Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 czerwca 2014

Ratomir Wilkowski

z cyklu: Rodzima Wiara (odcinków: 19)

Równonoc - wywiad dla zwolenników wersji instrumentalnej projektu
Wywiad z Joanną Lacher, członkinią zespołu Percival Schuttenbach


« Zielone Świątki, dawne Stado Noc Kupały »

Jakiś czas temu, na temat „Równonocy”, miałem okazję przeprowadzić wywiad z Donatanem. Dziś podobną okazję rozmowy mam z Joanną Lacher, członkinią zespołu Percival Schuttenbach – zespołu, bez wykonawców którego „Równonoc” nie byłaby tym, czym jest, a być może nawet nie miałaby szansy zaistnieć wcale.

Biskupin – maj 2011, PERCIVAL http://www.percival.pl/

Ratomir Wilkowski: Zacznę pytaniem prosto z przysłowiowego mostu – czy ktokolwiek z Waszego zespołu uważa się za rodzimowiercę słowiańskiego, czy w rzeczywistości jesteście raczej rodzimokulturowcami (osobami, którym szczególnie bliska jest rodzima, etniczna, słowiańska kultura, ale które niekoniecznie są rzeczywistymi wyznawcami etnicznych wierzeń)?

Joanna Lacher: Nie mogę wypowiadać się co do reszty zespołu, bo każdy z nas jest inny, choć pewnie myślimy podobnie. Jeśli chodzi o moją osobę, to raczej bliżej mi do rodzimokulturowców. Nie wierzę w żadnych bogów, tylko ludzi i ich możliwości. Ale za to jestem fascynatką dawnych kultur, a zwłaszcza naszej – polskiej, kiedy to panowało wielobóstwo. Obrzędowość  słowiańska jest o wiele ciekawsza i o wiele bliższa natury ludzkiej niż chrześcijańska. Zresztą tradycje chrześcijańskie „kradły”, swego czasu, ze słowiańskich i innych kultur pewne zachowania w celu łatwiejszego dotarcia do wyznawców. Nasza Słowiańskość jest tak piękna, że powinno się jej więcej uczyć w szkołach, a nie tylko czasy starożytne greckie, rzymskie, biblia, itp. I Chrzest Polski. A gdzie reszta? Reszta jest w szkołach nauczana bardzo powierzchownie. Co do samego rodzimowierstwa, to mogę tylko podziękować prawdziwym rodzimowiercom za docenianie naszej sztuki i za to, że zapraszają nas na obrzędy. Dzięki temu, że dają nam szansę uczestniczenia w obrzędach, my uczymy się dodatkowych rzeczy związanych z tradycją, a przede wszystkim jesteśmy bliżej słowiańskości.

RW: Waszego zespołu raczej nie trzeba przedstawiać zdecydowanej większości czytelników. Dla tej drobnej, pozostałej części, wyjaśnijcie jednak, proszę, kwestię nazwy waszej grupy. Jak ona w zasadzie brzmi? Percival Schuttenbach, czy po prostu Percival? Skąd wynika i na czym polega ta różnica?

JL: To zależy o jaki zespół pytasz (śmiech). Tak naprawdę, to dwa różne zespoły. Grając jako Percival, trzymamy się pewnych ram historycznych. Nasze instrumenty, które występowały w czasach wczesnego średniowiecza, a nawet wcześniej, są z prawdziwego drewna, naciągi na bębnach z prawdziwych skór. Ubieramy się, jak to kiedyś bywało, i staramy się zrekonstruować muzykę dawną. Łączymy pasję do historii i pasję do muzyki. Natomiast Percival Schuttenbach - to już typowa grupa artystów grających ostrą muzykę. W tym projekcie pozwalamy sobie „popłynąć z tematem”, nasze ubiory są trochę fantazyjne, gramy bardziej agresywnie, a także sami tworzymy teksty jak i melodie. Ten zespół łączy pasję do muzyki ciężkiej oraz muzyki folkowej. A sama nazwa wywodzi się od gnoma występującego w twórczości A. Sapkowskiego. Mikołaj Rybacki, lider zespołu, jest jej pomysłodawcą i przypadkowo (lub nie), tak samo jak gnom, jest jubilerem z zawodu i grzeszy podobną brodatą urodą (śmiech).

RW: Również, dla tych mniej zorientowanych czytelników tego wywiadu, nadmieńmy, że zespół dość często współpracuje z innymi muzykami i zespołami, współtworząc wiele projektów (Percival-Ovo z wrocławskim Ovo, Percival-Kniażyc z białoruskim chórem, Troll Schuttenbach z liderem Żywiołaka Robertem de Lirą Jaworskim). Owocem ostatniej z takich współpracy był jeden z szerzej rozpoznawalnych projektów, polegający na aranżacji Rapu, Hip-Hopu i R’n’B ze słowiańską muzyką folkową: album „Równonoc”. Co Was skłoniło do udziału w tym projekcie?

JL: Pomysł był świetny, by wykorzystać muzykę masową do przedstawienia kultury Słowian. Bo skąd dzieciaki mogą wiedzieć cokolwiek o naszej historii, skoro się nie mówi o niej w szkołach, albo mówi się nudno  i nieciekawie. Chcieliśmy także pokazać, że można  słuchać innej muzyki -  nie tylko tej pop papki, którą się nam ciągle puszcza w radiu i TV. I myślę, że nam się udało. Wiele młodych ludzi pisało potem do mnie, co to jest, np. Równonoc. Chcieli wyjaśnień i poznania własnej tradycji. Myślę, że dużo naszych słuchaczy sięgnęło potem też po hip-hop. I dobrze, bo z założenia muzyka ma łączyć, a nie dzielić ludzi.

RW: Przy projekcie „Równonoc” przyszło Wam współpracować z ponad trzydziestoma najpopularniejszymi wykonawcami Rapu, Hip-Hopu i R’n’B, takimi, jak: Pezet, 3W, Tede, Pih, Gural, Sokół, Chada, Mes, BRX, VNM, Słoń, Onar, Małpa, Kaczor, Sheller, Ero... Jak się Wam układała współpraca z muzykami reprezentującymi tak odmienny styl?

JL: Wielu z nich poznaliśmy dopiero przy kręceniu klipów. O ile o poznaniu można mówić. Krótkie wymiany zdań. Mogę powiedzieć, że na pewno moją sympatię zdobył Sokół. Ostatnio spotkaliśmy się na backstage’u w Toruniu na juwenaliach i gadało się bardzo sympatycznie, mimo że od ostatniego spotkania upłynęło dużo czasu.

RW: Scena Hip-Hopowa jest dość charakterystyczna. Zwykle używa raczej mało wybrednego języka, a i treści przez nią przekazywane - często pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie jest z projektem „Równonoc”. Z jednej strony niby stara się przekonać swoich odbiorców do rodzimej kultury, wywołać poczucie dumy ze swego pochodzenia... Z drugiej jednak strony, wyłaniający się obraz współczesnego Słowianina, daleki jest od ideału czy wzorca, który chcielibyśmy przekazać, np. swoim dzieciom (i bynajmniej nie chodzi tu o jakąś nieuzasadnioną gloryfikację, bo przecież w zupełności wystarczyłoby ograniczyć się do takich uniwersalnych wartości jak: honor czy odwaga). Nie przeszkadzało Wam to w połączeniu ze słowiańskim folkiem? Z budowaniem dumy ze słowiańskiej rodzimej tradycji i kultury?

JL: Nie odpowiadamy za to, co śpiewają raperzy na płycie, ale dobrze się stało, że niektóre teksty wyśmiewają nasze wady. Ludzie honoru powinni umieć przyznawać się też do błędów. I za te błędy przepraszać i pracować nad sobą.

RW: Czy poza muzycznym - mieliście jakiś merytoryczny wpływ na ostateczny charakter projektu „Równonoc”?

JL: Jeśli chodzi o to, co tworzyli raperzy, to nie. Ale mieliśmy duży wpływ na jej charakter muzyczny. Tworzyliśmy melodie do refrenów i wiele partii nutowych do podkładów rytmicznych. Byliśmy także konsultantami, co do charakteru niektórych instrumentów. Jak na początku W.C. - Donatan nam puścił swoje podkłady, to od razu stwierdziłam, że są za bardzo afrykańskie i trzeba nad tym popracować.

RW: Gdybyście to Wy byli producentami projektu „Równonoc”, co byście zmienili, poprawili, dodali?

Biskupin – maj 2011, PERCIVAL http://www.percival.pl/

JL: Ciężko stwierdzić. Ja pewnie wyrzuciłabym wszystkie partie hip-hopowe (śmiech), ale nie o to chodziło w tym projekcie, albo stałabym z książką nad raperami i biła po głowie, póki nie napiszą sensownego, dobrego tekstu (śmiech)...  Tak na poważnie, jest wiele rzeczy, które byśmy poprawili. Tak samo jest z naszymi płytami, jak się na nie patrzy z perspektywy czasu. Zawsze można coś udoskonalić.

RW: Który z utworów „Równonocy” darzycie jako Percival największym sentymentem, a który uważacie za najmniej odpowiadający waszemu stylowi?

JL: Musiałbyś zapytać wszystkich z zespołu, a pytasz tylko mnie. Więc odpowiem za siebie. Dla mnie najlepszy jest utwór „Niespokojna dusza”, bo jest dobrym utworem muzycznym i świetnie się wszystko układało przy kręceniu klipu. Poza tym w utworze tym śpiewa Słoń, a jest to jedyny hip-hopowiec, z którego twórczością spotkałam się, zanim weszliśmy do projektu „Równonoc”.

RW: W wywiadzie z Donatanem stwierdził on, że „nigdy nie powtarza dwa razy tego samego” projektu. A Wy? Czy nie kusi Was, by niejako samemu dokonać podobnej kontynuacji, tym razem „po swojemu”? Wykorzystać zdobyte przy tym projekcie doświadczenia, pewne kwestie poprawić, inne dodać, a jeszcze inne wyeliminować? Pójść niejako siłą rozpędu?

JL: Tak, doświadczenie nauczyło nas: „podpisz umowę, zanim ruszysz palcem”. Bardzo przejechaliśmy się na współpracy z producentem i jego środowiskiem wydawniczym. I nie wiem, czy poszlibyśmy jeszcze w jakiś układ hip-hopowy. Chociaż nie ma co oceniać wszystkich miarą jednego niewypału. Ja znam jednego fajnego hip-hopowca z Torunia JabCo, któremu gościnnie zaśpiewałyśmy z Kasią na demówce i pewnie gdyby coś zaproponował, to bym się zgodziła. Wiem, że to porządny człowiek - nie skalany show biznesem. Póki co, robimy „SWOJE”. Więc jeśli już mielibyśmy czas na kontynuacje tematu, to z odpowiednimi ludźmi.

RW: Niewątpliwie trudno, w tym wywiadzie, nie wspomnieć o najbardziej kontrowersyjnej kwestii dotyczącej tego projektu, a będącej przyczyną wielu krążących plotek. Na początku było wszystko super dobrze, jak to na początku większości młodych małżeństw, aż tu raptem kryzys i koniec. Współpraca przerwana i brak Waszej obecności na koncertach w ramach projektu „Równonoc”. Wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to poszło o pieniądze, ale naprawdę poszło tylko i wyłącznie o nie? Nie było zupełnie szansy się jakoś dogadać? No i z kim – bo o kogo rzeczywiście rozbiła się owa współpraca? O Donatana czy o organizatora koncertów – bo to chyba zasadnicza kwestia?

JL: Sprawa jest prosta. Pan W.C. – Donatan nie wywiązał się z umowy słownej i mailowej. Najpierw zarzekał się, że kasy nie będzie, bo projekt jest niekomercyjny – co było zwodzeniem nas. Za to proponował nam szeroko zakrojoną promocję oraz dochód z planowanych koncertów. Moje pytanie do Ciebie brzmi: czy choć pod jednym z klipów widziałeś nazwę i logo Percival? Loga nie ma. Nazywa nas  „muzykami sesyjnymi”, okradając nas z instytucji współautorstwa i sam podaje się jako autor do Zaiksu. A z koncertami?... Donatan z organizatorami kazali zapłacić za bilety wstępu na koncert, na którym miały być nasze podkłady i nasze żywe instrumentarium. Jak się jednak ostatecznie okazało - nie doszło do porozumienia odnośnie naszej i tak niskiej stawki, która dodatkowo miała być rekompensatą za wcześniejszy brak wynagrodzenia. Mimo to ceny biletów nie zmniejszyli i nie wykreślili nas z plakatów. U nas na profilu pojawiła się informacja, że nie zagramy. Organizator takiej informacji nie zamieścił. Mało tego, zignorował pisemny zakaz  puszczania podkładów z naszymi melodiami i głosami. I robi to nadal; na koncertach z Cleo – słychać śpiewające percivalki w tle „Nie lubimy robić”. Jakbyś to nazwał?

RW: Cóż, dla mnie osobiście cała ta sytuacja jest zwyczajnie nie do pomyślenia. Uważam, że każdy artysta jest właścicielem swojej twórczości i każdemu za jego pracę należy się godne wynagrodzenie lub udział w potencjalnych zyskach. Czy w zaistniałej sytuacji zamierzacie dochodzić swoich praw na drodze sądowej?

JL: Oczywiście, już rok temu zwróciliśmy się do prawnika, aby zajął się tą sprawą, ale sądy w Polsce są bardzo opieszałe i nie chce im się, najwyraźniej, rozstrzygać tak trudnych casusów. Nie wiem,  dlaczego media akurat teraz zaczęły o tym głośno mówić, skoro my mówiliśmy o tym już rok temu. Może to kolejny dowód, że Donatan nie zrobił nam żadnej promocji, a mas media nie interesują się ambitnymi małymi zespołami. A może to ma coś wspólnego z Eurowizją.

RW: Wróćmy do przyjemniejszych spraw... Całkiem niedawno pojawił się Wasz – pełen żywiołowej muzyki – album: „Slava!”. Jest on pierwszym z tryptyku przedstawiającego muzykę ludów słowiańskich. Zdradzisz, co szykujecie dla nas w kolejnych?

Biskupin – maj 2011, PERCIVAL http://www.percival.pl/

JL: Tak, obecnie szykujemy drugą część tryptyku. Płyta będzie pełna utworów Słowian Wschodnich. Będą, np. utwory rosyjskie, ukraińskie, białoruskie... W tajemnicy mogę zdradzić, że będzie się ona różnić brzmieniowo od naszych poprzednich płyt. Przede wszystkim główną rolę odgrywać tu będzie śpiew biały. Bardzo charakterystyczny dla słowiańskiego folkloru. Trzecia część tryptyku, do której powoli się szykujemy, to  pieśni Słowian zachodnich. Tu będziemy kładli nacisk na polskie utwory, ale także staramy się dotrzeć do utworów w dialektach już dawno zapomnianych. Przy ostatniej części czeka nas najwięcej pracy... W międzyczasie, kiedy wychodziła „Równonoc”, tworzyliśmy także płytę z folk metalowego projektu: „Svantevit”, która jest metalową opowieścią o Słowianach połabskich. Pojawia się na niej wiele bóstw słowiańskich a także sytuacji, z jakimi borykano się ówcześnie. Między innymi problem chrystianizacji. Całą historię, która jest opowiedziana w utworach można przeczytać we wkładce, dołączonej do płyty.

RW: Nie mogę nie zapytać o pozostałe plany na przyszłość... Moje dzieciaki uwielbiają „Satanismus” w wersji „folk metal na wesoło”... Na głos śpiewają ten utwór podczas jego odtwarzania w podróży autem. Planujecie coś podobnego? A może rozważacie to, o co już Was kiedyś pytałem – nagranie świątecznej płyty z kolędami typowo rodzimowierczymi, żebyśmy i my – rodzimowiercy, mieli co słuchać i nucić przy okazji Święta Godowego?

JL: Jak najbardziej możesz pytać o przyszłość. Ciągle jesteśmy w biegu. Nie dość, że praca nad albumami, to jeszcze koncerty. Dopiero wróciliśmy z Bielsko-Białej i Ogrodzieńca, gdzie świętowaliśmy nasze XV-lecie. Teraz czekają nas jeszcze wyjazdy za granicę na Białoruś i Litwę. Co do hitu jakim jest „Satanismus” – tego się nie da zaplanować. To trzeba usiąść ze znajomymi i się samo zrobi (śmiech). Kolędy Rodzimowiercze – do przemyślenia ...

RW: Co chcielibyście na koniec przekazać waszym sympatykom?

JL: Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników wywiadu i zapraszam do przesłuchań naszych płyt. Ale przede wszystkim zapraszam na koncerty, tam możemy spotkać się na żywo.

RW: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów muzycznych.

Rodzima Wiara: wstęp na końcu

O Rodzimej Wierze

Korekta przez: ()



« Zielone Świątki, dawne Stado Noc Kupały »

komentarze

1. Dobrze,że ja jestem tak • autor: Nierozpoznany#15472011-09-11 16:26:46

Dobrze,że ja jestem tak mało oczytana w sumie:) nie wiedziałam o strażnikach i u mnie ta granica wyglądała jak zwykły punkt kontrolny. Przypominało mi to przejście na granicy 2 państw,przez które przechodziliśmy żeby zobaczyć drugą stronę wodospadu, Była mała kolejka,ale to normalne bo większość ludzi chce zobaczyć 2 strony cudu natury. Bo każda jest inna i piękna.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)