnie i boli. Nie pójdę już do ojca, bo spalą mnie".

Nazajutrz babcia wysłała go do ojca, mówiąc: "Pójdź jeszcze raz, zaśpiewaj i powiedz: 'Ojcze, jutro wyjeżdżamy, zostaniesz w lesie z muchomorami; umrzesz z głodu'".

Chłopiec poszedł do ojca i zaczął śpiewać: "Ojcze, jutro wszyscy wyjeżdżamy, zostaniesz w lesie z muchomorami; umrzesz z głodu".

Czelkutku, słysząc śpiew syna, zezłościł się i powiedział: "Idźcie, dziewczęta, zbijcie go porządnie skórzanym paskiem i poparzcie ogniem; powiedzcie, żeby więcej tu nie przychodził".

Dziewczęta wzięły płonące bierwiona i skórzany pasek, a potem zaczęły bić i parzyć chłopca, zmuszając go do odejścia. Chłopiec krzycząc uciekł do matki. Gdy przybył, był cały poparzony, ale babcia podmuchała na niego i oparzenia zagoiły się. Następnie stara kobieta powiedziała: "Przygotujmy się do drogi, Sinanewt, idziemy do lasu".

Zaczęły przygotowania; związały wszystkie zwierzęta, wzięły cały dobytek, nic nie pozostawiając, i wyruszyły do lasu. Tam wybrały wysoką górę, weszły na nią i polały ją wodą, przykrywając lodowym płaszczem.

Czelkutku wszedł głębiej w las. Nie zabił żadnych zwierząt; pogubił wszystkie ślady. Razem z muchomorowymi dzięwczętami zaczął głodować. Co mogli jeść? Wtedy Czelkutku przypomniał sobie o rodzinie i wrócił do domu. Wszedł do środka, ale nie znalazł ani żony ani syna. Zaczął płakać: "Co się stało ze wszystkimi? Jestem głodny, Sinanewt, chce mi się jeść. Gdzie odeszłaś z synem?".

Poszedł po śladach żony i dotarł do stóp wysokiej góry. "Jak tu wejść? Lód jest bardzo śliski". Zaczął krzyczeć do góry: "Sinanewt, wciągnij mnie!".

Sinanewt rzuciła rzemień i zawołała: "Czelkutku, złap rzemień!".

Czelkutku złapał za koniec rzemienia, a Sinanewt zaczęła wciągać go na szczyt góry, ale kiedy był już gotów, aby zrobić ostatni krok, odcięła koniec rzemienia. Czelkutku poleciał w dół, upadł, umarł, odżył i zakrzyknął ponownie: "Sinanewt, wciągnij mnie, umieram z głodu!".

"Dlaczego nie zostaniesz z muchomorami? Dlaczego nie zostaniesz z muchomorami? Dlaczego przychodzisz do nas? Torturowałeś syna, a teraz odbierasz swoją zapłatę; to ty zacząłeś żyć w ten sposób."

"Sinanewt, przestań się gniewać, wciągnij mnie, umieram z głodu!"

Sinanewt znowu rzuciła w dół rzemień i powiedziała: "Łap, teraz cię wciągnę".

Czelkutku złapał za koniec rzemienia, a Sinanewt wciągnęła go. Ale kiedy był tuż - tuż przy szczycie, znowu odcięła rzemień; Czelkutku poleciał w dół, upadł, umarł, leżał długo, znowu odżył i zakrzyknął: "Sinanewt, przestań się gniewać!".

"Jeżeli cię wciągnę, będziesz dalej tak żył?"

"Nie, nie będę, Sinanewt, przestanę tak żyć."

Sinanewt rzuciła rzemień, wciągnęła go, wysuszyła, nakarmiła i uczyniła szczęśliwym. Zaczęli żyć jak poprzednio, ciesząc się sobą. A muchomory wyschły i umarły.

[za]:R. Rudgley, Encyclopedia..., s. 106-108.

[tłumaczenie własne]


1 [za]: R. Rudgley, Encyclopedia...,s.105.

2 Józef Kopeć, Dziennik Józefa Kopcia brygadiera wojsk polskich, Wrocław 1995, s.


początek | część II | część III | część IV | część V | część VI |





  < poprzedni    1    2    3    (4)    5    6    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)